Reklama

Eksplodował piec

Jeziora Wielkie, piec, wybuch, tragedia
     Eksplodował piec
     Siła wybuchu odrzuciła piec i 31-letniego Krzysztofa Szczepankiewicza w powietrze na odległość 8 metrów. W stanie ciężkim trafił on do szpitala, gdzie walczy o życie.

Podczas naszej rozmowy z żoną poszkodowanego Eweliną Szczepankiewicz synowie nie wiedzieli jeszcze o wypadku ojca
          fot. Paweł Lachowicz Piec przeleciał około 8 m razem z poszkodowanym, po czym zawisł odwrócony do góry nogami na ścianie szopy
           fot Paweł Lachowicz

     Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę 12 lutego tuż przed 17.00 w jednym z domów mieszczących się w okolicach Szkoły Podstawowej w Jeziorach Wielkich. Krzysztof Szczepankiewicz na stałe zameldowany jest w Skulsku. Ma też dom w Jeziorach Wielkich. To właśnie tutaj, po dwudniowej nieobecności przyjechał i rozpalał w piecu centralnego ogrzewania. Niespodziewanie piec wybuchł, a siła wybuchu wyrzuciła mężczyznę z przydomowej kotłowni do garażu.
     Sąsiad poszkodowanego Tomasz Krasiński pierwszy przybiegł na miejsce wybuchu, gdy najpierw usłyszał huk, a później silne uderzenie w stojący na podwórku samochód. Później okazało się, że spadła na niego część eternitowego pokrycia dachowego kotłowni.
     Tomasz Krasiński opowiada, że siła wybuchu była tak duża, że wyrzuciła piec i mężczyznę w powietrze na odległość 8 metrów. Poszkodowany przeleciał przez drewnianą szopę razem z piecem i wypadł przez otwór w ścianie na zewnątrz. Piec wbił się w ścianę i na niej zawisł.
     - Krzysztof jest w stanie bardzo ciężkim. Miał operację. Wnętrze brzuszne ma uszkodzone, nogi połamane - opowiada Tomasz Krasiński.
     O wypadku powiadomiona została żona poszkodowanego Ewelina Szczepankiewicz, która wraz z trzema synami 10-letnim Kacprem, 5-letnim Oliwerem i 3-letnim Oskarem mieszka u rodziców w Kuśnierzu (gm. Jeziora Wielkie). W domu w Jeziorach Wielkich mieszkał sam Krzysztof Szczepankiewicz.
     Od Eweliny Szczepankiewicz usłyszeliśmy, że stan jej męża jest bardzo ciężki. Opowiadała, że krótko przed wybuchem Krzysztof był w Kuśnierzu odwiedzić synów.

Sąsiad poszkodowanego Tomasz Krasiński pokazuje zabezpieczoną ścianę kotłowni w domu poszkodowanego, która uległa zniszczeniu podczas wybuchu pieca
          fot. Paweł Lachowicz

     - Powiedział, że jedzie do domu napalić w piecu. Przed 18.00 miałam telefon od znajomych, że piec wybuchł i że mąż znajduje się pod gruzami. Ja tam pojechałam. Mąż już był w karetce, akurat przyjechała druga karetka, musieli go reanimować. Dom był już zabezpieczony i nie mogłam do środka wejść. Z tego co wiem od sąsiadów, to w sobotę Krzysztof pojechał do rodziców do Skulska i prosto od nich przyjechał do małych. Pojechał do domu i chciał napalić w piecu, a okazało się, że wszystko było pozamarzane. Tam była taka ścianka betonowa, to on podobno przez tę ściankę betonową z tym piecem przeleciał. Mąż ma miednicę złamaną, nogi potrzaskane i obrażenia wewnętrzne ciała. Jeszcze nie odzyskał przytomności. Jak pojechałam do szpitala do Inowrocławia o 21:30 go zobaczyć, to był operowany i nie odzyskał jeszcze świadomości. Teraz leży pod aparaturą i jest z nim bardzo kiepsko. Nie wiadomo, czy w ogóle to przeżyje - powiedziała Ewelina Szczepankiewicz.
     Z jej relacji wiemy, że Krzysztof cały czas pracował dorywczo, a dwa tygodnie temu został zatrudniony i pracował w firmie budowlanej w Jeziorach Wielkich.
     Państwowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Mogilnie Maciej Matuszkiewicz opowiada, że na miejscu zdarzenia był dwukrotnie. Najpierw w niedzielę, zaraz po wybuchu, ale wówczas, jak mówił było zbyt ciemno na wydanie decyzji. W związku z tym wizja lokalna miała miejsce następnego dnia (13 lutego). W wizji lokalnej oprócz inspektora PINB brali udział Marek Lange z PSP w Mogilnie oraz Waldemar Szczepankiewicz, ojciec poszkodowanego.
     - Stwierdziliśmy, że w 1/3 uszkodzony został sufit w przedpokoju. Uszkodzeniu uległy też 2 pary drzwi wejściowych, ściana zewnętrzna szopy, piec CO. Decyzją nadzoru jest dopuszczenie do użytkowania domu, po naprawie instalacji CO i naprawie sufitu w przedpokoju. Skutki wybuchu nie niosą znamion katastrofy budowlanej - powiedział Maciej Matuszkiewicz.
     Na miejscu zdarzenia był też wójt Zbysław Woźniakowski. W rozmowie z naszym reporterem potwierdził, że mężczyzna nie jest zameldowany w gminie Jeziora Wielkie. Dodał, że do dnia dzisiejszego nikt z rodziny nie zgłosił się do niego po pomoc.
     - Mimo że poszkodowany nie jest u nas zameldowany, jeżeli będzie potrzebna pomoc, to w miarę możliwości spróbujemy pomóc rodzinie - powiedział wójt.
     Oficer prasowy KPP w Mogilnie podkom. Tomasz Rybczyński poinformował, że na razie nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu: - Będą to badać policjanci wspólnie z przedstawicielami innych służb.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1044 (7/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości