Alina Mohylowska-Woźniak wraz z dziećmi Igą i Nathanem uważają, że na jeziorańskim „orliku” nic się nie dzieje. Brakuje tam dobrego animatora, który zaszczepiłby w dzieciach ducha sportu. fot. Paweł Lachowicz
Jeziora Wielkie, orlik,animator, sport, kreatywność
Animatorzy orlika bezradni
Zdaniem Aliny Mohylowskiej-Woźniak, otwarte z hukiem prawie 2 lata temu boisko orlik jest martwe. Zarzuca animatorom brak kreatywności: - Mają wykształcenie w kierunku sportowym, ale nie mają polotu i werwy, żeby zaszczepić sport w dzieciakach. Animator Patryk Maciejewski mówi: - Ta pani jest w błędzie i chyba rzadko przebywa na „orliku”. Administrator boiska, dyrektor SP Krzysztof Laskowski widzi problem: - Potrzeba większej inwencji animatorów. I spróbuję to rozruszać.
TĘŻYZNA MIAŁA KWITNĄĆ
Boisko sportowe orlik w Jeziorach Wielkich zostało oddane oficjalnie do użytku 10 listopada 2011 r. Wójt Zbysław Woźniakowski mówił wtedy: - Jest to obiekt o wysokim standardzie i mam nadzieję, że będzie w pełni wykorzystany zarówno przez młodzież szkolną, jak i dorosłych. Mam nadzieję, że kompleks sportowy przyczyni się do upowszechnienia kultury fizycznej, sportu i rekreacji na ziemi jeziorańskiej.
Po prawie dwóch latach część mieszkańców inaczej ocenia działalność. Mówią, że boisko orlik w gminie jest tylko dla zasady.
Boisko otwarte jest dla mieszkańców od poniedziałku do piątku, od 16.00 do 21.00, natomiast w soboty i niedziele od 13.00 do 18.00. W roku szkolnym do południa orlik służy uczniom miejscowej szkoły podstawowej, odbywają się na nim lekcje wychowania fizycznego.
Zdaniem Aliny Mohylowskiej-Woźniak, która praktycznie mieszka po sąsiedzku z boiskiem, z nastaniem wakacji nie widać, aby na orliku coś się działo, a dzieci chcą zabaw, turniejów i rywalizacji.
JEST MŁODZIEŻ, NIE MA ANIMATORA
Opowiada, że najbardziej zirytowała ją sytuacja, do której doszło 20 lipca. Tego dnia miał się odbyć mecz piłki siatkowej dla chętnych mieszkańców. Wstępnie planowany był na 13 lipca, ale ze względu na padający deszcz został odwołany i przeniesiony na 20 lipca.
- 13 lipca przyjechały na mecz tylko dzieci z Woli Kożuszkowej, ale odjechały. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale być może było to mało rozpropagowane - mówi Alina Mohylowska-Woźniak. 20 lipca na orliku stawili się zarówno rodzice, jak ich pociechy, ale jak mówi nasza rozmówczyni, w tym dniu nie stawiła się osoba odpowiedzialna za przeprowadzenie turnieju, czyli animator zatrudniony na orliku.
- Ta osoba miała przyjechać na 14.00, a przyjechała o 14.50 i to dopiero po interwencji dyrektora szkoły Krzysztofa Laskowskiego - opowiada Alina Mohylowska-Woźniak.
Z naszych informacji wynika, że do udziału w turnieju zgłosiła się piątka młodzieży - Tomasz Giszter, Mikołaj Grabowski, Aleksander Adamski, Nathan Woźniak i Bartosz Mańkowski oraz 4 dorosłych - Krzysztof Woźniak, Ewa Mohylowska-Schellner i jeszcze dwoje rodziców (nazwiska do wiadomości redakcji). Ze względu na brak organizatora również 20 lipca mecz się nie odbył.
BRAK WSPÓŁPRACY
To wydarzenie przechyliło czarę goryczy pani Aliny i postanowiła sprawę nagłośnić w gazecie.
- Powinien być jakiś plan na wakacje i dzieciaki powinny się uczyć na „orliku” gry w piłkę siatkową czy w piłkę nożną. Jest mi przykro, że tutaj dzieciaki nic nie mają. Bo „orlik” jest, a nic się nie dzieje. Mówimy to wójtowi i nic. Dziewczyny z Jezior Wielkich, które chodzą na „zumbę” (nauka tańca z elementami aerobicu przyp. pal.) jeżdżą na „orlika” do Wilczyna, bo tutaj nie ma nic - dodaje pani Alina.
Jej też zdaniem, w gminie brakuje współpracy pomiędzy GOKiR a animatorami na orliku. Wyliczała, że podczas wakacji dzieci z Jezior Wielkich mają tylko jedno spotkanie w ramach Wakacji na wsi, w środy od 9.00 do 13.00, a orlik otwierany jest dopiero od 16.00. Zdaniem naszej rozmówczyni, podczas wakacji orlik powinien być czynny już od 9.00. - Z tego co wiem, pracownicy w GOKiR pracują z dziećmi tylko 3 dni w tygodniu, w tym 2 dni w terenie. Mogliby te dzieci raz w tygodniu zwieźć i zrobić tutaj turniej. Jak gmina jest biedna, to niech chociaż dyplom te dzieciaki dostaną, ale niech się coś dzieje - dodaje Alina Mohylowska-Woźniak.
MATGRAIT
Syn naszej rozmówczyni Nathan przyzwyczaił się już do tego, że na orliku nie organizuje się żadnych turniejów i rozgrywek. W związku z tym wraz z kolegami sami się skrzykują i razem chodzą grać w piłkę na orlika, ale częściej mecze rozgrywają po prostu na terenie gospodarstwa rodziców jednego z kolegów.
Z kolei jego siostra Iga mówi: - Chciałabym, aby na „orliku” organizowano różne zabawy, i żeby muzyka grała, bo jak idziemy na „orlika”, to dają nam tylko piłkę i sobie sami gramy.
Alina Mohylowska-Woźniak dodała, że mieszkańcy gminy orlika nazywają Matgrait. A nazwany tak został po tym, jak dzieci są tam traktowane. - To się nazywa „Matgrait”, czyli mata i grajta. Dają dziecku piłkę i mówią do niego „Masz i idź sobie pograć” - dodaje pani Alina.
BRAK KREATYWNOŚCI
Dodała też, że już niebawem może być jeszcze gorzej, gdyż z informacji, jakie do niej dotarły, wynika, że jeden z animatorów odchodzi z pracy na orliku.
- Nie wiem dlaczego, czy mają za mało płacone, czy brak im motywacji, żeby pracować. „Orlik” jest pusty. A z tego co wiem, jak był organizowany dwa lata temu konkurs na pracownika na „orliku”, to była brana pod uwagę kreatywność. Animatorzy mają wykształcenie w kierunku sportowym, ale nie mają polotu i werwy, żeby zaszczepić sport w dzieciakach. Teraz w tenisa grają, ale rakietki i piłki wszyscy muszą mieć swoje, nie ma ich na wyposażeniu. Więc pójdą tylko ci, co taki sprzęt posiadają - dodaje pani Alina.
Nasza rozmówczyni stanowczo twierdzi, że idea orlika na terenie gminy Jeziora Wielkie po prostu zanikła, a tak naprawdę nigdy nawet nie ruszyła.
- Na temat „orlika” głośno rozmawiam od kwietnia tego roku. Rozmawiam z dyrektorem Laskowskim, z wójtem i nie wiem, dlaczego tak jest. Ja jestem w ich oczach wrogiem numer jeden, bo ja się czepiam. Jeżeli moje dzieci nie stać w tym momencie na wakacje, bo nigdzie nie jedziemy, to chcę, aby mogły miło i przyjemnie spędzić czas we wsi. Dzieciaki same się organizują i jeżdżą jeden do drugiego, a fajnie by było, żeby coś działo się tutaj - dodała Alina Mohylowska-Woźniak. O animatorach dodaje: - Wydaje się, jakby oni tu byli za karę. Może gdyby pan Krzysztof Laskowski miał pieczę nad tym „orlikiem”, to on by zorganizował. On ma dużo pomysłów i z tego co widzę jest dobrym nauczycielem i organizatorem, a tutaj jednak czegoś brakuje. Nie wiem, jak to jest w Strzelnie i nie wiem, jak oni sobie z tym radzą, lecz jak jadę przez Strzelno, to dzieciaki tam na „orliku” stale się bawią.
WÓJT NIE ZASTĄPI ANIMATORÓW
Wójt Zbysław Woźniakowski zaprzeczył jakoby Alina Mohylowska-Woźniak miała z nim rozmawiać na temat funkcjonowania boiska orlik w Jeziorach Wielkich. Mówił, że przypomina sobie tylko sytuację, gdzie jego żona napomknęła mu, czy wie, co się dzieje na orliku - Kiedyś pani Woźniak wspomniała mojej żonie, że coś niedobrego się dzieje na „orliku”, ale ze mną nie rozmawiała - powiedział wójt Woźniakowski.
Z pytaniami odnośnie funkcjonowania orlika skierował nas do dyrektora Szkoły Podstawowej w Jeziorach Wielkich Krzysztofa Laskowskiego, gdyż zarówno animatorzy, jak i samo boisko są w administracji szkoły.
- Jaki jest plan i co oni mają robić, o wszystkim wie dyrektor Krzysztof Laskowski - powiedział wójt. Odnosząc się do wspomnianego turnieju piłki siatkowej obiecał, że będzie w tej sprawie rozmawiał z dyrektorem Laskowskim. - Mnie nie interesuje, jako pracodawcę, czy w tym czasie padał deszcz, czy nie, bo do pracy należy się stawić bez względu na pogodę. Krzysztof Laskowski musi z tego wyciągnąć wnioski. Przecież idzie zrobić tak, żeby muzyka tam była, ale sam Krzysztof Laskowski nie załatwi tego, jak w tych animatorach nie będzie inwencji. Żeby oni z jakimś pomysłem wyszli, żeby ten animator sam pomyślał. Pewnie jest również tak, że jak Laskowski coś powie, to oni to zrobią i pewnie z łaską. Przychodzą, żeby odsiedzieć, bo pensję dostają - dodał wójt.
Przyznał również rację Alinie Mohylowskiej-Woźniak, że animator powinien mieć głowę pełną pomysłów. Uznał jednak, że jako wójt nie będzie im organizował pracy i mówił, co mają robić na orliku. Zdaniem wójta, animatorzy mają umowę o pracę i jest w niej jasno określone, co mają robić, co należy do ich obowiązków.
- Jak chcą coś zorganizować, mogą złożyć wniosek o dofinansowanie chociażby z „alkoholówki”. Jaki jest problem, wpływa wniosek, robią turniej, kupujemy słodycze, napoje oraz wypisujemy dyplomy.
GOKiR ROBI SWOJE
Wójt Woźniakowski odniósł się także do zarzutów pani Aliny wobec GOKiR.
Twierdził, że nie broni dyrektora Krzysztofa Zwolińskiego, ale Dom Kultury, jego zdaniem, ma dosyć własnej pracy i nie może koordynować pracy na orliku.
- Instruktorzy GOKiR nie mają kiedy wykorzystać swoich nadgodzin, tyle jest tam pracy. Oni pracują również w sobotę i niedzielę - mówił.
Dyrektor Zwoliński nie zgadza się z opinią Aliny Mohylowskiej-Woźniak, że jeziorański Dom Kultury organizuje zbyt mało imprez dla dzieci podczas wakacji. Podkreśla, że Ośrodek Kultury, którym kieruje, jest ośrodkiem gminnym, a nie tylko jeziorańskim.
- Organizujemy zajęcia trzy razy w tygodniu. Ażeby mogły ze wspólnej zabawy skorzystać wszystkie chętne dzieci, w jeden dzień zabawy zorganizowane są w Jeziorach, drugi w Rzeszynku, a trzeci w Wójcinie - powiedział Krzysztof Zwoliński. Jeśli chodzi o możliwość zorganizowania zajęć na orliku, to nie chodzi tutaj o brak współpracy. - Tutaj chodzi głównie o bezpieczeństwo dzieci. Skoro na zajęcia przychodzi ponad 20 osób, a jest jeden instruktor, to nie weźmiemy na siebie odpowiedzialności, aby przejść z taką dużą grupą na boisko. Dlatego zajęcia, w tym również mecze, odbywają się na placu przy GOKiR - dodał dyrektor Zwoliński
CHCE ROZRUSZAĆ INWENCJĘ ANIMATORÓW
Dyrektor szkoły Krzysztof Laskowski przyznał, że rzeczywiście była taka sytuacja, że miał się odbyć turniej gry w piłkę siatkową. Wiedział też, że został on przesunięty na inny termin i w harmonogramie działań, który mają opracowany animatorzy, było to zatwierdzone.
- Akurat wyszło tak, że tego dnia jeden z pracowników nie stawił się do pracy, za co został ukarany karą porządkową. A wyszło tak na zasadzie nieporozumienia, gdyż animatorzy nie ustalili między sobą, kto miał tego dnia być w pracy. Okazało się, że jeden z nich zawinił i poniósł za to konsekwencje - powiedział dyrektor Laskowski.
Jeśli chodzi natomiast o zarzuty, że nic się na orliku nie dzieje, dyrektor prosił, by z takimi stwierdzeniami być ostrożnym. Jego zdaniem średnio raz w miesiącu odbywa się na boisku jakiś turniej. - Ostatnio odbył się turniej dla dzieci i nie była to duża grupa dzieciaków, ale zawsze cieszymy się chociaż z tych co przyjdą. Najczęściej to wszystko odbywa się na zasadzie grupowania się ludzi, czy z Woli Kożuszkowej, czy Wronowych, po za tym młodzieży z Jezior Wielkich i oni skupiają się na grze w piłkę nożną, bo to im najbardziej odpowiada - dodał Krzysztof Laskowski.
Przyznał też, że krótko przed wakacjami rozmawiał z animatorami z orlika, żeby więcej czasu latem przeznaczyli na organizację imprez sportowych, i żeby w planie była ujęta choć jedna godzina w ciągu dnia z przeznaczeniem dla najmłodszych.
- Jeżeli chodzi o panią Woźniak, to z jej strony jedynie wpłynęła do mnie informacja, że jest z jej strony niezadowolenie. Nikt inny nie zgłaszał. Po odejściu jednego animatora, drugi będzie musiał pracować bardziej wydajnie, ewentualnie inna osoba, która przyjdzie przejmie część obowiązków. Jest jeszcze kwestia, czy Patryk Maciejewski, który zostaje, będzie w stanie przejąć te godziny. Ale nie będzie łatwo. Po części zgadzam się z tym, że zbyt mało jest zajęć dla najmłodszych. I to powiedzenie „Masz i grej”, jest trochę przesadzone, bo być może było tak kierowane do dwu- lub trzyosobowych grup. Na te wszystkie turnieje mamy przewidziane nagrody, czy medale i przynajmniej ci najlepsi z czymś w ręku odchodzą. Przyznaję rację, że najmłodsi potrzebują osób, które się nimi zajmą i jest u nich potrzeba rywalizacji. Jest to dla mnie sygnał, że tego brakuje i spróbujemy to zmienić - powiedział Krzysztof Laskowski.
Dyrektor przyznał, że rzeczywiście na orliku nie ma nagłośnienia, ale jego zdaniem wszystko można zrobić, bo ze szkoły można ściągnąć sprzęt, lecz sam okres wakacyjny jak twierdzi, jest trudny, bo zainteresowanie orlikiem maleje.
- Fakt faktem, że z tą inwencją animatorów od początku nie było tak idealnie. Ale nikt do tej pory nie zgłaszał, że jest coś nie tak, ale teraz wiem, że takie sygnały są i będę to przekładał na ich działanie. Jestem w posiadaniu jakiś środków, może nie dużych, ale na pewno stać nas na jakieś drobne upominki, ale nie w tym jest problem, problem jest w inwencji człowieka do pewnych działań. Tutaj potrzeba większej inwencji animatorów. I spróbuję to rozruszać - dodał Krzysztof Laskowski.
ANIMATOR: - TA PANI JEST W BŁĘDZIE
Spytaliśmy animatora Patryka Maciejewskiego o przypisaną przez mieszkańców nazwę do orlika - Matgrait, czyli masz piłkę i sobie pograj. Patryk Maciejewski odpowiedział, że wie, iż wśród mieszkańców taka nazwa orlika się przewija.
- Ludzie są złośliwi, bo nawet w Wójcinie dochodziły do mnie takie głosy. Ta pani, co poinformowała prasę o tym, że nic się nie dzieje na „orliku”, jest w błędzie i chyba rzadko przebywa na „orliku”. Bo dzieciaki, jak są zorganizowane turnieje, to na nie wcale nie przychodzą. Mieliśmy już kilkanaście turniejów i było tak, że albo nie przychodzili, albo przyszły pojedyncze osoby i tyle z tego było. Jak można zrobić turniej, jeżeli są dwie lub trzy osoby? Poniekąd to nie ma sensu. Na „orliku” jest tak, że jak robimy turniej, to albo nikt nie przychodzi, albo zapisze się tylko jedna drużyna. Tak było właśnie z turniejem przełożonym z 13 lipca i na ten turniej zapisała się tylko jedna drużyna z Woli Kożuszkowej i żadnej innej drużyny nie było zapisanej. Była drużyna tylko z Woli Kożuszkowej, która przychodzi na „orlika”, która się interesuje i czyta informacje, które są umieszczane przy tablicy wejściowej. Informacja jest na tablicy zawsze wywieszona - powiedział Patryk Maciejewski.
Drugi animator, Dariusz Liberski nie chciał się wypowiadać na ten temat. To właśnie on złożył rezygnację z pracy na orliku. Z nieoficjalnych informacji, jakie uzyskaliśmy, powodem rezygnacji była właśnie nałożona nagana przez Krzysztofa Laskowskiego za niestawienie się na czas w pracy 20 lipca.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1121 (32/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze