Dwa mniejsze posiłki, jeden przed południem i drugi po czternastej, u wielu osób trzymają skupienie równiej niż jeden duży obiad o trzynastej. Ta sama porcja podzielona na dwie części rzadziej kończy się sennością po jedzeniu i rzadziej wraca głodem o siedemnastej. Zmienia się rozkład, nie ilość jedzenia.
Dzień biurowy trwa zwykle osiem albo dziewięć godzin i mieści dwa naturalne szczyty pracy, jeden przed lunchem i drugi w drugiej połowie dnia. Posiłki dopasowane do tych dwóch okien wypadają inaczej niż jedzenie wciśnięte w jedyną wolną szczelinę w kalendarzu spotkań.
Duża porcja zjedzona w środku dnia obciąża trawienie akurat wtedy, gdy kalendarz przewiduje najwięcej rozmów i decyzji. Senność po jedzeniu jest częstą reakcją na obfity posiłek, zwłaszcza gdy dominują w nim węglowodany i tłuszcz. Godzinę później komfort pracy spada, choć rano wszystko szło gładko.
Drugi skutek pojawia się dopiero pod koniec dnia. Jeśli obiad wypada o trzynastej, a kolacja przychodzi po powrocie do domu, między tymi posiłkami mija sześć albo siedem godzin bez jedzenia.
Każdy z tych efektów wygląda na osobny problem, a wszystkie wynikają z tego samego rozkładu. Jedzenie skupione w jednym punkcie dnia zostawia po sobie zbyt długą pustkę.
Rytm dwóch posiłków mieści się w dniu biurowym najłatwiej wtedy, gdy dostają one stałe godziny, a nie wolne miejsce w kalendarzu. Sprawdza się układ około jedenastej i około wpół do trzeciej, bo obie te pory wypadają poza blokiem porannych spotkań i poza końcówką dnia. Przerwy przestają wtedy konkurować z pracą.
Ustawienie takiego rytmu wymaga trzech decyzji, najlepiej podjętych raz na cały tydzień.
Kalendarz gęsty od spotkań nie przekreśla tego układu, tylko przesuwa jego godziny. Gdy blok rozmów zaczyna się o jedenastej, pierwszy posiłek wypada bliżej dziesiątej, a drugi po trzeciej. Liczy się odstęp między nimi, mniej więcej trzy godziny. Konkretna godzina na zegarze ma mniejsze znaczenie.
Poranny posiłek w domu pozostaje bez zmian, o ile w ogóle się pojawia. Dwa posiłki w pracy nie zastępują całego dnia, tylko porządkują tę jego część, która najczęściej wymyka się spod kontroli.
Pierwszy posiłek ma utrzymać skupienie do wczesnego popołudnia, więc lepiej działa lżejszy i wyraźnie białkowy. Drugi domyka dzień pracy i zdejmuje presję z wieczoru, więc bywa większy oraz bardziej sycący. Ten podział łatwiej zapamiętać niż listę produktów.
Ten sam układ obu porcji działa tak samo niezależnie od branży i długości dnia.
Taki układ da się przygotować samodzielnie, ale wymaga gotowania z wyprzedzeniem na dwa pojemniki dziennie. Gotowym wariantem tego samego rozkładu jest dieta Lunch na dzień w biurze, złożona dokładnie z dwóch posiłków, w wersji 750 albo 1000 kcal. To najmniejsza dieta w ofercie Love Catering, pomyślana pod osoby, które chcą uporządkować jedynie część dnia spędzaną w pracy. Resztę dnia planuje się nadal samodzielnie.
Adres dostawy da się zmienić z dwudniowym wyprzedzeniem, do 20:00, więc układ dom i biuro można przestawiać razem z grafikiem pracy hybrydowej.
Podwojona liczba posiłków sprawdza się w biurze otwartym tylko wtedy, gdy nie przeszkadza osobom siedzącym obok. Największe zastrzeżenia budzą zapach i czas zajmowania wspólnej kuchni. Oba da się rozwiązać doborem dań.
Kilka zasad wystarcza, żeby posiłek przy biurku przestał być tematem rozmów w zespole.
Czas przygotowania też ma znaczenie, bo druga przerwa często wypada między dwoma spotkaniami. Danie wymagające podgrzewania przez pięć minut i przełożenia na talerz zjada połowę tej przerwy. Jedzenie, które trafia z lodówki na biurko w dwie minuty, znacznie częściej zostaje zjedzone o zaplanowanej porze.
Posiłek zjedzony poza biurkiem, choćby przy oknie na korytarzu, daje dodatkowo krótką przerwę od ekranu. Sama zmiana miejsca ogranicza odpowiadanie na wiadomości z widelcem w ręku.
Rozbicie jedzenia na dwie porcje służy przede wszystkim osobom, które pracują długo i kończą dzień po siedemnastej. Jeden pełny obiad pozostaje dobrym wyborem tam, gdzie dzień jest krótszy albo praca męcząca fizycznie. Wybór zależy od godzin pracy i od tego, jak wygląda popołudnie.
Podział bywa dość wyraźny, gdy spojrzeć na sam rozkład dnia.
Bywa też, że sam podział nie wystarcza, bo pierwszy posiłek jest zbyt mały. Wtedy głód wraca po godzinie i cały układ rozsypuje się na przekąski. Dwa posiłki mają dzielić dzienną porcję na pół, a nie zmniejszać ją przy okazji.
Rozstrzygnięcie przynosi tydzień próby. Jeśli po pięciu dniach z dwoma posiłkami znika popołudniowy spadek energii, a wieczór przestaje zaczynać się od szukania czegoś w lodówce, układ się sprawdził. Jeśli nic się nie zmienia, przyczyna leży gdzie indziej niż w liczbie posiłków, częściej w śnie albo w wielkości kolacji.
Artykuł sponsorowany
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze