Roman Bardoń należy do tych lekarzy, którzy całe swoje życie poświęcili pracy Oddziału Pomocy Doraźnej (czy
jak kto woli Pogotowiu Ratunkowemu) w SPZOZ Mogilno. Dla tego oddziału jest tym, kim Jerzy Owsiak jest
dla Orkiestry Świątecznej Pomocy. Otrzymał zresztą za to wyróżnienie „Serce Mogilna”.
fot. Joanna Świetnicka
Oddział Pomocy Doraźnej SPZOZ Mogilno, dyrektor, Michał Ogrodowicz, doktor Roman Bardoń
Dyrektor zdegradował Romana Bardonia
Od 1 sierpnia Oddziałem Pomocy Doraźnej SPZOZ Mogilno kierować będzie kto inny. Kto? - Jeszcze nie wiem, ale na pewno nie moja żona - zapewnia dyrektor Michał Ogrodowicz. Roman Bardoń nie chciał dłużej przyjmować w POZ, chciał się skupić na pracy w kierowaniu OPD. Został zdegradowany. Żona dyrektora Ogrodowicza, Joanna Franzen ma dyżury tylko w pogotowiu i mężowi to nie przeszkadza. - Jestem teraz w sytuacji bardzo trudnej. Nie mogę podskakiwać, bo muszę się zdecydować na coś. Jak będę grzeczny, dostanę 72 godziny tygodniowo, a jak będę niegrzeczny dostanę 24 godziny tygodniowo, co mnie przewróci zawodowo i finansowo - lekarz Roman Bardoń jest załamany sytuacją.
TELEFON WE WTOREK
We wtorek dowiedzieliśmy się, że dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz zmienił warunki zatrudnienia szefowi Oddziału Pomocy Doraźnej (pogotowia ratunkowego) Romanowi Bardoniowi. Otrzymał on od dyrektora Ogrodowicza wypowiedzenie warunków pracy i zmianę uposażenia.
- Zdegradował doktora Bardonia z koordynatora (kierownika) pogotowia ratunkowego, w zespole ratownictwa medycznego. W wypowiedzeniu jest klauzula, że jak w przeciągu kilku dni nie złoży odwołania, to zostaje w pracy, a jak się odwoła, to po upływie okresu wypowiedzenia nastąpi wypowiedzenie umowy o pracę. Ogrodowicz wielokrotnie mówił, że będą zmiany personalne, lecz w działach, które przynoszą straty, a tutaj odwrotnie. On zaczyna od działu, który przynosi zyski i to wszyscy wiedzą, i radni i panowie zarządzający. Można by powiedzieć, że tnie dojną krowę - usłyszeliśmy we wtorek od naszego czytelnika.
Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się również, że od września mają zajść także duże zmiany w samej dyspozytorni. Prawdopodobnie zlikwidowane ma być stanowisko dyspozytora. Ma to być związane z cyfryzacją służby zdrowia. Małe stacje mają być zlikwidowane, z kolei telefony mają być kierowane na nr 112 do Bydgoszczy, czy Torunia skąd będą przekazywane do pogotowia w Mogilnie.
Nasz rozmówca sugerował, że równie dobrze można by dyrektora zapytać, jakie stawki mają lekarze, którzy zostali przyjęci przez niego do pracy, a jakie pensje mają lekarze, którzy pracują w mogileńskiej służbie zdrowia od kilku lat. Można porównać pensje lekarzy, którzy pracują u nas od wielu lat z pensjami lekarzy nowo przyjętych. Zdaniem naszego rozmówcy na stanowisko nowego koordynatora Zespołu Pomocy Doraźnej ma być powołana, albo tajemnicza kobieta lub jakiś kolega dyrektora. Takie według naszego rozmówcy chodzą po SPZOZ plotki.
DWA TYGODNIE TEMU
O sytuacji związanej z lekarzem Romanem Bardoniem pytał już 19 czerwca podczas sesji Rady Powiatu radny Krzysztof Szarzyński.
Pytał on o duże zaniepokojenie, które panuje wśród pacjentów dalszym losem dwóch lekarzy lekarzy. - Czy prawda jest, że z naszego SPZOZ-u ma odejść doktor Wcisło i doktor Bardoń - pytał radny.
Dyrektor Michał Ogrodowicz wyjaśnił: - Rzeczywiście doktor Wcisło powiedziałbym z przyczyn natury osobistej i organizacji życia prywatnego złożył wypowiedzenie. Ono będzie skutkowało na koniec przyszłego miesiąca (koniec lipca, przyp. pal). Natomiast na temat odejścia doktora Bardonia to nic nie wiem. Mówił, że rozmawia z lekarzem i ten mu takiego zamiaru nie zgłaszał.
Według Zbigniewa Trzoska, szefa Rady Powiatowej OPZZ, oddział pomocy doraźnej była to komórka w dotychczasowym SPZOZ działająca najsprawniej. Mówił na sesji powiatowej, że do niego, podobnie jak i do radnych, dochodzą sygnały o możliwym odejściu z pracy w OPD lekarza Romana Bardonia. - Coś się tam niedobrego dzieje. Żal by było tego człowieka stracić, co ma takie poważanie - prosił starostę Barczaka i dyrektora Ogrodowicza, by się poważniej przyjrzeli sytuacji w OPD i jak najszybciej naprawili ją. - Bo jak tak dalej będzie, to myślę, że stracimy tego lekarza - twierdził Zbigniew Trzosek.
Tych słów dyrektor Ogrodowicz nie skomentował, choć jak się później okaże - patrząc chociażby na daty pism - wokół szefa OPD działo się już wiele.
SERCE MOGILNA
Roman Bardoń pracuje w mogileńskiej służbie zdrowia od 1989 r. Od stycznia 1990 r. dyżuruje w pogotowiu. Od 2003 r. koordynuje Oddziałem Pomocy Doraźnej. Zdaniem pacjentów jest świetnym lekarzem, bardzo lubianym, który nigdy w żadnej sprawie związanej w wykonywanym przez niego zawodem nie odmówił pomocy.
W listopadzie 2005 r. za zasługi, bezinteresowną pomoc ludziom i wyjątkowe zaangażowanie w pracę zawodową i społeczną otrzymał Serce Mogilna (serce na dłoni).
W samych superlatywach o nim, jako lekarzu i zwykłym człowieku wypowiadają się pracownicy SP ZOZ. Sławomir Śródecki, który pracuje w pogotowiu od lat, z doktorem Bardoniem pracował od jego początków pracy zawodowej w Mogilnie. - Ja nie widzę na naszym rynku bardziej oddanego człowieka, który próbuje pomóc ludziom i wkłada tyle zaangażowania i serca w to co wykonuje. Ja pracowałem wiele lat w Mogilnie i miałem okazję jeździć z doktorem Bardoniem w zespołach ratownictwa medycznego i wiem, jakie jest jego postępowanie. Nie odpuści na żadnym wyjeździe, żeby nie pomóc. Stara się i robi wszystko, co jest w jego mocy, żeby ludziom pomóc i ratować. Tak zaangażowanego i oddanego lekarza można ze świecą szukać. Takiego drugiego lekarza ziemia mogileńska na pewno nie będzie miała - powiedział Sławomir Śródecki
Ratownik medyczny Maciej Sędzikowski pracuje w pogotowiu ratunkowym w Mogilnie wraz z doktorem Bardoniem od 12 lat.
Spytaliśmy, czy dotarła do niego informacja na temat zwolnienia Romana Bardonia z obowiązków koordynującego zespołem pogotowia. Wiedział już o zajściu. Mówił ze smutkiem.
- Wiem wszystko. On to jest taki nasz nauczyciel. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie i kilkunastu chłopaków, z którymi pracuję. On jest dla nas wzorem. To jest człowiek, który nigdy nas nie skarcił, tylko nam pokazał zaraz jak należy zrobić dobrze. My jako ratownicy nie odczuwamy czegoś takiego, że on jest lekarzem, a my tylko ratownikami. Traktuje nas, jak osoby równorzędne i nie ma takiej przepaści. A jeżeli chodzi o podejście do pacjenta, to chyba nie ma drugiej takiej osoby. Ja w każdym razie nie spotkałem drugiej takiej osoby. To jest facet, który żyje tym pogotowiem, który to pogotowie stworzył i dzięki niemu ono istnieje. Naprawdę dzięki niemu jest świetna atmosfera w pracy. Nie widzę innej osoby na tym stanowisku. On cały swój czas poświęca pogotowiu. Jeżeli jest jakiś problem poza jego godzinami w pracy, my możemy do niego zadzwonić i się doradzić i zawsze ta pomoc jest otrzymana. To pogotowie jest jego dzieckiem. Ma ludzi, którzy jemu ufają i my jemu ufamy, bo wiemy, że pracujemy bezpiecznie i bez żadnego stresu. To nie tylko my, ale również pacjenci są zadowoleni, bo jak ktoś przychodzi to pyta tylko o doktora Bardonia. Nie wyobrażam sobie, że ktoś inny przyjdzie i będzie to psuł. To jest mój głos i zapewne wszystkich moich kolegów, bo już dzisiaj wykonaliśmy chyba z tysiąc telefonów i te telefony się cały czas na ładowarce ładują. Ludzie sobie nie wyobrażają, żeby ten człowiek nie był naszym szefem. Głównie o to chodzi, bo wiadomo, że on pracował będzie, ale żeby był tym szefem. Dla niego jest to porostu upokarzające - powiedział nam Maciej Sędzikowski.
LEKARZ PRZYGNĘBIONY
W rozmowie z Romanem Bardoniem zauważyliśmy, że jest mocno przygnębiony i podłamany. Nie może pogodzić się i nie rozumie decyzji dyrektora Ogrodowicza.
Tłumaczy nam, że dyrektor Ogrodowicz wprowadził zarządzenie, by Roman Bardoń oprócz pracy w OPD jako koordynator przyjmował także pacjentów w POZ. - Z powodu niewydolności systemu POZ - to moja uwaga - z przyczyn oczywistych brakuje efektywnych pracowników do wykonywania zadań typu naglącego - mówi.
- A jednocześnie pani Joanna Franzen, żona pana dyrektora bardzo chętnie zaczęła pełnić tutaj dyżury i jest żywotnie zainteresowana pełnieniem tutaj dyżurów. Wiemy, że nie jest zatrudniona tutaj na etacie i wiemy, że nie jest zainteresowana specjalizacją z medycyny ratunkowej. Nie chce pracować w POZ, w poradni, ani w POZ nocnym i świątecznym. Tylko dyżurować w pogotowiu. Ja napisałem do dyrektora pismo, że w związku z tym, że głównym moim zadaniem jest Oddział Pomocy Doraźnej to w takim razie ja wypowiadam tę część umowy, która dotyczy POZ i wracam do siebie i pilnuję solidnie swojej roboty - powiedział nam Roman Bardoń.
PISMO PO ZARZĄDZENIU DYREKTORA
11 czerwca Roman Bardoń skierował pismo do dyrektora Ogrodowicza, w którym ustosunkował się do wprowadzonego zarządzenia, w którym oprócz koordynowania pracy Oddziału Pomocy Doraźnej powierzone zostały mu też obowiązki przyjmowania pacjentów w POZ. Doktor Bardoń tłumaczył, że występuje w związku z tym silna niezgodność w możliwości wykonywania przez niego dodatkowego zadania, czyli pracy w POZ z jego głównym zadaniem, jakim jest koordynacja i nadzór nad OPD w Mogilnie. Stwierdził wówczas, że zmuszony jest do zredukowania godzin pracy w POZ, jakie narzucił mu dyrektor.
Reporterowi Pałuk mówi, że kilka lat temu (jeszcze za czasów dyrektora Jerzego Krigera) z powodu trudności etatowych w systemie POZ sam wyraził zgodę na pomoc i przyjmowanie pacjentów POZ, codziennie oddając się do dyspozycji.
- Byłem gotowy pomagać w przyjęciach pacjentów w przychodni oraz w razie potrzeby wykonywać wizyty domowe. Jednocześnie na prośbę pani dr Joanny Franzen rezygnowałem co miesiąc z części mojego podstawowego zatrudnienia w OPD w godzinach 8:00 - 16:00. Jednakże po zarządzeniu dyrektora poinformowałem, że zmuszony zostałem do powrotu do starych zasad pracy, głównie w OPD, by móc w sposób satysfakcjonujący obie strony wykonywać powierzone mi obowiązki koordynatora - powiedział Roman Bardoń.
W piśmie do dyrektora Ogrodowicza z dnia 11 czerwca poinformował, że wypowiada część umowy na świadczenie usługi przyjmowania pacjentów w POZ, a skupi się na pracy w OPD. Doktor Bardoń zaznaczał, że poza dniami nieobecności spowodowanymi koniecznością uczestnictwa w stażu specjalistycznym jest gotowy wypełniać funkcję koordynatora OPD - lekarza zespołu wyjazdowego typu S w Mogilnie.
POTRAKTOWAŁ TO JAKO WYPOWIEDZENIE
W odpowiedzi, którą doktor Bardoń otrzymał 2 lipca (pismo datowane jest na 27 czerwca), dyrektor Ogrodowicz poinformował go, że umowa o udzielanie zamówienia na świadczenie zdrowotne nie przewiduje wypowiedzenia tej części umowy, w tym przypadku w zakresie świadczenia usług w POZ. Dyrektor Michał Ogrodowicz poinformował doktora Bardonia, że wypowiedzenie umowy złożone przez doktora Bardonia dyrekcja w części traktuje, jako wypowiedzenie umowy, która rozwiąże się 31 lipca.
- To nie była moja praca, ja chciałem się z niej tylko wycofać. To moje pismo zostało zinterpretowane przez pana dyrektora, że to nie on mi wypowiada umowę, tylko ja jemu - mówi lekarz.
MUSZĘ BYĆ GRZECZNY
Dyrektor z uwagi na dotychczasową współpracę zaproponował Romanowi Bardoniowi zawarcie aneksu do dotychczasowej umowy lub zawarcie nowej umowy po upływie terminu wypowiedzenia określając nowe warunki zatrudnienia.
Nowe warunki miałyby obejmować świadczenia lekarskie w Dziale Pomocy Doraźnej w średnio tygodniowym wymiarze do 72 godzin od poniedziałku do niedzieli, świadczenia lekarskie w ramach POZ, w tym wizyty domowe, według ustalonego harmonogramu, świadczenia lekarskie w ramach Nocnej i Świątecznej Opieki Lekarskiej według harmonogramu. Nowe warunki dotyczyły też wynagrodzenia, które dla lekarza nie jest zbytnio fascynujące.
- Ja chciałem zrezygnować tylko z jednego elementu, czyli POZ poradni ogólnej, w godzinach od 8:00 do 18:00. To zadanie traktowałem w kategoriach wspomożenia, kiedy nie było nikogo, kiedy pacjenci przychodzili. Mówiąc krótko chciałem pomóc mojemu zakładowi pracy. Zgadzałem się na to, aby jeździć do ośrodka zdrowia w Markowicach. Kiedy powiedziałem, że w związku z postawieniem w taki sposób sprawy, wycofuje się z tego, to pan dyrektor chce pozbawić mnie funkcji. Ja jestem teraz w sytuacji bardzo trudnej. Nie mogę podskakiwać, bo muszę się zdecydować na coś. Mam konstruktywną propozycję, że będę w dalszym ciągu dyżurował, ale już jako szeregowy pracownik. Kto inny będzie ustalał grafik dyżurów i kto inny będzie ustalał ile tych dyżurów ja mogę dostać. Jak będę grzeczny, dostanę 72 godziny tygodniowo, a jak będę niegrzeczny dostanę 24 godziny tygodniowo, co mnie przewróci zawodowo i finansowo i będę musiał szukać pracy gdzie indziej. Mówiąc szczerze przestaję być zainteresowany tym, żeby prowadzić tu koordynację i nadzór. Mam tylko obawy, że jest to pierwszy krok, żeby mnie wyeliminować. Od kilku lat organizuję pracę POZ zarówno jednej i drugiej. Otrzymałem tę funkcje od poprzedniego dyrektora i właściwie wszystkie elementy tego systemu organizowałem samodzielnie. Co miesiąc konstruuję grafik dyżurów. I robię to honorowo i nie mam z tego tytułu żadnych profitów. Dochodzą mnie słuchy w ostatnim czasie, że niespecjalnie nadaję się na funkcję koordynatora, dlatego że nic nie robię - opowiedział nam Roman Bardoń.
DRAMATYCZNA ATMOSFERA W PRACY
- Jest to funkcja, którą się sprawuje na zasadzie konkursu. Ja przyjmujędo wiadomości, że ogłasza się konkurs i ja zgłaszam się do konkursu jak i inny kontrahent i ten inny kontrahent spełnia w sposób lepszy i wygrywa konkurs, to ja taką wiadomość przyjmuje do wiadomości z pokorą. A teraz ma przyjść ktoś, kto będzie koordynował nie na zasadzie konkursu, tylko w teczce przyniesiony - dodaje Roman Bardoń.
- Ja chcę pracować i nie chcę jeździć gdzieś po świecie, żeby zarabiać pieniądze, ja chcę je zarabiać tu. Nie chcę szarpać się i zabijać jeżdżąc do Żnina, czy Szubina na dyżury, teraz będę to musiał robić. Na pewno nie jestem zainteresowany rozszerzeniem pracy w POZ. Atmosfera w pracy jest obecnie dramatyczna. Jest propozycja, żeby pracować lecz nie wiem, jak będzie skonstruowany aneks do umowy. Boję się o swoją przyszłość tutaj - dodał Roman Bardoń.
NA PEWNO NIE ŻONA
Z dyrektorem SPZOZ Michałem Ogrodowiczem rozmawialiśmy w środę, 2 lipca. Usłyszeliśmy od niego, że jest w trakcie rozmów z Romanem Bardoniem.
- Dostał nową propozycję pracy. Ja mam prawo dobierać sobie współpracowników na stanowiskach kierowniczych. Oczywiście nie jest moją intencją zwalniać pana Bardonia. Pan doktor będzie pracował i w pogotowiu, które jest jego podstawowym miejscem pracy, ale również w Podstawowej Opiece Zdrowotnej. A to dlatego, że jest szanowanym lekarzem przez pacjentów. Natomiast jeżeli chodzi o pogotowie, jest to kwestia organizacyjna i myślę, że to ulegnie zmianie - powiedział nam dyrektor Ogrodowicz.
Michał Ogrodowicz wyjaśniał nam, że Roman Bardoń jest w trakcie specjalizacji z medycyny ratunkowej i jego propozycja względem doktora jest taka, a nie inna. - Nie mówimy tutaj o warunkach finansowych, bo jest to wyważona propozycja. Pan Bardoń musi się skoncentrować na tym, co w moim przekonaniu jest bardzo ważne, czyli na skończeniu specjalizacji i skupić się na pracy lekarza, którą dobrze wykonuje - dodał Michał Ogrodowicz.
Spytaliśmy dyrektora, kto zastąpi doktora Bardonia na stanowisku koordynatora Oddziału Pomocy Doraźnej w Mogilnie, nie umiał na to pytanie odpowiedzieć.
- Jeszcze nie wiem, ale na pewno nie moja żona - usłyszeliśmy.
Dyrektor poinformowany przez nas, że personel również odczuł na własnej skórze zmiany wprowadzane w pogotowiu odpowiedział. - Doktora Bardonia nikt nie chce zabierać. Nastąpiły też zmiany w oddziale w Strzelnie i jakoś nie było z tego powodu afery - usłyszeliśmy.
Dyrektor zaprzeczył stwierdzeniom, że zatrudnia w mogileńskiej służbie zdrowia ludzi po znajomości. Zaprzeczył też zarzutom względem wynagrodzeń nowo przyjętych osób. Twierdził, że są one porównywalne z zarobkami obecnych lekarzy. - Miejsce, z którego pochodzę mówi samo za siebie, że kolegów tutaj nie mam - dodał dyrektor Ogrodowicz.
Zapytaliśmy dyrektora Ogrodowicza, czy nie uważa, że swoim postępowaniem działa na niekorzyść pracowników SPZOZ. - Działam po prostu w interesie SPZOZ-u - mówi.
ZDANIEM DYREKTORA
Krótko przed oddaniem tego artykułu do druku dyrektor Ogrodowicz poinformował nas, że spotkał się jeszcze wczoraj z Romanem Bardoniem.
- Doszliśmy z panem doktorem Bardoniem do porozumienia tak, że myślę, że nie ma o co tutaj kopii kruszyć. Wszystko jest ustalone. Pan doktor zostaje w pogotowiu i zostaje również w POZ - powiedział Ogrodowicz. Decyzja o odwołaniu go z funkcji koordynatora Oddziału Pomocy Doraźnej jest jednak faktem.
WNIOSEK O KOMISJĘ
Wczoraj trzech radnych Platformy Obywatelskiej: Agnieszka Ziółkowska, Witold Pochylski i Przemysław Zowczak wystąpiło do przewodniczącego komisji zdrowia Rady Powiatu o pilne zwołanie obrad komisji.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1168 (27/2014)
Komentarz
Na pewno nie żona
Zmiana człowieka na stanowisku często wymaga odwagi, tym bardziej jak chcemy kogoś zdegradować. Roman Bardoń został właśnie zdegradowany przez dyrektora SPZOZ z kierownika do szeregowego pracownika pogotowia.
Przez ostatnie miesiące dyrektor Ogrodowicz podejmuje wiele, moim zdaniem kontrowersyjnych decyzji personalnych. Jaki dalszy plan ma w zanadrzu dyrektor Ogrodowicz, pracownicy SPZOZ mogą się tylko bać. Odnoszę wrażenie, że w znacznej części jest w tym pewien plan i zamysł, który jest dla mogileńskiej służby zdrowia bardzo niebezpieczny. Podejmowanymi decyzjami dyrektor traci lojalność pracowników, która jest bardzo istotnym punktem w działalności każdego zakładu. Aby w zakładzie pracowało się komfortowo, trzeba mieć wzajemne zaufanie.
Moim zdaniem, takie zaufanie pracowników dyrektor Ogrodowicz już stracił a tak naprawdę nie zaczął jeszcze dobrze pracy.
Winię za tę sytuację także wysoko postawionych członków Zarządu. To oni strofują na komisji zdrowia tych radnych, którzy chcą rozmawiać o polityce personalnej dyrektora Ogrodowicza czy dyrektorów innych powiatowych instytucji. Podobno radni nie mogą o takich sprawach rozmawiać. Mają się dyrektorowi nie wtrącać. Rozumiem, że nie mogą za niego decydować o polityce personalnej, ale rozmawiać o niej i oceniać ją już mogą.
Wszyscy zastanawiali się, jaki model przekształcania SPZOZ zostanie przyjęty: czy będzie to dzierżawa operatorska czy szpital samorządowy? Dziś widać, że realizowany jest trzeci scenariusz. Nazwałabym go rozbijaniem struktury SPZOZ od środka.
Bo jak inaczej można ocenić słowa dyrektora SPZOZ, który degraduje dotychczasowego kierownika Oddziału Pomocy Doraźnej i nie ma nic innego do zaproponowania, poza tym, że na pewno nowym szefem OPD nie będzie jego żoną.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1168 (27/2014)
Więcej na ten temat:
Sołectwa bronią Romana Bardonia
Zbierają podpisy w obronie doktora Bardonia
Atakują morfiną, całują po rączkach
Widmo taczek dla Ogrodowicza
Doktor Bardoń oczyszczony
Miał być zniszczony, jest koordynatorem
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze