Małgorzata Łapka ze łzami w oczach pytała reportera, co ma zrobić ze swoimi psami, skoro nie może trzymać ich w Przyjezierzu, gdzie gmina zakwaterowała jej rodzinę gdyż nie ma dla niej mieszkania komunalnego fot. Magdalena Lachowicz
Przyjezierze, rodzina, pies, bezdomny, hotel, komorni
Bezdomna rodzina, bezdomne psy
Czteroosobowa rodzina Łapków tymczasowo mieszka w budynku Hotelu Pod Dębami w Przyjezierzu. Nie przyjęła oferowanego im mieszkania w Ostrowie, w budynku po byłej szkole, gdyż większą i piękniejszą część mieszkania z łazienką otrzymała córka urzędniczki strzeleńskiego ratusza, samotnie wychowująca dziecko. Dla rodziny Łapków nie było łazienki i bieżącej wody. W Przyjezierzu nie ma nawet tymczasowego miejsca dla trzech psów rodziny Łapków. - Nie będą ujadać turystom w nocy - komentuje Ewaryst Matczak i zapowiada, że mieszkanie postara się znaleźć, ale psami tej rodziny nie będzie się zajmował.
PO WEJŚCIU KOMORNIKA
Małgorzata i Jacek Łapka wraz z synami Bartoszem i Mariuszem są obecnie osobami bezdomnymi. Do kwietnia 2011 r. mieszkali w Bławatach (gmina Strzelno), ale komornik za długi zlicytował ich gospodarstwo. W skład gospodarstwa wchodził dom piętrowy, budynek gospodarczy oraz garaże. Kiedyś do gospodarstwa przypisane było 14 hektarów ziemi. Jednak ze względu na to, iż gospodarstwo pan Jacek odziedziczył po rodzicach, musiał sprzedać część ziemi, aby spłacić swoje rodzeństwo. W związku z tym, że zapadł wówczas wyrok sądu stwierdzający, że rodzina musi opuścić gospodarstwo, Małgorzata Łapka złożyła w gminie Strzelno wniosek o przyznanie mieszkania. Po długotrwałych perturbacjach gmina przyznała jej lokal mieszkalny w opuszczonym domu w Stodólnie. Dom ten kiedyś należał do Cukrowni w Kruszwicy, ale od kilku lat stał już jako pustostan.
Z daleka dom wyglądał nawet niczego sobie, gorzej było z bliska. Na dodatek w domu nie było kanalizacji, a ubikacja znajdowała się na zewnątrz budynku. Była to zwykła drewniana latryna. Na początku rodzina Łapków nie miała zamiaru przyjmować tego lokalu. Napisali nawet pismo do komornika sądowego z informacją, że lokal socjalny w Stodólnie wskazany przez Urząd Miejski w Strzelnie urąga podstawowym warunkom do życia i higieny. Państwo Łapka zaznaczyli także, iż lokal nie posiada kanalizacji do odprowadzania ścieków i jest zawilgocony, co zagraża zdrowiu i życia najemcy. Już wówczas państwo Łapka proponowali burmistrzowi Matczakowi, że z chęcią zamieszkaliby w budynku przy ul. Michelsona w Strzelnie.
Bartosz Łapka nie może pogodzić się z faktem, że kojec przy hotelu stoi pusty, a jego rodzina nie może trzymać tam swoich piesków, które wychowywali od szczeniaków fot. Magdalena Lachowicz - Na terenie Strzelna gmina kupiła kamienicę i stoi pusta. Jak by nam tam dali mieszkanie, to byśmy wyremontowali je we własnym zakresie. Bo tam jest odprowadzenie ścieków i można by tam jakoś godziwie mieszkać. Wiadomo, że nikt nie jest śmieciem, bo każdy jest człowiekiem. I każdemu należy się jakiś lokal. Ale nam powiedzieli, że tam potrzeba dużo remontu. Ale jeśli to gmina kupiła, to niech wyremontują. Nie mają żadnych mieszkań, a budynek stoi i niszczeje - mówili nam państwo Łapka.
Ostatecznie gmina nie zaproponowała innego lokalu rodzinie Łapków i zamieszkali oni w domu w Stodólnie. Co najważniejsze od początku było wiadomo, że jest to tylko przejściowe lokum, gdyż dom ujęty jest w planach do rozbiórki.
- Nie jest to lokal, w którym będziecie państwo mieszkać długo. Jest on tymczasowy. Za 3 do 4 lat będzie budowana tutaj droga i ten budynek będzie zburzony i dlatego nie będzie podłączana tutaj kanalizacja - mówiła w kwietniu 2011 r. do rodziny Łapków, kierownik wydziału rolnictwa gospodarki przestrzennej i rozwoju gospodarczego Maria Giża. Słowa pani kierownik potwierdził nam wówczas burmistrz Ewaryst Matczak. On także twierdził, że mieszkanie w Stodólnie jest tylko przejściowe.
- Ci państwo nadal będą na liście o mieszkanie, ale w tej chwili na zamianę. Jak dojdzie do sytuacji, że będą budować drogę to będziemy musieli dać tym ludziom inne mieszkanie - mówił nam wówczas burmistrz Matczak.
Tadeusz Muszyński zaprzeczył słowom pracowników hotelu, jakoby został zmuszony przez Małgorzatę Łapkę by zabrać psa, który znajdował się od kwietnia w kojcu przy hotelu, by ona mogła umieścić tam swoje pieski. Powiedział, że psa zabrał z własnej woli. fot. Magdalena Lachowicz BUDUJĄ DROGĘ, RODZINA DO HOTELU
Rodzina Łapków mieszkała w Stodólnie do maja tego roku. Okazało się, że muszą opuścić mieszkanie, bo GDDKiA przejęła już od gminy budynek i zaznaczyli, że osoby w nim mieszkające muszą się stamtąd wyprowadzić. Od tego momentu rodzina Łapków ponownie stała się rodziną bezdomną. Gmina nie miała im do zaoferowania żadnego innego lokalu i w związku z tym burmistrz Matczak podjął decyzję, by ulokować ich w hotelu Pod Dębami w Przyjezierzu, który obecnie podlega pod strzeleński Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy. Ponownie rodzina Łapków usłyszała od Marii Giża, że jest to lokal tylko tymczasowy.
Małgorzata Łapka jest osobą bezrobotną, jej mąż Jacek zatrudniony jest przez burmistrza Matczaka w ramach prac interwencyjnych, dodatkowo wraz z synem Mariuszem dorabia w pracach u rolnika. Natomiast Bartosz jest uczniem Zespołu Szkół Zawodowych w Strzelnie w zawodzie ślusarz. Po wakacjach rozpocznie naukę w III klasie.
Po raz pierwszy problem zrodził się, gdy rodzina musiała w ciągu zaledwie trzech dni opuścić mieszkanie w Stodólnie i jednocześnie załatwić sobie u znajomych możliwość przechowania części mebli oraz wyposażenia domowego, które posiadali, gdyż do hotelu mogli zabrać ze sobą tylko podstawowe rzeczy. Część swojego dobytku zostawili u rodziny w Stodólnie, część u znajomego w Bławatach.
PROBLEM Z PSAMI
Był jednak większy problem niż ulokowanie mebli. Otóż rodzina Łapków miała jeszcze trzy pieski: 15-letniego Borysa, oraz 7-letnie bliźniaki Pimpona i Misia. Wiedzieli, że w hotelu nie będą mogli trzymać psów. Ostatecznie pieskami na jakiś czas zaopiekował się znajomy z Bławat. Miał zaznaczyć jednak, że zaopiekuje się psami tylko przez jakiś czas.
Rodzina Łapków nie sądziła jednak, że tak długo będą w tym hotelu mieszkać. Od końca maja, do czwartku, 1 sierpnia pani Małgorzata przebywając w hotelu zajmowała się psem znajdującym się w kojcu na tyłach hotelu. W połowie kwietnia pies został odłowiony w Markowicach, gdzie się błąkał. Decyzją burmistrza pies został umieszczony w Przyjezierzu. Miał rzekomo pilnować obiektu. Kierownik ośrodka Tadeusz Stolarz sklecił dla niego kojec i od tego czasu pies był tam zamknięty.
W czwartek, 1 sierpnia psa zabrał do Ostrowa pracujący w hotelu Tadeusz Muszyński. W związku z tym kojec został pusty. Pani Małgorzata nie bacząc na nic w czwartek wieczorem sprowadziła swoje trzy psy na teren hotelu. W nocy z czwartku na piątek jej zdaniem pieski spały z nią w pokoju. Dopiero nad ranem wpuściła je do pustego kojca.
Od tego momentu rozpoczął się jej dramat.
- Dałam im jeść, ale pan Stolarz jak przyjechał powiedział mi, że to nie jest schronisko, i że te psy muszą zniknąć, bo wczasowicze dzwonią, że psy szczekają. Mówił, że te psy trzeba zlikwidować i zadzwonił po Straż Miejską. A jak mogły psy szczekać, jeżeli dzisiaj rano je tam wyprowadziłam. Chciałam się zapytać dyrektora Mariusza Podhorodeckiego, czy można ten kojec przegrodzić. Dzwoniłam do niego, nie przyjechał. Dzisiaj przyjechał i mówił, że wczasowicze dzwonią, że tutaj są psy bezpańskie i powiedział, że te psy trzeba sprzątnąć do schroniska. Moment i przyjechała Straż Miejska. Przyjechał pan Pinczewski z panią z gminy i powiedzieli, że do schroniska nie, bo nie ma w schronisku miejsca. Powiedziałam to najwyżej wezmę i je zabiję i pójdę siedzieć - opowiada ze łzami w oczach w piątek 2 sierpnia Małgorzata Łapka.
Twierdzi, że w kojcu, w którym w piątek rano 2 sierpnia ulokowała swoje psy, wcześniej przebywał około roczny wilczur. Jej zdaniem pracownicy hotelu mieli stwierdzić, że to ona namówiła Tadeusza Muszyńskiego, aby zabrał tego psa do Ostrowa, bo ona miała plan, by umieścić w kojcu swoje trzy psy.
- To nieprawda. Pan Tadziu go zabrał, bo widział, że pies się tutaj męczy - opowiada Małgorzata Łapka. Po piątkowej, porannej utarczce pani Małgorzaty z dyrektorem Mariuszem Podhorodeckim i Tadeuszem Stolarzem oraz po rozmowie ze strażnikiem miejskim Sławomirem Pinczewskim, psy rodziny Łapków odwiezione zostały do Wójcina, do mamy pani Małgorzaty.
- Mama się zgodziła, ale tylko na trzy dni, nie dłużej, bo nie ma warunków. Dzwoniłam do Rzadkwina, bo mąż tam pracuje u gospodarza w polu i ten gospodarz powiedział, że może te psy zabierze. Przecież ja ich nie zabiję. Jak się wyprowadzaliśmy ze Stodólna do Przyjezierza pani Giżowa powiedziała mi, że piesków nie będę mogła mieć ze sobą i się na to zgodziłam, ale nie wiedziałam, że w Przyjezierzu będziemy tak długo mieszkać i w końcu musiałam je zabrać - mówi Małgorzata Łapka.
Z WŁASNEJ WOLI
Tadeusz Muszyński, który jest pracownikiem gospodarczym hotelu w Przyjezierzu powiedział naszemu reporterowi, że pieska, który od kwietnia znajdował się w kojcu przy hotelu wziął do swojego domu z własnej woli.
- Nikt mi nie kazał go wziąć. Ja odchodzę stąd z pracy 13 sierpnia, a nie będę dojeżdżał do psa do Przyjezierza, bo teraz to tylko na panią Małgosię Łapkę mogłem liczyć. W Ostrowie mam go na oczach w kojcu. Na noc go spuszczamy i na razie jak widać dobrze się u mnie zaklimatyzował - powiedział nam Tadeusz Muszyński.
W ŻADNYM WYPADKU
Nadzorca ośrodka po byłym hotelu i restauracji Pod Dębami Tadeusz Stolarz w rozmowie z naszym reporterem przyznał, że pani Łapka zajmowała się psem, który znajdował się w kojcu.
- Łapkowa pytała mi się dzień wcześniej, czy mógłbym przegrodzić kojec na połowę, bo ona by wpuściła swoje trzy psy. Powiedziałem jej, że w żadnym przypadku, bo będziemy mieli tutaj zwierzyniec. Powiem szczerze, że byłem zadowolony, że problem z psem spadł mi z głowy, gdy zabrał go pan Tadeusz do Ostrowa, ale ku mojemu zdziwieniu przyjeżdżam rano, a w kojcu trzy psy. Pytałem się Łapkowej, czy uzgodniła to z panem Mariuszem, a ona coś kręciła, więc sam do niego zadzwoniłem i powiedziałem, że teraz mamy trzy psy i jeszcze szczekają. Co teraz, jak ludzie przyjdą na pokój, a psy zaczną szczekać. Więc pan Mariusz zadzwonił na Straż Miejską i wywieźli te psy gdzieś do Wójcina. I wszystko jest ok. Nie mam zamiaru więcej się tłumaczyć - powiedział nam Tadeusz Stolarz.
NIECH MIESZKAJĄ, ALE BEZ PSÓW
Zarządzający ośrodkiem po byłym hotelu i restauracji Pod Dębami, wicedyrektor SOSW w Strzelnie Mariusz Podhorodecki potwierdził, że rozmawiał z panią Łapką w sprawie ewentualnego sprowadzenia jej psów do Przyjezierza. Mówił, że obiecał jej, że jak przyjedzie to porozmawiają, bo nie zna tematu.
- Jak przyjechałem, psy już tu były. Tutaj na terenie hotelu nie będzie żadnej samowolki. Wszystkie sprawy uzgadniane są ze mną, a ja uzgadniam je z panem burmistrzem. My na dobrą sprawę nie wiemy jak to traktować, czy jest to mieszkanie zastępcze dla pani Łapki, czy to jest lokal tymczasowy. Pan burmistrz poprosił nas o podjęcie tematu z panią Łapką, żeby ją i jej rodzinę tutaj zakwaterować, a szefa trzeba słuchać. Nie jest to pierwszy przypadek. Gmina korzysta tutaj z tych pomieszczeń. Łapkowie za nic tutaj nie płacą. Jeżeli chodzi o opłaty, jest to sprawa pana burmistrza, my jesteśmy tylko administratorami. A powinno to być uporządkowane i powinni płacić, bo nic za darmo nie ma. A z psami jest to po prostu nieporozumienie i należało to uzgodnić ze mną, a nie rządzić się własnymi prawami - powiedział nam Mariusz Podhorodecki.
Dodał też stanowczo, że nie ma możliwości, by pani Łapka trzymała na terenie ośrodka swoje psy.
- Trzy psy, to już przesada, bo jest za głośno i nie będzie takiego syfu tutaj, jak był kiedyś. Jeden pies, to była inna bajka. My rozumiemy sytuację państwa Łapków i niech mieszkają tak długo, jak będzie konieczność, ale bez psów. Dobrze, że od razu było to załatwione. Ja muszę o wszystkim wiedzieć, ponieważ nie może rządzić dziesięciu, a tym bardziej lokatorzy - dodał dyrektor Podhorodecki.
KRÓTKA META
Małgorzata Łapka mówi, że opuszczając mieszkanie w Stodólnie, Maria Giża miała jej powiedzieć, że idą do Przyjezierza tylko na krótką metę.
- Mieliśmy dostać mieszkanie w Ostrowie po pani Zemskiej, w starej szkole. Miały to być trzy pokoje, kuchnia i łazienka. Zgodziłam się na to mieszkanie. Byłam na komisji mieszkaniowej dwa tygodnie temu i jak się okazało, to mieszkanie podzielili na połowę. Dwa pokoje, kuchnię i łazienkę dostała córka pani Kobus z Urzędu Gminy. A my cztery osoby mieliśmy dostać pokój tylko z kuchnią bez wody, bez łazienki, po prostu bez niczego. Ja im powiedziałam na komisji, że tego mieszkania nie wezmę, że mamy XXI wiek, że wezwę prasę i telewizję i wam narobię smrodu. W tej chwili nie wiem do kiedy będziemy tutaj mieszkać. A jak pani Giżowa powiedziała, że na krótką metę, to pytam się kiedy ta krótka meta się skończy, bo chyba nie na koniec roku. Ja powiedziałam na komisji, że proszę jak najszybciej szukać mieszkania, bo ja nie mam zamiaru w tej norze dłużej mieszkać. Teraz jest ciepło, a jak przyjdzie wrzesień, czy październik, to co my zrobimy - dodaje Małgorzata Łapka.
MIESZKANIE PODZIELONE
Burmistrz Ewaryst Matczak twierdzi, że państwo Łapkowie trafili do hotelu, bo gmina nie miała dla nich innego lokalu. Powiedział też, że mieli zaznaczone, że zostaną w hotelu tak długo, aż gmina nie znajdzie dla nich mieszkania komunalnego.
Spytaliśmy burmistrza jak to się stało, że mieszkanie w Ostrowie, które miała otrzymać rodzina Łapków zostało podzielone i przyznano jej na dodatek jego mniejszą część, chociaż rodzina składa się z 4 dorosłych osób. Natomiast większą część otrzymała Małgorzata Kobus samotnie wychowująca dziecko, która na domiar wszystkiego, jak poinformowali nas mieszkańcy Strzelna jest córką pracownicy strzeleńskiego Urzędu Miejskiego Lucyny Kobus, pracującej na stanowisku głównego specjalisty ds. kadr i płac UM w Strzelnie.
- Ciekawe, skąd pani Łapka wiedziała, że dostanie całe mieszkanie po pani Zemskiej w Ostrowie, trudno mi powiedzieć - dziwił się burmistrz Matczak.
Burmistrz potwierdził, że mieszkanie w Ostrowie zostało podzielone na dwa mniejsze i jedno z nich otrzymała Małgorzata Kobus. Burmistrz stwierdził, że zmuszony był przyznać kobiecie mieszkanie, gdyż musiała ona opuścić zajmowane dotychczas mieszkanie w budynku po byłym ośrodku zdrowia przy ul. Św. Ducha. Budynek został wystawiony przez starostwo na sprzedaż, a ona zdaniem burmistrza nie miała prawa pierwokupu zajmowanego mieszkania.
- Pani Kobus miała umowę najmu mieszkania w ośrodku zdrowia na 3 lata. Chciała to mieszkanie wykupić, ale nie dano jej szansy pierwokupu z odpowiednimi upustami i musiała mieszkanie opuścić. Stała się w związku z tym osobą bezdomną. Ponadto była na liście oczekujących na mieszkanie. Nikt spoza listy nie ma w naszej gminie proponowanych mieszkań - twierdzi burmistrz Matczak.
DLA JEDNYCH ŁAZIENKA, DLA INNYCH NIE
Po podzieleniu mieszkania w Ostrowie Małgorzata Kobus otrzymała pokój, łazienkę i kuchnię, a pani Łapce komisja mieszkaniowa, na posiedzeniu w dniu
11 lipca w składzie radni Ryszard Saja i Henryk Filipczak oraz obecny na komisji referent ds. mieszkaniowych UM w Strzelnie Dariusz Głowacki zaproponowała pokój z pomieszczeniem na kuchnię, bez toalety i bieżącej wody. Dlatego też jak twierdzi nie zgodziła się na przyjęcie tego mieszkania.
- My przyznajemy lokale gminne w takim standardzie, jaki mamy. Mieszkania komunalne mamy w większości bez łazienek i nie każdemu te łazienki robimy. Zazwyczaj każdy robi to sobie sam na własny koszt, chyba, że jest to osoba niepełnosprawna. Pani Zemskiej też nie przyznaliśmy mieszkania z łazienką, ta pani zrobiła ją sobie sama, na własny koszt - tłumaczy burmistrz.
DECYDUJE KOMISJA
Spytaliśmy zatem jakie kryteria obowiązywały w proponowaniu podzielonego mieszkania w Ostrowie, skoro zarówno pani Kobus była osobą bezdomną i rodzina Łapków również.
Pytaliśmy dlaczego pani Kobus zaproponowano właśnie tę część podzielonego mieszkania, skoro jest ona tylko z dzieckiem, a rodzina Łapków liczy 4 dorosłe osoby.
- Komisja mieszkaniowa jej to przydzieliła. Tam łazienka też nie jest kompletna, bo pani Zemska wyprowadzając się częściowo ją zdemontowała. Ogrzewanie zostało zdemontowane i teraz musimy tam montować piec. W Ostrowie mamy mieszkania takie, jakie mamy i takie mieszkania zostało państwu Łapkom przez komisję mieszkaniową zaproponowane. Państwo Łapka mieszkania nie przyjęli. Odmówili przyjęcia mieszkania - powiedział burmistrz.
Zdaniem burmistrza proponowane państwu Łapkom mieszkanie miałoby około 30 m2, natomiast z naszych informacji wynika, że byłoby ono znacznie mniejsze. Natomiast przyznane Małgorzacie Kobus mieszkanie składa się z ogromnej kuchni, wielkiego pokoju oraz łazienki. Do tego jak poinformowali nas mieszkańcy Ostrowa gmina cały czas to mieszkanie remontuje.
BURMISTRZ: - NIGDY NIE JEST SPRAWIEDLIWIE
- Norma mówi, że musi być 5 m2 na osobę, to w przypadku państwa Łapków wystarczyłoby mieszkanie o powierzchni 20 m2. Każdy ma prawo mieszkać tak, jakby sobie chciał, ale to nie jest moja wina, że państwo Łapkowie wylądowali tak jak się stało, i nie mogę być obciążany za to, że nie gwarantuję im mieszkania takiego, jakiego sobie życzą, bo takich mieszkań wolnych nie mam. Komisja pomaga mi w przydziale mieszkań, tak aby było to sprawiedliwe, ale nigdy sprawiedliwie nie będzie. Część mieszkania w Ostrowie zaproponujemy innym rodzinom z listy i się być może zgodzą. A pani Łapkowa będzie musiała czekać, aż trafi się inne mieszkanie. Dopóki nie zaproponujemy jej innego mieszkania, które też może nie będzie miało łazienki, będzie musiała mieszkać w hotelu - stwierdził burmistrz Matczak.
GIŻA: - MAJĄ LEPIEJ OD NAS
Przysłuchująca się rozmowie reportera z burmistrzem kierownik wydziału rolnictwa gospodarki przestrzennej i rozwoju gospodarczego Maria Giża stwierdziła, że państwo Łapka powinni być gminie wdzięczni za to co mają.
- Ludzie kochani, przecież oni nie płacą tam ani złotówki. Dziękować Bogu, że mają w ogóle dach nad głową, mają się gdzie umyć, wykąpać itd. Gdyby co, to burmistrz pracę im daje, jak jednemu się skończy, to drugi dostaje. Oni teraz sobie tam lepiej żyją niż my, jakbyśmy chcieli pojechać sobie na wczasy do Przyjezierza. Bo tak, jak ja musiałabym tam wynająć coś i zapłacić - usłyszeliśmy.
Z naszych informacji wynika, że Małgorzata Kobus znajdowała się na liście oczekujących na przydział lokalu mieszkalnego od 2011 r. i znajdowała się na 51 pozycji na tej liście. Natomiast Małgorzata Łapka wraz z rodziną do czasu zamieszkiwania w Stodólnie znajdowała się na liście oczekujących na zamianę mieszkania. Z chwilą wykwaterowania jej do hotelu znalazła się na liście oczekujących na przydział lokalu mieszkalnego i znajduje się na pozycji nr 114.
NIE BĘDĄ WCZASOWICZOM UJADAĆ
Odnośnie sprawy ulokowania psów państwa Łapków przy hotelu w Przyjezierzu burmistrz stwierdził, że jest to całkowicie niemożliwe.
- Te psy nie są psami bezpańskimi. My jesteśmy jako gmina zobowiązani do wyłapywania psów bezdomnych - mówił burmistrz. Pytał też gdzie do tej pory trzymali swoje psy. Gdy poinformowaliśmy go, że dotychczas psy mieszkały z rodziną w Stodolnie, a po opuszczenia zajmowanego tam lokalu psy znajdowały się u znajomego gospodarza, gdzie miały zapewnioną tylko tymczasową opiekę, burmistrz odpowiedział: - Pani Łapka może przekierować te psy do schroniska i za nie zapłacić, bo te pieski mają właściciela. Nie jestem w stanie zagwarantować lokum dla psów, skoro nie mam go dla ludzi. Psy w kojcu przy hotelu nie mogą być. Nie mogą tam hałasować, żeby letnicy z Przyjezierza przychodzili do mnie na skargę, że psy szczekają. Te psy nie mogą być w Przyjezierzu, pani Łapka jest tam tymczasowo, a jest to jest ośrodek wczasowy. Jak będzie miała stałe mieszkanie, to nikt jej nie broni trzymać w nim psy. W ośrodku wczasowym, gdzie przebywają turyści, gdzie ludzie chcą wypocząć nie może być psów, które będą tam ujadać w nocy. Decydując się na psy właściciel musi zapewnić mu schronienie, to nie moja wina, że Łapkowie wylądowali w Przyjezierzu - stwierdził burmistrz Matczak.
Dodał też, że martwi się o zapewnienie mieszkania rodzinie Łapków, ale ich psy, są jego zdaniem, tylko i wyłącznie ich sprawą.
- Ja chciałbym do jesieni znaleźć dla nich mieszkanie, by mogli wyprowadzić się z Przyjezierza, ale niestety psami się nie zajmę, bo mam psy bezdomne, z którymi też mam problemy - powiedział burmistrz.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1121 (32/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze