Reklama

Czad zabił sąsiada

- On to był dla nas takim aniołem stróżem
     Czad zabił sąsiada
     Andrzej B. uległ bardzo silnemu zatruciu dwutlenkiem węgla. W stanie ciężkim został przewieziony w sobotę do szpitala w Inowrocławiu. Zatrucie i poparzenia dróg oddechowych były rozległe. Rano w niedzielę zmarł.

Wrażliwość Anny Nadlewskiej, która zaniepokoiła się nieobecnością sąsiada, uchroniła od jeszcze większej tragedii - pożaru całej kamienicy fot. Magdalena Lachowicz

   Rozpoczął się sezon grzewczy, a co za tym idzie coraz częściej słyszymy o zatruciach dwutlenkiem węgla. Do takiego tragicznego w skutkach zdarzenia doszło na terenie Strzelna, gdzie zaczadzeniu uległ 57-letni mężczyzna. Tragedia rozegrała się 12 grudnia w jego mieszkaniu, w kamienicy przy ul. Michelsona w Strzelnie.
   NIEOBECNY PRZEZ SOBOTĘ
   57-letni mężczyzna mieszkał sam na parterze kamienicy. W drugim wejściu na piętrze mieszka Anna Nadlewska z synem Rafałem i córką Joanną. To dzięki jej czujności i opiekuńczości nie doszło do pożaru całej kamienicy.
   W rozmowie z naszym reporterem Anna Nadlewska opowiada, że zaniepokoił ją fakt, iż cały dzień nie widziała sąsiada. Codziennie bowiem rozmawiała z nim na podwórku, często jej pomagał wnosząc na piętro węgiel. - My z synem pukaliśmy do sąsiada wielokrotnie, ale nikt nie otwierał. Nie podejrzewałam nawet, że tam się pali, bo nic nie było widać. Mało tego, nic też  nie było czuć, żeby chociaż odrobinę dym się ulatniał, ale tutaj nie było żadnych takich oznak - opowiada Anna Nadlewska. Pomyślała, że sąsiad gdzieś poszedł. Gdy na dworze zrobiło się ciemno, a w mieszkaniu nie paliło się światło, zaniepokojona poszła tam jeszcze raz. Zastanowiło ja wówczas, że szopa, w której Andrzej B. trzymał drewno był otwarta. - Pomyślałam sobie, że gdyby sąsiad gdzieś wyjechał, czy poszedł, to by na pewno nie zostawił otwartej szopy - dodaje. Pani Anna  - jak opowiada - zaglądała przez okno, ale nic nie widziała, bała się jednak wejść do środka. Martwiła się także, że może sąsiad po prostu zasłabł i mógł zamarznąć z zimna.
   TELEFON NA 112
   - Nie miałam już nerwów, powiedziałam synowi, żeby dzwonił na 112 - opowiada. Parę minut po 19.00 funkcjonariusze policji ze Strzelna przyjechali pod dom na ul. Michelsona. Oni również - jak opowiada Anna Nadlewska -  próbowali pukać i nawoływać Andrzeja B., ale bez żadnych rezultatów. - Zaglądaliśmy także przez okna, ale w tej ciemności nic nie było widać, tym bardziej, że okna okazały się być już mocno okopcone - opowiada pani Anna.
   Wówczas policjanci otworzyli drzwi.
   Z relacji Anny Nadlewskiej wynika, że Andrzej B. leżał tuż przy drzwiach i był nieprzytomny. Policjanci wezwali natychmiast Pogotowie Ratunkowe oraz Straż Pożarną. Pogotowie dotarło na miejsce zdarzenia natychmiast po zawiadomieniu i  nieprzytomnego Andrzeja B. zabrało do Szpitala Powiatowego w Inowrocławiu.
   O 19.23 na miejsce zdarzenia przybyła jednostka straży pożarnej ze Strzelna oraz samochód operacyjny KP PSP z Mogilna. Strażacy ewakuowali z budynku rodzinę Anny Nadlewskiej. Strażacy dogasili tlącą się podłogę oraz przewietrzyli mieszkanie i korytarz przy pomocy wentylatora. W pomieszczeniu nie było ognia, ale strażacy musieli wejść do mieszkania w maskach, takie duże było tam zadymienie. Akcja zakończyła się o 20.58.
   NIEDOPAŁEK PAPIEROSA
   Jak powiedział nam rzecznik prasowy KPP podkom. Tomasz Rybczyński, na razie można tylko postawić hipotezę, że ogień w mieszkaniu prawdopodobnie wziął się od pozostawionego niedopałka papierosa. 57-letni Andrzej B. prawdopodobnie zaprószył ogień w kuchni.
Pożar strawił częściowo pomieszczenie kuchni i jej wyposażenie. Nadpalona została również podłoga.
   Andrzej B. uległ bardzo silnemu zatruciu dwutlenkiem węgla i w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala w Inowrocławiu. Zatrucie i poparzenia dróg oddechowych były na tyle duże i rozległe, że starania lekarzy nie dały rezultatu. Nazajutrz rano, 13 grudnia zmarł.
   - Gdybym prędzej się zreflektowała, może dzisiaj by żył - mówi ze łzami w oczach pani Anna. Jednak - jak potem dodaje - strażacy powiedzieli jej, że przy tak silnym zaczadzeniu mężczyzna nie miał szans na przeżycie.

W poniedziałek drzwi do mieszkania Andrzeja B. były zaplombowane. Na zewnątrz wystawiona była część nadpalonych mebli kuchennych. fot. Magdalena Lachowicz

   SILIKON W OKNACH
   - To wina tych okien - mówi nasza rozmówczyni. Jak mówi, jakieś dwa tygodnie temu pracownicy gminy przyszli i uszczelnili w mieszkaniu mężczyzny okna silikonem. Zrobili to na prośbę zainteresowanego. Andrzej B. wielokrotnie - jak się okazuje  - prosił o ich uszczelnienie. - To wina tych okien. Wszystko kłębiło się w środku. Chodził do gminy wiele razy, ale oni mówili, że dom jest cały do remontu. Ale w końcu uszczelnili okna silikonem. Ja już wtedy mówiłam do sąsiada, że teraz się pan cieszy, że ma pan cieplej, ale co z tego - okna pan nie otworzy, żeby wywietrzyć, w końcu się pan tam zaczadzi. Jakbym wykrakała - opowiada Anna Nadlewska.
   Dodaje, że w dzień przed tragedią wieczorem rozmawiała z sąsiadem, który obiecał jej, że w sobotę pomoże jej wnieść do mieszkania węgiel. - Dobry to był człowiek. Może trochę niezaradny życiowo. Ale nikomu nie wadził. Był spokojny, nie awanturował się. Często mi pomagał. Przynosił węgiel, pilnował mieszkania, gdy wyjeżdżałam z córką do szpitala. Wiele razy znajomi pytali mnie, czy nie boję się tutaj sama mieszkać w tej kamienicy. Zawsze odpowiadałam, że przecież nie mieszkam sama, bo jest jeszcze sąsiad. Teraz to naprawdę zostałam tutaj z dzieciakami samiuteńka. Aż strach myśleć. To, że człowiek jest biedny, to nie znaczy zaraz, że zły czy jakiś. Szkoda człowieka. Gdy upiekłam ciasto na niedzielę, czy np. w święta zawsze córka „dziadkowi” - bo tak na pana Andrzeja mówiła - je zanosiła - opowiada Anna Nadlewska.
   POGRZEB ZORGANIZUJE GMINA
   Andrzej B. był samotny. Od urodzenia mieszkał wraz z matką w kamienicy przy ul. Michelsona. Około 3 lat temu zmarła matka Andrzeja B. Od tego czasu mieszkał sam. Utrzymywał się z renty socjalnej wypłacanej przez MGOPS w Strzelnie. Wiosną 2008 r. kamienicę wraz z lokatorem, którym był właśnie Andrzej B., kupiła gmina z przeznaczeniem na mieszkania socjalne. 14 miesięcy temu do kamienicy wprowadziła się Anna Nadlewska z dziećmi. - Sąsiad mówił zawsze, że jak sam tutaj mieszkał, to mu się przykrzyło. Dopiero, gdy my się wprowadziliśmy, to wnieśliśmy trochę życia do tej opuszczonej kamienicy. Tak mi żal tego człowieka. On to był dla nas takim aniołem stróżem - dodaje Anna Nadlewska.
   Bardzo poruszony zdarzeniem jest burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak. Przyznał, że Andrzej B. niejednokrotnie odwiedzał go w Urzędzie Miasta i prosił m.in. o uszczelnienie okien. - Zaproponowaliśmy mu, że na czas zimy przeniesiemy go do hotelu w Przyjezierzu, że tam będzie miał ciepło. Niestety odmówił. W związku z tym wysłaliśmy ekipę, która uszczelniła okna w jego mieszkaniu - mówi burmistrz Matczak. Burmistrz potwierdza, że Andrzej B. był osobą samotną. W związku z tym jego pogrzeb odbędzie się na koszt gminy. - Szkoda tego człowieka. Był bardzo grzeczny i niekonfliktowy. W tej chwili to już nawet wszelkie uroczystości związane z przygotowaniem do świąt mnie nie cieszą. Taka tragedia, żeby człowieka spotkała. Jest mi niezmiernie przykro - dodał burmistrz.
   PLOMBY
   14 grudnia mieszkanie zabezpieczyli pracownicy gminy. - Założyli tam plomby na drzwiach wejściowych, ponieważ już po tragedii pojawili się w kamienicy podobno jacyś mężczyźni i próbowali spenetrować mieszkanie Andrzeja B. - dodał burmistrz.

Reklama

Magdalena Lachowicz

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 931 (50/2009)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości