Hieronima Staniszewska, której nazwisko także padło wśród delegatów wskazanych do odwołania, nie rozumie co takiego złego robi dla spółdzielców, że ma ją spotkać taka kara
fot. Magdalena Lachowicz
Kolejna odsłona walki w Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie
Chcą odwołać 32 delegatów
W przypadku braku porozumienia z zarządem, członkowie grupy inicjatywnej nie wykluczają, że dojdzie do protestu i okupacji budynku Spółdzielni Mieszkaniowej.
W poniedziałek 25 stycznia już po raz trzeci zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie wznowił obrady przedstawicieli członków, które zostały przerwane 16 grudnia 2009 r.
Zebranie otworzył członek rady nadzorczej SM Waldemar Krzewina. W zebraniu jako obserwator z ramienia Krajowej Rady Spółdzielców uczestniczył Marian Frąckiewicz, który jest członkiem Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej na terenie województwa kujawsko-pomorskiego. Przy stole prezydialnym zasiedli Jan Smółka, Józef Jasiński oraz Barbara Śliwińska.
ODWOŁAĆ 32 DELEGATÓW
Już na samym początku wniosek formalny zgłosiła Zofia Michalska, która powiedziała, że zebranie przedstawicieli może być przerwane bez wyczerpania porządku zebrań. Wytłumaczyła, że istnieje taka możliwość, że 1/10 wszystkich grup członkowskich może złożyć wnioski do zarządu o odwołanie delegatów i taki wniosek mieszkańcy poszczególnych osiedli złożyli do spółdzielni 18 stycznia, jednak do dnia dzisiejszego nie otrzymali żadnej odpowiedzi. We wniosku chodziło o to, że z uwagi na nieuzasadnioną odmowę zwołania walnego zgromadzenia, członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej wnosili o zwołanie w terminie 30 dni od dnia wniesienia żądania zebrania grupy członkowskiej w celu odwołania części dotychczasowych przedstawicieli. Piszemy o tym na str. 1.
Zofia Michalska, reprezentując wolę mieszkańców, żądała ponadto dokładnego sporządzenia protokołu z zebrania, mówiąc, że za ustawowe 7 dni spółdzielcy zgłoszą się po niego. - Do tej pory nie wszystko było protokołowane. Pan nie odnotowywał wszystkiego. Teraz protokół ma być kompletny - mówiła Zofia Michalska do Józefa Jasińskiego.
Wypowiedź Zofii Michalskiej próbował przerwać Waldemar Krzewina, jednak spotkało się to z głośnymi okrzykami niezadowolenia wśród zgromadzonych spółdzielców.
Słowa wypowiadane przez Zofię Michalską krytykowała także siedząca niedaleko Wanda Chełmińska, która jest zarówno przedstawicielem członków, jak i pracownikiem spółdzielni. - Pani Chełmińska. Ja wiem, że jest pani niesympatyczna. Jak ja idę do spółdzielni, to wolę pani nie widzieć. A spółdzielnia powinna sprzyjać, współpracować z mieszkańcami, a pani nie nadaje się do tej pracy - mówiła Zofia Michalska, której wypowiedź spółdzielcy głośno oklaskiwali.
MECENAS JAKO EKSPERT
Podczas zebrania na prośbę spółdzielców obecna była reprezentująca ich interesy mecenas Maria Kręc. Jednak prezes Jan Guzik, zasłaniając się przepisami, wyraził jeszcze przed zebraniem opinię, że nie może ona zabierać głosu jako reprezentant mieszkańców. W związku z tym Maria Kręc wypowiadała się na zebraniu jako ekspert, czego prezes nie mógł jej zabronić. - Grupy członkowskie spółdzielni złożyły wnioski o wyłączenie części przedstawicieli, ponieważ przedstawiciele w większości zajmują stanowiska pracy w spółdzielni, co nie daje wiarygodności. Wiele razy protokolant był nawoływany do protokołowania wypowiedzi. Nie są także protokołowane wnioski formalne zgłaszane przez przedstawicieli. Wniosek o przerwanie obrad wynika w dużej mierze z tego, że zostały złożone wnioski do zarządu o zwołanie kolejnych zebrań kręgów członkowskich w celu zwołania nowych przedstawicieli, w szczególności tych, którzy są pracownikami. Przy czym wynika z tego brak bezstronności tych przedstawicieli, co jest oczywiste i nie podlega dyskusji - mówiła Maria Kręc.
Jednak nie był to wyłączny powód wniosku o odwołanie członków. Kolejnym powodem jest niereprezentowanie interesów spółdzielni. W tym momencie, jak mówiła mecenas Kręc, nie jest istotne, czy dany przedstawiciel jest pracownikiem spółdzielni, czy nie. Jeżeli nie reprezentuje zgodnie z wolą spółdzielców, jeżeli nie wnosi wniosków i nie głosuje tak, jak sobie spółdzielcy życzą, to znaczy, że nie reprezentuje i nie wykonuje podstawowej roli, dla której został powołany.
W związku z tym, iż spółdzielnia konsekwentnie utrzymuje, że należy zwołać zebranie przedstawicieli, mecenas powinna honorować żądanie członków spółdzielni, których wola jest świętym prawem. - To nie od woli zarządu zależy, czy zwoła czy nie, czy to będzie walne zebranie przedstawicieli, czy grup członkowskich. Członkowie żądają i prezes ma to wykonać jako czynność techniczną. Prezes nie jest najwyższym organem spółdzielni i zdaje się, że zarządowi spółdzielni to się myli i gubi kryteria. Ale jest to zrozumiałe z uwagi na 30 lat takiego, a nie innego zarządzania - mówiła Maria Kręc.
Ponadto poinformowała, że członkowie spółdzielni otrzymali pismo od rzecznika praw obywatelskich, który pod wyraźnym znakiem zapytania stawia możliwość zwoływania zebrań przedstawicieli w momencie, kiedy ustawa o zebraniach przedstawicieli mówi wprost, że najwyższym organem jest walne zgromadzenie. W związku z powyższym rzecznik wystąpił do spółdzielni o wyjaśnienie stanu faktycznego zaistniałego w spółdzielni i stwierdził, że ustosunkuje się do pisma członków spółdzielni po otrzymanej odpowiedzi. Z uwagi na powyższe oraz pismo z ministerstwa infrastruktury z 15 stycznia - gdzie wyraźnie wskazano, że należy zwołać walne zgromadzenie, a nie zebranie przedstawicieli członków, bo jest to łamanie prawa - mecenas powiedziała, iż uzasadniony jest wniosek o zawieszenie toczącego się zebrania przedstawicieli i wyznaczenie czasu po uzyskaniu interpretacji organów do tego właściwych.
SKĄD WIECIE?
- Chcemy podjąć uchwałę odwołania wymienionych przedstawicieli - krzyczeli członkowie spółdzielni. W tym momencie w swojej obronie wystąpiła Hieronima Staniszewska, która nie zgadzała się z zarzutami kierowanymi pod adresem przedstawicieli i jej własnym. - Skąd wiecie, że nie działam zgodnie z wolą spółdzielców? A jaka jest ta wola, proszę mi wytłumaczyć - pytała. W tym momencie Zofia Michalska krótko sprecyzowała powód, dlaczego mogileńska spółdzielnia nie ma zatwierdzonego statutu. - Pani Staniszewska, ja wiem, że pani się nasz prezes bardzo podoba, ale to nie na tym polega bycie przedstawicielem. Trzeba na bieżąco interesować się sprawami spółdzielni i jej mieszkańców - mówiła Zofia Michalska.
STATUT BUBEL
Skoro ma zostać zatwierdzony statut - nie może być on w takiej formie, w jakiej przedstawia go zarząd spółdzielni. - To jest po prostu bubel. Nie ma w nim bardzo istotnych informacji, chociażby o wynagrodzeniu prezesa. Został on wykonany byle jak. Musimy w związku z tym go ocenzurować. W takim składzie przedstawicieli, jaki jest dotychczas, jest to niemożliwe, bo większość jest pracownikami spółdzielni i oni nigdy nie zagłosują przeciw - mówiła Zofia Michalska. - Co jest takiego złego w tym statucie? - pytała Hieronima Staniszewska. - W statucie są zapisy korzystne tylko i wyłącznie dla zarządu, dające im dożywotnie emerytury, dlatego chociażby nie można go przyjąć w takiej formie - mówiła Maria Kręc.
Spółdzielcy żądali, aby zarząd spółdzielni zaczął w końcu reprezentować ich interesy. - Potwierdzam wszystko to, co mówiła mecenas Kręc i zwracam się do zarządu, abyście panowie byli uprzejmi spełniać wolę wszystkich spółdzielców, bo od tego jesteście i za to bierzecie wynagrodzenie - mówił Stefan Posadzy.
MODYFIKACJE PODZIAŁÓW
Głos na zebraniu zabrał także wiceburmistrz Jarosław Ciesielski, który uspakajał mieszkańców. Powiedział, że w Urzędzie Miejskim są już wykonane modyfikacje podziałów na ulicy 22 Stycznia i Sójczym Wzgórzu. Poinformował także, iż w urzędzie jest złożony przez grupę inicjatywną projekt podziału na osiedlu przy ul. Dworcowej i przy ul. Sportowej. Jednak nie ma jeszcze propozycji podziału ze strony spółdzielni. - To nie jest tak, że burmistrz Mogilna robi wszystko, aby uniemożliwić państwu uwłaszczenie. Przeciwnie, robi wszystko w tym zakresie, abyście mogli jak najszybciej uwłaszczyć się na takich zasadach, jak pozwala prawo i zgodnie z państwa wolą. Mówię tutaj przede wszystkim o dwóch kwestiach. Jedna to podział nieruchomości, które są na terenie spółdzielni, a druga to uregulowanie prawa wieczystej dzierżawy w prawo własności gruntu. Zarówno w jednej, jak i drugiej kwestii mogliście państwo liczyć na błyskawiczną reakcję burmistrza. I tak zawsze będzie - przekonywał Jarosław Ciesielski. W tym momencie nadmienił, że burmistrz, podejmując decyzję myślał, że zarząd SM reprezentuje oczekiwania spółdzielców i są one z nimi uzgodnione. Wystąpienie nagrodzone zostało przez spółdzielców oklaskami.
NA MARZEC
Po wyraźnym sprzeciwie obecnych na sali mieszkańców oraz złożeniu wniosku formalnego przez przedstawiciela członków Mariana Rewersa, który zaznaczył, że mieszkańcy nie życzą sobie reprezentowania ich przez obecnych przedstawicieli, obrady po raz trzeci zostały przerwane w tym samym punkcie.
Kolejne zebranie zaplanowane jest na poniedziałek 15 marca o 1700 w stołówce Gimnazjum w Mogilnie.
Jednak w kuluarach członkowie grupy inicjatywnej powiedzieli naszemu reporterowi, że w myśl przepisów 19 lutego powinno zostać zwołane zebranie, o które wnioskowali spółdzielcy w złożonym 18 stycznia w SM wniosku o odwołanie obecnych przedstawicieli. W przypadku braku porozumienia z zarządem spółdzielni, członkowie grupy inicjatywnej nie wykluczają, że dojdzie do protestu i okupacji budynku Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 937 (4/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze