Reklama

Lekarz nie przyjął pacjenta

Trzemeszno, pacjent, lekarz, przychodnia, karetka pogotowia
      Lekarz nie przyjął pacjenta
      Dlatego do 70-letniego mężczyzny czekającego obok przychodni wysłana została karetka pogotowia. Lekarz Edward Załęski tłumaczy, że w tej sprawie doszło do wielkiego nieporozumienia.

      PACJENT NIEPRZYJĘTY
      22 listopada doszło do kolejnego kontrowersyjnego przypadku, kiedy w przychodni Zdrowie w Trzemesznie nie przyjęto pacjenta, który zgłosił się do tej placówki. Przypomnijmy, że niecałe 2 miesiące temu w NZOZ Zdrowie do lekarza Rafała B. nie został przyjęty 48-letni Marek S. z Niewolna, który nie był ubezpieczony. Po wyjściu z przychodni mężczyzna ten stracił przytomność i przewieziony został karetką do szpitala w Gnieźnie, gdzie wkrótce zmarł. Postępowanie w tej sprawie nadal prowadzi gnieźnieńska prokuratura.
      W ubiegły piątek do tej samej przychodni trafił 70-letni mieszkaniec Trzemeszna. Mężczyzna prosił, aby nie podawać jego nazwiska w artykule. Przyprowadził go partner jego córki, gdyż starszy mężczyzna źle się poczuł, miał problemy z chodzeniem i oddechem, zawroty głowy. Wcześniej chorował na raka. Najpierw udali się do prywatnego gabinetu Jerzego Chełmińskiego na pl. św. Wojciecha. Gabinet ten był jednak nieczynny. Przeszli więc do przychodni Zdrowie na ul. Langiewicza. Było wtedy około 17:30.
      CHŁOPIE, JUŻ NIE PRZYJMUJĘ
      Do 18:00 w placówce tej przyjmował w tym dniu lekarz Edward Załęski, który jest także radnym Rady Powiatu Gnieźnieńskiego. W poczekalni czekały do niego dwie osoby. Panie z rejestracji szybko przygotowały dokumentację 70-latka, który zapisany był do tej przychodni. Jak zrelacjonował nam mężczyzna, który przyprowadził pacjenta, dwie panie, które czekały w kolejce do lekarza, zgodziły się wpuścić 70-latka bez kolejności. Wtedy mężczyzna, który towarzyszył choremu, wszedł do gabinetu, aby poprosił Edwarda Załęskiego o przyjęcie pacjenta.
      - Ale lekarz powiedział do mnie: - „Chłopie ja już nie przyjmuję” - opowiada mieszkaniec Trzemeszna.
      Jak relacjonuje, zapytał wtedy, co ma w takim razie zrobić. Lekarz miał mu poradzić, żeby zadzwonić na pogotowie. Dlatego wyszedł z gabinetu, pomógł się ubrać 70-latkowi i wyszli z przychodni.
      ZNOWU TRZEMESZNO
      Stojąc pod przychodnią zadzwonił po pogotowie na numer 112. Dodzwonił się do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu, które połączyło go z pogotowiem ratunkowym w Gnieźnie.
      - Jak dyspozytorka usłyszała, że lekarz nie chce przyjąć pacjenta w przychodni w Trzemesznie, zapytała - „znowu” i dodała, że to jest kpina, ale zapewniła, że wysyła karetkę - opowiada mieszkaniec Trzemeszna.
      Karetka przyjechała na sygnale po około 15 minutach. W tym czasie na miejsce przyjechała córka chorego mężczyzny, która przywiozła dokumenty. Ratownicy medycznie zbadali 70-latka i zadecydowali, aby przewieźć go na badania do szpitala w Gnieźnie. Został on zbadany przez lekarza Natalię Maćkowiak w szpitalnej izbie przyjęć. Zrobiono mu m.in. ekg. Lekarz przepisała mu lekarstwa oraz zaleciła kontrolę u lekarza rodzinnego. W karcie informacyjnej udzielenia pomocy doraźnej zaznaczyła, że pacjent przywieziony został przez zespół ratownictwa medycznego, gdyż lekarz rodzinny odmówił jego przyjęcia.
      WIELKIE NIEPOROZUMIENIE
      Inną wersję zdarzeń przedstawia Edward Załęski. Jak twierdzi, w sprawie tej doszło do wielkiego nieporozumienia. Jak opowiada, opiekun starszego mężczyzny wszedł do jego gabinetu i powiedział, że chce zgłosić wizytę. Dlatego lekarz zrozumiał, że chodzi o wizytę domową. Jak tłumaczy, zgodnie z zalecaniami NFZ nie może on zaczynać i kończyć swojej pracy wizytami domowymi. A w tym przypadku nawet nie zdążyłby jej przeprowadzić do 18:00, tym bardziej, że na korytarzu czekali jeszcze pacjenci. Dlatego też poinformował, że do 18:00 nie wyrobi się z przeprowadzeniem wizyty i poinformował, że po 18:00 to należy zadzwonić po pogotowie.
      Jak twierdzi, mężczyzna, gdy to usłyszał, wyszedł szybko z gabinetu i wyprowadził 70-latka z przychodni. Według lekarza, opiekun starszego mężczyzny sprawiał wrażenie jakby był pod wpływem alkoholu. Edward Załęski podkreśla, że nie odmówił przyjęcia pacjenta, a jedynie odmówił wizyty domowej. Zapewnia, że pacjent zostałby przyjęty, gdyby pozostał w poczekalni. Jak opowiada, jedna z pacjentek, gdy wychodziła już z przychodni, powiedziała mężczyznom stojącym obok budynku, że lekarz czeka na nich w gabinecie, ale oni odpowiedzieli, że już jedzie karetka.
      Edward Załęski dziwi się również, że w stacji pogotowia zadecydowano o wysłaniu karetki do tego przypadku, nie konsultując tego wcześniej z przychodnią Zdrowie.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1137 (48/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości