Piotr Łukiewski podkreśla, że zgodnie z przepisami nie zgodził się na weryfikację tożsamości zawodników swojej drużyny
fot. Roman Wolek
Trzemeszno, mecz, Mieszko Gniezno, weryfikacja, zawodnicy
Mecz wygrali, ale weryfikacji się nie poddali
Trener Mieszka Gniezno podejrzewa, że w drużynie z Trzemeszna mógł zagrać nieuprawniony zawodnik. Piotr Łukiewski, szkoleniowiec Zjednoczonych nie zgodził się jednak na sprawdzenie tożsamości zawodników swojej drużyny.
MUSIELI WYGRAĆ
6 października ubiegłego roku piłkarze juniorów młodszych Zjednoczonych Trzemeszno występujący w poznańskiej grupie pierwszej tej kategorii wiekowej grali mecz w Gnieźnie z tamtejszym Mieszko-Carbon. Był to mecz na szczycie, bardzo ważny dla obydwu drużyn, a trzemesznianie trenowani przez Piotra Łukiewskiego, jeśli chcieli myśleć o awansie do grupy mistrzowskiej, musieli ten mecz wygrać. Podczas meczu zawodnicy Mieszka i ich trener podejrzewali, że w drużynie Zjednoczonych mógł grać jeden lub nawet dwóch zawodników nieuprawnionych.
Trener Mieszka Dariusz Kuryło powiedział, że szczególnie co do jednego zawodnika wydawało mu się, iż powinien on pauzować za czerwoną kartkę, którą dostał tydzień wcześniej w meczu z Vitcovią Witkowo.
- Trener „Zjednoczonych” wystawił go jednak w meczu z nami prawdopodobnie pod innym nazwiskiem. Dlatego mieliśmy uzasadnione zastrzeżenia - opowiada trener Mieszka i relacjonuje, że w przerwie meczu zgłosił sędziemu, żeby sprawdzić czterech zawodników Zjednoczonych. Mieli oni okazać swoje legitymacje szkolne lub inne dowody tożsamości, aby upewnić się, że występują pod swoimi nazwiskami.
- Ale trener „Zjednoczonych” powiedział, że nie wyraża na to zgody, a po meczu szybko się zawinęli i pojechali - relacjonuje Dariusz Kuryło.
BŁĄD PROCEDURALNY
Mecz zakończył się zwycięstwem 2:0 drużyny z Trzemeszna. Jednak w związku z tym, że zawodnicy Zjednoczonych nie poddali się weryfikacji, wynik meczu zmieniono później na walkower 3:0 dla Mieszka. Zjednoczeni odwołali się od tej decyzji, wskazując na błędy proceduralne.
Jak dowiedzieliśmy się w wydziale gier i ewidencji Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, niedawno komisja odwoławcza przychyliła się do wniosku Zjednoczonych i przywróciła wynik z boiska. Powodem było to, iż zgodnie z Regulaminem rozgrywek klas młodzieżowych WZPN na sezon 2013/2014 żądanie sprawdzenia tożsamości zawodnika biorącego udział w meczu przysługuje wyłącznie kapitanowi drużyny. Nie mógł więc tego zrobić trener Mieszka i dlatego drużynie Zjednoczonych udało się uniknąć walkowera.
GWIZDEK KOŃCZY WSZYSTKO
Nieco inaczej wydarzenia z meczu przedstawia Piotr Łukiewski, trener juniorów młodszych Zjednoczonych. Wyjaśnia, że dopiero po meczu sędzia zwrócił się do niego z informacją, że chce sprawdzić tożsamość czterech zawodników i podał ich numery. Wtedy zawodnicy z Trzemeszna brali już prysznic.
- Powiedziałem sędziemu, że mecz się skończył i nikt nie podlega już weryfikacji - tłumaczy trener Zjednoczonych.
Jak dodaje, w załączniku protokołu meczowego sporządzonego przez sędziego napisane było, iż drużyna Mieszka chciała, by w przerwie meczu dokonać weryfikacji zawodników z Trzemeszna. Piotr Łukiewski opowiada, że powiedział sędziemu, iż jest to nieprawda i podał do protokołu, że w przerwie meczu nikt nie przekazywał mu informacji o chęci weryfikacji zawodników.
- My w WZPN sprawę wygraliśmy i to jest koniec tematu. Trener „Mieszka” po prostu prawa nie zna. W sporcie szkolnym, jak jest gwizdek końcowy, to jest już koniec. Gdyby zgłosił to w przerwie meczu, to musielibyśmy się poddać weryfikacji. Ale gdy chłopcy się kąpią, to już nie można tego robić - tłumaczy trener drużyny Zjednoczonych.
PRZESTRZEGALI PRZEPISÓW
Na nasze pytanie, czy w meczu z Mieszkiem w drużynie Zjednoczonych grał pod innym nazwiskiem zawodnik, który dostał czerwoną kartkę we wcześniejszym meczu lub też inny nieuprawniony do gry zawodnik, trener Łukiewski zapewnił, że nic takiego nie miało miejsca. Zapytaliśmy więc trenera Zjednoczonych, dlaczego w takim razie nie chciał poddać weryfikacji wskazanych przez trenera Mieszka zawodników i czy nie boi się zarzutów, iż miał coś do ukrycia, skoro nie chciał pozwolić na przeprowadzenie tej kontroli.
- Nie ma takiego przepisu, że jak on chce, to ja muszę to zrobić. Nie boję się takiego zarzutu, bo przestrzegaliśmy przepisów. Trener „Mieszka” miał przecież cały mecz na weryfikację - wyjaśnia Piotr Łukiewski.
NIE MA TEMATU
O ocenę tej sytuacji poprosiliśmy Sławomira Peno, prezesa Zjednoczonych Trzemeszno.
Prezes trzemeszeńskiego klubu powiedział, że nie zna dokładnie tej sprawy, tym bardziej, iż nie wnikał w szczegóły, gdy WZPN przywrócił wynik meczu osiągnięty na boisku.
- Gdybym złapał trenera na gorącym uczynku, to u mnie jest decyzja krótka. Oszukałeś - to nie ma cię. Tym bardziej, że ten trener jest przecież nauczycielem i wychowawcą młodzieży. WZPN rozpatrzył jednak nasze odwołanie pozytywnie, więc w tym momencie nie ma dla mnie tematu. Gdyby rozstrzygnięcie w WZPN było negatywne, to pożegnałby się z funkcją trenera - mówi o trenerze Zjednoczonych prezes Peno i dodaje, że w tym przypadku ewidentny błąd popełnił klub Mieszko Gniezno, skoro w niewłaściwy sposób próbował dokonać weryfikacji zawodników.
- Jeśli wywinął jakiś numer, to mu się udało - tymi słowami zakończył prezes Sławomir Peno swój komentarz dotyczący postawy trenera juniorów młodszych Zjednoczonych.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1145 (4/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze