Irena Wojciechowska, wójt, Zbysław Woźniakowski, kot, mieszanka
W sprawie kotów w Przyjezierzu
Mieszkanka Mogilna napisała do wójta Jezior Wielkich między innymi: (...) Bez względu na Pana urzędniczą bezduszność w tej sprawie, przez cały okres opiekuję się bezdomnymi kotami, wiele z nich za własne pieniądze wysterylizowałam, dlatego populacja kotów w Przyjezierzu się zmniejszyła. Robię to od wielu lat z potrzeby serca, gdyż los zwierząt nie jest mi obojętny.
OPIEKUJE SIĘ KOTAMI
W numerze 5/2015 z dnia 5 lutego zamieściliśmy artykuł To nie są koty bezdomne, to są koty wolnobytujące. Dotyczył on opieki nad bezdomnymi kotami, którymi od lat zajmują się na terenie ośrodka wczasowego w Przyjezierzu Irena i Andrzej Wojciechowscy z Mogilna. Wiosnę i lato spędzają w domku letniskowym w Przyjezierzu, gdzie prowadzą sklep India Gita. Zimą w opuszczonym letnisku także dokarmiają bezpańskie koty. Sama w okresie po sezonie co drugi dzień jeździ systematycznie z Mogilna do Przyjezierza i dokarmia je. Na czas jej nieobecności suchą karmę zostawia strażnikom pracującym w Przyjezierzu w Służbie Ochrony Mienia.
URZĘDNICZA BEZDUSZNOŚĆ
Pani Irena oczekuje pomocy w opiece nad kotami od Urzędu Gminy w Jeziorach Wielkich. W związku z tym kieruje do wójta Zbysława Woźniakowskiego szereg pism z prośbą o karmę i fundusze na sterylizację i kastrację kotów. W artykule z dnia 5 lutego napisaliśmy, że wójt Woźniakowski tłumaczy, że na kastrację, sterylizację i dokarmianie kotów na terenie kąpieliska w Przyjezierzu, gmina nie ma zaplanowanych w budżecie pieniędzy. Gmina nie wyłapie także kotów i nie odwiezie ich do schroniska.
Dokarmiająca koty, mogilnianka Irena Wojciechowska daje to za przykład urzędniczej bezduszności. - Na każdą moją prośbę czeka mnie ze strony wójta odmowa – mówiła nam Irena Wojciechowska.
PIENIĄDZE SĄ, ALE NIE NA KOTY
27 stycznia Irena Wojciechowska wysłała pismo do wójta Woźniakowskiego. Zaznaczyła w nim, że w myśl Ustawy z dnia 16 września 2011 r. o ochronie zwierząt, prosi o zakupienie paszy oraz zagwarantowanie odpowiedniej kwoty na sterylizację 22 bezdomnych kotów. Wójt Woźniakowski tłumaczył wtedy, że na kastrację, sterylizację i dokarmianie kotów gmina nie ma pieniędzy. Na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi w budżecie gminy zarezerwowane było 40.000 zł. Do 30 czerwca 2014 r. wykorzystano kwotę 24.068,64 zł na utrzymanie psów w schronisku. Pozostała do wykorzystania na II półrocze 2014 r. kwota 15.931,36 zł, zdaniem wójta nie wystarczy na utrzymanie bezdomnych zwierząt w schronisku. Według pani Ireny, tłumaczenie wójta, iż pieniądze z budżetu na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami zostały przekazane na utrzymywanie zwierząt w schroniskach jest mało wiarygodne.
Na tegoroczne pismo Ireny Wojciechowskiej, wójt odpowiedział tak samo - gmina Jeziora Wielkie nie ma w budżecie pieniędzy na kastrację, sterylizację i dokarmianie wolno żyjących kotów. W tym roku na opiekę nad zwierzętami bezdomnymi, wójt ma w budżecie 60.000 zł, w tym: na utrzymanie psów w schronisku - 54.000 zł, na zapewnienie całodobowej opieki weterynaryjnej w przypadku zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt - 3.000 zł, na koszty związane z wyłapywaniem bezdomnych psów - 2.000 zł oraz na dokarmianie psa na składowisku odpadów w Siedlimowie - 1.000 zł. Jednocześnie zgodnie z decyzją Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Bydgoszczy gmina musi sfinansować odtworzenie jednego z gniazd bociana białego, którego koszt wyniesie 2.800 zł.
WÓJT POWĄTPIEWA
Zdaniem wójta koty w Przyjezierzu są wolnobytujące a nie bezdomne, dlatego gmina nie ma obowiązku ich łapać, odwozić do schroniska, czy dokarmiać. - Dokarmianie dzikich kotów powoduje, że stają się uzależnione od dokarmiających, nie potrafią poradzić sobie same w momencie, gdy dokarmiający przestanie się nimi interesować. Cierpią wtedy głód, a jednocześnie pozostają dzikie, nie da się ich udomowić by zapewnić im opiekę. Bardzo wątpliwe jest, czy rzeczywiście pani Wojciechowska regularnie przez cały rok dojeżdża z Mogilna do Przyjezierza, żeby dokarmiać koty - mówił nam Zbysław Woźniakowski.
Taką samą odpowiedź otrzymała Irena Wojciechowska w piśmie od wójta Woźniakowskiego. Zdaniem wójta to dokarmiający powinni prowadzić akcję sterylizacji i kastracji oraz szczepień wśród tych zwierząt.
GDYBY MIAŁ PAN KLASĘ
Panią Irenę bardzo poruszyła odpowiedź wójta. Za naszym pośrednictwem tłumaczy wójtowi, że wójt nie przeczytał ze zrozumieniem jej listu. Pani Irena tłumaczy m.in.: Po pierwsze, nie 22 koty wymagają zabiegu sterylizacji, tylko populacja ogólna kotów zmniejszyła się do 22 sztuk ( w roku poprzednim ponad 30 sztuk) - część z nich jest już po zabiegach kastracji i sterylizacji, a kilka nowych powinno się jej poddać. Po drugie, nigdy nie mówiłam, że dojeżdżam do Przyjezierza codziennie. Dojeżdżam co dwa, trzy dni, a na dni mojej nieobecności pozostawiam karmę dla kotów Panom z ochrony Przyjezierza, którzy ją kotom wysypują. Poucza mnie Pan, że dokarmiający powinien prowadzić akcję sterylizacji i kastracji, ma Pan rację, tylko to stwierdzenie kieruje Pan do siebie i Pan się z tego nie wywiązuje. Bo na gminie, kierowanej przez Pana, spoczywa obowiązek, o którym Pan pisze. Ja wyręczam pańskich urzędników od wielu lat w tej kwestii i tyle złej woli, ile wykazuje Pan w tej sprawie, świadczy o Pana urzędniczej indolencji i złośliwości. Gdyby miał Pan klasę, to wyraziłby mi Pan uznanie i podziękowanie za to, co robię, a nie oskarżał, że robię więcej szkody niż pożytku. Kierowanie się „dobrem” zwierząt według pańskiej filozofii to skazywanie ich na głodową śmierć. Dodaję, że większość tych kotów, to koty porzucone przez wczasowiczów, którzy przywożą je na czas urlopu, a potem porzucają bez żadnej odpowiedzialności. Pozostawienie tych zwierząt bez pomocy ze strony człowieka - powtarzam człowieka, a nie takiego urzędnika jak Pan - skazuje je na śmierć głodową, gdyż szczególnie zimą nie są one w stanie same się wyżywić. Powtarzam, są to koty wolno żyjące, porzucone i dlatego bezdomne. Ponieważ Pana wrażliwość dla istot pokrzywdzonych jest żadna, będę do upadłego starała się Pana edukować - jeśli będzie Pan czytał ze zrozumieniem, to może być dobry efekt. Koty w Przyjezierzu są w większości zwierzętami domowymi, które przez nieracjonalne podejście ludzi do nadmiernego ich rozmnażania i porzucania, stają się zwierzętami bezdomnymi, nieprzystosowanymi do samodzielnego życia i zwierzętom tym, każdy cywilizowany człowiek powinien pomagać, co moim zdaniem jest nie tylko koniecznością moralną człowieka, ale wynika z przepisów prawa – twierdzi Irena Wojciechowska.
ŻĄDA PRZEPROSIN
Nawiązując do wypowiedzi wójta, że pani Irena mogła liczyć na pomoc gminy w latach 2012-2013, Irena Wojciechowska potwierdza, że podane kwoty są prawdziwe, jednak informacja ta jej zdaniem jest bardzo przebiegła.
Oświadczam, że Urząd Gminy nie przekazał mi żadnej złotówki, tylko pokrył w tych wielkościach rachunki za sterylizację i za zakup karmy, a z pisma wynika, że Urząd przekazał mi jakieś kwoty. Proszę trzymać się faktów i nie imputować mi, że przekazał mi Pan jakieś pieniądze - informuje Irena Wojciechowska.
Przyznaje też wójtowi rację, że największym zagrożeniem dla zwierząt jest człowiek. Pani Irena się z tym zgadza, ale dodaje, że człowiek niekompetentny i wygodny. Przy okazji Irena Wojciechowska nadmieniła, że art. 1 Ustawy o ochronie zwierząt mówi: Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. Pani Irena prosi wójta, by ten przeczytał ustawę ze zrozumieniem. Podejrzewam, że Pan jej nie zna. Oczekuję weryfikacji złych dotychczas decyzji Pana w tych sprawach, jak również żądam sprostowania nieprawdziwych zarzutów i przeproszenia mnie w szczególności za sformułowanie w Pana piśmie z dnia 02.02.2015 r. cyt. „prowadzone dotychczas przez Panią działania powodują więcej szkody wśród wolnobytujących kotów niż pożytku”. Jeśli ma Pan dowody na szkodliwą moją działalność - proszę je przedstawić. Powtarzam za moim pismem do Pana z dnia 27 stycznia 2015 r., że bez względu na Pana urzędniczą bezduszność w tej sprawie, przez cały okres opiekuję się bezdomnymi kotami, wiele z nich za własne pieniądze wysterylizowałam, dlatego populacja kotów w Przyjezierzu się zmniejszyła. Robię to od wielu lat z potrzeby serca, gdyż los zwierząt nie jest mi obojętny - stwierdziła w piśmie Irena Wojciechowska.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1203 (9/2015)
Inne teksty na ten temat:
To nie są koty bezdomne, to są koty wolnobytujące
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze