Śledztwo nie dotyczy jednak wątku maltretowania czy pobicia 7-miesięcznej córki, o czym jest bardzo głośno w Mogilnie.
Na początku maja do mogileńskiej komendy policji wpłynęło zgłoszenie od pracownika strzeleńskiego szpitala, dotyczące obrażeń na ciele kilkumiesięcznego dziecka. Jak dowiedzieliśmy się od rzecznika prasowego podkom. Tomasza Rybczyńskiego z KPP w Mogilnie, w oparciu o te informacje stróże prawa podjęli czynności sprawdzające w tej sprawie. Formalne czynności prowadzone były do 17 maja i ostatecznie zakończyły się wnioskiem o wszczęcie dochodzenia w sprawie znęcania się nad rodziną. Oficer prasowy z mogileńskiej komendy nie chciał jednak wypowiadać się na ten temat.
18 maja do redakcji Pałuk w Mogilnie zgłosiła się matka rzekomo maltretowanego dziecka. Była bardzo zdenerwowana informacjami rozpowszechnianymi w internecie, jakoby jej dziecko zostało pobite. - Artykuł, który pojawił się na jednym z portali, to kompletna bzdura. Chciałabym, żebyście wy napisali prawdę na ten temat - powiedziała na wstępie 22-letnia mieszkanka Mogilna.
O pojawieniu się informacji w internecie kobieta dowiedziała się wieczorem 16 maja od ojca jej dziecka, 25-letniego Szymona W. z Mogilna.
- Ojciec mojego dziecka zadzwonił do mnie z pytaniem, czy ja zdaję sobie sprawę z tego, co narobiłam. A ja kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi. Opowiedział mi, gdzie przeczytał informacje na ten temat. Nie mogłam uwierzyć, jak ktoś bez rozmowy ze mną mógł wypisywać takie bzdury. To są pomówienia - dodała kobieta.
Do zdarzenia, jak powiedziała nam matka 7-miesięcznej dziewczynki, doszło 1 maja. Z jej relacji wynika, że pomiędzy nią a ojcem jej dziecka Szymonem W. doszło do awantury. Kobieta trzymała wtedy córkę w ramionach.
- Szymonowi puściły nerwy i mnie uderzył, wtedy też przez przypadek nasza córka została uderzona w główkę. Po wszystkim wyszłam z małą z domu. Pojechałam do moich rodziców, żeby ochłonąć. Byłam niespokojna. Więc postanowiłam sprawdzić, czy z małą wszystko jest w porządku. W tym celu pojechałam do szpitala w Strzelnie. Córka miała na czole małego siniaka, a ja otarcia naskórka. Dla upewnienia się, czy wszystko z dzieckiem jest w porządku, skierowano mnie do szpitala w Bydgoszczy. Nie pojechałam tam jednak tego samego dnia, bo mała była trochę niespokojna, więc wróciłam do rodziców, by odpocząć. Do domu ojca mojego dziecka nie chciałam wracać, bo chciałam się wyciszyć i żeby mała się wyciszyła. Do szpitala do Bydgoszczy pojechałyśmy następnego dnia rano - wyznała matka.
W bydgoskim szpitalu kobieta ze swoją córką przebywała 3 dni. Ze względu na to, że niemowlaki mają miękką główkę, personel chciał sprawdzić, czy faktycznie nic jej nie jest. W tym czasie ojciec dziecka - jak powiedziała nam nasza rozmówczyni - bardzo interesował się stanem córki. - Ojciec dziecka dzwonił i pisał też SMS-y z pytaniem, czy może mnie zmienić, bo ja czuwałam przy małej na krześle. Z wszystkim był na bieżąco. Gdy wróciłyśmy do domu, pojawiła się u mnie policja, a ja przecież nie składałam żadnego zawiadomienia. Jedynie w szpitalu w Strzelnie wyjaśniając cel mojego przyjazdu opowiedziałam co się stało - powiedziała reporterowi.
W wypisie z bydgoskiego szpitala napisano, że niemowlę nie doznało żadnych obrażeń, żadnych złamań. Po feralnym dniu pozostał mu tylko mały ślad w postaci sińca.
W czasie, kiedy kobieta wraz z dzieckiem przebywała w szpitalu w Bydgoszczy, jej rodzice zabrali z domu ojca dziecka jej rzeczy i przywieźli do siebie.
W rozmowie z reporterem Pałuk młoda kobieta zapewniła, że to, iż ojciec jej dziecka ją uderzył, to był jednorazowy incydent: - Wcześniej były między nami tak zwane przepychanki słowne, a ten raz mnie niestety uderzył. Na dziecko nigdy nie podniósł ręki. Wtedy to był wyłącznie przypadek. Pojawiły się już plotki na temat ojca mojego dziecka, że jest katem. A to przecież nieprawda. Puściły mu nerwy i ja dostałam. Moi rodzice mają żal, że podniósł na mnie rękę. Tego co zrobił, już się nie cofnie, ale nie mogę przecież składać fałszywych zeznań. Nie chcę, żeby ojciec mojego dziecka poszedł do więzienia za coś, czego nie zrobił. Jestem nerwowo wykończona tą całą sytuacją. Mała też czuje, kiedy ja jestem nerwowa i wtedy też jest niespokojna. Szymon jest porywczy i czasem wybuchowy, ale nie zrobiłby krzywdy swojemu dziecku, ani żadnemu innemu. Nigdy nikt nad małą się nie znęcał.
Jak zakończy się sprawa, wykaże wszczęte śledztwo. Z naszych informacji wynika, że śledztwo w sprawie znęcania się nad rodziną nie dotyczy ani pobicia, ani maltretowania niemowlaka, bo do takiej sytuacji miało nie dojść. Dotyczy za to uderzenia matki przez przez konkubenta.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 953 (20/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze