Reklama

Atak na dęby

To drzewo zdaje się krzyczeć. W taki sposób zostały okaleczone dęby. Najpierw nawiercone zostały otwory, w które wlewano środki chemiczne. Jak to nie poskutkowało dokonano nacięcia w korze drzew oraz ociosano ich dolne partie.

    fot. Paweł Lachowicz

Działka letniskowa, Przyjezierze, dęby, Straż Miejska
      Atak na dęby
      Najpierw przez nawiercenie otworów i wstrzyknięcie w nie substancji chemicznej. Potem przez podcięcie kory wokół pnia. 7 lat temu prokuratura sprawę umorzyła. Teraz miejscy strażnicy ze Strzelna ponownie sprawą zainteresowali śledczych.

      W Przyjezierzu w części administrowanej przez gminę Strzelno na działce letniskowej przy ul. Świerkowej, należącej do Genowefy D. z Inowrocławia, prawdopodobnie doprowadzono do świadomego zasuszenia dębów. Pierwsze zgłoszenie w tej sprawie wpłynęło do Straży Miejskiej w Strzelnie w lipcu 2007 r.
    Wróćmy do tych wydarzeń.

W pobliżu posesji w pasie drogowym strażnik leśny Ewaryst Drzazgowski również zauważył podcięcie kory rosnącego tam dębu

      fot. Paweł Lachowicz

      DĘBY NAWIERCONE
      3 lipca 2007 r. służbę patrolową pełnili strażnik miejski Sławomir Pinczewski i aplikant Rajmund Jarmuż. O 13:00 wraz z ówczesnym inspektorem do spraw ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Strzelnie Lechem Walkowskim udali się do ośrodka wypoczynkowego w Przyjezierzu, by przeprowadzić oględziny stanu drzew na działce położonej przy ul. Świerkowej, gdzie - jak strażnicy uzyskali informację od anonimowej osoby - miało dojść do niszczenia drzew przez właściciela działki. Strażnicy na miejscu stwierdzili zniszczenie 4 dębów szypułkowych. Drzewa o obwodach pni od 85 cm do 95 cm zostały nawiercone, a następnie w otwory został wlany środek chemiczny, który prawdopodobnie spowodował uschnięcie drzew. O działaniu środka chemicznego świadczyła zniszczona kora w obrębie wykonanych w drzewie otworów. Uwagę strażników zwrócił fakt, że na działce zniszczono tylko drzewa liściaste, a pominięto rosnące tam też sosny.
      Według cennika, który wówczas sporządziło Nadleśnictwo w Miradzu, straty szacunkowo obliczone przez Straż Leśną wynosiły około 350 zł. Wycena powstała na podstawie tabel do obliczania masy drzewa o charakterze budowlanym z pominięciem walorów krajobrazowych. Do notatki służbowej dołączone były zdjęcia. Taka notatka trafiła na biurko Pawła Namieśnika, który wówczas pełnił obowiązki komendanta Straży Miejskiej w Strzelnie.
      31 lipca 2007 r. komendant Namieśnik skierował pismo do Prokuratury Rejonowej w Mogilnie, do którego załączył materiały dotyczące umyślnego zniszczenia drzew na działce w Przyjezierzu. Sprawa została wówczas przez prokuraturę umorzona.
      NACIĘCIE KORY
      Po 7 latach do sprawy powrócono.
      W sprawie uschniętych dębów na działce pani Genowefy zadzwonił do nas jeden z letników. Prosił byśmy się tą sprawą zajęli, bo uschnięte sterczące dęby nie dość, że straszą, to mogą stwarzać zagrożenie dla ludzi i mienia, szczególnie dla właścicieli sąsiadujących działek.
      - Im się nie chciało grabić i wynosić liści, więc postanowili drzewa wysuszyć - usłyszeliśmy.
      Po rozmowie z naszym czytelnikiem udaliśmy się do komendanta Straży Miejskiej Pawła Namieśnika, który poinformował, że sprawa jest mu znana. Przypomniał, że w 2007 r. prokuratura sprawę umorzyła.
      Zadeklarował jednak, że ponownie zbada sprawę uschniętych drzew. Ostatecznie komendant Namieśnik wraz z strażnikiem Tomaszem Młynarkiem oraz młodszym referentem do spraw ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Strzelnie Pauliną Nawrocką pojechali do Przyjezierza. Na miejsce oględzin poproszony został strażnik leśny Ewaryst Drzazgowski. Dokonano oceny drzewostanu. Okazało się, że drzewa całkowicie obumarły. Z daleka widać było nacięcia w korze drzew oraz ociosanie ich dolnych partii. Ewaryst Drzazgowski od razu rozpoznał miejsce, gdzie 7 lat temu podejmował interwencję po zgłoszeniu o nawiercaniu drzew.
      - Poznaję to miejsce. Jestem na 100% pewien. Była tutaj interwencja, lecz wówczas dęby nie były jeszcze suche - mówił Ewaryst Drzazgowski. Podczas oględzin stwierdził jednoznacznie, że drzewa są podcięte. Zdjęty został pierścień kory wokół pnia na wysokości około 20-30 cm i w ten sposób przerwana została asymilacja wody i drzewa uschły. - Jak podetnie się korę i ściągnie w koło to drzewo musi umrzeć - mówił. Na kilku drzewach rozpoznano też ślady ociosania i użycia siekierki. Ewaryst Drzazgowski był pewien, że drzewa te zostały w ten sposób uszkodzone celowo i to było powodem ich uschnięcia. - To jest typowo obrąbane, albo podcięte piłą. W tej chwili mogę stwierdzić, że przyczyną uschnięcia nie były nawiercone otwory, lecz nacięcia kory - dodał Ewaryst Drzazgowski.
      Po zbadaniu sprawy komendant SM Paweł Namieśnik ponownie skierował sprawę do Prokuratury Rejonowej w Mogilnie. Sprawą zajmuje się w tej chwili strzeleńska policja.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1164 (23/2014)

 

 

Więcej na ten temat:

Nie przyznają się do wycinki dębów

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości