Reklama

Autobus po uczniów spóźniał się godzinę

Bielice, Zespół Szkół, PKS, autobus, interwencja
     Autobus po uczniów spóźniał się godzinę
     Po naszej interwencji we włocławskim oddziale PKS autobus z Mogilna przez Bielice do Szydłówca, dotychczas notorycznie spóźniający się nawet do godziny, przyjeżdża po uczniów punktualnie. Kierownik Biura Zarządu PKS Marta Wiwatowska-Szczutkowska tłumaczy, że przyczyną opóźnień była realizacja tego kursu przez autokar zjeżdżający z trasy. Rodzice domyślali się od dłuższego czasu, że autobus ten najpierw wykonuje kurs do Huty Palędzkiej, czyli w przeciwnym kierunku.

     Do redakcji zgłosili się zdenerwowani rodzice uczniów Zespołu Szkół w Bielicach (gm. Mogilno), którzy korzystają z usług PKS. Sprawa dotyczy konkretnie autobusu kursującego w okresie nauki szkolnej relacji Mogilno - Bielice - Szydłówiec. Wracają nim do domów po szkolnych zajęciach uczniowie gimnazjum i młodzież Zespołu Szkół w Bielicach, mieszkający w Szydłówcu.
     Zgodnie z rozkładem jazdy autobus ten wyjeżdża z Mogilna o 14:27, a w Bielicach powinien być o 14:35. Tymczasem od dłuższego czasu autobus notorycznie spóźnia się i do Bielic przyjeżdża po uczniów (ci mają wykupione bilety miesięczne) z 40-minutowym, a czasami godzinnym opóźnieniem.
     - Dziesięciu rodziców interweniowało już w pierwszym półroczu w piśmie do dyrekcji PKS we Włocławku, ponieważ mogileński PKS ma teraz tam swoją dyrekcję, a szczególnie do dyrektora Grzegorza Olszewskiego. Po jego interwencji autobus bodajże przez miesiąc jeździł punktualnie. Wcześniej też był problem, gdyż po uczniów przyjeżdżał autobus zwykły, malutki, wąziutki, a dzieciaków jest 80 z tych stron, którzy mają wykupione bilety miesięczne, a część z nich nawet zabierana z przystanku nie była - mówi mama dwójki uczniów gimnazjum w Bielicach (nazwisko znane redakcji).
     W tej sprawie na prośbę rodziców u dyrekcji PKS interweniował także dyrektor szkoły w Bielicach Hieronim Banaszkiewicz. Wówczas dyrekcja PKS miała mu odpowiedzieć, że nie mają autobusów.
     - Ale wie pani, sprzedając bilet miesięczny, powinni też miejsce tym osobom zapewnić. Później jednak uznali interwencję za słuszną i od tej pory przyjeżdża autobus większy, typu łamaniec, w którym faktycznie dzieci się wszystkie mieszczą. Pozostały jednak te notoryczne spóźnienia - dodają rodzice uczniów.
     Zdaniem rodziców 40 minut, a nawet czasami godzina opóźnienia, to bardzo długi czas, szczególnie dla uczniów 12-, 13-letnich, którzy na przystanku stali zimą podczas siarczystych mrozów, a teraz często w deszczu. Ponadto rodzice martwą się o swoje dzieci, gdy te na czas nie wracają do domów. Rodzice rozmawiali także z kierownikiem oddziału PKS w Inowrocławiu Mariuszem Kwiatkowskim, ale jak twierdzą, żadnej reakcji nie było.
     - Średnio co drugi dzień autobus nadal się spóźnia - dodają oburzeni rodzice.
     Rozmawiali też z rodzicami uczniów starszych roczników. Oni mieli im powiedzieć, że taka sytuacja ciągnie się od 2 lat. Zwracali także uwagę na to, że fizycznie nie jest możliwe, by ten autobus przyjeżdżał do Bielic punktualnie, skoro jest on najpierw wysyłany do Huty Palędzkiej (gm. Mogilno).
     - W Orchowie dzieci punktualnie powinny być o 15:15, a często zdarza się, że przyjeżdżają dopiero o 16:15, czasami 16:00 lub 15:50. Dzieci mają też dodatkowe zajęcia, chodzą na różne kółka zainteresowań, SKS i taka godzina spóźnienia, to dla nich bardzo dużo. Ten kierownik, to chyba nigdy nie jeździł swoimi autobusami i nie wie, jak to wygląda w autopsji, na przystanku. Wy jesteście dla nas ostatnią deską ratunku, bo czujemy się jako rodzice ignorowani. Skoro wysyłamy pismo raz, później telefony, gdzie do znudzenia o tym mówiliśmy i nie ma żadnej poprawy, to przypuszczam, że oni tam na nasze interwencje machają sobie ręką - dodaje nasza rozmówczyni.
     - Tam jest kamienny krąg i nie ma szans, że panią poinformują o jakiejkolwiek sytuacji. To jest firma w firmie i zwykli śmiertelnicy nie są w stanie nic sami zdziałać - usłyszeliśmy.
     Skontaktowaliśmy się z włocławskim PKS, gdyż szykowaliśmy artykuł do druku na 16 maja. Prosiliśmy więc o odpowiedź do 14 maja. Kierownik Biura Zarządu PKS we Włocławku Marta Wiwatowska-Szczutkowska, odpowiedzialna w PKS Włocławek za kontakt z mediami, 14 maja po południu odpowiedziała nam, że nie jest w stanie odpowiedzieć na zadane pytania. Napisała w mailu, że stosowną odpowiedź prześle 15 maja. Nie przesłała.
     W czwartek skontaktowaliśmy się z panią Martą ponownie. W tym czasie rozmawialiśmy też z jednym z rodziców interweniujących w tej sprawie. Mama jednego z uczniów dziękowała nam za zainteresowanie się sprawą. Pytała, czy to my dzwoniliśmy do PKS we Włocławku z interwencją, bo nagle autobus zaczął przyjeżdżać po dzieci punktualnie.
     - Dziękujemy pani, chyba to poskutkowało. Za jakiś czas skontaktujemy się z panią i powiemy, czy autobus jeździ cały czas punktualnie - usłyszeliśmy.
17 maja Marta Wiwatowska-Szczutkowska przysłała nam odpowiedź. W mailu pytaliśmy, co jest przyczyną notorycznego spóźniania się autobusu, i kiedy sytuacja zostanie rozwiązana. Pytaliśmy też, dlaczego pismo podpisane przez 10 rodziców do dyrektora PKS pozostało bez odpowiedzi.
     Szukając kontaktu do włocławskiego PKS trafiliśmy na stronę internetową przedsiębiorstwa, gdzie na stronie startowej każdy może przeczytać o fantastycznej misji firmy. Czytamy tam m.in.: Otwieramy się na potrzeby rynku i będziemy z powodzeniem spełniać jego oczekiwania. Priorytetem jest dla nas świadczenie usług na jak najlepszym poziomie. Gwarantujemy profesjonalną obsługę. Naszym klientom stwarzamy możliwość zbudowania trwałych i stabilnych relacji partnersko-biznesowych. Dbałość o świadczenie usług na jak najwyższym poziomie oraz konkurencyjne ceny sprawiają, że jesteśmy firmą liczącą się i docenianą na rynku usług przewozowych. Staramy się zagwarantować bezpieczeństwo i komfort podróży. Dysponujemy profesjonalną i doświadczoną kadrą.
     Spytaliśmy więc, jak świadczone przez firmę usługi mają się do opublikowanej na ich stronie internetowej Misji firmy.
     Kierownik Marta Wiwatowska-Szczutkowska odpowiedziała tylko, że przyczyną opóźnień była realizacja tego kursu przez autokar zjeżdżający z trasy. Czyli potwierdziły się słowa rodziców, że autobus wyjeżdżając z Mogilna, zamiast jechać prosto do Bielic, jechał najpierw w innym kierunku.
     Przepraszamy pasażerów za zaistniałą sytuację. Dołożymy wszelkich starań, by autobusy docierały punktualnie, a podróżni byli usatysfakcjonowani z usług przez nas świadczonych - napisała Marta Wiwatowska-Szczutkowska.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1110 (21/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości