Jezioro Gopło zalewa okoliczne miejscowości
Latem byśmy sobie poradzili, a teraz jesteśmy odcięci od świata
Henryk Glanc z Rzeszynka zostawił sobie tylko 2 świnki, resztę sprzedał. Julian Wojtasik z sołectwa Siemionki wywiózł zboże w bezpieczne miejsce. Jan Lewandowski z Lachmirowic codziennie brnie 1,5 km wodą po chleb. Do 92-letniej Czesławy Jóźwiak z Kościeszek nie dotarliśmy. Woda miała tam wysokość 1,4 m.
Strażacy oraz wojsko amfibią ze Złotowa do Ostrówka przewożą worki z piaskiem fot. Paweł Lachowicz
Janusz Kowalski z OSP Ostrówek, Eugeniusz Wojtasik oraz Julian Wojtasik w Ostrówku omawiają sposób wywozu zboża. W tle wóz strażacki, którym jechaliśmy w głąb półwyspu. fot. Paweł Lachowicz Od blisko trzech tygodni tereny położone wokół jeziora Gopło są zagrożone podwyższonym stanem wody jeziora. Stan jest poważny, ponieważ poziom lustra wody podniósł się już o około 1,5 m i z dnia na dzień podnosi się coraz bardziej. 20 stycznia otrzymaliśmy informację, że woda zalewa mieszkańców Rzeszynka (gm. Jeziora Wielkie) i okolicznych wsi.
U HENRYKA GLANCA
Pojechaliśmy do mieszkańca Rzeszynka Henryka Glanca, który mieszka z żoną Beatą i dwójką dzieci. Ich gospodarstwo oddalone jest od brzegu jeziora zaledwie o 80 m.
- Mam miarkę i mierzę, o ile stan się podnosi. Od lat 80. nas nie zalewało. Dzisiaj stan podniósł się o 5 cm. Nie wiem, co będzie dalej. Bałem się o trzodę, więc ją sprzedałem. Mam jeszcze dwie świnki w chlewie, ale ze sprzedażą jeszcze się wstrzymuję. Być może będę musiał je gdzieś przewieźć. Ostatnio w 1980 r. wodę mieliśmy pod progiem - opowiada Henryk Glanc. Jak na razie jeszcze trochę brakuje do poziomu z 1980 roku, ale Henryk Glanc już myśli o odcięciu ogrzewania i zabezpieczeniu mienia. Droga dojazdowa do posesji jest już całkowicie zalana. Aby wydostać się z domu wszyscy muszą w butach gumowych pokonać kilkudziesięciometrową zaporę, którą wcześniej ułożyli jeziorańscy strażacy. Idąc po niej przedostają się na suchy ląd. Rodzina Henryka Glanca mieszkająca w pobliskim Lubstówku zadeklarowała chęć przyjęcia ich do siebie.
NA POTRZYMIECHU
Woda utrudnia również życie ludziom zamieszkującym półwysep na jeziorze Gopło. Dojazd drogą lądową na półwysep został odcięty, a prom kursujący między Złotowem a Ostrówkiem (miejscowości, która znajduje się właśnie na tym półwyspie) przestał kursować, gdyż nie ma możliwości dobicia do brzegu.
Druh OSP Janusz Kowalski na plecach nosi chłopaków wracających ze szkoły. W tle widać wodę podchodzącą pod budynek oraz dom, wokół którego została postawiona zapora. fot. Paweł Lachowicz
Przez okno wozu strażackiego widać wylewisko wodne, które całkowicie zalało drogę fot. Paweł Lachowicz
W powrotnej drodze w Złotowie spotkaliśmy Juliana Wojtasika, który z synem wracał na półwysep fot. Paweł Lachowicz Większa część półwyspu wraz z miejscowością Ostrówek terytorialnie należą do powiatu inowrocławskiego. Ale jest również część półwyspu zwana Potrzymiech, która w części terytorialnie należy do powiatu mogileńskiego i gminy Jeziora Wielkie. Znajduje się tam kilka gospodarstw, które należą do jeziorańskich sołectw Kościeszki i Siemionki. Do Złotowa oddelegowane zostały jednostki wojska z Inowrocławia. Od 20 stycznia mieszkańców Ostrówka wspiera 2. Pułk Komunikacyjny z Inowrocławia. Ludzie przeprawiani są przy pomocy łodzi desantowej. Korzystają z niej, aby przedostać się do szkoły, pracy czy sklepu po żywność. Na miejsce dostarczono również transporter, który przewozi worki z piaskiem do budowy wałów. Na miejscu można również spotkać strażaków, którzy cały czas pomagają mieszkańcom. Droga z Ostrówka w głąb półwyspu jest w sporej części pod wodą, co spowodowało, że półwysep zamienił się w wyspy, na których o swój dorobek walczą mieszkańcy.
WOZEM STRAŻACKIM
Reporter był na półwyspie Potrzymiech, u rodzin mieszkających w gminie Jeziora Wielkie. Pojechał z nim Eugeniusz Wojtasik, sołtys Rzeszynka, którego brat mieszka właśnie na półwyspie. Przeprawa nie należała do łatwych. Aby przedostać się, najpierw trzeba było dojechać do Złotowa, skąd zostaliśmy przeprawieni łodzią desantową do Ostrówka. Na miejscu spotkaliśmy brata Eugeniusza Wojtasika - Juliana Wojtasika, który wywoził z gospodarstwa zboże w obawie, że zostanie one zalane. Przyczepa ze zbożem umieszczona była już na amfibii i gotowa była do przetransportowania na drugi brzeg.
Dalsza jazda jest niemożliwa. W tle między drzewami znajduje się „Rysiówka”. fot. Paweł Lachowicz W głąb półwyspu udało się nam przedostać dzięki miejscowej straży pożarnej i razem z mieszkańcami i druhem miejscowej jednostki OSP Januszem Kowalskim wozem strażackim pojechaliśmy w głąb półwyspu. Jechaliśmy drogą położoną wzdłuż brzegu, która na wielu odcinkach była zalana, w związku z tym nie można się nią przedostać samochodem osobowym. Po przebyciu pierwszego zalanego odcinka znaleźliśmy się przy pierwszej posesji znajdującej się jeszcze w miejscowości Ostrówek. W tym miejscu wysiedli chłopcy wracający ze szkoły. Pod dom już podchodziła woda, otoczony był on wałem ułożonym z worków z piaskiem. Ziemia na drodze dojazdowej była przesiąknięta i potworzyły się na niej koleiny, co utrudniało wyjście z wozu. Janusz Kowalski przeniósł chłopców na plecach.
Janusz Kowalski oraz Eugeniusz Wojtasik rozmawiają z Wiolettą Wojtasik z Potrzymiecha fot. Paweł Lachowicz U JULIANA WOJTASIKA
Dalsza droga również nie należała do łatwych, napotkaliśmy jeszcze na kilka odcinków zalanej drogi. Powoli przedostawaliśmy się przez kolejne zalewy. Gdy dojeżdżaliśmy do posesji państwa Wojtasików, musieliśmy pokonać jeszcze jeden krótki odcinek drogi znajdujący się pod wodą. Wozem niesamowicie kołysało. Gdy dotarliśmy do posiadłości Juliana Wojtasika (sołectwo Siemionki), okazało się, że dalsza jazda jest niemożliwa. Kilkudziesięciometrowa droga prowadząca do strażnicy Nadgoplańskiego Parku Tysiąclecia zwanego Rysiówką była na tyle zalana, że nie dało się jej pokonać wozem strażackim. Na miejscu przywitała nas Wioletta Wojtasik, która oczekiwała powrotu męża. - Jak w 1980 r. nas zalało, to był to czerwiec i nie było problemu. Mamy łódki i mogliśmy się przedostać na drugi brzeg. Teraz jest zima i na jeziorze lód, i niestety łodzią się nie przedostaniemy, więc jesteśmy odcięci - opowiada Wioletta Wojtasik.
W oddali widać zbliżającego się Jana Lewandowskiego fot. Paweł Lachowicz PRZEZ WODĘ PO CHLEB
Naszym transportem przywieźliśmy ponton dla mieszkańca z sołectwa Lachmirowice (gm. Kruszwica), do którego również przynależy część półwyspu. Ta jego część znajduje się jeszcze w sporej odległości za Rysiówką i jest ostatnią na półwyspie. Drogę z tego kierunku o długości prawie 1,5 km codziennie pokonuje 62-letni Jan Lewandowski. Spacer trwa blisko 2 godziny, ponieważ lód na wodzie oraz grząskie dno utrudnia poruszanie się. Jan Lewandowski mieszka sam i jakoś sobie radzi. Jak była jeszcze możliwość przedostania się do gospodarstwa rodziny Wojtasików, przywiózł sobie większą ilość chleba, niestety do swojej posiadłości nie mógł już dojechać, więc samochód zostawił u państwa Wojtasików i codziennie spacerkiem przychodzi po kolejne partie chleba. - Nie jest tak łatwo się przedostać, dlatego przyda mi się ponton, dzięki temu będę mógł przewieźć więcej chleba za jednym razem. Idę sobie powoli, bo przecież, co mam robić. Czasu mam dużo - mówi Jan Lewandowski. Mimo trudnej sytuacji pana Jana nie opuszcza dobry humor.
Janusz Kowalski i Eugeniusz Wojtasik niosą ponton dla Jana Lewandowskiego fot. Paweł Lachowicz
Jan Lewandowski nie załamuje się i z uśmiechem na twarzy przemierza zalaną drogę fot. Paweł Lachowicz TAM NIE DOTARLIŚMY
Niestety do domu 92-letniej mieszkanki sołectwa Kościeszki (gm. Jeziora Wielkie) Czesławy Jóźwiak nie można było się już przedostać. Droga była zalana na wysokość około 140 cm. O ewakuacji pani Czesława nie chciała nawet słyszeć. Powiedziała, że mieszka tam już tyle lat i nie opuści swojego domu. Jest przyzwyczajona do takich sytuacji. Żywność pani Czesławie dostarczają strażacy z OSP w Jeziorach Wielkich. Aby mogli się do niej przedostać, gmina Jeziora Wielkie zakupiła wodery, dzięki którym strażacy mogą dostarczyć mieszkance żywność.
Henryk Glanc do domu idzie po wale, który wzdłuż drogi zbudowali strażacy. Droga jest kompletnie zalana. fot. Paweł Lachowicz
Dom Henryka Glanca w Rzeszynku otoczony jest wałem fot. Paweł Lachowicz Od czwartku ubiegłego tygodnia, 20 stycznia, z dnia na dzień poziom wody podnosi się. Już kolejnego dnia odnotowano kolejne 4 cm, w poniedziałek 24 stycznia przybyło ich jeszcze 3 cm.
Strażacy stale monitorują stan wody. Mieszkańcy nie chcą opuszczać swoich posiadłości.
- Jak na razie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla życia. Bardziej się martwimy właśnie o dobytek naszych mieszkańców. Jestem cały czas w kontakcie z panią Beatą Glanc i jakby się coś działo, mają dzwonić niezależnie od pory dnia, czy nocy. Codziennie mamy odprawę, jeżeli chodzi o stan zagrożenia. Na Potrzymiechu największym problemem jest komunikacja. Gospodarstw na razie nie zalewa, a żywność jesteśmy w stanie dostarczyć. Z panią Czesią jesteśmy również w kontakcie telefonicznym. Ze względu na wiek chcieliśmy ją zabrać z półwyspu, ale ona nam oświadczyła, że tyle już w życiu przeżyła, że się niczego nie obawia. Najważniejsze, żeby miała żywność. Wody może jeszcze przybrać, ponieważ stan wód w Koninie jest niepokojący i woda już była spuszczana, ponieważ w elektrowni zalewane były turbiny i była taka konieczność. Były takie momenty, że spać nie mogłem, ponieważ zapowiadano, że poziom wody może się jeszcze podnieś o 30 cm. Takie informacje otrzymałem z biura kryzysowego w Kruszwicy. Na szczęście nie doszło do tego - powiedział wójt Jezior Wielkich Zbysław Woźniakowski.
Gmina Jeziora Wielkie jest przygotowana na najgorsze. Zakupiła 165 worków, zabezpieczyła się w piasek, a służby straży pożarnej i miejscowego zakładu komunalnego są cały czas w pogotowiu.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 989 (4/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze