Naciski, politycy, PSL, Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej, Mogilno
Atakują morfiną, całują po rączkach
Na Zarządzie Powiatu 19 sierpnia dyrektorzy SPZOZ zdradzili sekrety klauzuli poufności. W dokumentacji pogotowia ratunkowego, ale także apteki przyszpitalnej jest bałagan i nie ma odnotowanego przez ostatnie dwa lata rozchodu 60 ampułek morfiny. Wicestarosta Tadeusz Szymański te rewelacje skomentował, iż miał nadzieję: Że padną tu twarde dowody, że spadną liście z drzew, a tu argumenty są miękkie. Starosta Tomasz Barczak naciskał na dyrektora SPZOZ, że jeżeli on nie odda tego do organów ścigania, to on to zrobi. Nie przeszkodziło to wcale staroście Barczakowi całować kilka godzin później dłoni żony Romana Bardonia podczas powiatowej sesji. Naciskali na dyrektorów także inni politycy PSL: przewodniczący Rady Powiatu Jan Bartecki i członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka.
KOORDYNATOR
Od 1 sierpnia Roman Bardoń nie jest już koordynatorem oddziału pomocy doraźnej SPZOZ w Mogilnie. Koordynatorem organizacyjnym jest Marcin Stranz, natomiast koordynatorem ratownictwa medycznego jest zastępca dyrektora ds. medycznych Tomasz Nowak. O powołaniu Marcina Stranza pracownicy pogotowia ratunkowego w Strzelnie i Mogilnie dowiedzieli się z informacji przesłanej im przez dyrektora Michała Ogrodowicza faxem. Natomiast o tym, że koordynatorem ratownictwa jest Tomasz Nowak zostali poinformowani ustnie na spotkaniach ratowników z dyrekcją.
NOWE WARUNKI
Roman Bardoń nadal jest pracownikiem SPZOZ, pracuje zarówno w pogotowiu ratunkowym i jako lekarz rodzinny, przyjmuje w przychodni. Roman Bardoń przyjął nowe warunki pracy zaproponowane przez dyrektora Ogrodowicza. Spotkanie w tej sprawie odbyło się 25 lipca w Starostwie Powiatowym w gabinecie starosty Tomasza Barczaka, zaraz po tym, jak wpłynęło półtora tysiąca podpisów w obronie doktora. Akcję zbierania podpisów zorganizował Zbigniew Bleja z Mogilna.
PROTESTY
Roman Bardoń nie jest już jednak koordynatorem i wokół tej sytuacji w Mogilnie trwa od połowy lipca, jak tylko ta informacja ujrzała światło dzienne bardzo napięta sytuacja. Podpisy zbierane także były w sołectwie Padniewo. Około 30 mieszkańców dwa razy przyszło na sesje Rady Powiatu, organizowane w sierpniu, 4 i 19. Na każdym z tych spotkań mieszkańcy domagali się przywrócenia Romana Bardonia na stanowisko koordynatora, domagali się również podania powodów, dla których Roman Bardoń został odwołany z funkcji koordynatora.
Starosta Barczak tłumaczył mieszkańcom, że na spotkaniu w jego gabinecie 25 lipca, dyrektor Ogrodowicz z doktorem Bardoniem doszli do porozumienia. - Po tym podaliśmy sobie ręce. Myślałem, że wszystko jest załatwione. Tu się okazuje, że nie jest załatwione - mówił na sesji 4 sierpnia.
ZASŁANIA SIĘ KLAUZULĄ
Na tej samej sesji członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka prosił dyrektora Ogrodowicza o podanie prawdziwych przyczyn odwołania Romana Bardonia z funkcji koordynatora bez względu na skutki ujawnienia tych informacji.
- Bo ja się orientuję w pewnych rzeczach, ale widzę, że państwo jesteście tak podkręceni, że jeżeli się wszystkiego od razu nie dowiecie, to nigdy nie będziecie zaspokojeni - mówił do mieszkańców 4 sierpnia.
Dyrektor Ogrodowicz nie chciał podać przyczyn. Kilka razy w czasie sesji powtórzył: - To są sprawy, które są objęte klauzulą poufności (...) Choćbym chciał, tutaj na forum publicznym nie mogę powiedzieć, jakie są prawdziwe przyczyny.
SKINIENIE GŁOWY
Na sesji 19 sierpnia radny Wiesław Gałązka ponownie apelował do dyrekcji szpitala, aby przedstawiła wszystkim mieszkańcom - jak to określił - rzeczywiste powody, które spowodowały, że pan doktor Bardoń nie jest koordynatorem.
Przerwał mu radny Wojciech Baran: - Insynuacje chyba i skończmy ten temat.
- Ja dopominam się tego od dłuższego czasu. Bardzo proszę o wyjaśnienie, dlaczego tak się stało? Jest to podstawowe pytanie, bo wokół tego rodzą się następne i wszystkie pochodne z tym związane tu zostały pokazane. Natomiast nie wiemy, co tak naprawdę się stało - domagał się radny Gałązka.
Wojciech Baran apelował do Gałązki, aby w całej tej dyskusji nie posunąć się zbyt daleko. - Bo słowa, insynuowanie pewnych rzeczy łatwo wypuścić, trudno się potem z tego wycofać. Pamiętajmy, że mówimy o człowieku, który cieszy się ogromnym szacunkiem na terenie naszego powiatu - radny Baran pytał się radnego PSL, co on chce właściwie osiągnąć na tej sesji.
Radny Gałązka nie dał odporu: - Myślę, że w tej chwili pan radny przekroczył wszystkie granice przyzwoitości z tego powodu, że ja nic nie powiedziałem, a pan jak Duch Święty wie, co ja mam na uwadze i na myśli. Ja w kulturalny sposób na poprzedniej sesji [4 sierpnia - przyp. mah] powiedziałem, że ze względu na szacunek dla doktora, żebyśmy przestali zbierać podpisy, grzać temat.
Mało kto na sesji zauważył, co się stało, gdy członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka domagał się od dyrektora Ogrodowicza podania przyczyn odwołania Romana Bardonia z funkcji koordynatora.
Gdy radny Gałązka wypowiadał te słowa, dyrektor Ogrodowicz spojrzał w kierunku starosty Barczaka a ten lekkim skinieniem głowy wyraził zgodę (dał sygnał), by dyrektor SPZOZ te przyczyny ujawnił.
NIE UKŁADAŁO SIĘ
- Przede wszystkim muszę przyznać, że od samego początku między nami że tak powiem ta współpraca się nie układała - zaczął dyrektor Ogrodowicz od relacji między nim a doktorem Bardoniem.
- Głównymi powodami [odwołania - przy. mah] był w moim przekonaniu brak nadzoru po prostu nad majątkiem, który tam jest, brak nadzoru nad prowadzoną dokumentacją medyczną - mówił, że te kwestie były poruszane z doktorem Bardoniem już od dłuższego czasu - Chcę powiedzieć, że to nie są rzeczy takie wyssane z palca, dlatego, że są odzwierciedleniem w protokołach z kontroli dotyczących chociażby prowadzenia dokumentacji medycznej. Natomiast co do innych kwestii będą to wyjaśniały odpowiednie służby - dyrektor Ogrodowicz nie powiedział jednak o co chodzi, o jakie służby chodzi.
UBECKIE METODY
Radny Baran apelował, by przerwać tę farsę, bo radni rozmawiają o ratowaniu życia, a: - Dyrektor Ogrodowicz o jakichś bzdurach związanych z administracją.
Obecna na sesji żona Roman Bardonia zaapelowała do dyrektora Ogrodowicza odnośnie zarzutu braku nadzoru nad sprzętem. - Panie dyrektorze nad sprzętem, który sam organizował? Na który zbierał pieniądze i dzięki niemu on jest. Proszę znaleźć coś lepszego - mówiła.
Radny Przemysław Zowczak usiłował się dowiedzieć, czy była w umowie z Romanem Bardoniem zapisana klauzula poufności, która uniemożliwiała ujawnienie jakichś państwa ustaleń przy jednoczesnym rzuceniu podejrzenia.
- Dzisiaj uchyla pan rąbka tajemnicy, ale nie pokazujecie wszystkiego. Mówicie, że służby odpowiednie to sprawdzą i to wszystko w stosunku do osoby, która się ciszy powszechnym szacunkiem - mówił radny.
- Zdaje pan sobie sprawę, że tylko ten nie robi mniejszych lub większych błędów, kto zupełnie nic nie robi. Jeżeli ktoś coś robi wcześniej czy później popełni błąd. Ten błąd można pokazać jako coś niewyobrażalnie strasznego. Ja trochę pamiętam minioną epokę. Powiem panu tak, to mi przypomina ubeckie metody. Nie w ten sposób - apelował radny Zowczak do dyrektora Ogrodowicza.
STAROSTA KŁANIA SIĘ ŻONIE BARDONIA
Starosta Barczak był zdania, że rodzinie Romana Bardonia należy się ukłon, bo jest to lekarz z powołania. - I nie powinniśmy dyskutować bez doktora Bardonia na jego temat. Bardzo o to proszę - apelował starosta do radnych i do mieszkańców podczas sesji 19 sierpnia.
Potwierdził, że doktor Bardoń był u niego w gabinecie i powiedział, że wszystko jest załatwione, nie do końca po jego myśli, ale warunki przyjmuje i będzie dalej pracował, będzie bardziej dostępny dla mieszkańców niż do tej pory.
- I na tym byśmy skończyli teraz, bardzo bym o to prosił, aby nie robić krzywdy naszemu SPZOZ-owi i doktorowi Bardoniowi i innym lekarzom - apelował starosta Barczak do mieszkańców i radnych.
W przerwie obrad sesji 19 sierpnia starosta Tomasz Barczak podszedł nawet do żony Romana Bardonia, przywitał się z nią i pocałował w rękę.
PERSONEL CHCE ZMIAN
Na tej samej sesji 19 sierpnia starosta mówił, że wiele osób dzwoniło do niego do starostwa i miało pytać co się dzieje z doktorem Bardoniem. Mieli być zadowoleni, gdy słyszeli, że doktor Bardoń będzie pracował nadal.
- Pan Wojtek teraz się śmieje. On się śmieje bo może mówić, że do niego ktoś dzwonił a do mnie nikt nie dzwonił, nikt mnie nie spotykał, nikt nie mówił - rzucił starosta w kierunku radnego Barana.
- A doktor Bardoń też przyszedł z kwiatami i podziękowaniem - ironizował radny Zowczak.
- Pan doktor przyszedł na moje zaproszenie, podziękował, podaliśmy sobie rękę i poszedł (...) Przecież nikt go do tego nie zmuszał, niczego się nie bał - starosta mówił o spotkaniu 25 lipca.
Tomasz Barczak wręcz twierdził, że ma naciski na zmiany: - Mówię wam, średni personel medyczny, właściwie małżonkowie czyli moi koledzy mówią tak trzymać, nareszcie trzeba uregulować wszystkie rzeczy w SPZOZ-ie wśród pracowników.
Tłumaczył także, że jest dobrym człowiekiem, bo na przykład podczas obrad Zarządu Powiatu głos każdego jest tak samo ważny. - Każdy ma do powiedzenia i każdy robi tak, żeby było dobrze, a nie, że Barczak powie, to tak musiało być. Nigdy. Radny Szymański też może powiedzieć, że taki zły jak panowie tu przedstawiliście to naprawdę nie jestem - mówił starosta.
JAK NIE WIADOMO O CO CHODZI
Do zarzutów podniesionych przez Michała Ogrodowicza wobec Romana Bardonia odniósł się także na sesji 19 sierpnia sołtys Gębic Andrzej Konieczka. - Usłyszeliśmy, że jest jakiś bałagan w papierach albo, że było coś nie tak ze sprzętem i dlatego doktor Bardoń już nie może być koordynatorem. Dyrektor tu się przyznał, że zwyczajnie doktor Bardoń mu nie leży, nie było mu po drodze. Pewnie jakieś animozje drobne - mówił sołtys.
Mówił, że zawsze jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę. W kontrakcie może być tak - albo godzina albo 160. - Można to tak ustawić, że najporządniejszego ratownika można zniechęcić do pracy. W przypadku doktora Bardonia jest dokładnie to. Panowie, wy o tym wiecie od samego początku, nie wiem czy z czystej obłudy czy z czegoś innego nie staracie się tego zrozumieć. Ludzie tego wam w twarz nie wykrzyczą, ponieważ nie mają na to dowodów, ani poparcia albo nie są w stanie udowodnić co się za chwilę będzie działo z doktorem Bardoniem a przykład tego nieszczęsnego przystanku przy KFC pokazuje, że kierunek jest nie ten - tłumaczył sołtys.
KSIĄŻKA NARKOTYCZNA
Co ciekawe, na tej sesji 19 sierpnia zastępca dyrektora Tomasz Nowak dużo miejsca poświęcił na temat dystrybucji leków narkotycznych. Na swoim wyposażeniu ratownicy, tzw. zespoły podstawowe mają ampułki z morfiną. Mówił o konieczności prowadzenia książki narkotycznej i o całej procedurze pobierania leków z apteki szpitalnej przez lekarza, potem po podaniu morfiny u chorego o wystawieniu recepty i dołożeniu jej do książki, do której dyspozytor wpisuje wyjazd imię i nazwisko pacjenta i 1 ampułkę morfiny. - I tak musi to wyglądać - mówił zastępca dyrektora.
AMPUŁKI MORFINY
W poniedziałek reporter Pałuk dotarł do protokołu z posiedzenia Zarządu Powiatu z 19 sierpnia.
Warto zwrócić uwagę na datę, to jest ten sam dzień, kiedy odbyła się sesja Rady Powiatu, o której piszemy poniżej. Posiedzenie Zarządu odbyło się tego dnia rano, jeszcze przed sesją. Obok zamieszczamy cały protokół z posiedzenia Zarządu, który do wczoraj, czyli przez 30 dni od obrad Zarządu Powiatu nie znalazł się na stronie internetowej Starostwa Powiatowego w Mogilnie. Nie ma zresztą co się dziwić, skoro ostatni umieszczony protokół nosi numer 214/14 i pochodzi jeszcze z 19 lutego. Czyli przez prawie 7 miesięcy Zarząd Powiatu nie umieszcza w Internecie protokołów ze swoich obrad.
Gdy przeczytaliśmy protokół, wszystko stało się jasne. Już wiadomo, że część sesji 19 sierpnia z udziałem mieszkańców była wyreżyserowana.
Członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka tak domagał się, by dyrektor Ogrodowicz powiedział mieszkańcom, dlaczego Roman Bardoń musiał być odwołany z funkcji koordynatora, dlatego, bo o tym mowa była właśnie kilka godzin wcześniej na Zarządzie Powiatu.
Czytając protokół, zwracają uwagę wypowiedzi dyrektora Michała Ogrodowicza. Już nie obowiązuje klauzula poufności.
Dyrektor Ogrodowicz poinformował, że analizując z ostatnich dwóch lat dokumentację medyczną stwierdzono nieprawidłowości odnośnie środków trwałych, sprzętu i wyposażenia karetek, braki w dokumentacji medycznej, brak kontroli i wymaganych sprawozdań.
Stwierdzono również braki w książce rejestru leków narkotycznych.
Stało się tym samym jasne, dlaczego Tomasz Nowak opowiadał radnym i mieszkańcom na sesji o konieczności prowadzenia książki narkotycznej oraz dlaczego dyrektor Ogrodowicz tłumaczył, że niektóre sprawy skontrolują odpowiednie służby.
W protokole czytamy: Członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka stwierdził, że delikatnie pan dyrektor przedstawił te oskarżenia, a sprawy nabrały takiego wymiaru, że padają oskarżenia w stosunku do nas, do pana od niewybrednych i niegrzecznych ludzi, tymi wyjaśnieniami nie jestem usatysfakcjonowany.
Innego zdania po tym co usłyszał był wicestarosta Tadeusz Szymański. Był pewien, jak to powiedział: Że padną tu twarde dowody, że spadną liście z drzew, a tu argumenty są miękkie.
Za ostatnie dwa lata nie ma rozchodowanych 60 ampułek morfiny, nie ma także tych adnotacji w aptece przyszpitalnej. Są tylko jakieś zapisy w dokumentacji, które nie rozstrzygają sprawy.
Wicestarosta Szymański na Zarządzie: Jedno co usłyszeliśmy, to to, że nie ma dokumentacji potwierdzającej pobrania leków.
Starosta Tomasz Barczak, jak wynika z protokołu, naciskał na dyrektora SPZOZ. Mówił, że jeżeli on tego nie zrobi, to starosta to zrobi. Prawdopodobnie chodziło o skierowanie sprawy do Prokuratury, o której wcześniej jest mowa w protokole. Podobnie przewodniczący Rady Powiatu Jan Bartecki sugerował dyrektorom, że są do tego zobowiązani.
Członka Zarządu Powiatu Roberta Musidłowskiego interesowało, dlaczego przez rok pracy dyrektora Ogrodowicza nie padły takie zarzuty, a teraz raptem padają.
Bardzo ciekawy jest kolejny akapit z protokołu. Świadczy on o tym, że dyrektor Ogrodowicz nie do końca był przekonany o zrzucaniu winy na jedną osobę. Czytamy: Dyrektor Michał Ogrodowicz zaznaczył, że nie mówi tego tylko o doktorze Bardoniu, ale także o administracji o pracownikach technicznych i uważa, że nie jest to miejsce na sesji, aby omawiać publicznie takie informacje.
Po raz kolejny starosta Barczak naciskał: „Dyrektorzy muszą zgłosić te nieprawidłowości do organów ścigania”.
Na koniec nawet Wiesław Gałązka wręcz zaszantażował uczestników obrad, mówiąc: (...) Jeżeli nie będzie to dokładnie określone i wyjaśnione, tylko tak jak teraz, to ja składam rezygnację z członka Zarządu, bo nie może być społecznego przekonania, że winni skrzywdzenia i odsunięcia doktora Bardonia są starosta i Zarząd Powiatu.
W PROKURATURZE
Ostatecznie dyrektor SPZOZ skierował kilkanaście dni temu do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o nieprawidłowościach w oddziale pomocy doraźnej SPZOZ. Jak powiedziała nam pani prezes Prokuratury Rejonowej w Mogilnie Rita Kubiak, we wniosku nie ma żadnych nazwisk, personalnie nie odnosi się zawiadomienie dyrektora SPZOZ do nikogo.
Policja wykonuje teraz pod nadzorem prokuratury czynności wstępne. Dotyczą one paragrafu 231 kk, który mówi o niedopełnieniu obowiązków, przekroczeniu uprawnień.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1178 (37/2014)
Komentarz
Przeczołgać, przemielić i wypluć
Sytuacja z byłym koordynatorem oddziału pomocy doraźnej SPZOZ w Mogilnie Romanem Bardoniem jak żywo przypomina mi wcale nie tak odległe czasy połowy ubiegłej dekady. Kiedy można było człowiekowi postawić najbardziej podłe zarzuty, zniszczyć go tak naprawdę w opinii publicznej, a potem po kilku latach okazuje się, że człowiek był niewinny. Tylko, kto wtedy o tym jeszcze pamięta. Życie biegnie tak szybko, że raz zniszczony już się nie podniesie.
Przypominam tu chociażby casus Doktora G. Miał mieć krew na rękach. „Ten pan już nikogo nie zabije” - słyszeliśmy z ekranu telewizora. Politycy potrafią takie rzeczy mówić, a że przy okazji kogoś niszczą - to szczegół.
Doktor Bardoń został już zniszczony. Nie mam co do tego wątpliwości. Psychicznie został wykończony. Niszczony jest przy każdej okazji. Upokorzeniem jest także, panie starosto, zaproszenie go w lipcu do pana gabinetu, by tam przystał na warunki, jakie mu proponujecie. To nic, że te warunki były lepsze finansowo. Na tym jednak to polega. Dać więcej kasy za cenę tego, co robił do tej pory czyli kierowania pogotowiem ratunkowym.
Jak pan myśli, panie starosto, to doktor miał oferty nie przyjąć. Przyjął, ale niech pan zrozumie, ta oferta go poniżała. Musiał grać, tak jak państwo chcieliście. Nie mógł dalej robić tylko tego w czym był najlepszy, tylko gros czasu siedzieć za biurkiem. Państwo to pięknie nazywacie - będzie miał więcej czasu dla pacjentów.
Piszę państwo, bo z jednej strony pan zapewnia, że kompletnie nie ingeruje w pracę dyrektora SPZOZ, ale protokół z Zarządu Powiatu, który dzisiaj publikujemy mówi co innego.
Odnoszę takie wrażenie, że ampułki morfiny miały zniszczyć dobre imię doktora Bardonia. Ma rację wicestarosta Szymański, dowody dyrektorzy na Zarządzie Powiatu przedstawili żadne.
To, że jest bałagan w dokumentacji, nie jest wcale żadnym dowodem na to, że z tymi ampułkami stało się coś złego.
Gdyby tak było, dziś wniosek dyrektora Ogrodowicza do prokuratury byłby zupełnie inny. Dyrektor Ogrodowicz nie wie jednak, jaka jest do końca prawda i wniosek jest bardzo ogólny. Nie dotyczy żadnych konkretnych osób. Może się wszakże okazać, że cała sprawa zakończy się tylko bałaganem w rozpisywaniu leków.
Zastanawia także moment wyciągnięcia tych rewelacji z morfiną. Stało się to wtedy, gdy ludzie zaczęli zbierać podpisy, a na sesję przychodzić mieszkańcy.
Wtedy trzeba było coś znaleźć. Pokaż mi psa, kij się znajdzie.
W sumie dyrektor Ogrodowicz zachował się na sesjach dość odpowiedzialnie - tak to teraz odbieram. Dobrze, że publicznie nie rzucał pomówień pod adresem doktora Bardonia, jeżeli chodzi o leki. Rozumiem, że był między młotem a kowadłem. Politycy naciskali. Działacze PSL-u zorientowali się, że tracą w opinii publicznej z dnia na dzień, że sprawa Bardonia ciągnie ich na sam dół popularności i chcieli odwrócić całą sytuację.
Pięknie pokazuje to protokół z Zarządu Powiatu, który dziś publikujemy. Naciski polityków PSL-u na dyrekcję SPZOZ są wręcz obrzydliwe. Jak teraz wygląda starosta, który mówi, że w nim jest tyle ciepła i tyle dobra dla drugiego człowieka.
Jak można oczekiwać oddania sprawy do prokuratury, wręcz żądać tego, bo jak nie to samemu się odda, a potem całować w rękę żonę tej osoby.
Obojętnie jak ta sprawa się zakończy dla dyrektora Bardonia, chciałbym drodzy politycy z PSL-u żebyście wiedzieli, że już go przeczołgaliście, przemieliliście, zabraliście mu całą radość życia.
Czy błędy w prowadzeniu dokumentacji, brak tej dokumentacji były tego warte.
Jesteście z siebie zadowoleni?
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1178 (37/2014)
Więcej na ten temat:
Sołectwa bronią Romana Bardonia
Zbierają podpisy w obronie doktora Bardonia
Dyrektor zdegradował Romana Bardonia
Widmo taczek dla Ogrodowicza
Doktor Bardoń oczyszczony
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze