Reklama

Wietnam: ryżową wódką żegnali księżycowy rok

Paweł Maczel z Bolesławca i Piotr Mazurkiewicz z Mogilna podziwiają uroki zatoki portowej miasta Hoi An fot. arch.

Piotr Mazurkiewicz z Mogilna w podróżny dookoła świata * Wódz rewolucji * Rytuał parzenia kawy * Wietnamski Sylwester
     Wietnam: ryżową wódką żegnali księżycowy rok
     Odwiedzamy mauzoleum Ho Chi Minha. Były komunistyczny przywódca, na wzór Lenina, przechowywany jest w oszklonej kapsule. Każdy może go obejrzeć, kto tylko ma na to ochotę. Wszystko jest znakomicie strzeżone i zorganizowane. O jakichkolwiek fotografiach wewnątrz nie ma mowy. Wymagane: zdjęcie czapki, powaga na twarzy i absolutna cisza.

     WYCIECZKA ZE STOLICY NA WYSPĘ CAT BA
     Dzień 75, 15 stycznia, Hanoi - Haiphong - Cat Ba
     Następnego dnia rano ruszamy na zorganizowaną wycieczkę na wyspe Cat Ba, położoną w zatoce Halong. O dziwo taka forma jest tańsza od samodzielnych prób odwiedzenia tego przepięknego miejsca. Przy wymeldowaniu, właściciele hotelu próbują wyciągnąć od nas pieniądze, o których nie było mowy wcześniej, doliczając opłatę za ciepłą wodę i VAT. Oczywiście nie dajemy się przekręcić, ale tracąc zaufanie do naszych byłych gospodarzy, rezygnujemy z zostawienia u nich części bagażu i do autobusu pakujemy się z całym ekwipunkiem. Na trasie mijamy motorki z uwiązanymi na tylnym siedzeniu, osłami lub świniami. Ciekawy sposób transportu zwierząt. Z autobusu przesiadamy się na statek i podziwiając piękno skalistych wysepek zatoki, docieramy wieczorem do celu. Lądujemy w luksusowym, dwuosobowym hotelu z TV, łazienką i lodówką. Podczas wieczornego obchodu dostrzegamy, pływające w porcie delfiny.
     PORUSZANIE SIĘ PO WYSPIE
     Dzień 76, 16 stycznia, Cat Ba
     Przy śniadaniu rozmawiamy z innymi uczestnikami wycieczki. Dowiadujemy się, że zdecydowana większość z nich zapłaciła znacznie więcej niż my. Niektórzy płacili 50 dolarów za 2 dni, my 19 za 3 dni. Wszyscy mamy jednakowe warunki. Znów upór i twarde targowanie się w Hanoi pomogło nam znacznie zaoszczędzić. Przed południem jeszcze ruszamy do Parku Narodowego. Po przeprawie przez las tropikalny, trafiamy na wieżę widokową, skąd rozciąga się wspaniały widok na większą część wyspy. Poznajemy kolejnych młodych ludzi. Tym razem z Chile, Salwadoru i Kanady. Wspólnie z nimi najpierw mokniemy od tropikalnej ulewy, a potem wybieramy się zobaczyć pobliskie plaże.
     BUDDYJSKI RYTUAŁ PALENIA FALSYFIKATÓW
     Dzień 77, 17 stycznia, Cat Ba - Haiphong - Hanoi
     Nadszedł czas powrotu do stolicy. Najpierw statek, potem autobus i po południu znajdujemy się znów w Hanoi. Tym razem zatrzymujemy się tylko na jedną noc, by jutro ruszyć dalej na południe. Wymieniamy w banku czeki podróżne i rozglądamy się po mieście, szukając taniej stołówki. Po raz kolejny uwagę naszą przykuwa coś w rodzaju ogniska. Po krótkiej rozmowie z napotkaną Wietnamką, wyjaśnia się, że to buddyjski rytuał nakazuje palenie przed domem (najczęściej na ulicy) różnych symbolicznych przedmiotów m.in. falsyfikatów nie tylko wietnamskich dongów, ale i kochanych amerykańskich zielonych. Wieczorem idziemy na piwo z nowo poznanymi znajomymi do jednego z lokalnych pubów. Panuje tam europejski, znany nam klimat. Po powrocie do naszego pokoju dostrzegamy na ścianie miły, polski akcent - naklejkę reklamującą jedną z polskich rozgłośni radiowych.
     Z MAUZOLEUM HO CHI MINHA DO KOŚCIOŁA
     Dzień 78, 18 stycznia, Hanoi - Thanh Hoa (w autobusie)
     Jeszcze przed Mszą Świętą, na którą planujemy pójść na godzinę 10:00, odwiedzamy mauzoleum Ho Chi Minha. Były komunistyczny przywódca, na wzór Lenina, przechowywany jest tam w oszklonej kapsule i udostępniony do obejrzenia przez każdego, kto tylko ma na to ochotę. Wszystko jest znakomicie strzeżone i zorganizowane. O jakichkolwiek fotografiach wewnątrz nie ma mowy. Wymagane: zdjęcie czapki, powaga na twarzy i absolutna cisza. Oglądamy wodza i udajemy się do Katedry św. Józefa, skąd wracamy już do hotelu i wymeldowujemy się. Robimy zakupy na trasie wieczorem ładujemy się do autokaru, ruszającego na południe tego rozciągniętego terytorialnie kraju. Doceniamy - przy okazji - wietnamską organizację turystyki, gdzie pasażerów odbiera się z ich własnych hoteli i dostarcza na główny przystanek autobusowy. Znacznie ułatwia to opuszczenie dużego miasta.
     WIETNAMSKI RYTUAŁ PARZENIA KAWY
     Dzień 79, 19 stycznia, Hoih Hoa - Hue- Hoi An
     Budzimy się na kolejnym przystanku. Kawa świetnie robi na początek dnia. Sposób parzenia, w Wietnamie kawy, jest bardzo ciekawy i długotrwały. Zmielona kawa znajduje się w specjalnym potrójnym sitku, umieszczonym nad szklanką i zalewana jest wrzątkiem. Kawa kapie wolno do środka na dno szklanki, wypełnione wcześniej skondensowanym, bardzo słodkim mlekiem z puszki. Orzeźwieni ruszamy dalej i po kolejnych kilku godzinach, trafiamy do Hue. Pozostałe 4 godziny do odjazdu kolejnego autobusu, poświęcamy na zwiedzanie części miasta. W sumie nie powinniśmy być już zaskoczeni wietnamską "gościnnością", a jednak. Do Zakazanego Miasta są dwa wejścia: dla Wietnamczyków z ceną 15.000 dongów i obcokrajowców za 50.000. My wchodzimy jednak za darmo, po raz kolejny przekonując dokumentami prasowymi. Miejsce podobne jest do pekińskiego odpowiednika, tyle że bardzo zaniedbane, co zresztą też ma swój urok. Po południu ruszamy dalej kolejnym autobusem i wieczorem docieramy do naszego celu, położonego na centralnym wybrzeżu - Hoi An. Jak zwykle szukamy najtańszego hotelu, co nie jest łatwe w obliczu zbliżających się obchodów tradycyjnego Nowego Roku.
     NOCNE UROKI PORTOWEGO ŻYCIA
     Dzień 80, 20 stycznia, Hoi An
     Dzień zaczynamy od spraw gospodarczych, zawierających dziś pranie i pisanie kolejnej części dziennika wyprawy w jednej z licznych kafejek internetowych. Wieczór poświęcamy na wybadanie nocnego życia w tym portowym mieście, gdzie nadal spotkać można całe ulice kamienic z XIX wieku. Na nocnym targowisku roi się aż od szczurów, biegających pomiędzy śpiącymi pod moskitierami, właścicielami warzywnych, rybnych i mięsnych stanowisk. Wąskie uliczki niewielkiego miasta mają jednak swój specyficzny urok. Ponad 200 sklepów krawieckich oferuje tam też usługi, szczególnie radosne dla kobiet. Za niewielkie pieniądze szyje się tam na miarę wymarzone ubrania i to w ciągu zaledwie kilku godzin. My mamy dość ubrań, a i droga przed nami jeszcze długa, zanim wrócimy do domów, więc nie obciążamy się dodatkowo. Wieczorem korzystamy z telewizora w pokoju, oglądając filmy i "Australian Open".
     WÓDKA RYŻOWA SMAKOWAŁA ZNAKOMICIE
     Dzień 81, 21 stycznia, Hoi An
     Nadszedł dzień świętowania dla Wietnamczyków - ostatni dzień tradycyjnego roku księżycowego. Jako że nasz europejski sylwester, spędzony kilka tygodni temu w Chinach obył się bez hucznej fety, dziś liczymy na świetną imprezę. Ale ta odbędzie się dopiero wieczorem. Na cały dzień wypożyczamy rowery i udajemy się na piaszczyste wybrzeże, oddalone około 5 km na wschód od miejsca, gdzie mieszkamy. Jest dziś pochmurno, wieje bardzo silny wiatr, więc o popularnym plażowaniu nie ma mowy. W drodze powrotnej Pawłowi wpada do głowy pomysł wejścia na palmę i zerwania kokosa. Zajmuje mu to kilka dobrych minut, zanim odcięty wielką maczetą orzech, spada na ziemię. Zaraz potem na drzewo wdrapuje się nadzorujący operację, młody wietnamski chłopiec, który najzwyczajniej w świecie ukręcając je, w ciągu kilku sekund dostarcza kilka kolejnych zielonych (młodych) owoców. Cóż, kto nie ma w głowie, ten ma w maczecie. Trochę walczymy z kokosami i za chwilę delektujemy się pysznym mlekiem i delikatnym miąższem. Wieczorem nadchodzi czas świętowania. Wódka ryżowa smakuje wyśmienicie. O północy zaczyna się pokaz sztucznych ogni. Tłumy zebrane w porcie podziwiają ten bajeczny pokaz przez kilkadziesiąt minut. Parada niezliczonych motorków ubogaca pokaz. W końcu poczuć można, że zaczął się już Nowy Rok, choć kończy się już styczeń.

Piotr Mazurkiewicz
Paweł Maczel
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 630 (11/2004)

Reklama

 

 

Inne teksty:

W świecie kung-fu

Wszędzie sady mandarynkowe

Świątynia w skalnej jaskini

Strzelanie śniegiem z areozolu

Stopem do Wietnamu

Hanoi pełne bagietek i motocyklów

Nha Trang: W kościele ministranci to dziewczyny

Jesteśmy w Kambodży

Zbrodnie Czerwonych Khmerów

Noc na fermie krokodyli

Jesteśmy w Tajlandii

Wszędzie kwitnie kult Buddy i brutalnego boksu tajskiego

Morze, plaże, wspinaczka

Wjeżdżamy do Malezji

Wieżowce Kuala Lumpur

W kierunku tropikalnej dżungli

Noc i dzień w dżungli

Stanęli w Ameryce

Reklama

Ulice San Francisco

6 dni w Meksyku

Dotarliśmy do Belize

Tuńczyki przed oczami

Raz w Hondurasie

Z Kostaryki w kierunku Panamy

Surfowali na falach oceanu

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości