Reklama

Nogę odjęła cukrzyca, mieszkania pozbawi eksmisja

Niepełnosprawny Lech Szarata ma żal do gminy, że 4 lata temu umieściła jego rodzinę w lokalu kamienicy przy ul. Szkolnej 2, której nie była właścicielem. Dziś doszło do tego, że 6 sierpnia w sądzie odbędzie się rozprawa o eksmisję jego rodziny z mieszkania.

      fot. Paweł Lachowicz

Strzelno, kamienica, rozprawa, eksmisja, mieszkanie
     Nogę odjęła cukrzyca, mieszkania pozbawi eksmisja
     6 sierpnia w sądzie odbędzie się rozprawa o eksmisję z zajmowanego mieszkania rodziny Lecha Szaraty. Z wnioskiem takim wystąpił pełnomocnik właścicielki kamienicy Edith Appelbaum, radca prawny Andrzej Dziewałtowski-Gintowt. Prawdopodobnie kolejne rodziny z tej kamienicy czeka taki sam los. Jeszcze w ubiegłym roku gmina, mając zarząd przymusowy nad kamienicą, miała szansę ją kupić. Nie zgodzili się na to radni. Od 6 czerwca zarząd gminy nad kamienicą wygasł.

     PRZYMUSOWY ZARZĄD
     Kamienica przy ul. Szkolnej 2 w Strzelnie znajdowała się w zarządzie przymusowym Urzędu Miejskiego już od czasów powojennych, kiedy z miejscowości wysiedlani byli Żydzi. W 2008 r. prawowici właściciele upomnieli się o swoją własność. Spadkobierczynią nieruchomości była mieszkanka Izraela Berta Lippman, która nabyła kamienicę w drodze spadkowej po swoim mężu Maxie Moshe Lippmanie. Kamienica stanowi obecnie własność Edith Appelbaum, która ustanowiła swoim pełnomocnikiem radcę prawnego Andrzeja Dziewałtowskiego-Gintowta z Krakowa.
     Od 2008 r. trwały rozmowy dotyczące przejęcia kamienicy przez gminę Strzelno pomiędzy burmistrzem Ewarystem Matczakiem, a Kancelarią radców prawnych J. Stelmach, A. Dziewałtowski-Gintowt, A. Kłos s. c. z Krakowa.
     W budynku zasiedlanym w ubiegłych latach przez gminę Strzelno mieszka obecnie 8 rodzin, razem 24 osoby.
     WŁAŚCICIEL Z IZRAELA
     Prawnicy właścicielki pytali od 2008 r. o koszty utrzymania i stan techniczny kamienicy, o ilość mieszkających tam ludzi oraz dochody osiągane z administrowania kamienicą, uzasadniając to zamiarem przejęcia zarządu tej nieruchomości. Już wówczas zachodziło podejrzenie, że Berta Lippman będzie chciała przejąć administrację nad kamienicą, lub ją po prostu sprzedać.
     W związku z tym, burmistrz już w 2008 roku podjął rozmowy w tej sprawie deklarując chęć kupna tej kamienicy. W prowadzonych rozmowach zaznaczał jednak, że gmina będzie gotowa do kupna, jeśli tylko cena będzie odpowiednia. W związku z zainteresowaniem gminy kupnem w/w nieruchomości zarówno w całości jak i w odniesieniu do budynku mieszkalnego, Berta Lippman zgodziła się podjąć negocjacje w tej sprawie.
     Sprawa poruszona została także przez burmistrza w trakcie jednej z sesji Rady Miejskiej w lutym 2009 r. Wówczas Ewaryst Matczak zwrócił się z prośbą o zainteresowanie się tą sprawą Komisji Rolnej, Ochrony Środowiska, Mienia Komunalnego i Mieszkalnictwa. Po wspólnym spotkaniu ówczesnej komisji budżetowej i mieszkaniowej radni stwierdzili, że sprawa jest bardzo poważna. Jednak do września 2011 r. w sprawie zakupu kamienicy przez gminę Strzelno nic się nie działo.
     Burmistrz otrzymał list skierowany przez lokatorów zamieszkałych w tej kamienicy z prośbą o jej wykup przez gminę. W celu ochrony lokatorów przed nowymi stawkami czynszu ustalonymi przez właściciela kamienicy (10 zł za 1m2) burmistrz zamierzał przejąć nieruchomość i włączyć ją w zasoby komunalne gminy. Powołany rzeczoznawca majątkowy 28 maja 2011 r. określił wartość rynkową nieruchomości na kwotę 296 tys. zł.
     RADNI NIE CHCĄ KUPIĆ
     Sprawa jak bumerang powróciła pod obrady sesyjne we wrześniu 2011 r., jednak wówczas nie było zgody Rady Miejskiej na zakup kamienicy. Radny Marian Mikołajczak w imieniu komisji budżetu i finansów mówił, że radni tej komisji są przeciwni kupnie kamienicy. Radni uważali, że kwota bliska 300 tys. zł powinna być włożona w remont kamienicy przy ul. Michelsona, którą gmina nabyła w 2008 r. przed trzema laty, gdzie nic się nie dzieje.
     - Niewątpliwie tutaj istnieją pewne społeczne przesłanki, chociaż uważamy, że w tym przypadku mamy do czynienia z takim małym szantażem ze strony właściciela, jeśli gmina nie wykupi, to zostanie podniesiony czynsz rodzinom tam mieszkającym - tłumaczył Marian Mikołajczak. Propozycja, którą przedstawił radny była taka, żeby kwotę wyznaczoną na zakup kamienicy przy ul. Szkolnej przeznaczyć na remont kamienicy przy Michelsona.
     - Jeśli zdarzy się tak, że rzeczywiście czynsz lokatorom przy ul. Szkolnej zostanie drastycznie podniesiony, to wówczas przenieśmy te rodziny do lokali na Michelsona. Zyskamy tym samym 14 mieszkań i to zdaniem komisji byłoby rozwiązaniem znacznie lepszym - dodał radny Mikołajczak.
     Innego zdania był wówczas radny Ryszard Saja, przewodniczący komisji mieszkaniowej. Tłumaczył radnym, że na chwile obecną (wrzesień 2011 r.) gmina ma 97 rodzin oczekujących na mieszkania. Jego zdaniem niepodjęcie tej uchwały zwiększy liczbę oczekujących na mieszkania do 104 rodzin. - Niedługo podejmować będziemy uchwałę o wykupie mieszkań komunalnych. Sześć z tych rodzin na pewno wykupi zajmowane mieszkania i część wydanych pieniędzy na wykup kamienicy się nam zwróci. A tak te rodziny przyjdą na garnuszek gminy, bo nie stać ich będzie na płacenie siedmiokrotnego czynszu. Nikt temu nie podoła - mówił radny Saja.
     Już po wrześniowej sesji w ubiegłym roku burmistrz powiedział nam, że wynegocjował cenę 210 tys. zł za kupno tej kamienicy przy ul. Szkolnej. Radnym podczas wrześniowej sesji 2011 r. o tym jednak nie mówił.
     GMINA NIE MA JUŻ ZARZĄDU
     Od września 2011 r. trwało stopniowe przejmowanie kamienicy przez właścicielkę. 4 czerwca tego roku gmina podpisała z właścicielem protokół zdawczo - odbiorczy kamienicy. Nie ma nad nią już przymusowego zarządu.
     PISMO O EKSMISJĘ
     Jednym z lokatorów kamienicy jest rodzina Lecha Szaraty. W kamienicy mieszka od 4 lat z żoną Haliną, z którą jest w separacji, córką Anną i synem Marcinem. Zajmują w budynku mieszkanie o powierzchni 48 m2. W mieszkaniu zameldowany jest jeszcze jego najstarszy syn Sylwester, który w tej chwili nie przebywa z rodziną. Wcześniej mieszkali w budynku na Placu Świętokrzyskim.
     - Gmina dała nam mieszkanie tutaj, bo w poprzednim, które zajmowaliśmy była niesamowita wilgoć, nie dało się tam mieszkać, podłogi się zarywały i Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał decyzję o rozbiórce tamtego domu - opowiada reporterowi Pałuk Lech Szarata.
     Obecnie od prawowitego właściciela rodzina Lecha Szaraty otrzymała pismo o eksmisji z zajmowanego mieszkania. Rozprawa sądowa odbędzie się 6 sierpnia. Dodatkowo wyjaśnienia wymaga sprawa płaconego od lutego tego roku czynszu. Rodzina Lecha Szaraty cały czas płaciła go - jak mówi - do kasy Urzędu Gminy
     - Obecnie pieniądze za mieszkanie trzeba wysyłać do prawnika, do Krakowa. Z kolei za luty, marzec, kwiecień, maj, za cztery miesiące niestety gmina niech im zapłaci. Prawnik z Krakowa wzywa nas do zapłaty, lecz my płaciliśmy do gminy. A gmina nie chce im zapłacić - mówi Lech Szarata.
     NIE MA GO NA LIŚCIE
     W ubiegłym roku nasz czytelnik złożył wniosek do Urzędu Miejskiego o przyznanie mu mieszkania z zasobu gminy. Jednak w związku z tym, że wniosek wpłynął po 21 października 2011 r., kiedy w gminie opracowywany był projekt listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego, nie został on ujęty na liście osób oczekujących na mieszkanie. 31 października otrzymał o tym fakcie informację z Urzędu Miejskiego i miał prawo do dnia 31 grudnia na odwołanie, jednak z tego prawa nie skorzystał.
     - Komisja mieszkaniowa robi co chce, a wiem, że są wnioski i ludzie dostają mieszkania poza kolejnością. Porządni ludzie czekają na mieszkania, a alkoholicy dostają poza kolejnością i meliny robią. Ja nie chcę tutaj mieszkać, bo jest to prywatne i co roku mogą podwyższać czynsz, bo takie mają prawo. A mnie na to nie stać - powiedział Lech Szarata.
     Jednocześnie żona pana Lecha, z którą przebywa w separacji, również złożyła odrębny wniosek o przydział mieszkania dla niej i 2 dzieci. Pomimo, że jej wniosek również złożony został po terminie, żona pana Lecha odwołała się od projektu. Komisja mieszkaniowa rozpatrzyła jej odwołanie pozytywnie i została ona ujęta na liście na pozycji 99.
     Lech Szarata mówi: - W Strzelnie nie ma żadnych mieszkań, kupili ten dom na zakręcie (ul. Michelsona przyp. pal.) i mówią, że w przeciągu 4 lat ten dom wyremontują. I nic.
     JEST ROZGORYCZONY
     Bo sam, jako kaleka nic nie może zdziałać. Z zawodu jest murarzem, obecnie przebywa na zasiłku socjalnym z opieki społecznej w wysokości 477 zł. Wykonywanie pracy zawodowej uniemożliwiło mu kalectwo. 3 lata temu w wyniku zaawansowanej cukrzycy odjęto mu nogę. Dodatkowo w wyniku choroby cukrzycowej traci wzrok. W celu polepszenia wzroku przeszedł już szereg operacji i niebawem czeka go następna.
     - Kątem oka lepiej widzę, ale do miasta boję się sam pojechać, żebym czasem z krawężnika nie zjechał. Wyjeżdżam tylko do bramy, jak po mnie przyjeżdżają i zabierają do „różowego domku” (ŚDS w Strzelnie przyp. pal). W tej chwili pani okulistka powiedziała, że mogę trochę telewizję oglądać i poczytać gazetę, ale widzę tylko jak jest gruba czcionka. Jakieś pocieszenie jest, ale jak to będzie z tym wzrokiem zobaczymy w praktyce. Daj Boże, żeby mi się polepszyło - mówi.
     BOI SIĘ EKSMISJI
     Lech Szarata zgłosił fakt otrzymania pisma o eksmisji do Urzędu Miejskiego w Strzelnie. W czwartek 12 lipca został wezwany na komisję mieszkaniową. Komisja w składzie: przewodniczący radny Ryszard Saja i członkowie Zofia Krukowska i Henryk Filipczak oraz przedstawiciel Urzędu Miejskiego Joanna Kaszyńska wytłumaczyli panu Lechowi, dlaczego nie został ujęty na liście. Komisja zadeklarowała, że na przełomie października i listopada, gdy tworzony będzie projekt listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego na następny rok, pan Szarata zostanie na liście ujęty.
     Stwierdzili jednak, że sprawa przyjmie inny wymiar w przypadku wyroku eksmisyjnego. - Pan Szarata ma nam dostarczyć wyrok sądowy nakazujący eksmisję. W tym przypadku będziemy musieli znaleźć dla niego lokal mieszkalny - powiedział nam Ryszard Saja.
     Pan Szarata boi się eksmisji, gdyż nie wie co się z nim stanie. Twierdzi jednak, że nie stać go na mieszkanie przy ul. Szkolnej, gdyż nigdy nie wiadomo, co będzie z czynszem.
     - Jeszcze latem, to latem, ale zimą, gdzie się podziejemy, mamy zamieszkać w ziemiance. Tutaj burmistrz nie rządzi, tu urzędnik rządzi. Jak dali nam tutaj mieszkanie, jak remont robiłem mogli powiedzieć nie rób pan, bo nie wiadomo jak będzie. I jeszcze pretensje mieli, bo mieli pomóc, a w rezultacie ja wszystko własnymi rękami zrobiłem, mimo że mnie noga bolała. Rachunki mam za wszystko z remontu, a kto mi teraz to teraz zapłaci. Tutaj był tylko korytarz i duży pokój ja przedzieliłem go na połowę, żeby dwa pokoje były. Tutaj zrobiłem kuchnię, łazienkę i ubikację. Nie liczy się to co człowiek wydał na remont materiału, ani robocizny, nikt tego nie uwzględnia. W imię czego, bo w czynie społecznym kiedyś się robiło. Nikt się nie interesuje, kompletnie nikt. Jak się idzie do gminy, to przyjmują nie jak petenta, tylko jak chciany, czy niechciany. W naszym urzędzie po prostu wszystko jest z musu. Ale o siebie to będą dbali. Mamy sprawę o eksmisję, a urząd nie polecił nam prawnika z urzędu, żeby nas reprezentował w sądzie. Tylko brać pieniądze. Ja rozumiem, że trzeba płacić za wszystko, ale również można pomóc, jeżeli taka sytuacja nastała - mówi Lech Szarata
     Spytaliśmy radnego Ryszarda Saję, co teraz stanie się z panem Lechem. Radny Saja odpowiedział, że jeżeli będzie wyrok eksmisyjny, to gmina i komisja mieszkaniowa będą musiały znaleźć mu mieszkanie. - Jeżeli potrwa to dłużej, to pan Szarata na pewno będzie na liście umieszczony i sami go umieścimy, bez tych jego odwołań. Widać, że właściciel nie widział na oczy lokatorów, bo jakby popatrzył na pana Szaratę na pewno nie byłby jako pierwszy do eksmisji - dodał Ryszard Saja. Dodał przy okazji, że gdy Lech Szarata przyjechał wózkiem na komisję mieszkaniową, 12 lipca członkowie komisji zeszli na parter budynku Urzędu Miejskiego i przyjęli go w pokoju nr 1 na parterze, a nie jak w innych przypadkach posiedzenia odbywają się na piętrze budynku i wysłuchali jego bolączek. - Mieszkań nie ma i wie pan, jaka jest smutna prawda. Najczęściej mieszkania pozyskujemy, gdy ktoś umrze, a dla pana Szaraty musi być parter i to z odpowiednimi standardami - dodał radny Saja.
     CZASAMI SĄ WYJĄTKI
     Odparł też zarzuty Lecha Szaraty, jakoby komisja mieszkaniowa przydzielała lokale osobom spoza listy oczekujących. Przyznał jednak, że są wyjątki. - Jest na przykład pokoik, który się nie nadaje do zamieszkania przez rodzinę i żadna rodzina go nie przyjęła, a jest człowiek który wychodzi np. z zakładu karnego i nie ma się gdzie podziać. Dostał pracę i my go sprawdzamy jak się zachowuje w tej pracy i czy pije i jak jest w porządku to trzeba takiemu człowiekowi pomóc. A jest to tylko pokoik, który nic nie dałby rodzinie. Czasami dostanie ktoś, kto jest pod koniec listy, lecz staramy się przydzielać według listy. Ale każdy oczekujący ma prawo odwołać się od naszej decyzji - powiedział Ryszard Saja.
     BEZ ZŁUDZEŃ
     Burmistrz Ewaryst Matczak nie ma złudzeń. Twierdzi, że w niedługim czasie prawdopodobnie wszyscy z kamienicy przy ul. Szkolnej otrzymają od właściciela eksmisję. - Jest to mienie pożydowskie. Jeżeli sąd wyda wyrok eksmisji, na pewno będzie wskazanie, że gmina ma przyznać lokal socjalny, a gmina nie ma takiego lokalu. Wówczas to pan radca prawny z Krakowa Andrzej Dziewałtowski będzie musiał złożyć ponownie wniosek do sądu o płacenie czynszu przez gminę. Dlatego, że tych lokatorów my umieściliśmy w tym budynku, więc my będziemy płacić czynsz za lokatorów. Byś może lokatorzy część zapłacą. Właściciel nie może ich wyrzucić na ulicę - powiedział naszemu reporterowi burmistrz Matczak.
     W TYM ROKU RUSZY REMONT
     Odnośnie kamienicy przy ul. Michelsona, gdzie docelowo miało powstać 14 lokali mieszkalnych burmistrz stwierdził, że gmina nie mogła podjąć się jej remontu bez uzyskania odpowiednich dokumentów. Obecnie gmina posiada już ekspertyzę przeciwpożarową oraz wytrzymałościową tego budynku, a w fazie realizacji jest dokumentacja remontowa.
     - Wystąpiliśmy do Ministerstwa Infrastruktury o pewne odstępstwa, bo klatka schodowa była trochę za wąska i taką zgodę mamy. Dokumentacja jest na ukończeniu i mam nadzieję, że w tym roku rozpoczniemy remont. Nie wyremontujemy całości od razu. I nie wiadomo, kto tam te mieszkania dostanie, o tym decydować będzie komisja mieszkaniowa - powiedział burmistrz Matczak.
     PEŁNOMOCNIK MILCZY
     Skontaktowaliśmy się w sprawie Lecha Szaraty z pełnomocnikiem właściciela kamienicy Andrzejem Dziewałtowskim-Gintowtem z Krakowa. Spytaliśmy, dlaczego właśnie on otrzymał eksmisję z zajmowanego lokalu.
     - Nie mogę nic powiedzieć w tej sprawie, ponieważ jestem pełnomocnikiem profesjonalnym. Nie dowie się pan ode mnie niczego, bo mnie obowiązuje tajemnica. Chce się pan dowiedzie szczegółów kto, co, dlaczego, ja na takie pytania niestety nie mogę udzielać odpowiedzi. Proszę sobie przeczytać ustawę, tam jest napisane, że nie mogę - usłyszeliśmy.

Paweł Lachowicz
Film można zobaczyć w zakładce Filmy na stronie www.palukitv.pl
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1066 (29/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości