Marianna Marcinkiewicz pokazuje miejsce, gdzie przebiegają przewody kominowe od pieca sąsiada. Pokój nie jest już użytkowany, gdyż domownicy boją się zatrucia tlenkiem węgla.
fot. Roman Wolek
Wólka Orchowska, tlenek węgla, problem, piec, przewód kominowy
Boją się zatrucia tlenkiem węgla
- Czy pozostało mi już tylko iść do księdza zamówić mszę, czy do grabarza, żeby dół wykopał? - zastanawia się Marianna Marcinkiewicz, gdyż boi się, że któregoś dnia może się nie obudzić przez zatrucie tlenkiem węgla.
STRACH O ŻYCIE
Już od dwóch lat o życie i zdrowie swoje i swojej rodziny martwi się Marianna Marcinkiewicz z Wólki Orchowskiej (gm. Orchowo). Wszystko za sprawą problemów z piecem i przewodem kominowym jej sąsiada Stanisława Łukasiewicza. Rodziny Marcinkiewiczów i Łukasiewiczów zajmują dwie połowy budynku mieszkalnego. Budynek ten ma dwa kominy, ale przewody kominowe przebiegają przez cały obiekt. Problemy zaczęły się dwa lata temu, gdy Stanisław Łukasiewicz wymienił piec. Marianna Marcinkiewicz uważa, że nowy piec sąsiada jest zbyt duży w stosunku do wielkości mieszkania i szerokości przewodu kominowego. Zarzuca także sąsiadowi, że nie dokonuje od wielu lat okresowych przeglądów kominiarskich, pali w piecu czym popadnie i samowolnie zamontował w kominie rurę z blachy. Dodatkowo przewód kominowy, który przechodzi przez obydwa mieszkania, jest nieszczelny. Dlatego też rodzina Marcinkiewiczów boi się, że w ich mieszkaniu może dojść do zatrucia tlenkiem węgla. W pokoju, przez który przechodzą przewody kominowe z pieca sąsiada, mają czujnik tlenku węgla. Cały czas pokazuje on podwyższone wskaźniki czadu.
Z POKOJU NIE KORZYSTAĆ
30 listopada w czujniku włączył się alarm wskazujący na zbyt wysoki poziom tlenku węgla.
- Jak zajrzałam do pokoju, to było w nim granatowo - relacjonuje Marianna Marcinkiewicz. Dlatego też wezwano straż pożarną. Przyjechały jednostki: OSP Orchowo i PSP Słupca oraz dwie karetki pogotowia. Karetki zabrały Mariannę Marcinkiewicz oraz jej córkę Katarzynę i wnuków Igora i Mikołaja do szpitala w Słupcy z podejrzeniem zatrucia tlenkiem węgla. Już w karetce podano im tlen. Na szczęście badania nie wykazały niepokojących objawów, dlatego tego samego dnia wieczorem wszyscy wrócili do domu Strażacy, a później także kominiarz, doradzili, aby dla bezpieczeństwa nie korzystać z pokoju, przez który przechodzą przewody kominowe od sąsiada. Rodzina Marcinkiewiczów dostosowała się do tych zaleceń i przez pokój ten tylko przechodzą do pomieszczenia, w którym znajduje się piec c.o.
DO KSIĘDZA LUB GRABARZA
Według Marianny Marcinkiewicz, jej sąsiad nie powinien na razie korzystać ze swojego pieca skoro stwarza to możliwość zaczadzenia. Dziwi się też, że kominiarz zezwolił mu warunkowo na użytkowanie przewodów kominowych, skoro zagraża to bezpieczeństwu domowników.
- Ja chcę tylko, abym mogła w nocy spokojnie położyć się do łóżka i rano się obudzić - mówi Marianna Marcinkiewicz. Mieszkanka Wólki Orchowskiej przyznaje, że nie może się doczekać żadnych skutecznych działań ze strony służb, które powinny dbać o bezpieczeństwo. Jak mówi, w tej sprawie zwróciła się o pomoc do policji, aby wszczęła postępowanie wobec sąsiada o narażenie życia i zdrowia jej rodziny. 6 grudnia złożyła także wniosek o interwencje w Powiatowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego. Tam powiedziano jej, że inspekcja ma 2 miesiące na interwencję. Jednak 13 grudnia inspektorzy PINB przyjechali do Wólki Orchowskiej. Na razie nie podali pisemnie wyników tej kontroli. Marianna Marcinkiewicz opowiada, że po kontroli u Stanisława Łukasiewicza przyszli także do jej mieszkania i stwierdzili, że niewiele da się zrobić, skoro kominiarz dopuścił przewody kominowe do użytkowania. Ale przyznali, iż kotłownia sąsiada nie spełnia wymagań, więc będą jeszcze tę sprawę rozpatrywać.
Mieszkanka Wólki Orchowskiej opowiada, że czuje się już bezsilna i nie wie, gdzie udać się o pomoc w tej sprawie. - Czy pozostało mi już tylko iść do księdza zamówić mszę, czy do grabarza, żeby dół wykopał? - zastanawia się Marianna Marcinkiewicz.
WSZYSTKO JEST OK
Piotr Kałużny - kominiarz, który wydał zgodę na użytkowanie komina Stanisława Łukasiewicza - powiedział, że zgodę tę wydał tylko na 3 miesiące, gdyż zainstalowany został nowy wkład w przewodzie kominowym i teraz komin jest szczelny i nie stwarza zagrożenia. Piotr Kałużny zaznacza jednak, że po 3 miesiącach przewód musi być na nowo sprawdzony i powinien zostać wykonany nowy komin.
Stanisław Łukasiewicz również potwierdził, że dopiero co został założony nowy wkład w kominie i była później kontrola PINB.
- Wszystko jest OK. Niech oni już przestaną z tymi skargami. Ciągle jakąś wojnę toczą, jak nie z moim synem, to ze mną. Szukają dziury w całym - mówi o swoich sąsiadach Stanisław Łukasiewicz. Twierdzi, że gdy włączył się u sąsiadów czujnik czadu, to powinni oni wyjść z tego pomieszczenia, a nie wzywać straż pożarną i pogotowie.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1140 (51/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze