Mieszkanka Proszysk Krystyna Maciejewska zwracała uwagę, że w lipcu, w momencie, gdy zacznie obowiązywać nowa ustawa śmieciowa, firma odbierająca odpady przez nieprzejezdną drogę będzie miała znaczny problem z odebraniem śmieci z jej posesji oraz od 4 rodzin zamieszkałych w „pałacu”.
fot. Paweł Lachowicz
Proszyska, Sanikont, błoto, worki, mieszkanka
Będzie błoto na drodze, noś worki na plecach
Właściciel Sanikontu Radosław Kostuch nie pozostawił wątpliwości: - My nie jesteśmy od budowy dróg, tylko od wywozu śmieci. Mieszkanka będzie musiała sama pokonać 50 m błotnistej drogi do asfaltowej krajówki.
Mieszkanka Proszysk Krystyna Maciejewska mieszka 50 metrów od drogi krajowej nr 25 biegnącej do Konina. Te 50 metrów przypomina dziś jedną błotnistą maź. Po każdych większych opadach deszczu, czy podczas wiosennych roztopów i jesiennej pluchy, tą drogą nie da się przejechać.
Krzysztof i Aneta Chęcińscy przyjechali do rodziny w Proszyskach. Samochód zmuszeni byli zostawić we wjeździe na drogę biegnącą do „pałacu”. Obawiali się, że ugrzęzną tam w błotnistej mazi. Tą drogą miałby wjeżdżać 16 tonowy samochód po odbiór śmieci.
fot. Paweł Lachowicz
Krystyna Maciejewska pytała przedstawicieli Sanikontu obecnych na zebraniu 4 kwietnia we Wronowych, w jaki sposób będzie miała od 1 lipca wystawiać worki z posegregowanymi odpadami do odbioru.
- Niech pani mi powie, jak ja mam to zrobić. Proszę mi powiedzieć, czy pojemnik z popiołem mam do szosy dociągnąć. Jeżeli przy tej drodze nie ma ani chodnika, ani porządnego wjazdu. Wjazd wprawdzie jest, ale z tej brei ja teraz już nie mogę wyjść do szosy. Jak to będzie później, tego nie wiem. Dzisiaj szłam po śniegu, żeby sobie buty umyć, bo byłoby mi wstyd w takich obłoconych tutaj przyjść - mówiła zdenerwowana Krystyna Maciejewska.
Pracownik Sanikontu Karina Bonk sugerowała, że z powodu braku odpowiedniego dojazdu do posesji mieszkańcy zmuszeni będą pojemnik z popiołem dociągnąć blisko, do drogi przejezdnej. Właściciel Sanikontu Radosław Kostuch tłumaczył, że obowiązkiem właściciela nieruchomości jest zapewnić dojazd dla obsługi śmieciarki. Twierdził ponadto, że w tej chwili samochód, który odbiera odpady, waży 3,5 tony, a od pierwszego lipca śmieci będą odbierane samochodem 16-tonowym.
- Ten samochód, który w tej chwili odbierał odpady czterech dorosłych ludzi potrafiło wypchnąć, a tutaj będą problemy z jakimkolwiek wyciągnięciem, jeżeli pani sama twierdzi, że przejść drogą nie można. Obsługa samochodu jest do odbierania odpadów, a nie wyciągania ich z podwórek - mówił właściciel Sanikontu.
Krystyna Maciejewska tłumaczyła, że nie chodzi o samo podwórko, ale głównie o 50-metrowy odcinek drogi, którą będzie musiał pokonać samochód odbierający odpady.
Twierdziła, że nie do niej należy remont drogi, tylko jest to sprawa gminy. - Droga nie jest moja. Oprócz mojego domu, w tym podwórzu jeszcze jest „pałac” i tam mieszkają 4 rodziny. Chcę wiedzieć, czy śmieci odbierzecie z podwórka - pytała zdecydowanie Krystyna Maciejewska.
Szef firmy Sanikontu nie pozostawił wątpliwości. Odbiorą, jak będą warunki dogodne do wjazdu. Wtedy samochód po śmieci wjedzie. - My proszę pani nie jesteśmy od budowy dróg, tylko od wywozu śmieci - tłumaczył mieszkance Radosław Kostuch.
Zdaniem wójta Jezior Wielkich Zbysława Woźniakowskiego, do pałacu można dojechać bez problemu. - Drogi gruntowe po roztopach wszystkie tak wyglądają, ale z dojazdem nie ma kłopotu - mówił reporterowi Pałuk wójt Woźniakowski.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1104 (15/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze