Kładąc chodnik przy posesji państwa Woźniaków nikt nie pomyślał, że jest tam furtka. Teraz powstał tam uskok, który trudno pokonać wchodząc na posesję
fot. Paweł Lachowicz
Jeziora Wielkie, posesja, Alina Mohylowska-Woźniak, drzewa, wójt, boisko
Drzewa ogołocone, wejście podwyższone
- Ja jestem zrozpaczona, rozgoryczona i myślę, że jest to odzew wójta za artykuł w „Pałukach” i moje wypowiedzi na temat funkcjonowania boiska „orlik” - mówi Alina Mohylowska-Woźniak.
PRZYJECHALI I OBCIĘLI
25 lipca wójt Jezior Wielkich Zbysław Woźniakowski wysłał pismo do mieszkanki Jezior Wielkich Aliny Mohylowskiej-Woźniak z prośbą o obcięcie gałęzi drzew iglastych, które zwisały z jej posesji nad drogą do miejscowej szkoły podstawowej. Wójt podkreślił, że konieczność dokonania obcięcia konarów podyktowana jest bezpieczeństwem uczniów dowożonych oraz planowaną przebudową istniejących chodników. W tym czasie rozpoczął się remont chodnika biegnącego tuż przy jej posesji w kierunku Nożyczyna.
Tak wysoko i zupełnie przy pniu obcięte zostały konary drzew na posesji Aliny Mohylowskiej-Woźniak
fot. Paweł Lachowicz
W lipcu mieszkanka Jezior Wielkich nie zareagowała na pismo wójta i nie obcięła gałęzi.
22 sierpnia złożyła oświadczenie w sekretariacie gminy, że wyraża zgodę na obcięcie gałęzi wystających poza ogrodzenie jej nieruchomości przy drodze gminnej od strony budynku szkoły.
26 sierpnia podjechali pod jej posesję strażacy z OSP i obcięli zwisające nad drogą gałęzie. Aliny Mohylowskiej-Woźniak i jej męża nie było w domu.
- Wyrażałam zgodę, ale miały być obcięte gałęzie wystające poza moje ogrodzenie. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Gałęzie zostały przycięte do samego pnia z jednej i drugiej strony na wysokość 3 m, a nie tylko te gałęzie, które wystawały poza moje ogrodzenie. Na pewno naruszono moje dobra - opowiada.
- Jestem zrozpaczona, rozgoryczona i myślę, że jest to odzew wójta za artykuł na temat „orlika”. W piątek rozmawiałam z panem, a we wtorek następnego tygodnia otrzymałam to pismo. Z tego co wiem, to sam pan wójt był przy obcinaniu gałęzi. Strażacy obcinali i pan wójt powiedział, że ma to być tak wysoko. Gdybyśmy w tym czasie byli w domu, to byśmy do tego nie dopuścili - opowiada Alina Mohylowska-Woźniak.
Mówi, że drzewa rosły na posesji zanim się jej rodzina tam sprowadziła, czyli 16 lat temu. Do tej pory było tak, że przychodził pracownik szkoły i mówił: Pani Alino obcinam takie i takie gałęzie. Ja odpowiadałam, że bardzo proszę obciąć, bo pan wie najlepiej, jakie gałęzie przeszkadzają.
- Te gałęzie tłumiły hałas, dawały cień w upalne dni, a ja teraz tego nie mam. Po prostu wystawiona jestem na obstrzał. Po prostu bez wyobraźni i wiedzy pan wójt tak zarządził. Nie chcę prowadzić wojny z panem wójtem, ale to co on robi, to mi się bardzo nie podoba. Od tego czasu nie rozmawiałam z panem wójtem, ponieważ odwraca się do mnie plecami. Nie mówi „dzień dobry”, nie mówi nic. Więc nie wiem, czy jest na mnie obrażony, bo ja mu na razie nic nie zrobiłam - dodała pani Alina.
OBCIĘLI TAK, JAK UZNALI ZA KONIECZNE
Wójt Woźniakowski zaistniałą sytuację tłumaczy w inny sposób. Jego zdaniem obowiązkiem Aliny Mohylowskiej-Woźniak było obciąć te gałęzie. - Gałęzie były tak nisko, że dzieci powybijałyby sobie oczy wysiadając z autobusu - usłyszeliśmy. Skoro ich nie obcięła we własnym zakresie, to gmina musiała to zrobić przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.
- Na pewno nikt nie ruszył gałęzi nad jej częścią. Strażacy obcinali, bo tam musi przejechać jeżeli chodzi o wysokość wóz bojowy strażacki, a jaki mamy wysoki to każdy wie. My zrobiliśmy to za jej posesją i ponosimy koszty. Zrobiliśmy to za panią Mohylowską i zrobiliśmy to tak, jak uważaliśmy, że jest konieczne do obcięcia. Jeżeli ja bym robił cokolwiek komuś na złość, to zrezygnowałbym z bycia wójtem - mówi Zbysław Woźniakowski.
Wójt przyznał także, że rzeczywiście jest w tym miejscu zakaz wjazdu, ale gmina zmierza do tego, by przejeżdżać dookoła autobusem, czyli autobusy będą wjeżdżać koło Urzędu, a nie jak dotychczas się to odbywało, że wycofywały się w drogę gminną. I będzie to wjazd tylko dla autobusów oraz pojazdów uprzywilejowanych - tłumaczy wójt.
CHODNIK
Drugim równie ważnym tematem dla rodziny Mohylowskich jest remontowany chodnik biegnący przy ich posesji.
Zdaniem naszej rozmówczyni, chodnik jest wykonany nieprawidłowo przy furtce jej ogrodzenia, ze względu na jego wysokość względem furtki. Jest 32 cm próg.
- Rozmawiałam z inspektorem, który powiedział, że to załatwi. Pan wójt również mówił, że jak najbardziej, a do tej pory nic się nie dzieje - opowiada pani Alina. Mówi, że sama nie wie, jak ma to teraz poprawić, by wejście furtką było funkcjonalne. - Przy tak krótkiej odległości furtki od chodnika ten skos będzie pod większym kątem. A ja chciałabym tą furtką sobie normalnie wejść. Ponadto w mojej rodzinie są osoby, które poruszają się na wózku inwalidzkim i dla mnie dyskryminacją jest wpuszczać te osoby bramą. My już mamy problemy wyjść np. z rowerem, bo trzeba go bardzo wysoko podnieść - opowiada Alina Mohylowska-Woźniak i dodaje: Chodnik jest ładny, estetycznie zrobiony, ale ten uskok jest nie do przyjęcia.
Wójt Woźniakowski twierdzi, że dyskryminacją jest właśnie wytyczanie innego wejścia dla osób niepełnosprawnych. Twierdzi również, że jeżeli bramą wjazdową może wejść każdy, to również może to zrobić osoba niepełnosprawna. I jego zdaniem nie uwłacza to nikomu. Poza tym przypomina, że jest to droga powiatowa i on jako wójt nie może tu nic zrobić.
Na koniec dodaje: - Pani Mohylowskiej nie mówię dzień dobry, bo jej nie widzę.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1126 (37/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze