Gmina Strzelno, czynsz, Lecha Szarata, wniosek, mieszkania
Minął rok, a Lecha Szaraty wciąż nie ma na liście
W 2011 r. nie znalazł się na liście oczekujących na mieszkania, bo złożył wniosek po terminie i nie odwołał się. W tym czasie otrzymał wyrok eksmisyjny. W 2012 r. ponownie na liście nie znalazł się, bo jak twierdzi szef komisji mieszkaniowej Ryszard Saja, błąd tym razem popełnił urzędnik. Burmistrz Matczak obiecuje, że 31 stycznia Lech Szarata zostanie na pewno na liście umieszczony.
Lech Szarata nie może zrozumieć dlaczego ponownie, po roku, nie został umieszczony na liście oczekujących na mieszkanie komunalne. Twierdzi, że skoro jest niepełnosprawny, to można go traktować gorzej niż osoby zdrowe.
fot. Paweł Lachowicz
NIE W TERMINIE
Minął rok, od kiedy niepełnosprawny mieszkaniec Strzelna Lech Szarata bezskutecznie czeka na wciągnięcie go na listę osób oczekujących na przyznanie gminnego lokalu. Pod koniec października 2011 r. złożył w Urzędzie Miejskim w Strzelnie wniosek o przyznanie mu mieszkania z zasobów gminy. Ze względu na to, że wniosek wpłynął po 21 października 2011 r., kiedy w gminie opracowywany był projekt listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego, nie został ujęty na liście oczekujących na mieszkanie. Do 31 grudnia 2011 r. mógł się odwołać, jednak z tego prawa nie skorzystał.
PRYWATNA KAMIENICA
O sprawie Lecha Szaraty pisaliśmy w 29/2012 tygodnika z 19 lipca, w artykule Nogę odjęła cukrzyca, mieszkania pozbawi eksmisja.
Lech Szarata od 5 lat mieszka w kamienicy przy ul. Szkolnej 2 w Strzelnie. Wraz z rodziną, żoną Haliną, córką Anną i synem Marcinem, zajmują w budynku mieszkanie o powierzchni 48 m2. W mieszkaniu zameldowany jest jeszcze jego najstarszy syn Sylwester, który w tej chwili nie przebywa z rodziną. W sumie w kamienicy mieszka 8 rodzin, 24 osoby.
Kamienica znajdowała się w zarządzie przymusowym Urzędu Miejskiego już od czasów powojennych. W 2008 r. prawowici właściciele upomnieli się o swoją własność. Spadkobierczynią nieruchomości była mieszkanka Izraela Berta Lippman, która nabyła kamienicę w drodze spadkowej po swoim mężu Maxie Moshe Lippmanie. Kamienica stanowi obecnie własność Edith Appelbaum, która ustanowiła swoim pełnomocnikiem radcę prawnego Andrzeja Dziewałtowskiego-Gintowta z Krakowa.
Od 2008 r. trwały rozmowy dotyczące przejęcia kamienicy przez gminę Strzelno pomiędzy burmistrzem Ewarystem Matczakiem a Kancelarią radców prawnych J. Stelmach, A. Dziewałtowski - Gintowt, A. Kłos s. c. z Krakowa. Powołany rzeczoznawca majątkowy 28 maja 2011 r. określił wartość rynkową nieruchomości na 296.000 zł.
Jako, że rozmowy nie przynosiły żadnego efektu, pełnomocnik Edith Appelbaum wystosował pismo, w którym zażądał od lokatorów czynszu 10 zł za 1 m2. Wówczas do burmistrza Ewarysta Matczaka trafił list skierowany przez lokatorów zamieszkałych w tej kamienicy z prośbą o jej wykup przez gminę. Burmistrz zamierzał nieruchomość kupić, nie otrzymał jednak na to zgody Rady Miejskiej. Radni uważali, że kwota bliska 300.000 zł powinna być włożona w remont kamienicy przy ul. Michelsona, którą gmina nabyła w 2008 r., gdzie nic się nie dzieje i nie wyrazili zgody na kupno kamienicy.
4 czerwca 2011 r. gmina protokolarnie zdała kamienicę.
EKSMISJA
Lech Szarata otrzymał eksmisję z zajmowanego mieszkania. Zgłosił ten fakt do Urzędu Miejskiego w Strzelnie. 12 lipca 2012 r. został wezwany na komisję mieszkaniową. Komisja w składzie: przewodniczący, radny Ryszard Saja i członkowie Zofia Krukowska i Henryk Filipczak oraz przedstawiciel Urzędu Miejskiego Joanna Kaszyńska zadeklarowała, że na przełomie października i listopada 2012, gdy tworzony będzie projekt listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego na następny rok, pan Szarata zostanie na liście ujęty.
W sądzie wyrok eksmisyjny zapadł w listopadzie 2012 r. Zgodnie z wyrokiem, skoro gmina nie ma wolnych mieszkań komunalnych, to różnicę w czynszu, jaki względem stawki obowiązującej w gminie Strzelno, a wskazaną przez właściciela kamienicy ponosić będzie gmina Strzelno. Ponadto Lech Szarata może zajmować mieszkanie do chwili, kiedy gmina będzie w posiadaniu dla niego innego lokalu mieszkalnego. Lech Szarata zwrócił się do sądu o sentencję wyroku i czeka na odpowiedź. Jak na razie to jedyna eksmisja w tej kamienicy.
Nieciekawą sytuację Lecha Szaraty potęguje to, że jego żona, z którą przebywa w separacji, również złożyła odrębny wniosek o przydział mieszkania dla niej i dwójki dzieci. Pomimo że jej wniosek również złożony został po terminie, żona pana Lecha odwołała się od projektu. Komisja mieszkaniowa rozpatrzyła jej odwołanie pozytywnie i została ona ujęta na liście na pozycji 99. Otrzymała też 18 stycznia 2012 r. stosowne pismo o ujęciu jej i 2 dzieci na liście oczekujących na mieszkanie. W związku z powyższym gmina musi zapewnić dwa lokale mieszkalne, dla pana Lecha i drugi dla jego żony i dzieci.
W ubiegłym roku rozmawialiśmy z pełnomocnikiem właściciela kamienicy Andrzejem Dziewałtowskim-Gintowtem z Krakowa. Spytaliśmy, dlaczego właśnie on otrzymał eksmisję z zajmowanego lokalu.
- Nie mogę nic powiedzieć w tej sprawie, ponieważ jestem pełnomocnikiem profesjonalnym. Nie dowie się pan ode mnie niczego, bo mnie obowiązuje tajemnica. Chce się pan dowiedzie szczegółów kto, co, dlaczego, ja na takie pytania niestety nie mogę udzielać odpowiedzi. Proszę sobie przeczytać ustawę, tam jest napisane, że nie mogę - usłyszeliśmy.
ZNOWU LISTA BEZ NIEGO
Lech Szarata mając już jedną nauczkę, że nie został na listę oczekujących na mieszkanie wciągnięty, cały czas pilnował, żeby na liście sporządzanej na rok 2013 oczekujących na mieszkanie się znaleźć.
Do 15 listopada 2012 r. w gminie opracowywany był projekt listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego. Zgodnie z zapewnieniami komisji mieszkaniowej Lech Szarata miał na tej liście się znaleźć. Jednak po wywieszeniu listy na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego okazało się, że Lech Szarata na niej nie figuruje.
W minionym tygodniu Lech Szarata skontaktował się ponownie z naszym reporterem.
- Chodzi mi o to, co pan Ryszard Saja razem z burmistrzem powiedzieli. Obiecywali, że w październiku 2012 r. będę wciągnięty na listę oczekujących na mieszkanie, a do dzisiaj nie jestem. Słowo urzędnika powinno być słowem odpowiedzialnym i powinni odpowiadać za to materialnie. To co ja mam zrobić, ile ja mam czekać, jak od czerwca 2011 r. czekam. W tym roku miną 2 lata, a ja jeszcze nie jestem na liście. Jestem tylko potrzebny, jak są wybory. Tak pięknie obiecują, a teraz mają mnie serdecznie gdzieś. Mam sądową separację i chcę się od tej kobiety po prostu uwolnić. Mi nie zależy, ja nawet na wioskę mogę iść. Ja dużo nie potrzebuję, a mówią, że nie ma pieniędzy. Z PCPR na moje kalectwo dostaną na remont mieszkania pieniądze. Ja nie wiem, czy tutaj jest brak wyobraźni, czy co? Sądzę, że urzędnikom się nie chce. Wszystko jest do załatwienia, tylko wystarczy troszkę wyobraźni. I wszystko może być dobrze, żeby tylko do ludzi podchodzili z sercem, a nie zbywali. Jestem taki, jaki jestem i trudno. Ja byłem na kalectwo przygotowany i nauczyłem się tak żyć - powiedział Lech Szarata.
WRÓCI DO WYKUPU
Burmistrz Ewaryst Matczak sceptycznie odniósł się do sprawy wyremontowania ewentualnego lokalu Lechowi Szaracie przez PCPR. Twierdził, że po pierwsze, to gmina musi taki lokal posiadać, a w tej chwili takiego lokalu nie posiada. Po drugie burmistrz twierdzi, że pieniądze na remont z PCPR są niewielkie.
- Na remont łazienki dają 3.000 zł, a remont często kosztuje 8.000 zł. PCPR daje pieniądze, ale to wszystko jest mało. Pan Szarata musi mieć mieszkanie na parterze. A jeśli chodzi o lokal dla tego pana na wsi, nie wiem czy jest to dobry pomysł. Na razie tego pana nikt nie wyrzuca, dopóki będziemy dopłacać różnicę w czynszu. Jeżeli my będziemy płacić i pan Szarata będzie płacił swoją część, to nikt go z mieszkania nie wyrzuci. Ja przedstawię propozycję wykupu tej kamienicy Radzie, tylko nie wiem, jaki będzie efekt. Jak się nie zgodzą na wykup, trzeba będzie stamtąd wszystkich wyprowadzić - powiedział burmistrz Matczak.
TO POMYŁKA
Burmistrz dopytywany przez reportera o umieszczenie Lecha Szaraty na liście oczekujących na lokal, zadzwonił do zajmującego się sprawami mieszkaniowymi urzędnika Dariusza Głowackiego. Od niego usłyszał, że stworzona w listopadzie lista jest tylko propozycją i były względem niej odwołania.
31 stycznia - zdaniem burmistrza - pan Szarata ma być umieszczony na liście. - Na liście jest około 100 osób oczekujących. Ponadto około 50 osób nie dostało się w ogóle na listę. Oprócz braku pracy, mieszkania to jest kolejny problem - dodał burmistrz.
Przewodniczący komisji mieszkaniowej Ryszard Saja tłumaczył, że nieumieszczenie pana Szaraty na liście jest winą zmian personalnych w Urzędzie.
- Zaszła pomyłka i tylko dlatego pan Szarata nie został wciągnięty na listę. Była zamiana pracownika w mieszkaniówce. Jesteśmy na etapie odwołań. Pan Szarata będzie na liście umieszczony w najbliższych dniach - uspakajał Ryszard Saja.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1093 (4/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze