Zadał kilkanaście ciosów nożem pod sklepem
80-letni ojciec usiłował zabić swojego syna
Ojciec po przekazaniu synowi gospodarstwa, nie był zadowolony ze stylu życia, jaki syn prowadził. To popchnęło go do próby zabójstwa 51-letniego syna. Dzięki szybkiej reakcji strażaków ciężko rannemu mężczyźnie udało się uratować życie.
Roman Szargan pokazuje miejsce, gdzie znalazł leżącego Andrzeja K. Widać jeszcze brunatną plamę zaschniętej krwi na ziemi. Pod głowę rannemu podłożono leżący wyżej karton.
Altana obok sklepu, pod którą 80-latek dźgał nożem swojego syna LEŻAŁ W KAŁUŻY KRWI
Do tragicznego zdarzenia doszło 9 kwietnia około 18:00 w okolicy sklepu spożywczego w Bielsku (gm. Orchowo). Sklep ten sąsiaduje z terenem miejscowej szkoły podstawowej. Na podwórzu obok sklepu znajduje się drewniana altana. To pod nią rozegrał się dramat.
Roman Szargan, komendant gminny OSP w Orchowie i jednocześnie naczelnik OSP Bielsko, był wtedy w bielskiej strażnicy. Jego syn Łukasz robił zakupy w sklepie spożywczym. Od sprzedawczyni dowiedział się, że prawdopodobnie Andrzej K. został dźgnięty nożem przez swojego ojca.
Sprzedawczyni bała się sama wyjść ze sklepu. Roman Szargan razem z synem natychmiast pobiegli pod sklep. Obok sklepu, pod altaną zobaczyli dużą plamę krwi. 10 metrów dalej Andrzej K. leżał pod płotem. Oddychał, ale był nieprzytomny. Z rany powyżej kolana lewej nogi obficie płynęła mu krew. Naczelnik bielskiej straży telefonicznie powiadomił o zdarzeniu policję oraz pogotowie. Jego syn pobiegł do strażnicy po torbę medyczną. Po zatrzymaniu krwotoku i wykonaniu opatrunku strażacy dokonali oględzin ciała. - Stwierdziłem ranę kłutą w klatce piersiowej w okolicy serca - opowiada Roman Szargan.
URATOWALI ŻYCIE
Naczelnik bielskiej straży telefonicznie wezwał do pomocy ratowników medycznych ze swojej jednostki. Przyjechali oni na miejsce swoimi samochodami. Wkrótce w ratowaniu pomagali więc także: Przemysław Zwoliński, Łukasz Przybyszewski i drugi syn Romana Szargana - Przemysław. Ratownicy przybyli z zestawem tlenowym. Szef bielskiej straży ze względu na poważny stan zdrowia rannego zadzwonił do oficera dyżurnego straży, oprócz karetki ze Słupcy wezwano także karetkę ze Strzelna. Pogotowie ze Strzelna przyjechało bardzo szybko. Nieco później przyjechała z lekarzem również karetka ze Słupcy, która zabrała poszkodowanego mężczyznę do szpitala. Andrzej K. przebywa na oddziale chirurgicznym. Lekarze oceniają jego stan jako ciężki, ale stabilny. Mężczyzna stracił dużo krwi.
- Strażacy uratowali mu życie - mówi mł. asp. Marlena Kukawka, rzecznik prasowy KPP Słupca.
Na miejscu pojawili się także policjanci z grupy operacyjno-dochodzeniowej KPP Słupca. Ustalili prawdopodobny przebieg zdarzeń.
KILKANAŚCIE CIOSÓW
Okazało się, że 51-letni Andrzej K. został ugodzony nożem przez swojego ojca, 80-letniego Zbigniewa K. Obydwaj mężczyźni mieszkali razem w jednym domu w Bielsku. Andrzej K. jest kawalerem. Wiadomo, że pomiędzy mężczyznami dochodziło czasami do kłótni. W ubiegłą sobotę Zbigniew K. przyjechał rowerem do sklepu, w pobliżu którego pił jego syn. Zabrał z sobą nóż. Gdy doszło do kłótni 80-latek zadał swojemu synowi ciosy nożem. Został zatrzymany przez policjantów krótko po zajściu w swoim domu. Był nietrzeźwy. Miał około 1,4 promila alkoholu w organizmie. Został osadzony w policyjnym areszcie do dyspozycji prokuratury. 11 kwietnia prokurator przedstawił mu zarzut usiłowania zabójstwa. Wystąpił także o areszt wobec sprawcy.
Początkowo wydawało się, że Andrzej K. otrzymał dwa ciosy nożem. Jednak, jak powiedział Pałukom prokurator rejonowy w Słupcy Jan Babiak, ciosów nożem było kilkanaście w okolicach kolana lewej nogi i klatki piersiowej. Podczas przesłuchania Zbigniew K. przyznał się do tego, że zadawał ciosy nożem swojemu synowi. Jak tłumaczył, doszło do sprzeczki na tle rodzinnym. Ojciec zapisał wcześniej synowi swoje gospodarstwo. Nie był jednak zadowolony ze stylu życia prowadzonego przez syna. Wyjaśnił, że spodziewał się po nim czegoś innego i zarzucał mu nadużywanie alkoholu. Za usiłowanie zabójstwa swego syna 80-letniemu Zbigniewowi K grozi kara od 8 do 25 lat więzienia.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1000 (15/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze