Reklama

Dyrektor zatrudnił żonę

Szkoła Podstawowa nr 2 w Trzemesznie
     Dyrektor zatrudnił żonę
     - Byłoby nie fair, gdybym nie próbował ratować sytuacji zawodowej żony - przyznaje dyrektor Jarosław Kaniasty.

Dyrektor Jarosław Kaniasty przyznaje, że zatrudnił w swojej szkole żonę, żeby ratować ją w trudnej sytuacji zawodowowej fot. Roman Wolek

     Burmistrz Krzysztof Dereziński podczas posiedzenia komisji rewizyjnej Rady Miejskiej 19 października stwierdził, że w jednej ze szkół na terenie gminy może zabraknąć pieniędzy na pensje dla nauczycieli do końca roku. Jak wyjaśnił, powodem jest to, że dyrektor zatrudnił nauczyciela dyplomowanego na miejsce innego nauczyciela o mniejszych stopniu awansu zawodowego, który jest na urlopie zdrowotnym.
     Burmistrz nie wyjaśnił jednak, o jaką szkołę chodzi. Później nie odbierał telefonów od reportera, więc nie udało się uściślić tej informacji u burmistrza.
     Zbadaliśmy jednak sprawę i jak się okazało przypadek zatrudnienia od nowego roku szkolnego nauczyciela dyplomowanego na miejsce innego, posiadającego niższy stopień awansu, miał miejsce w Szkole Podstawowej nr 2 w Trzemesznie. Sprawa jest tym bardziej ciekawa, iż tym nauczycielem dyplomowanym, którego przyjął dyrektor szkoły Jarosław Kaniasty jest jego żona Justyna Kaniasty.
     Zatrudniona została w SP 2 na okres obecnego roku szkolnego, czyli od 1 września 2011 r. do 31 sierpnia 2012 r. na pełen etat jako nauczyciel świetlicy.
     Nauczycielka, która dotychczas opiekowała się świetlicą, przesunięta została przez dyrektora do nauczania w oddziale przedszkolnym na miejsce innej nauczycielki, która poszła na roczny urlop zdrowotny.
     Dyrektor dwójki kategorycznie twierdzi, że nie ma w ogóle takiej możliwości, żeby w jego placówce zabrakło do końca roku pieniędzy na pensje nauczycieli. Dodaje także, iż mimo wcześniejszych planów nie zatrudnił psychologa szkolnego.
     - Nie przyjąłem psychologa, żeby nie nadwyrężać budżetu i aby nie było problemu z płacami - wyjaśnia dyrektor Kaniasty. Podkreśla także, że przyjęcie do pracy własnej żony nie wiązało się z utworzeniem nowego etatu, a polegało jedynie na zatrudnieniu jej na zastępstwo na okres jednego roku. Przyznaje jedynie, że nauczycielka, która dotychczas opiekowała się świetlicą, jest nauczycielem kontraktowym, a zastępującą ją na tym stanowisku żona dyrektora jest nauczycielem dyplomowanym, więc wzrosły koszty pensji o kilkaset złotych miesięcznie.
     Zapytaliśmy dyrektora Kaniastego, czy nie boi się krytyki w związku z tym, że zatrudnił własną żonę w szkole, którą kieruje.
     - Prowadzę taką politykę, że nie widzę z tego tytułu problemów. Grono nauczycielskie przyjęło to ze zrozumieniem. Jestem pozytywnie nastawiony do ludzi i nikogo nie faworyzuję - odpowiada Jarosław Kaniasty.
     Dyrektor SP 2 powiedział także, że nie organizował żadnego specjalnego naboru na stanowisko nauczyciela świetlicy. Jak twierdzi, na stanowisko to nie było żadnych zgłoszeń od nauczycieli bezrobotnych. Zgłaszali się jedynie tacy nauczyciele, którzy mają już etat lub chcieliby sobie uzupełnić godziny. Tymczasem jego żona, w związku z redukcją liczby godzin w szkole, w której uczy od lat przedmiotów zawodowych, czyli Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Trzemesznie otrzymała tylko kilka godzin.
     - Byłoby nie fair, gdybym nie próbował ratować sytuacji zawodowej żony, w której się znalazła - przyznaje dyrektor Kaniasty.
     Nic niestosowanego w fakcie otrzymania pracy w szkole, w której dyrektorem jest jej mąż, nie widzi także Justyna Kaniasty. - Nie zamierzam się do tego ustosunkowywać. Nie boję się zarzutów, że otrzymałam pracę po znajomości, bo mam do niej potrzebne kwalifikacje - uważa Justyna Kaniasty.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1028 (43/2011)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Nierówny dostęp do prawa do pracy

      Wykorzystywanie stanowiska służbowego w prywatnym celu. Po przeczytaniu artykułu ze strony 12 tylko tak mogę nazwać przydzielenie przez dyrektora na okres zastępstwa pracy własnej żonie. Nieistotne tu dla mnie są skutki dla budżetu - przecież nauczyciele dyplomowani nie mogą być dyskryminowani ze względu na wykształcenie. To nie jest temat. Nieistotne jest to, że zastępstwo trwa tylko rok. Nieistotne dla mnie jest też, czy zatrudnia nauczyciela bezrobotnego, czy już pracującego. Ważne dla mnie są dwie inne sprawy: równa dostępność publicznej pracy dla wszystkich i kwalifikacje (oby jak najwyższe) przyjmowanego do pracy.
      W tym przypadku nie jest tak, że każdy z potencjalnych chętnych na pracę oferowaną w placówce publicznej miał równe szanse jej otrzymania, a ze zgłoszeń została wybrana osoba, która miała najwyższe kwalifikacje i najbardziej - zdaniem dyrektora - nadaje się do tej pracy.
      Było tak, iż dyrektor prowadzi taką politykę, którą grono nauczycielskie przyjmuje ze zrozumieniem (spróbowali by podwładni przyjąć politykę dyrektora bez zrozumienia...), a polityka ta polega na zatrudnieniu żony, by pomóc jej w trudnej sytuacji zawodowej.
      Dyrektor - jako mąż - powinien być oczywiście fair wobec żony. Jednak jako urzędnik publiczny powinien być fair wobec wszystkich starających się o pracę.
      Dlatego uważam, że jest to wykorzystywanie stanowiska służbowego w prywatnym celu.

Reklama

Dominik Księski

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1028 (43/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości