Figury geometryczne o takich pięknych kształtach usypał śnieg podczas tegorocznej zimy na strychu pałacu. Tak dziurawy jest dach.
fot. Marlena Wojtarska
Żegotki, pałac, kanalizacja, mieszkania, Urząd Miejski
Gmina nie chce im pomóc, to sami zbudowali szamba
Do szamb podłączonych jest 6 rodzin. Poza 87-letnią Anną Katulską i jej córką Krystyną Katulską, które do dziś nie mają kanalizacji i odpływu wody z mieszkania. Marzą o tym, by zamieszkać w mieście, w mieszkaniu z łazienką. Burmistrz Ewaryst Matczak mówi, że ekonomiczniej jest podłączyć wszystkie rodziny z pałacu w Żegotkach do biegnącego 200 metrów dalej kolektora Markowice - Strzelno. Nie wie jednak, kiedy gmina to zrobi.
Dzisiaj budynek tylko z nazwy jest pałacem, nic poza nazwą nie wskazuje na to. Jest obiektem zaniedbanym i mocno nadgryzionym zębem czasu.
fot. Magdalena Lachowicz
SAMI BUDUJĄ NIELEGALNIE SZAMBA
Pałac w Żegotkach (gm. Strzelno) zbudowany został w drugim ćwierćwieczu XIX wieku. Należał do rodziny Skrzydlewskich. W 1920 r. po pożarze, jaki nawiedził dwór w Żegotkach, został przez właścicielkę Marię Skrzydlewską przebudowany. Od 1967 r., po śmierci jego właścicielki, która nie pozostawiła spadkobierców, pałac przeszedł pod administrację gminy. Najpierw zarządcą domu był ZGKiM, a od 6 lat posesją administruje Urząd Miejski w Strzelnie.
Obecnie w tym, co pozostało po dawnym pałacu, mieszka 7 rodzin. Na mieszkania, które zajmują, mają przydział z gminy. Rodziny mieszkające w pałacu nie są podłączone do gminnej kanalizacji. Przez wiele lat walczyli z burmistrzem o wybudowanie przy posesji szamba, podłączenia kanalizacji i odpływu wody w mieszkaniach. Na nic się zdały pisane petycje do burmistrza oraz wnioski. Do dnia dzisiejszego gmina nie zrobiła nic w kierunku, by mieszkańcy pałacu w Żegotkach mieli możliwość zrobienia w mieszkaniach łazienek.
Przez wiele lat - podobnie, jak ich sąsiedzi z Bożejewic - załatwiali swoje potrzeby do wiaderek i wynosili je wylewając do suchego szamba znajdującego się przy podwórkowych szaletach. Zdenerwowani i bezsilni opieszałością gminy zdecydowali się sami pobudować sobie szamba i podłączyć do nich swoje mieszkania. Ostatnia rodzina szambo zbudowała sobie 2 lata temu. W kosztach partycypowała ich sąsiadka, którą również podłączono do zbiornika.
W pałacu mieszka też ponad 80-letni staruszek, któremu rodzina Kościelskich zaproponowała podłączenie się do szamba i doprowadzenia do mieszkania kanalizacji. Pan skorzystał z oferty sąsiadów częściowo, gdyż poprosił tylko o doprowadzenie do mieszkania odpływu wody. - Ten pan nie chciał łazienki, ma więc założony tylko odpływ wody - mówi Hanna Kościelska.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby zbudowane przez rodziny z pałacu szamba były pobudowane legalnie. Niestety, tak nie jest. Przede wszystkim nie mają pozwolenia konserwatora zabytków, który trzyma pieczę nad budynkiem. W związku z tym, że pałac znajduje się w ewidencji zabytków województwa kujawsko-pomorskiego na wszelkie prace remontowo-budowlane potrzebna jest zgoda konserwatora. Takiej zgody, ani mieszkańcy, ani gmina, która pałacem administruje nie posiadają.
- Półtora roku chodziłam do gminy i prosiłam o założenie kanalizacji. Zawsze była mowa, że a to w maju, a to w czerwcu. Później tłumaczyli, że nie mają planu, że starostwo nie chce wydać zgody na budowę szamba. Przez cały ten czas bez kanalizacji chodziliśmy załatwiać swoje potrzeby na podwórko lub do wiaderek. W gminie była mowa, że jak zrobią kanalizację, to podłączą do niej wszystkich - mówi Hanna Kościelska.
Magdalena Borowska szambo pobudowała dużo wcześniej niż inni lokatorzy. Ma w domu kanalizację, jako jedna z pierwszych w pałacu. Ale potwierdza, słowa pani Hanny, ile starań poczynili lokatorzy, aby gmina pobudowała szambo. Niestety, bez skutku.
BEZ KANALIZACJI, BEZ ODPŁYWU
Jedyne osoby, która pozostały w pałacu bez kanalizacji i bez odpływu wody, to 87-letnia Anna Katulska i jej córka Krystyna Katulska. Pani Krystyna po pierwsze nie chciała działać wbrew prawu i zakładać kanalizacji bez uprawnień, a po drugie, jak mówi, nie stać było ani ją, ani jej mamy na koszt związany z załatwianiem prawnym potrzebnych zezwoleń, a później ewentualną budową i podłączeniem szamba. Złożyła zatem pisemny wniosek do gminy.
Barbara Wojtarska pokazuje, jak pracownicy gminy Strzelno naprawili zarwany dach na pałacu. Podparli go po prostu belkami.
fot. Magdalena Lachowicz
Krystyna Katulska cały czas czeka, aż gmina założy jej kanalizację lub zaproponuje jej i mamie inne mieszkanie w ramach zamiany
fot. Magdalena Lachowicz
- To powinna zrobić gmina. My płacimy za mieszkanie, ale w nim żadnych luksusów nie ma. Mama jest chora, po zawale, potrzebuje opieki. Ja wychodzę załatwić swoje potrzeby do szaletu na podwórko, ale mama, szczególnie zimą, albo w nocy załatwia się do wiaderka, bo sama z podwórkowych toalet nie skorzysta. Dostałam odpowiedź, że jak będą ustalać budżet, to może się pieniądze na ten cel znajdą, ale się nie znalazły - mówi pani Krystyna.
Dodaje również, że gmina miała już 3 lata temu robić przy pałacu szambo ogólne, dla wszystkich rodzin. Było zorganizowane zebranie, na którym był burmistrz.
- Był też wykonawca, który miał to szambo budować. Miała być przeprowadzona procedura i uzyskanie zgody konserwatora. Gmina nic w tym kierunku nie zrobiła. Dwa lata temu na podwórku pojawiły się jednak kręgi. My myślałyśmy, że to gmina zwozi materiał na budowę szamba, ale okazało się, że to sąsiedzi będą budować szambo na własną rękę. Ja nie miałam na to pieniędzy. Po wizycie u burmistrza wychodzi na to, że wszyscy mają tutaj nielegalnie to pozakładane - mówi pani Krystyna.
W związku z chorobą mamy, z tym, że często potrzebuje opieki lekarskiej oraz brakiem toalety i odpływu wody w mieszkaniu, pani Krystyna złożyła w gminie wniosek o zamianę mieszkania. Została wraz z mamą umieszczona na liście osób ubiegających się o zamianę. - Mama jest chora, ja też mam chory kręgosłup i serce. My z mamą nie chcemy jakiś wielkich luksusów, ale żeby była łazienka i żeby mieszkanie było w mieście, bo tam zawsze blisko do lekarza, czy jakiegoś sklepu - mówi.
Pani Anna rozmarzona powiedziała, że chciałaby się z Żegotek wyprowadzić, chciałby mieszkać w mieście i mieć mieszkanie skromne, ale z toaletą. - Ja całe życie bez toalety w mieszkaniu przeżyłam. Ale najgorzej jest teraz, kiedy nie jestem już całkiem sprawna, a jeszcze, jak się jakiś wirus przeplata i co chwila trzeba do toalety latać, to jest dopiero problem - mówi pani Anna. Dodała też, że w pałacu w Żegotkach wychowała 10 swoich dzieci i nigdy nie narzekała, ale teraz na starość potrzebuje odrobinę komfortu w postaci łazienki. Krystyna Katulska twierdzi, że przed świętami była u burmistrza spytać, kiedy gmina podłączy jej mieszkanie do kanalizacji: - Burmistrz powiedział, że jak będą pieniądze, to podłączą nas do kolektora co biegnie od Markowic. Burmistrz pytał, czy sama sobie nie założę, ale ja powiedziałam, że nas na to nie stać. Mama ma niską rentę, a ja mam opiekuńcze, które w czerwcu się kończy.
ŚNIEG NA STRYCHU
Oprócz problemów z kanalizacją w budynku lokatorzy skarżą się na jego stan techniczny. Dach na pałacu wymaga gruntownego remontu, gdyż przez dziury woda dostaje się na strych powodując zawilgocenie belek stropowych. Szczytowa część dachu jest tam całkowicie zarwana. Po zgłoszeniu przez lokatorów brygada remontowa z Urzędu Miejskiego ograniczyła się wyłącznie do wstawienie podpórek drewnianych, robiąc tzw. czop, który podtrzymuje, by dach całkowicie nie spadł. Pod tą częścią strychową mieszka Barbara Wojtarska z rodziną. Gdyby nie jej zapobiegliwość, miałaby wiecznie pozalewane mieszkanie. Przez dziury w dachu bowiem padający zimą śnieg gromadził się na strychu. Pani Barbara miała wiele pracy, aby ten śnieg szybko uprzątnąć.
- Najgorzej jak zawiewa. Pierwsze co, to po opadach biegniemy na strych, żeby śnieg wynieść. Córka w tym roku to nawet zdjęcia zrobiła, tyle na strychu było śniegu. Jak załamał się dach, to przyszli deskami podparli i to wszystko i zadowoleni są, że to zrobili. Z każdej strony na strychu nie jest nic lepiej. Tutaj załamał się dach, w innym miejscu podłoga się zarywa, normalnie tam dziury są, wszystko szmatami obłożyliśmy, żeby nam nie wiało, a gmina jak zawsze nie ma pieniędzy, a czynsz płacimy. Żebyśmy nie płacili, to co innego, ale my płacimy. A gmina to nawet na pomalowanie głupiego korytarza nie ma pieniędzy. Zabytek klasy zerowej i co oni z nim robią - mówi Barbara Wojtarska.
Hannę Kościelską zastaliśmy podczas wiosennych prac w ogródku. Powiedziała, że ponad półtora roku walczyła z gminą o założenie w pałacu kanalizacji. Twierdzi, że poza ściąganiem czynszu od lokatorów, gmina nic w budynku nie robi, a on zaczyna się po prostu walić.
fot. Magdalena Lachowicz
87-letnia Anna Katulska całe życie nie miała w domu łazienki. Nigdy się na to nie skarżyła. W takich warunkach bez wody i kanalizacji wychowała 10 dzieci. Teraz, jak twierdzi, na starość chciałaby mieć odrobinę komfortu. Pragnie wyprowadzić się z Żegotek do Strzelna.
fot. Magdalena Lachowicz
NACZYNIA POD WODĘ
Nie mniej pracy jest po deszczu. Podczas opadów lokatorzy w miejsca, gdzie dach przecieka, ustawiają różne naczynia. Ostatnio udało im się uratować strychowe okno, które prawie wypadło podczas wiejącego wiatru. Lokatorzy polepili szybę w tym oknie taśmą, bo wiedzą, że na jego wymianę przez gminę, nie mają co liczyć.
- Mieszkania mamy piękne, zadbane, ale to nasza zasługa. A w końcu czynsze płacimy i niczego od gminy nie możemy się doprosić. Żadnego remontu, a o pomalowaniu klatki schodowej nie ma co nawet marzyć, szkoda, bo budynek jest piękny, tylko wymaga remontu - mówi pani Barbara.
LEPIEJ DO KOLEKTORA, ALE KIEDY
Burmistrz Ewaryst Matczak stwierdził, że na terenie całej gminy jest to problem, bo wiele mieszkań komunalnych nie ma sanitariatów, nie ma też kanalizacji. Zdaniem burmistrza, z kanalizacją w Żegotkach jest łatwiej niż w innych wioskach gminy, gdyż przez wioskę przebiega kolektor ściekowy z Markowic do Strzelna.
- W pałacu w Żegotkach nie będzie się nam opłacało robić szamba, tam najprawdopodobniej korzystniej będzie nam dobudować 200 m kolektora i wówczas przyłączymy pałac do sieci już istniejącej, biegnącej do Strzelna. Trudno jest mi powiedzieć, kiedy to zrealizujemy. Chciałoby się zrobić to szybko, ale w tej chwili mamy inne zadania, które są pilne do realizacji - mówił burmistrz Matczak.
Jego też zdaniem, gmina ciągle walczy ze ściekami przy innych mieszkaniach komunalnych.
- Mamy ciągłe awarie z sieciami kanalizacyjnymi, tam, gdzie one są, ale do tych sieci wrzucane są obierki, pampersy, szmaty. Ciągłe płukanie tej sieci pochłania bardzo dużo pieniędzy. Jest to problem, z którym ciężko jest nam się uporać, a gdyby takich procederów nie było, nie byłoby dla gminy dodatkowych kosztów. Dużo pieniędzy ucieka na obsługę tego typu zadań, a można byłoby na pewno lepiej, gdyby mieszkańcy rozsądnie podeszli do sprawy i nie wyrzucali odpadów do kanalizacji, tylko do śmieci. Pieniądze, które moglibyśmy zaoszczędzić, mogłyby zostać przeznaczone na budowę kanalizacji - powiedział burmistrz Ewaryst Matczak.
Natomiast w kwestii remontu budynku burmistrz powiedział to samo, co w przypadku konieczności remontowania innych gminnych kamienic. W gminie po prostu na wykonywanie remontów nie starcza pieniędzy w budżecie. Winę za to, zdaniem burmistrza, ponoszą częściowo lokatorzy, którzy za mieszkania nie płacą. Stąd ponad 900 tys. zł zadłużenia mieszkańców komunalnych mieszkań w czynszach.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1105 (16/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze