Reklama

Wjeżdżamy do Malezji

Nasi podróżnicy na plaży w Tajlandii fot. arch.

Piotr Mazurkiewicz z Mogilna w podróży dookoła świata * "Full Moon" na plaży w Tajlandii
     Wjeżdżamy do Malezji
     Na plaży, położonej na tajlandzkiej wyspie Pha Ngan palą się wielkie pochodnie z ogniem. Wokół nich tańczą Tajowie, miotający ogniem. Cała plaża roi się od turystów, pijących drinki ze wspólnych wiaderek.

 

Tajlandczyk z kadzidełkami

         fot. Piotr Mazurkiewicz

     DRINK ZE WSPÓLNEGO WIADERKA
     SOBOTA 6 MARCA, DZIEŃ 126,
     To już dziś zobaczymy, jak wygląda to osławione "Full Moon". Od południa na plaży można zaobserwować jakieś przygotowania w okolicach, gdzie cały zwyczaj się narodził. Historia mówi, że kilkanaście lat temu na tej plaży - plaży jak każda inna na wyspie Pha Ngan - grupa backpackerów (czyli ludzi z plecakami) urządziła sobie imprezę w czasie pełni księżyca. Każdy mógł się do nich dołączyć. Wtedy część z nich zdecydowała się wrócić w to miejsce i zrobić kolejną imprezę w czasie kolejnej pełni księżyca. I tak dalej, zawsze znalazł się ktoś, kto to kontynuował. Tak po dzień dzisiejszy. Wieczorem wraz z polską ekipą ruszamy na "Full Moon". Uliczki w okolicach plaży są kompletnie zatłoczone, setki ludzi dookoła. Plaża z każdą chwilą jest coraz pełniejsza. Muzyka na pełny głos. Wszyscy tańczą na piasku w rytm podawany przez DJ-ów z rożnych knajp. W małym, plastikowym wiaderku podawany jest drink, z którego pije się przez słomkę. Każdy zaprasza do podłączenia się swoją słomką do wiaderka. Na plaży palą się wielkie pochodnie z ogniem, przy których mają swój show Tajowie, miotający ogniem.
     Wracamy do naszej siedziby o 10 rano, a impreza trwa nadal.
     NA KACA LEŻENIE NA SKAŁACH
     NIEDZIELA 7 MARCA, DZIEŃ 127
     Dzień poimprezowy każdemu jest dobrze znany. Wśród palm kokosowych nad brzegiem morza dużo łatwiej do zniesienia niż w ciemnym pokoju. Spacer po piasku i leżenie na skałach, o które roztrzaskują się fale, pomaga bardzo. Szczególnie w towarzystwie kobiety. Nie zaszkodzą też sałatki owocowe. Wieczorem dobre kino i smaczna kolacja. To nowo wynaleziony przepis Piotra na dzień poimprezowy. Ciężko go jednak wprowadzić w Polsce. Paweł dzień po imprezie - jak na konserwatystę przystało - spędza oglądając najnowsze filmy w kolejnych knajpach.
     TELEFON DO MAMY
     PONIEDZIAŁEK 8 MARCA, DZIEŃ 128
     Dziś Dzień Kobiet, więc telefon do mamy to pierwsza rzecz od rana, jaką trzeba wykonać. Później schemat dnia na Ko Pha Nganie, czyli plaża. Robimy też mały wywiad po agencjach turystycznych, by dowiedzieć się o rozkład promów pływających do Surat Thani. Wieczorem udajemy się na plażę. Jest absolutnie pusta. Po "Full Moon", plaża Hat Rin nieco pustoszeje. To chyba znak, by ruszać dalej.

Reklama

Paweł Maczel uprawia wspinaczkę skałkową

       fot. Piotr Mazurkiewicz

     NA DESCE SURFINGOWEJ
     WTOREK 9 MARCA, DZIEŃ 129
     Rano pakujemy się i żegnamy z naszymi koleżankami z Anglii. One płyną wieczorem na wyspę Samui, my wracamy na kontynent. W oczekiwaniu na łajbę cały dzień upływa nam na zabawie, na desce surfingowej. Fale są wysokie, a nasze pojęcie o surfingu niskie. Ale dla chcącego nic trudnego. Pełna zabawa. Nocnym promem płyniemy do Sura Thani.

Huśtawka na palmie

      fot. Piotr Mazurkiewicz

Reklama

    PRZY GRANICY Z MALEZJĄ
     ŚRODA 10 MARCA, DZIEŃ 130
     W porcie jak zwykle czekają na turystów, nawet jeśli jest 4:00 nad ranem. I jak zwykle chcą turystę przekręcić. Obiecują normalny autobus, a tu się nie obejrzysz i siedzisz przed agencją czekając na autobus prywatny, dużo droższy. Tak też było z nami. Ale nie siedzieliśmy długo, bo po usłyszeniu ceny za autobus pomaszerowaliśmy na dworzec państwowy. Tam wsiadamy do autobusu, którym dostajemy się na nasz odpowiednik PKP, a tu ceny dużo niższe.

     Czekając na pociąg poznajemy młodą Polkę z mężem. Doszliśmy do wniosku, że po polskiej wycieczce spotkanej w Kambodży, najwięcej Polaków spotkaliśmy właśnie w Tajlandii. Wieczorem pociągiem dojeżdżamy do Hai Yai, miasta położonego blisko granicy. Nie ma tu nic ciekawego do zobaczenia. Więc po partyjce szachów idziemy spać.

Reklama

     STOPEM PRZEZ MALEZJĘ
     CZWARTEK 11 MARCA, DZIEŃ 131
     Z Hat Yai wyjeżdżamy o 12:00 i udajemy się do Pedang Besar - będącego miasteczkiem granicznym. Odprawa graniczna przebiega bez problemów. Jednak pierwsza rzeczą rzucająca się w oczy jest to ostrzeżenie o przemycie narkotyków, za które grozi kara śmierci. Podobne ostrzeżenie widzieliśmy przy wjeździe do Tajlandii, wypisane dużymi czerwonymi literami. Również w Tajlandii słyszeliśmy historię rozstrzelania młodej Szwedki za przemyt. Po stronie Malezyjskiej próbujemy dojechać stopem do George Town, na wyspie Peneng. Słyszeliśmy, że stop jest tutaj bardzo dobry. I okazuje się być, bo po 15 minutach zatrzymuje się dwóch Chińczyków. Jadą prosto do oddalonego o 180 kilometrów George Town. Malezja to kraj kosmopolityczny. Poza rdzennymi mieszkańcami Malajami, mieszkają tu również Chińczycy, Hindusi, Mułzułmanie oraz wielu białych. Występuje tu więc duża różnorodność kulturowa i religijna. Trudno też określić, jaki obowiązuje tu język, ale po angielsku dogadać można się wszędzie. Na wyspę Penang prowadzą dwie drogi, można się tam dostać najdłuższym w Azji Południowo-Wschodniej mostem lub popłynąć promem. Nasi chińscy znajomi wybierają ten drugi sposób. Podwożą nas, aż do Chinatown, gdzie można znależć najtańszy w mieście nocleg. Trafiamy do hotelu Wan Hai, zbudowanego w stylu kolonialnym. Położony w centrum, z wysokimi pokojami oddzielonymi drewnianymi ścianami i wielkim tarasem. Ma swój specyficzny klimat i do tego, nie można w nocy za głośno rozmawiać, bo wszędzie wszystko słychać. Peneng to była kolonia brytyjska. W starej części miasta króluje zabudowa kolonialna, część ta dzieli się umownie na Chinatown i Indiantown. Jest też część mułzumańska.

Chętni mogą skorzystać z przejażdżki tradycyjną tajlandzką łodzią

Reklama

       fot. Piotr Mazurkiewicz

     My dzień kończymy kolacją u Chińczyka i szklanką irlandzkiego piwa, które jest jednym z najsławniejszych piw w Malezji.

Święto "Full Moon" na plaży Pha Ngan. Na zdjęciu Tajowie miotający ogniem

       fot. Piotr Mazurkiewicz

     TROPIKALNA ULEWA
     PIĄTEK 12 MARCA, DZIEŃ 132
    Rano zaczynamy zwiedzać miasto. Jednak, jak to zwykle bywa, trzeba wymienić jakieś czeki podróżne na walutę danego kraju. W banku miła dziewczyna radzi wymienić pieniądze w kantorze, ponieważ tam dostaniemy lepszą ratę. Tak też robimy. W czasie podziwiania starej części George Town odwiedzamy również licznie tam zgromadzone agencje turystyczne, by kupić bilety z Azji do Ameryki Południowej przez Australię. W jednym ze starych kościołów zostajemy zagadnięci przez kobietę. Pyta, skąd jesteśmy. Słysząc, że z Polski, mówi, że zawsze chciała odwiedzić nasz kraj, ale nie wie czy to bezpieczne. My lekko zdziwieni, odpowiadamy, że Polska jest absolutnie bezpieczna do zwiedzania. Pomaga nam ona również w dostaniu się na wzgórze Penang, skąd rozciąga się przepiękny widok na miasto i całą wyspę. Po około godzinie docieramy pod wzgórze, jednak kolejka na nie jeżdżąca jest w remoncie. Szlak prowadzący na szczyt znajduje się w Parku Botanicznym po drugiej stronie wzgórza. Piotr decyduje się zwiedzać dalej miasto. Paweł jedzie do parku, by tamtędy dostać się na szczyt. W czasie wchodzenia na wzgórze, dopada Pawła tropikalna ulewa dość częsta w tych rejonach Azji późnym popołudniem. Wraca do hotelu około 2100, kompletnie zmoczony.
     SZYKUJEMY SIĘ DO DROGI, DO KUALA LUMPUR
     SOBOTA 13 MARCA, DZIEŃ 133
     Rano, po wczorajszym przemoknięciu Paweł nie prezentuje najwyższej formy podróżniczej. Zostaje na kwadracie, lecząc przeziębienie. Piotr odwiedza tego dnia dwa meczety i chińską świątynię, w której kręcone były sceny do filmu. Wieczorem udajemy się na dach jednego z hoteli, by zrobić noce zdjęcie przepięknie oświetlonej zatoki Peneng. Planujemy również jak dotrzeć do Kuala Lumpur.

Reklama

Piotr Mazurkiewicz
Paweł Maczel
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 642 (23/2004)

 

 

Inne teksty:

W świecie kung-fu

Wszędzie sady mandarynkowe

Świątynia w skalnej jaskini

Strzelanie śniegiem z areozolu

Stopem do Wietnamu

Hanoi pełne bagietek i motocyklów

Wietnam: ryżową wódką żegnali księżycowy rok

Nha Trang: W kościele ministranci to dziewczyny

Jesteśmy w Kambodży

Zbrodnie Czerwonych Khmerów

Noc na fermie krokodyli

Jesteśmy w Tajlandii

Wszędzie kwitnie kult Buddy i brutalnego boksu tajskiego

Morze, plaże, wspinaczka

Reklama

Wieżowce Kuala Lumpur

W kierunku tropikalnej dżungli

Noc i dzień w dżungli

Stanęli w Ameryce

Ulice San Francisco

6 dni w Meksyku

Dotarliśmy do Belize

Tuńczyki przed oczami

Raz w Hondurasie

Z Kostaryki w kierunku Panamy

Surfowali na falach oceanu

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości