Reklama

- Kręcisz się jak zgwałcona mrówka przez słonia

Sylwia Fołda-Ruszkiewicz z Gaju oczekuje odsunięcia Ireny Pułkownik od prowadzenia lekcji w klasie jej córki oraz ukarania nauczycielki przez dyrekcję strzeleńskiego gimnazjum
           fot. Paweł Lachowicz

Takimi słowami nauczycielka, radna Irena Pułkownik zwróciła się do uczennicy:
     - Kręcisz się jak zgwałcona mrówka przez słonia
     Jest taśma z nagraniem tych słów. Radna PSL przeprosiła Marcelinę. Dyrektor Świdowska przeprowadziła z nauczycielką rozmowę ostrzegawczą. Mama gimnazjalistki żąda ukarania nauczycielki. Radna mówi reporterowi, że to nagonka polityczna na nią jej przeciwników w Radzie Miejskiej. A taśma, jak mówi: - To pic na wodę. Fotomontaż.

     O tej sprawie powiadomił nas jeden z czytelników. Opowiedział nam o incydencie, do jakiego doszło podczas jednej z lekcji matematyki w kl. IIe gimnazjum w Strzelnie i zachowaniu nauczycielki matematyki Ireny Pułkownik. Sprawa tym bardziej bulwersowała czytelnika, że nauczycielka jest PSL-owską radną Rady Miejskiej w Strzelnie i członkiem komisji oświaty.
     19 KWIETNIA
     Sprawa dotyczyła córki sołtys Gaju (gm. Jeziora Wielkie), Sylwi Fołdy-Ruszkiewicz. Zdenerwowana mama Marceliny mówi, że nauczycielka matematyki Irena Pułkownik na lekcjach narusza godność osobistą jej dziecka i w lekceważący sposób odnosi się do jej córki. Matka Marceliny twierdzi, że szykanowanie jej dziecka przez nauczycielkę matematyki trwa przez blisko dwuletnią jej naukę w gimnazjum. - Córka już od dłuższego czasu reaguje na słowa nauczycielki obojętnością, okazując w ten sposób swoją bezradność. Odczuwa też lęk przed konsekwencjami ze strony nauczycielki. Przez długi czas prosiła, abym nie poruszała tej sprawy w szkole u dyrektor. Jednak ja jako rodzic uważam, że mam obowiązek chronić moje dziecko i zrobić wszystko, aby taka sytuacja się nie powtórzyła - opowiada Sylwia Ruszkiewicz.
     Czarę goryczy przelała sytuacja, do której - jak opowiada mama Marceliny - doszło we wtorek 19 kwietnia, kiedy przy całej klasie pani Pułkownik skierowała do jej córki słowa: - „Kręcisz się jak zgwałcona mrówka przez słonia”. Mówi, że córka poprzez takie teksty została przez nauczycielkę narażona na komentarze i wyśmiewanie jej przez kolegów z klasy. - Seksualne podteksty nauczycielki prowokowały klasę do podobnego traktowania mojej córki. Została narażona na komentarze typu: „Przez kogo chcesz być zgwałcona przez słonia, czy przez mrówkę?”. Dodatkowo nauczycielka prowokowała uczniów do takich reakcji, komentarzem „Przestańmy, ale mi też się z tego chce śmiać” - opowiada Sylwia Ruszkiewicz.
     Ponieważ przejawy poniżającego traktowania córki zdarzały się już wcześniej, na polecenie matki Marcelina czasami nagrywała przebieg lekcji. Takiego nagrania dokonała także podczas wtorkowych zajęć (nasza redakcja jest w posiadaniu tego nagrania).
     W GABINECIE DYREKTORA
     Tego samego dnia, 19 kwietnia Sylwia Ruszkiewicz powiadomiła telefonicznie wychowawcę klasy Aldonę Matuszak. Następnego dnia, 20 kwietnia spotkały się u dyrektora szkoły Marii Świdowskiej. Ze spotkania sporządzona została notatka służbowa. Zdaniem Sylwii Ruszkiewicz, dyrektor naciskała na przeprowadzenie konfrontacji z Ireną Pułkownik. Matka nie wyraziła na to zgody. Poprosiła natomiast dyrektor szkoły, aby ta przeprowadziła anonimową ankietę wśród wszystkich uczniów na temat pracy i zachowań na lekcjach pani Pułkownik i obiektywnie rozpatrzyła zgłoszony przez nią problem.
     Jej też zdaniem dyrektor Świdowska odmówiła, uzasadniając decyzję ogólnikowością ankiety i zaproponowała, że porozmawia osobiście z uczniami. - Poinformowałam również, że oczekuję ukarania nauczyciela matematyki za niepedagogiczne zachowanie - mówi nam mama Marceliny.
     Ponadto w trakcie spotkania - zdaniem Sylwii Ruszkiewicz - dyrektor szkoły trybem rozkazującym zobowiązała ją do zachowania milczenia i nienagłaśniania niewygodnej dla szkoły sprawy. - Jest to typowe działanie pani dyrektor, która nie lubi, kiedy na światło dzienne wychodzą problemy narażające dobre imię szkoły. Pani dyrektor nie ma wtedy na uwadze priorytetowych celów, jakimi są dobro dziecka, przestrzeganie ogólnie przyjętych norm i praw gwarantowanych przez statut szkoły, wspieranie rozwoju ucznia, ochrona przed wszelkimi formami przemocy, jedynie zamiatanie pod dywan niewygodnych spraw i troska o własny interes - mówi Sylwia Ruszkiewicz.
     PRZEPROSINY
     W tym samym czasie Irena Pułkownik na lekcji przeprosiła jej córkę za wypowiedziane pod jej adresem słowa. - Moja córka była zszokowana reakcją nauczyciela, jego łagodnością, której wcześniej nie znała i przyznaniem się do błędu. Moim zdaniem przeprosiny nie były szczere, a były jedynie rezultatem nacisku dyrekcji szkoły w obawie przed nagłośnieniem sprawy. Dodatkowo pani Pułkownik wywierała presję na córkę, aby pogodziła się z nią i nie pielęgnowała większej urazy. Córka zareagowała milczeniem, wtedy pani Pułkownik sama twierdząco powiedziała: „to rozejm”- opowiada Sylwia Ruszkiewicz.
     TRUDNE ROZMOWY
     Sylwia Ruszkiewicz poprosiła telefonicznie wychowawcę klasy o przeprowadzenie ankiety. Na kolejne spotkanie z wychowawcą klasy umówiła się w piątek 27 kwietnia, w którym miała również uczestniczyć dyrektor Maria Świdowska i pedagog szkolny. Celem tego spotkania miało być ułożenie pytań do ankiety. Na spotkanie zamiast pedagoga przyszła Irena Pułkownik.
     - Ze złością oraz poirytowanym głosem zapytała, czy zostałam poinformowana przez córkę, że ona przeprosiła Marcelinę przed całą klasą i dodatkowo jeszcze raz przeprosiła ją w obecności koleżanki Marceliny. Podkreśliła, że przyznanie się do błędu na forum klasy nie przyszło jej łatwo. Tym samym uznała całą sprawę za zamkniętą. Bardzo rozzłościło panią Pułkownik podtrzymywanie moich roszczeń w sprawie przeprowadzenia ankiety. Pani Pułkownik podniesionym głosem powiedziała: „No, ale czego pani jeszcze chce, przecież przeprosiłam” - opowiada Sylwia Ruszkiewicz.
     Matka Marceliny uznała, że ankieta sporządzona na podstawie jej zarzutów  i przeprowadzona w jej obecności potwierdzi stawiane zarzuty. - Dyrektor powiedziała, że czuje się obrażona, ponieważ jako rodzic wchodzę w kompetencje dyrektora szkoły. Kiedy powiedziałam, że zobaczymy co wykaże ankieta, pani Pułkownik wykrzyknęła: „Pani nam grozi, no grozi nam”. Podczas całej rozmowy pani Pułkownik wyrażała swoją dezaprobatę , dając mi jednocześnie do zrozumienia, iż jest tutaj osobą dominującą i nie do ruszenia - dodaje Sylwia Ruszkiewicz. Ostatecznie pani dyrektor - zdaniem naszej rozmówczyni - kategorycznie odmówiła autoryzowania ankiety. Jako najbliższy termin przeprowadzenia ankiety zaproponowała początek maja.
     Okazało się jednak, że już następnego dnia po spotkaniu (28 kwietnia) bez wiedzy matki - chociaż dyrektor miała poinformować ją o terminie przeprowadzenia ankiety - i pod nieobecność w szkole Marceliny, ankieta została jednak przeprowadzona i na dodatek tylko w klasie, do której uczęszcza Marcelina.

Dyrektor strzeleńskiego gimnazjum Maria Świdowska przeprowadziła z Ireną Pułkownik rozmowę ostrzegawczą. Podejmując taką decyzję uwzględniła dotychczasowy dorobek zawodowy i osiągnięcia dydaktyczne nauczyciela
  fot. Magdalena Lachowicz

     Z RADNYMI
     O całej sprawie powiadomiony został przez mamę Marceliny także radny, przewodniczący komisji oświaty Piotr Dubicki.
     Radny zaprosił Sylwię Ruszkiewicz do Urzędu Miejskiego na rozmowę. W spotkaniu 29 kwietnia wzięli udział: przewodniczący RM Piotr Pieszak oraz radni - Piotr Dubicki, Ryszard Kotliński i Stanisław Popielewski. Z tego spotkania została sporządzona notatka służbowa. Sylwia Ruszkiewicz nie była zadowolona z tego spotkania, a konkretnie z postawy, jaką przyjął Piotr Pieszak, który oświadczył, że Rada Miejska nie ma kompetencji, aby karać czy pouczać nauczyciela. - Pan Pieszak też jest nauczycielem. Kto będzie kalał swoje gniazdo? - zastanawiała się Sylwia Ruszkiewicz.  Z naszych ustaleń wynika, że ostatecznie Piotr Pieszak wystąpił do radczyni urzędu o opinię, z której jasno wynika, że takie sprawy może wyjaśnić jedynie dyrektor szkoły oraz burmistrz.
     WIEK GIMNAZJALNY
     Mama Marceliny przypomina również inne zdarzenie z udziałem Ireny Pułkownik. - Kiedyś  naraziła córkę również na komentarze erotyczne, mówiąc do niej: „co tam ciągle wkładasz i wykładasz, przestań już wkładać”. Córka w tym momencie podawała koleżance długopis. Z powodu zwrotów stosowanych przez nauczyciela córka i jej koleżanka zostały ośmieszone przez klasę i nazwane lesbijkami - opowiada Sylwia Ruszkiewicz.
     Kierowanie przez nauczyciela takich słów w kierunku ucznia, zdaniem naszej rozmówczyni, wpływa niekorzystnie na rozwój emocjonalny dziecka - Dziecko jest w wieku dorastania i potrzebuje jasno określonych granic i konsekwentnego postępowania, by czuć się bezpiecznym. Jak w tej sytuacji jako rodzic mam uczyć dziecko szacunku do innych, odpowiedzialności za słowa i czyny, pracować nad poczuciem jego własnej wartości. Tym bardziej, że w wieku gimnazjalnym ogromne znaczenie dla dziecka ma to, co mówią i myślą o nim inni, a wyśmiewanie może doprowadzić do tragedii - uważa mama Marceliny.
     W związku z niezadowalającym podejściem dyrekcji szkoły do problemu Sylwia Ruszkiewicz poprosiła Kuratorium Oświaty o interwencję w sprawie naruszenia wrodzonej godności osobistej córki Marceliny przez Irenę Pułkownik oraz niepodejmowania przez szkołę działań chroniących ofiarę przed wszelkimi formami przemocy.

Reklama
Irena Pułkownik uważa, że rozdmuchanie całej sprawy ma podtekst polityczny
  fot. Magdalena Lachowicz

     TE SŁOWA NIE POWINNY PAŚĆ
     W piątek 6 maja rozmawialiśmy z dyrektor strzeleńskiego gimnazjum Marią Świdowską. Powiedziała nam, że przyjęła skargę Sylwii Fołdy-Ruszkiewicz i jest w trakcie jej rozpatrywania. Oznajmiła także, iż matka Marceliny otrzyma pisemną odpowiedź na złożoną skargę.
     - Na razie nie podjęłam żadnych kroków. W tym momencie nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. Jest to wewnętrzna sprawa szkoły i zainteresowana osoba będzie wiedziała, jak ja jej odpowiem na te zarzuty - powiedziała reporterowi Pałuk. Dodała, że istnieje droga służbowa rozpatrzenia skargi. - Muszę również skontrolować papiery, bo są tam takie zarzuty, gdzie muszę nawet wrócić do ubiegłego roku szkolnego - tłumaczy dyrektor gimnazjum.
     W rozmowie z naszym reporterem stwierdziła także, iż osobiście nie słuchała nagrania. - Po pierwsze w statucie mamy zakaz używania telefonów komórkowych przez uczniów. Telefon powinien być wyłączony podczas lekcji. Jeżeli uczeń nie stosuje się do tego zakazu, to nauczyciel ma prawo zabrać telefon do sejfu. Oczywiście wyłączony, dziecko może nawet kartę zabrać. Po drugie, to nagranie może być wyciągnięte z kontekstu. Trudno tutaj ocenić nagranie, to by musiały jakieś organa ścigania je odsłuchać, bo to jest różnie (...) Jeżeli była taka sytuacja, że dziecko poczuło się w jakiś sposób zagrożone, to powinna przede wszystkim mama przyjść i porozmawiać od razu z nauczycielem. Bo taka jest droga, że rodzic idzie najpierw do nauczyciela i jeżeli sprawa się nie wyjaśnia, idzie do wychowawcy, a ostatnią drogą jest dyrektor, do którego rodzic przychodzi - tłumaczyła dyrektor Świdowska.
     Na pytanie reportera, czy takie zachowanie nauczyciela względem ucznia powinno być na lekcjach, dyrektor odpowiedziała, że są różne zachowania i charaktery ludzi. Uważała, że każdy może mieć zły dzień i prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.
     - Nie mogę dzisiaj powiedzieć, jaka będzie moja decyzja, ale sam fakt użycia tych słów uważam za bardzo naganny i nie powinno to mieć miejsca. I to mogę powiedzieć jasno, że nie powinno to mieć miejsca i ubolewam, że w ogóle to się zdarzyło w szkole. Wie pan, czasem się coś powie i później człowiek żałuje tego i widzi, że zrobił komuś krzywdę. Myślę, że przeprosiny to gest ze strony pani Pułkownik bardzo pozytywny. Ktoś inny mógłby iść w zaparte, że to nic nie znaczy. Jeżeli ktoś powie coś niewłaściwego i potrafi się do tego przyznać, myślę, że to jest też plus tego człowieka - mówi nam Maria Świdowska.
     ROZMOWA OSTRZEGAWCZA
     We wtorek 10 maja Sylwia Ruszkiewicz otrzymała pisemną odpowiedź od dyrekcji strzeleńskiego gimnazjum, w którym stwierdza, że słowa wypowiedziane wobec Marceliny: kręcisz się jak zgwałcona mrówka przez słonia, były dalece niestosowne i nie powinny mieć miejsca. Zdaniem dyrektor Świdowskiej, Marcelina mogła poczuć się ośmieszona w obecności całej klasy.
     Omówiła także wyniki przeprowadzonej ankiety. - Uczniowie w przeprowadzonej ankiecie wypowiedzieli się, że nauczycielka ocenia ich sprawiedliwie, zgodnie z wewnątrzszkolnym systemem oceniania, a w razie problemów w nauce mogą liczyć na jej pomoc. Ankietowani w kilku przypadkach potwierdzili zarzut Pani dotyczący niewłaściwego odnoszenia się do uczniów i odbierania telefonu w czasie lekcji, co również było przedmiotem mojej rozmowy z nauczycielką. Trudny do ustalenia jest charakter prowadzonych rozmów, czy były prywatne, czy służbowe, ponieważ Pani Irena Pułkownik jest wychowawcą klasy oraz pełni funkcję radnej Rady Miejskiej i prezesa ZNP - tłumaczy w piśmie do Sylwii Ruszkiewicz dyrektor Świdowska.
     Po czym dodaje, że z uwagi na na dorobek zawodowy i osiągnięcia nauczyciela oraz to, że jest to pierwsza skarga jaka wpłynęła do szkoły na Irenę Pułkownik przeprowadziła z zainteresowaną rozmowę ostrzegawczą.
     TO SPRAWA DYREKTORA
     Burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak podkreślił, że Irena Pułkownik jest doświadczonym i dobrym nauczycielem. Przyznał jednak, że skoro istnieje nagranie, to matka uczennicy miała prawo dociekać swoich i dziecka praw. Zaznaczył, że wyjaśnieniem sprawy, oceną sytuacji oraz jej rozwiązaniem zajmie się dyrekcja szkoły, gdyż sprawa kadry oświatowej jest sprawą dyrektora.
     TO POLITYCZNY HAK
     10 maja wieczorem udało nam się skontaktować się z Ireną Pułkownik. - Ale to nie jest wasza sprawa - takie pierwsze słowa usłyszał reporter w słuchawce telefonu.
     Irena Pułkownik twierdziła, że cała sprawa ma aspekt polityczny i w najbliższym czasie znajdzie się w sądzie w związku z naruszeniem jej dóbr osobistych. - To jest tylko i wyłącznie sprawa polityczna. Przewodniczący Piotr Pieszak, kiedy matka się do niego zwróciła, dostał wykładnię prawną, że takie spory są rozstrzygane miedzy pracodawcą i pracodawca może skierować sprawę do kuratorium i to wszystko. Nie gazeta i nie część radnych, którzy sobie po prostu znaleźli hak polityczny, czy część społeczeństwa, część moich wrogów nie może się wypowiadać publicznie na temat mojej pracy. Bo po pierwsze, sprawę badają i sprawdzają wiarygodność powołane do tego instytucje. Poza tym ja jako funkcjonariusz publiczny jestem osobą chronioną i nie mogą być naruszone moje dobra osobiste - powiedziała nam Irena Pułkownik.
     Jej też zdaniem Sylwia Ruszkiewicz działa politycznie, gdyż pierwsze kroki w tej sprawie skierowała do przeciwnika politycznego Ireny Pułkownik, do Piotra Dubickiego, który reprezentuje Polską Partię Pracy.
     TO ETYKA ZAWODOWA
     Z tymi zarzutami nie zgadza się Piotr Dubicki.
     - Pani Ruszkiewicz przyszła do mnie tylko i wyłącznie jako do  przewodniczącego komisji oświaty, a nie do członka jakieś partii. Dla mnie jest to sprawa etyki zawodowej. Teraz rozumiem, dlaczego dyrektor Świdowska zarzuciła matce uczennicy, że przyszła do mnie, a ja przecież jestem z innej opcji. Ja się pytam, a co to ma w ogóle do rzeczy. Aspekt polityczny sprawy, to jest jakieś chore mniemanie pani Pułkownik. To znaczy, że ona swoje kompetencje i naganną postawę wobec ucznia chce utopić w politycznych powiązaniach. To, że rzekomo sprawa ma podtekst polityczny, jest dla mnie totalną bzdurą i szukaniem przez panią Pułkownik zasłony dymnej i chowaniem głowy w piasek. To jest niedorzeczne - stwierdził radny Dubicki.
     Zarzut o podtekst polityczny odrzuca także Sylwia Ruszkiewicz, która powiedziała naszemu reporterowi, że nigdy nie należała do żadnej partii i walczy tylko i wyłącznie o dobro dziecka, a na układach politycznych w ogóle się nie zna.
     NIE PISZCIE ARTYKUŁU
     Gdy drugi raz we wtorek wieczorem rozmawialiśmy z Ireną Pułkownik, usiłowała przekonać naszego reportera, żeby nie pisał artykułu do tego numeru Pałuk. Namawiała nas, aby poczekać na wynik kontroli kuratorium. Uważała, że napisanie artykułu teraz będzie przejawem chęci sprzedaży większego nakładu naszej gazety, a nie rzetelności dziennikarskiej.
     - Przeprosiłam uczennicę dwukrotnie, czyli naprawiłam jednego dnia i naprawiłam drugiego dnia, a to, że matka żąda rozgłosu, to znaczy, że matka jest prowadzona i manipulowana. A ja jako osoba publiczna nie pozwolę sobie na to, żebym była wplątana i niszczona przez jakieś pomówienia i oszczerstwa (...) Nie pozwolę sobie na to, żeby to wszystko, co wypracowałam przez całe życie, było zdeptane w jednej chwili. Bo tak się chce jednemu obozowi, ludziom którzy mają pewne pomysły na życie - mówiła zdenerwowana Irena Pułkownik.
     - Ja żądam obok artykułu, jaki napisała ta pani, by zamieszczono artykuł mój. Ja wiem, kto jej pisał ten paszkwil, bo jeżeli ona chodzi po mieście i wymyśla bzdury na mój temat robiąc krzywdę własnemu dziecku, to przepraszam bardzo jakiś ma kobieta w tym cel. (...) Każda taśma może być zawsze fotomontażem. Pic na wodę, fotomontaż (...) Ja na pewno nie mam sobie nic do zarzucenia. Jestem osobą prawą, mam całe sztaby, setki i tysiące rodziców, którzy mi powiedzą, jak postrzegają moją pracę w perspektywie 28 lat pracy w szkolnictwie. (...) Palnęłam głupotę, palnęłam żart, który stwierdziłam, że był nie na miejscu. (...) Nie wiem, do czego ta kobieta zmierza, wiem, że jest manipulowana, bo 2 czy 3 radnych sobie urządza spektakl. To są ci najwięksi wrogowie. Ja po prostu pójdę do sądu z tym - powiedziała Irena Pułkownik.
     Próbowaliśmy wytłumaczyć radnej, że pani Ruszkiewicz nie napisała nam żadnego artykułu. Irena Pułkownik zdawała się nie rozumieć, co mówi reporter. Gdy usłyszała, że artykuł i tak ukaże się w najbliższym numerze, stwierdziła, że nie chce już rozmawiać i odłożyła słuchawkę.
     ŻĄDANIA MATKI
     Dowiedzieliśmy się, że z Sylwią Ruszkiewicz skontaktowała się wizytator Kuratorium Oświaty Melania Kranc, która pytała, czego oczekuje od nich jako matka. Sylwia Ruszkiewicz odpowiedziała, że chce odsunięcia nauczyciela od prowadzenia lekcji w klasie jej córki oraz ukarania nauczyciela przez dyrekcję szkoły.
     - Jeżeli nic z panią wizytator nie załatwię, a opinia kuratorium będzie korzystna dla pani Pułkownik, zapewne odwołam się do ministerstwa - powiedziała reporterowi Sylwia Ruszkiewicz.

Magdalena Lachowicz, Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1004 (19/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości