W niedzielę, 11 czerwca w parafii pw. Chrystusa Dobrego Pasterza w Orchowie odbyła się wyjątkowa uroczystość. Podczas eucharystii sprawowanej w oktawie Bożego Ciała odsłonięta została tablica upamiętniająca Zofię Szalata - osobę, która swym życiem i postępowaniem wyrażała głęboką wiarę i przywiązanie do Kościoła.

Zofia Szalata fot. z arch. rodzinnego
Mszę świętą w obecności licznie zgromadzonej rodziny pani Zofii oraz parafian odprawił proboszcz ks. Mariusz Koronowski. U stóp ołtarza podczas eucharystii wystawiony został rower, z którym Zofia Szalata praktycznie się nie rozstawała. Podczas homilii ksiądz nawiązał do czytanej tego dnia ewangelii, której przesłaniem było całkowite oddanie się wierze. Słowa nawiązywały do pracy mieszkanki Orchowa Zofii Szalata, która przez ponad 50 lat oddając się całkowicie służbie dla parafialnego kościoła pracowała nad jego wystrojem i poszanowaniem.
- Dzisiaj w naszej parafii jest na to odpowiedź. Bo to dzisiaj odsłonimy tablicę kogoś, kto nam da odpowiedź. To pani Zofia Szalata, człowiek głębokiej wiary i zaufaniu do Boga. Nie czytała teologii, nie studiowała opasłych tomów, ale przełożyła tą ucztę eucharystyczną na życie. Jak z wielu ust słyszałem uwielbiała msze św. Uwielbiała Boże Ciało. To była jej pasja, chciała, żeby msza święta była zawsze piękna. To był człowiek, który nam pokazał, że można w prosty sposób żyć teologią, żyć Bogiem - mówił ks. Mariusz.
Dodał, że pani Zofia przez ponad 50 lat układała kwiaty w kościele. Wcześniej też w Orchowie Dolnym, gdy dwa kościoły stanowiły jedną parafię. Przez ponad 50 lat jeździła po ogrodach, po polach, po łąkach i zbierała kwiaty. - I to kochani nie kombajnem, quadem, czy czymś, co ułatwiałoby jej podróż. Jeździła tym rowerem, tym co jest przed ołtarzem. Tym rowerem z kluczami na kierownicy. To było jej narzędzie. Było jeszcze jedno zadanie, które przez ponad 50 lat czyniła. Prała obrusy do kościołów, alby. To nie były obrusy takie, jak teraz plamoodporne, nowoczesne. To były obrusy lniane, które trzeba było wygotować, wykrochmalić i wyprasować. Nie żelazkiem z parą, gdzie ciśnienie pary prasuje, tylno ciężkim żelazkiem, aby było to, nie tylko godne, ale by dodawało ducha teologii liturgii, czystej liturgii. Choć można powiedzieć, że życie oddała kościołowi, to i oddała ludziom - mówił ks. proboszcz.
I to właśnie proboszcz parafii był inicjatorem ufundowania i umieszczenia w kruchcie kościoła pamiątkowej tablicy z wizerunkiem pani Zofii i napisem: Parafianka oddana w służbie Bogu, Kościołowi i ludziom. Naręcza dobrych uczynków w bukiety kwiatów splecione niosła Bogu. W dowód szacunku i wdzięczności. Parafianie. Orchowo A.D. 2023.
U stóp ołtarza podczas eucharystii wystawiony został rower, z którym Zofia Szalata praktycznie się nie rozstawała fot. Paweł Lachowicz
Podczas eucharystii ks. proboszcz wspominał, iż pamięta czas, kiedy rodził się pomysł, aby ufundować tablicę. Pytał wówczas wielu ludzi, co o tym sądzą i jak wspominają panią Zofię. Dowiedział się wówczas, że mieszkańcy pamiętają jej serdeczny uśmiech, który nie schodził z jej ust. Uśmiech, którym potrafiła załagodzić wszystko. Wielu mówiło, że gdy wchodziło się do gabinetu gdzie pracowała, jako pomoc dentystyczna, to człowiek od razu przestawał się bać. - Nawet mniej bolało, bo to bardziej bolało panią Zosię, niż kogoś, kto był w gabinecie. Jak się za coś wzięła, to doprowadzała to do końca. Nie pozostawiała w połowie drogi czegoś, za co się zabrała. I dlatego dzisiaj, to jej życie żelaznym rylcem wyryło tablicę, którą odsłonimy i poświęcimy - mówił proboszcz ks. Mariusz Koronowski.
We mszy świętej oprócz licznie zgromadzonych parafian uczestniczyli członkowie rodziny Zofii Szalata. Od córki jej siostrzenicy Agaty Zemskiej-Niewęgłowskiej dowiedzieliśmy się, że pani Zofia urodziła się 9 maja 1933 roku w Orchowie. Była piątym z sześciorga dzieci Anny i Józefa Szalatych. Wychowała się w skromnym domu, w którym wzajemna pomoc, życzliwość oraz wiara były najważniejsze. Była to liczna i kochająca się rodzina, nie mająca wiele, ale zawsze gotowa podzielić się ostatnim kawałkiem chleba. - Tacy byli Szalaci. Bez wyjątku. Uczciwi, pracujący ludzie - opowiada pani Agata.
Zwieńczeniem uroczystości był przygotowany przez siostrzenicę pani Zofii Irenę Zemską – poczęstunek dla parafian fot. Paweł Lachowicz
W Orchowie ukończyła 7 klas szkoły podstawowej. W 1969 r. zdała egzamin na instrumentariuszkę stomatologiczną. Przepracowała 32 lata w Poradni Stomatologicznej w Orchowie i Ostrowitem. - Ciocia Zosia, jako jedyna ze swojego rodzeństwa nie założyła swojej rodziny, ale była obecna w rodzinach swojego rodzeństwa. Gotowa im pomóc - zawsze i bezwarunkowo. Ciocia Zosia i jej rodzeństwo zawsze mogli na sobie polegać - dodaje pani Agata. Zofia Szalata od lat młodzieńczych do końca życia czynnie uczestniczyła w życiu kościoła w Orchowie.
Nie czekała na nagrody i wyróżnienia. Wyprała i wyprasowała kilkaset ton obrusów kościelnych, sutann i komży. Na swoim niezawodnym rowerze z kościelnym praniem pokonała tysiące kilometrów. Zawsze z uśmiechem. - Spędziła tysiące godzin prasujące metodycznie obrusy kościelne. Pytana po co to robi, szczególnie kiedy była już poważnie chora, z serdecznym uśmiechem odpowiadała, że to na "chwałę Bożą" - dodaje pani Agata. Kochała kwiaty, a ubieranie kościoła, to było zajęcie, w które wkładała całe swoje serce. Opiekowała się też krzyżem na skrzyżowaniu ulic Wyzwolenia i Trzemeszeńskiej w Orchowie.
- Ciocia Zosia nie miała wolnego czasu. Jeśli zostawała w domu, to dlatego, że akurat miała do dokończenia na drutach sweter lub skarpetki. Każdą wolną chwilę oprócz dziergania spędzała na pomocy w kościele lub śpiewając. Ciocia lubiła ludzi, a oni ją - opowiada pani Agata. Od 1978 roku, czyli od początku istnienia Klubu Seniora Złota Jesień, którego była członkinią. - Była członkinią także zespołu śpiewaczego Złota Jesień - dodaje szefowa klubu Teresa Cieślewicz, dla której prywatnie pani Zofia była ciocią. Pamiętano o niej w wielu miejscach na świecie, o czym świadczy pokaźnych rozmiarów zbiór pocztówek z całego świata. Równie imponujące jest archiwum listów, które regularnie wymieniała z rodziną i znajomymi z Polski i zagranicy.
Zmarła 8 marca 2012 roku. - Orchowo było dla cioci wszystkim. Tutaj wszystko się zaczęło i skończyło. Była już ciężko chora, ale dopytywała o Orchowo i nie mogła się doczekać, kiedy tutaj znowu wróci. I choć cioci już od dawna z nami nie ma, to pamięć o jej pracy na rzecz kościoła i lokalnej społeczności na pewno nie zginie dzięki księdzu Mariuszowi oraz mieszkańcom Orchowa. My, rodzina czujemy się zaszczyceni tym, że to nasza ciocia Zosia została tak pięknie wyróżniona, że mieliśmy to szczęście znać ją, i że jest częścią naszej rodziny - powiedziała nam Agata Zemska-Niewęgłowska. Dodała, że do sposobu życia jej cioci idealnie pasuje cytat: Dobro czyni się nie dla sławy, jednak sława podąża za nim.
Zwieńczeniem uroczystości był przygotowany przez siostrzenicę Izabelę Zemską - poczęstunek dla parafian. Na stołach rozłożonych na kościelnym placu królowały domowe wypieki i aromatyczna kawa.
Paweł Lachowicz