Reklama

Dostał lanie: za ojca czy za dług

Od chuliganów
     Dostał lanie: za ojca czy za dług
     Jan Szczechowicz walczy z bandami chuliganów, którzy utrudniają życie na Osiedlu Piastowskim. Syn Michał mówi, że został pobity za ojca. Jako ostrzeżenie. W sprawie pojawia się także wątek długu, jaki miał Michał u kolegów.

Michał Szczechowicz pokazuje skutki piątkowego pobicia przez strzeleńskich chuliganów
  fot. Magdalena Lachowicz

     CHULIGANI POD BLOKIEM
     Sen z powiek mieszkańcom bloku nr 1 na osiedlu Piastowskim w Strzelnie spędzają grupy młodzieży, które przesiadują przed sklepem spożywczym mieszczącym się na parterze. Zdaniem lokatorów, młodzież bardzo głośno się zachowuje, używa wulgarnego słownictwa, zaśmieca teren wokół bloku petami, kapslami od butelek oraz puszkami po piwie i butelkami po alkoholu.
     Tuż nad sklepem, na I piętrze, od blisko 25 lat mieszka rodzina państwa Szczechowiczów: Dorota i Jan ze swoimi już dorosłymi dziećmi Katarzyną, Michałem i 17-letnim Pawłem. Pan Jan wielokrotnie zgłaszał strzeleńskiej policji oraz Straży Miejskiej sprawę chuligańskich zachowań trzech młodych mężczyzn, którzy notorycznie zakłócają spokój pod blokiem.
     Do takiej sytuacji doszło ponownie 25 marca. Gdy na dworze się ściemniło, pod blokiem zjawiła się wspomniana trójka mężczyzn. - Człowiek, ani nie może spokojnie porozmawiać z domownikami, ani odpocząć, ani się wyspać. Gdy zwracałem im uwagę, obrzucany byłem stekiem wulgaryzmów, więc teraz się nie odzywam, tylko wzywam policję. Ponadto w domu śmierdzi moczem, gdyż załatwiają oni swoje potrzeby fizjologiczne pod blokiem, tu we wnęce, gdzie znajduje się witryna sklepowa. Tu trwa picie na okrągło, a ja mam to nieszczęście, że akurat w tym miejscu mieszkam - opowiada Jan Szczechowicz. Żona pana Jana Dorota jest po ciężkim zawale serca, śmigłowcem transportowali ją do szpitala. Teraz potrzebuje spokoju, a nie wiecznej udręki z chuliganami. - Takie burdy pijackie to są tutaj cały czas, w dzień i w nocy. Nie pójdzie taki pod swój blok, tylko tutaj grandzi i hałasuje. Jak oni wejdą w tę wnękę, to u nas w mieszkaniu wszystko słychać - mówi Jan Szczechowicz.
     Gdy hałas pod blokiem w piątkowy wieczór stał się już  nie do zniesienia, Jan Szczechowicz około 21:20 wezwał policję. Patrol przyjechał natychmiast. - Przepędzili chłopaków, dostali pouczenie i kazali im odejść. Więc oni sobie poszli, a ja poszedłem spać - opowiada Jan Szczechowicz.
     Rzecznik KPP Mogilno podkom. Tomasz Rybczyński potwierdził interwencję policjantów pod blokiem o 21:22. Pouczeni zostali tam dwaj młodzi ludzie.
     DALSZY CIĄG
     To nie był jednak koniec wydarzeń tego wieczoru na osiedlu Piastowskim. Kolejne toczyły się już z udziałem 23-letniego Michała Szczechowicza. Pojawiają się tu jednak rozbieżne wersje wydarzeń.
     WERSJA I
     Jak opowiada Michał, około 22:00 ul. Ogrodową niedaleko kościoła wracał on do domu. - Odprowadziłem dziewczynę i szedłem z dwoma kolegami w kierunku domu - opowiada Michał Szczechowicz. Z jego relacji wynika, że napastników było pięciu. Trzech z nich podeszło do niego z jednej strony, a dwóch po chwili podeszło z drugiej strony. Jednak z jego relacji wynika, że tylko dwóch napastników go biło. - Zaatakowali mnie od tyłu. Słyszałem tylko, jak  mówili „masz za starego”. Skopali mnie. Upadłem uderzając głową w bramę. Potem niewiele już pamiętałem - opowiada Michał Szczechowicz.
     Poszedł do szpitala na obdukcję i po drodze spotkał przejeżdżający radiowóz. Z jego relacji  wynika, że powiedział  policjantom, że został pobity i spytał, jak wygląda procedura obdukcji, czy może na nią pójść od razu do szpitala. - Potem policjanci przyjechali do szpitala i po obdukcji zabrali mnie na komisariat, abym złożył zeznania. Potem odwieźli mnie do domu - opowiada Michał Szczechowicz.
W sobotę rano (26 marca) Michał opowiedział ojcu, co się wydarzyło piątkowego wieczoru w mieście. - Syn powiedział mi, że dlatego oberwał, bo ja zadzwoniłem po policję. Oni mówili do Michała, że za ojca dostaje. „Masz za starego” krzyczeli i go skopali - mówi zdenerwowany Jan Szczechowicz. - Teraz stwierdziłem, że miarka się przebrała. Trzeba tę sprawę nagłośnić, chuligani nie mogą być bezkarni - denerwuje się ojciec Michała.

Jan Szczechowicz pokazuje miejsce, gdzie klienci sklepu znajdującego się na parterze bloku rzucają kapsle i pety
  fot. Magdalena Lachowicz

     WERSJA II
     Komendant Straży Miejskiej Paweł Namieśnik przedstawia nam nieco inny przebieg zdarzeń 25 marca. Strażnicy miejscy, komendant Paweł Namieśnik i Tomasz Młynarek, pełnili w tym czasie służbę wieczorowo-nocną od 18:00 do 2:00. Rzeczywiście tego wieczoru przy bloku nr 1 na Osiedlu Piastowskim młodzi ludzie spożywali alkohol. Paweł Namieśnik opowiada, że strażnicy także kilkakrotnie patrolowali ten teren i kazali im się rozejść. Gdy tylko odjechali, grupa młodzieży ponownie się tam zebrała. - Z informacji uzyskanej z policji wiem, że sprawę zakłócania spokoju i spożywania piwa zgłaszał do nich tego wieczoru Jan Szczechowicz. Wiem, że policja interweniowała w tej sprawie - mówi Paweł Namieśnik.
     Tymczasem około 22:10 Straż Miejska otrzymała anonimowe zgłoszenie, że na ul. Ogrodowej jest głośno i biją się dwie osoby. Gdy tam dojechali, zauważyli grupę 6 chłopaków: Mateusza L., Łukasza W., Piotra K., Marcina W., Marcina T. oraz Michała Szczechowicza. Wszystkich wylegitymowali. - Oni nam wytłumaczyli, że doszli już między sobą do porozumienia, a bójka między dwoma z nich była formą załatwienia prywatnej sprawy. Okazało się, że wszyscy byli kolegami - mówi Paweł Namieśnik.
     Następnie komendant Straży Miejskiej skontaktował się z osobą, która do niego anonimowo dzwoniła i ta osoba powiedziała mu, kto konkretnie się bił. Okazało się, że był to Michał Szczechowicz i  Marcin W. z Bławat. Świadek widział, że napastnik popchnął Michała Szczechowicza i ten się przewrócił ocierając sobie nadgarstki i podbródek.
     - Podczas naszej interwencji wszyscy zgodnie stwierdzili, że się już dogadali, że wyjaśnili sobie nieporozumienie, że już wszystko jest dobrze. W związku z tym pouczyliśmy ich, że jest już po 22:00, a oni zakłócają ciszę nocną i zakończyliśmy sprawę na pouczeniu. Grupa chłopaków się rozeszła. Część z nich poszła w stronę osiedla, wśród nich był Michał Szczechowicz - mówi komendant miejskich strażników.
     RZECZNIK POLICJI WYJAŚNIA
     Sprawa Michała Szczechowicza wróciła tego samego dnia o 23:43. Tym razem patrol policji spotkał Michała na pl. Daszyńskiego kręcącego się przy hotelu. Michał Szczechowicz poszedł do szpitala na obdukcję. Policjanci po obdukcji pojechali z nim na komisariat. Dmuchał tam w alkotest, który wykazał u niego 1,4 promila alkoholu. Michał powiedział policjantom, że dostał z liścia w twarz za sprawy związane z pożyczką pieniężną. Nic nie mówił, że ktokolwiek pobił go za to, że ojciec walczy z osiedlowymi chuliganami.
     NA DRODZE CYWILNEJ
     W obdukcji wystawionej przez dyżurującego lekarza, specjalistę chirurga Ali Shawkata, czytamy, że przeprowadzono badanie lekarskie, w wyniku którego stwierdzono: stłuczenie żeber po stronie prawej, stłuczenia twarzy, otarcie naskórka obu dłoni i lewego kolana. Ponadto lekarz odnotował zasinienie skóry w okolicy podoczodołowej lewej i prawej, wybroczyny krwawe wargi dolnej, po stronie lewej. 
     Policjanci pouczyli Michała, że po wytrzeźwieniu, jeżeli chce oficjalnie poinformować o pobiciu, ma zgłosić to w Komisariacie Policji. Mieli mu powiedzieć, że doznane u  niego obrażenia nie są aż tak poważne, że są niewielkie i jedynie może on swoich praw dochodzić na drodze cywilnej.
     - Jak to w drodze cywilnej? Przecież to był bandycki napad. Zaraz w poniedziałek idę do komendanta policji. To musi się skończyć, te wszystkie burdy i ogólnie całe to pijaństwo pod moim oknem. Starsi panowie też przyjdą i piwko sobie wypija, ale to odbywa się kulturalnie, a jak tylko te chłopaki przyjdą, to już koniec, spokoju nie ma. Oni tutaj piją wódkę, a jak przyjedzie policja, to butelkę chowają pod kurtkę i policja nic nie może im zrobić, a oni się z policjantów śmieją. Mam tego dość. To musi się skończyć - dodał Jan Szczechowicz.
     NIE PAMIĘTAŁ NAZWISKA
     Z dotychczasowego przebiegu sprawy - jak powiedział rzecznik policji podkom. Tomasz Rybczyński - wynika, że Michał Szczechowicz obawiając się reakcji ojca wymyślił historię, że został pobity przez chuliganów dlatego, że jego ojciec poinformował wcześniej policję o ich zachowaniu.
     - Pierwsze słyszę, że Michał Szczechowicz miał oberwać za to, że jego ojciec wezwał policję na osiedle. Tutaj, z tego co ja widzę, to są dwie ewidentnie różne sprawy. Zakłócenie na Piastowskiej i zgłoszenie tego, to była jedna sprawa. A to, że chłopaki się między sobą poszarpali, to druga sprawa. Nie sądzę, aby obie sprawy były ze sobą powiązane. Myślę, że Michał Szczechowicz, gdy wrócił do domu, to tak naprawdę nie wiedział w końcu od kogo dostał, bo był naprawdę w stanie po dość dużym spożyciu alkoholu. Np. gdy ja się go zapytałem, jak się nazywa, to powiedział mi, że Piastowski, a przecież nazywa się Szczechowicz i mieszka na osiedlu Piastowskim. Gdy spytałem, jak ma na imię powiedział „tak, tak”. Miał po prostu zaburzoną możliwość koncentracji. Na pewno wśród grupki chłopaków na Ogrodowej nie było ani jednego, którego policja przepłoszyła spod sklepu w bloku na osiedlu Piastowskim po interwencji ojca Michała. Stąd dziwię się, że miałby rzekomo dostać za ojca - dodał Paweł Namieśnik.
     OBERWAŁEM ZA OJCA
     Michał Szczechowicz stwierdził, że nałożyły się tutaj na siebie dwie sprawy. Rzeczywiście była sprawa długu, ale zdaniem Michała rozwiązana ona została polubownie, gdyż Michał jako gwarancję spłaty długu oddał swój telefon komórkowy.
     - Skoro dałem im telefon, to sprawa została wyjaśniona, a oni mieli jeszcze jakieś wonty. Dlatego wiem, że dostałem za ojca, za to, że w ogóle dzwoni na policję. To trzeba właśnie wyjaśnić, bo długu już nie było, a ja i tak oberwałem. Ja tego co pani tutaj powiedziałem nie mówiłem jeszcze policji, bo na razie nie wiem, co zrobić. Dzisiaj (29 marca, przyp. mal) dobra znajoma poradziła mi, żebym zgłosił sprawę do prokuratury, bo to trzeba wyjaśnić  - opowiada Michał Szczechowicz.
     Michał Szczechowicz postanowił, że 30 marca przyjedzie do Mogilna i złoży doniesienie w Prokuraturze Rejonowej.
     KAMERA
     Komendant Namieśnik poinformował nas, że po rozmowie z burmistrzem Ewarystem Matczakiem w rejonie bloku nr 1 na osiedlu Piastowskim w najbliższym czasie zostanie zamontowana kamera monitoringu miejskiego. - To powinno całkowicie wyeliminować spożywanie alkoholu w miejscu publicznym i tym samym zakończą się być może burdy pod oknami mieszkańców bloku - powiedział Paweł Namieśnik.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 998 (13/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości