Krajobraz wokół gorzelni po wybuchu pieca, wyglądał jak po wybuchu bomby. Na zdjęciu pracownik Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego Marek Kaczan ogląda rozmiar zniszczeń. Ciało palacza podmuch wyrzucił na odległość 10 metrów z kotłowni. Do wczoraj, do chwili zamknięcia tego numeru gazety specjalna grupa strażaków szukała urwanej ręki palacza. Bezskutecznie.
fot. Paweł Lachowicz
Rzadkwin, wybuch, pył węglowy, palacz, fala uderzeniowa, gorzelnia, piec parowy
Wybuchł piec, palacz nie żyje
Fala uderzeniowa niszczyła wszystko co napotkała na swej drodze. Budynki gorzelni w Rzadkwinie nadają się tylko do rozbiórki. Maszyny i urządzenia stojące na podwórzu zostały całkowicie zniszczone, a teren pokryty czarną mazią. 10-tonowy element pieca siłą odrzutu przeleciał 300 metrów i spadł na pole. Fragmenty ścian zniszczyły słup energetyczny. 64-letni palacz Ryszard H. poniósł śmierć na miejscu.
Siła eksplozji w gorzelni była tak duża, że odrzuciła blisko 10-tonowy element kotła na pobliskie pole, na odległość 300 metrów. Mało brakowało, a element kotła spadłby na pobliską drogę prowadzącą w kierunku Ciechrza.
fot. Paweł Lachowicz
Cegły niczym pociski zniszczyły słup energetyczny stojący kilkadziesiąt metrów od kotłowni i spadały daleko na pole za ogrodzeniem terenu gorzelni
fot. Paweł Lachowicz
W poniedziałkowy poranek, 8 grudnia mieszkańców Rzadkwina (gm. Strzelno) obudził wielki huk. Niektórzy myśleli, że to burza. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna i na domiar złego tragiczna. Krótko przed 7:00 na terenie gorzelni, której właścicielem jest miejscowy przedsiębiorca Stanisław N. doszło do wybuchu pieca parowego służącego do wytwarzania pary w procesie produkcji spirytusu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że do wybuchu doszło na skutek rozszczelnienia instalacji pieca.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przyczyną nie była - jak się wcześniej wydawało - para wodna. W piecu zapalił się pył węglowy.
Śmierć na miejscu poniósł palacz zakładu, mieszkający w Rzadkwinie 64-letni Ryszard H., którego ciało wyrzucone zostało 10 metrów poza budynek kotłowni. Leżał tam z otwartym złamaniem nogi. Przy ciele brakowało ręki. W czasie prowadzonej akcji nikt nie mógł jej odnaleźć. Następnego dnia na miejsce tragedii oddelegowano nawet strażaków w celu poszukiwania zaginionej ręki. Z naszych informacji wynika, że do chwili oddania wczoraj numeru do druku ręka nie została odnaleziona.
Jak zdołaliśmy ustalić 2 minuty wcześniej w kotłowni przebywał też inny pracownik, który chwilę wcześniej wyszedł zrobić sobie kawę. W pomieszczeniach gorzelni przebywał jeszcze mężczyzna pracujący przy kukurydzy oraz pracownica, która obierała cebulę w zakładzie. Cała rójka nie odniosła żadnych obrażeń. Przy oddalonym około 80 m pomieszczeniu gospodarczym znajdowała się także buda, w której stróżował pies. Pomimo, że budynek gorzelni praktycznie się rozsypał, psu udało się przeżyć. Poza tym, że był bardzo wystraszony, nic mu się nie stało.
Mieszkaniec Rzadkwina Adam Leśny, gdy tylko usłyszał huk, wybiegł zobaczyć co się stało. Pomimo, że jego gospodarstwo znajduje się w znacznej odległości od gorzelni, siła wybuchu u niego w domu była odczuwalna. Sam myślał, że coś się stało u niego w domu, z kolei jego małżonka Grażyna myślała, że to burza.
- To było około 6:30, jak usłyszałem przez sen huk. Moja żona budziła mnie i mówiła, że chyba burza idzie, bo mocno huknęło. W pierwszej chwili myślałem, że to u nas coś się stało, bo czasem z pieca jest taki odgłos. Leżeliśmy jeszcze sobie, ale usłyszałem syreny. Wstałem do okna i zobaczyłem karetki. Przybiegłem tutaj i dowiedziałem co się stało, że palacz nie żyje. On chodził ze mną do szkoły - opowiada nam Adam Leśny.
Obserwujący akcję ratowniczą mieszkańcy powiedzieli nam, że palacz przychodził do pracy na 4:00 rano, aby rozpalić piec i przygotować odpowiednie ciśnienie pary na godzinę 7:00, o której ruszała produkcja. W ubiegłym roku zmarła jego małżonka.
Wybuch pyłu węglowego jest zjawiskiem, któremu towarzyszy fala wydmuchu unosząca warstwy pyłu. Dopiero po jakimś czasie pojawia się płomień, który zapali pył. Towarzyszy temu również wyrównanie ciśnień i zassanie powietrza oraz ogromna siła wyrzutu przy fali uderzeniowej 250 m/s (ponad 700 km/h) w korytarzach czy zamkniętych pomieszczeniach podczas wybuchu fala uderzeniowa może osiągnąć nawet 2 tys. km/h.
Siła fali uderzeniowej po wybuchu była tak duża, że wybiła całą ścianę, a lecące z ogromną prędkością cegły i sam podmuch wyżłobiły długi lej
fot. Paweł Lachowicz
Nic więc dziwnego, że siła eksplozji w gorzelni była tak duża, że odrzuciła blisko 10-tonowy element kotła na pobliskie pole. Zbiornik prawdopodobnie koziołkował odbijając się trzykrotnie od ziemi i w rezultacie znalazł się blisko 300 m od kotłowni na pobliskim polu. Siła podmuchu podczas wybuchu była tak ogromna, że blacha z budynku została rozrzucona po placu, a cegły niczym pociski wystrzelone z armaty w odwrotnym kierunku niż element kotła poleciały na pobliskie pole po drodze niszcząc podwójny słup energetyczny oraz znajdujące się na placu zakładu maszyny rolnicze. Ponadto całkowitemu uszkodzeniu uległa instalacja technologiczna gorzelni, trzy ściany budynku, dach oraz sąsiadujące z gorzelnią inne budynki.
Zastępy strażaków z OSP w Strzelnie i JRG w Mogilnie zajęły się zabezpieczaniem miejsca eksplozji. Działania zastępów polegały na przeszukaniu budynków oraz terenu przylegającego do zakładu, odłączeniu mediów, wygrodzeniu terenu działań.
Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał zakaz przebywania osób w budynku oraz w jego sąsiedztwie.
Policja, pod nadzorem prokuratora, zabezpieczyła ślady. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Maciej Matuszkiewicz oraz inspektor Marek Kaczan zajęli się natomiast oceną stanu uszkodzonego budynku. W czynnościach uczestniczył ponadto prokurator Prokuratury Rejonowej w Mogilnie, biegły sądowy z dziedziny pożarnictwa, inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy, pracownicy Urzędu Celnego w Bydgoszczy. Akcja trwała ponad sześć godzin.
- Obecnie nie ma już zagrożenia, jednak istnieje możliwość zawalenia się pozostałych elementów konstrukcji budynków, które naruszył wybuch. Na razie nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu. Będą to ustalać policjanci pod nadzorem prokuratora oraz wspólnie z przedstawicielami innych służb - poinformował nas oficer prasowy KPP w Mogilnie mł. asp. Tomasz Bartecki.
Jak zdołaliśmy ustalić budynek gorzelni nadaje się tylko do rozbiórki. Prace rozbiórkowe prowadzone będą pod nadzorem Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że od 1 stycznia zakład ma zostać definitywnie zamknięty. Gorzelnia zatrudnia kilkadziesiąt osób. Dla większości z nich było to jedyne źródło utrzymania.
Film można zobaczyć w zakładce Filmy.
Element pieca po eksplozji koziołkował pozostawiając na swej trasie czarny osad z miału węglowego niszcząc wszystko po drodze co napotkał
fot. Paweł Lachowicz
Od lewej mieszkaniec Rzadkwina Adam Leśny i sołtys Bronisławia Grzegorz Skowron na miejscu zdarzenia dyskutują o wybuchu w gorzelni
fot. Paweł Lachowicz
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1191 (50/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze