Mieczysław Czajkowski z Sanepidu: - Jest to sprawa odpowiedniej dezynfekcji
Wirus brodawczaka atakuje na basenie
Dotarcie do osób, których dzieci złapały wirusa brodawczaka ludzkiego nie było trudne. Wystarczył jeden telefon. Rodzice dzieci, zarówno tych z podstawówki, jak i z gimnazjum już nie ukrywają, że brodawczak stał się dużym społecznym problemem. Telefon do jednej osoby spowodował uzyskanie kontaktu z wieloma innymi osobami, rodzicami dzieci, którzy, albo problem z bolącymi naroślami mają już z głowy, albo są w trakcie jego leczenia.
OBJAWY, NAROŚLA
Objawy są takie same. Na stopach na pięcie, palcach czy między nimi pojawiają się zrogowaciałe, twarde, ciemne narośla. Przez wiele osób często mylone ze zwykłymi odciskami. Niestety, tak jak w przypadku córki jednej z naszych rozmówczyń, odciski te nie znikają po zastosowaniu odpowiedniej do leczenia tego typu dolegliwości maści. Mało tego, brodawki te powodowały ból, z czasem niektóre porastały małymi włoskami.
Takie ślady po wirusie brodawczaka ma na stopie 14-letni mogileński gimnazjalista. Kilka tygodni temu był u mogileńskiego lekarza specjalisty i brodawki zostały wypalone. Dziś stopa już nie boli, a uczeń nie kuleje. Rany po brodawczaku stopniowo goją się. fot. Paweł Lachowicz Od innej mamy dowiadujemy się: - Córka trochę kulała. W listopadzie była przeziębiona. Przy okazji wizyty u lekarza pokazałam pani doktor nogi córki. Dowiedziałam się, że to brodawki i to one właśnie powodowały ból, przez który moje dziecko utykało. Średnica największej z narośli miała około 1 centymetra.
JAK LAKIER DO PAZNOKCI
Kobiety i ich dzieci chętnie się wypowiadają, ale ze zrozumiałych powodów chcą zachować anonimowość. Panie twierdzą, że w trakcie wizyt ich dzieci w przychodni słyszały m.in. od pielęgniarek, że w Mogilnie taka przypadłość nie należy do rzadkości. - Dosłownie pełno jest tego wokoło - mówi matka 15-letniej dziewczynki.
Brodawki, jakie pojawiły się na nogach dzieci znikały dopiero po zastosowaniu odpowiedniego, podobnego do bezbarwnego lakieru do paznokci płynu. Płynem tym należało smarować krosty nawet kilka tygodni. Niektóre dzieci robiły do dwa razy dziennie inne częściej. Niestety wiele przypadków skończyło się wypalaniem u lekarza specjalisty.
Dzieci i młodzież z powodu nabytej na mogileńskim basenie dolegliwości były i są zwalnianie z lekcji wychowania fizycznego.
ZAKAŻĘ PŁYWANIA
Kilka dni temu sprawę na forum internetowym gminy Mogilno poruszyła jedna z matek dzieci uczęszczających na basen. Kobieta w internetowej akcji pod hasłem Pytanie do burmistrza zapytała Leszka Duszyńskiego, czy na basenie w związku z występowaniem tego typu wirusa przeprowadzona zostanie dezynfekcja. Ja chyba przestanę wysyłać swoje dzieci na basen, bo już wiele osób to zrobiło - pisze kobieta.
JEST WIRUS
Wszędzie na basenie od mniej więcej pół roku pojawiły się informacje o konieczności zakładania klapek. Dyrektor Mirosław Wieczorek przyznaje jednak, że zabrakło większej zorganizowanej akcji informacyjnej w szkołach na temat konieczności zakładania klapek. fot. Joanna Bejma O tym, że na mogileńskim basenie występuje wirus brodawczaka ludzkiego, dyrektor Ośrodka Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji Mirosław Wieczorek wie i to nie od dziś.
Dyrektor udzielił w Internecie na ten temat wyczerpującej odpowiedzi. Mirosław Wieczorek pisze m.in.: Z niezupełnie jasnych powodów brodawki częściej występują u dzieci niż u dorosłych, co może być związane z rozwojem swoistej odporności przeciwko HPU z wiekiem. Ocenia się, że brodawki występują u 15-20% dzieci w wieku szkolnym. Zakażenie częściej dotyka osoby z osłabioną odpornością. Wirus przenosi się przez bliski kontakt z zakażoną osobą lub przedmiotem. Brodawki stóp występują w dwóch postaciach. Mogą być pojedyncze, bolesne zgrubienia naskórka, które są często mylone z odciskami. Ta właśnie postać występuje głównie u młodzieży. Do zakażeń dochodzi w miejscach, gdzie młodzież bierze prysznic w dużych grupach, np. pływalnie, hale sportowe, kolonie. Brodawki te często znikają samoistnie. Drugi typ brodawek rozwija się bardziej powierzchownie, ale występuje gromadnie i nie ustępuje samoistnie.
Wszędzie na basenie od mniej więcej pół roku pojawiły się informacje o konieczności zakładania klapek. Dyrektor Mirosław Wieczorek przyznaje jednak, że zabrakło większej zorganizowanej akcji informacyjnej w szkołach na temat konieczności zakładania klapek. fot. Joanna Bejma Pałukom dyrektor Wieczorek powiedział: - Na początku, jak powstała pływalnia wiedzieliśmy, że będą tego typu problemy. To nieuniknione. Ostatnio często się o tym mówi. Około pół roku temu wywiesiliśmy we wszystkich możliwych miejscach informacje o noszeniu klapek. Należy je nosić już w przebieralni aż do zejścia do basenu. Od początku, kiedy basen działa, istnieje tak zwana strefa czystości. Nie można w niej chodzić bez klapek. Niestety ludzie jak to ludzie, mimo próśb i nakazów nie zawsze je przestrzegają. Trudno tego oczekiwać od młodzieży. Niektórzy przestrzegają noszenia klapek, inni nie - powiedział Pałukom Mirosław Wieczorek.
SPRAWA ODPOWIEDNIEJ DEZYNFEKCJI
O występującym na mogileńskim basenie wirusie brodawczaka słyszał dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej Mieczysław Czajkowski. - Rozmawiałem o tym z dyrektorem. Uważam, że jest to sprawa odpowiedniej dezynfekcji. Sprzątaczki powinny non stop tam chodzić - dowiadujemy się.
Dyrektor OSRiR-u uważa, że na basenie używa się najwyższej klasy środków chemicznych. Według naszego rozmówcy, nie ma obecnie na rynku takich chemikaliów, które w 100% zlikwidowałyby wirusa brodawczka. - Jednak samo przebywanie w nieckach basenowych nie powoduje zagrożenia zarażenia się wirusem. Jest on obecny poza wodą. Dlatego tak ważne jest noszenie klapek - mówi Mirosław Wieczorek.
CHODZĄ W KLAPKACH
Mamy dzieci i one same potwierdzają, że na basenie jest wymóg noszenia klapek. Wszyscy nasi rozmówcy mówią, że takie klapki ich dzieci posiadają i w nich chodzą. Mówią także, że niestety, ale ani w szkole, ani na basenie nikt nigdy nie prowadził większej akcji informującej dzieci i młodzież o konieczności i celowości używanie klapek. Potwierdza to także Mirosław Wieczorek: - I to był chyba błąd. Jak basen zaczął działać, prosiłem pracowników, aby indywidualnie informowali o tym wymogu nauczycieli, rodziców, dzieci. Robiłem to także ja sam. Nie było chyba żadnej większej akcji na ten temat.
WZROST ZACHOROWAŃ
Krzysztof Solarczyk, mogileński chirurg powiedział Pałukom, że na przestrzeni kilku ostatnich lat obserwuje wzrost zachorowań spowodowanych wirusem brodawczaka, średnio o 2-3%. - To wirusowa sprawa, ale nie nazwałbym tego zjawiskiem epidemiologicznym. Częściej brodawki na częściach podeszwowych rąk i stóp dotyczą dzieci i młodzieży niż dorosłych - mówi chirurg.
Żadne z dzieci naszych rozmówczyń nie trafiło jednak do doktora Solarczyka. Niepokojące rodziców brodawki oglądali lekarze pediatrzy. Poza tym nasze rozmówczynie twierdzą również, że nie wszystkie dzieci trafiły z kurzajkami prosto do lekarza. Wiele osób nie udało się tam wcale. Miała działać tzw. poczta pantoflowa. - Jak któreś dziecko to przechodziło, a rodzic wiedział już czym leczyć, po prostu polecał nazwę leku. Znam wiele takich osób - usłyszałam.
SZKOLNY TEMAT TABU
Kobiety, z którymi się kontaktowaliśmy, twierdzą także, że o zjawisku nie mówiono w szkole. - Tak, jakby próbowano coś zataić - powiedziała jedna z kobiet, druga dodaje: - Jak byłam na zebraniu w szkole na koniec pierwszego półrocza, dopiero poza klasą w gronie kilku mam poruszyłam ten problem. Przedtem na zebraniu nikt o niczym nie wspominał.
Dzieci o niepokojących objawach miały rozmawiać tylko między sobą.
TYLKO BRODAWKI?
W tym roku u dziecka jednej z rozmówczyń w kącikach ust pojawiło się coś dziwnego. - Myślałam, że to zajady. Kupiłam specjalną maść. Ale zamiast pomóc, jeszcze bardziej zaszkodziło. Kiedy udaliśmy się z tym do lekarza, okazało się, że to coś grzybiczego. Lekarz nie powiedział tego na 100%, ale prawdopodobnie jest to też efekt przebywania na basenie - usłyszałam.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze