Reklama

Śnięte ryby na plaży, w trzcinach

Strażnicy miejscy wykluczyli działalność kłusowników lub celowe zanieczyszczenie jeziora. Przedstawiciel dzierżawcy jeziora Marcin Szymański z Inter Fish mówi, że wszystko jednak wskazuje na działalność kłusowniczą.

Tak wyglądał brzeg jeziora na plaży w Łąkiem w niedzielę 21 maja fot. Paweł Lachowicz

    W niedzielę Krzysztof Nosek ze Strzelna powiadomił nas, że na plaży jeziora w Łąkiem pływają śnięte ryby. - Całe jezioro jest zawalone śniętą rybą. Jest to wręcz katastrofa ekologiczna. Trzeba sprawdzić, co było przyczyną. Jak to zobaczyłem, to płakać mi się chciało - usłyszeliśmy.
     Gdy pojechaliśmy nad jezioro, płocie zalegały przy brzegach i w trzcinie. Śnięte ryby zaczęły pojawiać się już w piątek 19 maja. Kulminacja nastąpiła w sobotę. Na miejscu pojawili się strażnicy miejscy oraz kryminalni z komisariatu w Strzelnie. Komendant SM Paweł Namieśnik poinformował Straż Rybacką i dzierżawcę jeziora firmę Inter Fish. - Wstępnie ustaliliśmy, że powodem śnięcia ryb jest przyducha, czyli deficyt tlenu w wodzie i jest to naturalne zjawisko po tarle - mówi komendant Namieśnik. Straż miejska wykluczyła działalność kłusowniczą bądź celowe zanieczyszczenie jeziora.
     Według Marcina Szymańskiego z Inter Fish, Bazy Rybackiej w Czerniaku, wbrew ustaleniom straży miejskiej wszystko wskazuje jednak na działalność kłusowniczą. - Ja wiem o dwóch przyczynach, jakie mogą wystąpić w tym okresie. Jedna to tarło, a część ryby po tarle niestety pada. Ale to zdarzenie wskazuje na inną przyczynę. Jest to prawdopodobnie spowodowane faktem kłusownictwa, z żaków kłusowniczych zostały ryby wytrzepane, te których kłusownicy nie wzięli. Widać wyraźnie, że te ryby są poocierane. Wiadomo, że kłusownik nie zabiera wszystkiego, tylko to, czego potrzebuje, a resztę wyrzuca do wody. Z takich 2 do 3 żaków może być tego ze 100 kg i to spokojnie. Taka ilość na wodzie wydaje się, że jest to bardzo dużo. Dzisiaj chłopacy byli, trochę wyzbierali, zobaczymy, jak to będzie wyglądać. Jutro z rana jeszcze raz pojedziemy, opłyniemy łodzią dookoła i wyzbieramy co się da. Innego wyjścia nie mamy i nikt tego nie zrobi za nas. Na przyduchę tutaj jeszcze za wcześnie, zbyt krótko słońce operowało. Chłopacy z tlenomierzem pojechali i okazało się, że tlen w wodzie jest w normie, więc nie jest przyczyną brak tlenu - powiedział Marcin Szymański.
     Marcin Szymański pokazał nam, jak wyglądają żaki, którymi posługują się kłusownicy. Mówił, że ryba dusi się w oczkach takiej sieci i te ryby są wytrząsane przez kłusowników. - Jak rybacy takich żaków używają, to są na jeziorze codziennie. Kłusownik natomiast jest po 3 lub 4 dniach, więc tej ryby w tych oczkach nie ma żywej. Ta drobnica się po prostu dusi. Oni tego nie zabierają. W tym przypadku najprawdopodobniej postawili takich kilka i po prostu wzięli to, czego chcieli, a resztę wyrzucili z sieci - mówił Marcin Szymański. Zaznaczył, że tego typu sieci są tak rozpowszechnione i można je dostać za małe pieniądze, że wystarczy niewielka znajomość łowienia i można zastawić taką sieć na jeziorze.
     Zasugerowani pytaniami naszych czytelników, że być może powodem śnięcia ryb było zarybianie rybami z innego jeziora, spytaliśmy Marcina Szymańskiego, czy firma Inter Fish zarybia jeziora narybkiem z innych jezior. Odpowiedział, że są tzw. przerzuty. - Przerzucamy z obwodu rybackiego z jednego do drugiego. To jest praktykowane od zawsze i można to zrobić, ale warunkiem jest to, że posiada się świadectwo zdrowia - usłyszeliśmy. Zanim dojdzie do tzw. przerzutu, najpierw kilka ryb zawiezionych zostaje do Zakładu Higieny Weterynaryjnej do Bydgoszczy. Tam specjaliści ryby badają, czy nie mają pasożytów i określają, czy nadają się do dalszych zarybień. O takich czynnościach informowany jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, bo takie są wymogi, że w takim dniu będzie przeprowadzone zarybianie i to, że ryba ma badania. Ponadto sporządza się protokół odłowu i wpuszczenia ryby. - Jak wpuścimy za dużo ryb, można zapłacić karę. Do każdego jeziora jest sporządzany operat opiniowany przez Instytut w Olsztynie czy Szczecinie i na podstawie tego operatu przez 10 lat się gospodaruje. Po tym czasie pisze się nowy operat i opinie. Jest to przynajmniej 60 stron i nie można robić co się chce. Umowy dzierżawne zobowiązują do przestrzegania Ustawy o Rybactwie, która mówi wyraźnie, że musi być operat i muszą być prowadzone księgi jeziorowe - powiedział nam Marcin Szymański.
     Ryby z jeziora w Łąkiem zostały częściowo uprzątnięte przez pracowników Inter Fish we wtorek 23 maja, reszta posprzątana została w środę. Ewentualne pozostałości zostaną zjedzone przez ptaki. Firma ma podpisaną umowę utylizacyjną i nie wolno śniętych ryb zostawić.
     - Postaramy się jak najbardziej to wyczyścić. W dzierżawie nie jest napisane wprost, że mamy w takich sytuacjach sprzątać, ale jest zapis o dbaniu o porządek, więc jest to element dbania, a i tak nikt inny tego nie zrobi. Tyle, ile damy radę, to posprzątamy w tym tygodniu jeszcze - powiedział Marcin Szymański.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1319 (21/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości