Zacieki widoczne są też na zewnętrznych murach budynku nr 37 w Bożejewicach
fot. Magdalena Lachowicz
Bożejewice, grzyb, dach, lokatorzy, budynek komunalny
Nowy groźny lokator, wszedł przez dziurawy dach
Lucyna Bonder wie, że zalega z opłatami czynszowymi do gminy. Mówi jednak, że nie ma z rodziną wyjścia, sami muszą przeprowadzać remonty, bo gmina od 17 lat nic w budynku nie zrobiła. Burmistrz Ewaryst Matczak twierdzi natomiast, że gdyby wszyscy lokatorzy tego 15-rodzinnego domu spłacili zadłużenie, które wynosi w tej chwili około 25.000 zł, to gmina naprawiałaby dach. I koło się zamyka.
CIURKIEM DO MIESZKAŃ
W gminnej posesji nr 37 w Bożejewicach (gm. Strzelno) mieszka 15 rodzin. Nieruchomość należała kiedyś do majątku, który znajdował się we wsi. Później administrowanie domem przejęła gmina. Najpierw zarządcą domu był ZGKiM, a od 6 lat posesją administruje Urząd Miejski w Strzelnie. Budynek jest piętrowy. 14 rodzin zajmuje takie same mieszkania składające się z przedpokoju, kuchni i pokoju. Tylko rodzina Lucyny Bonder zajmuje pomieszczenia na dwóch kondygnacjach budynku, w związku z czym jej mieszkanie składa się z 3 pokoi, przedpokojów oraz kuchni. Z kuchni ma też wygospodarowany kantorek, który służy za kotłownię.
Oprócz tego, że wszystkie rodziny w wielorodzinnym domu zmagają się z brakiem kanalizacji i łazienek w mieszkaniach (pisaliśmy o tym w numerze 15/2013), Lucyna Bonder wraz z rodziną walczy z wiecznym zalewaniem jej mieszkania, spowodowanym cieknącym dachem. W mieszkaniu z panią Lucyną mieszkają mąż Eugeniusz oraz piątka dzieci: Agata, Hubert, Sebastian, Julia i Marta. Czwórka z nich jest jeszcze w wieku szkolnym. Cała rodzina utrzymuje się z pracy zawodowej pana Eugeniusza, który zarabia niewiele. Z tego muszą opłacić mieszkanie, zapłacić za prąd, gaz oraz przez miesiąc po prostu żyć. Mówią, że żyją bardzo skromnie, do tego zmuszeni są do remontowania mieszkania, szczególnie pokoi na piętrze, które notorycznie zalewane są przez cieknącą z dziurawego dachu wodę.
Z sufitu w pokojach mieszkania Lucyny Bonder kapie woda. W tej chwili jest tam już grzyb, a woda cieknie po ścianie, często po przewodach elektrycznych.
fot. Magdalena Lachowicz
POJAWIŁA SIĘ ASTMA
Wilgoć panująca w mieszkaniu i zagrzybione ściany doprowadziły do choroby jednej z córek, u której lekarze wykryli astmę. - W mieszkaniach mamy niesamowitą wilgoć, ze trzy, a nawet cztery razy do roku musimy sobie na ścianach walnąć jakiś malunek, żeby było elegancko, żeby nie było widać czarnej ściany - mówiła w imieniu wszystkich inna mieszkanka tego domu Alicja Kwiatkowska. Jednak lokatorzy, którzy rozmawiali z naszym reporterem, zgodnie przyznali, że najgorszą wilgoć w mieszkaniu ma jednak rodzina Bonderów.
To, co zobaczyliśmy na ścianach w pokoju, gdzie śpią dzieci pani Lucyny, wprowadziło nas w osłupienie. Ściana czarna jak węgiel, zalany sufit i przewody elektryczne, zawilgocona podłoga, przez którą niemalże można spaść piętro niżej. Winny takiego zawilgocenia mieszkania, zdaniem Lucyny Bonder, jest dziurawy dach posesji.
- Ja wiem, że im zalegam z czynszem, ale ja też muszę się jakoś bronić. Non stop tylko wymieniam płyty i ciągle w mieszkaniu remonty robię. Niech gmina zrobi dach, to ja wtedy pieniądze, które tracę na remonty, będę przekazywała na zaległość w gminie - mówiła Lucyna Bonder.
Z informacji uzyskanej od pani Lucyny wynika, że ostatni gruntowny remont mieszkania rodzina wykonała w ubiegłym roku. Założone zostały wówczas na wszystkich ścianach płyty kartonowo-gipsowe. Na szczytowej ścianie pokoju córek państwa Bonderów założony został specjalny stelaż z profili i płyt kartonowo-gipsowych, który miał oddzielić pokój od zagrzybionego muru budynku. Wykonując ten stelaż państwo Bonder mieli nadzieję, że ściany nie będą wilgotniały. Nadzieje okazały się płonne, ściany są i tak całe czarne.
- Nie zliczę już, ile razy było tutaj remontowane i wszystko na nic. Przy oknie wstawiliśmy blachy, bo leciała woda do mieszkania. W niektórych miejscach woda przecieka na dół mieszkania. Nie wymienię nawet pani, jakie mam tutaj sposoby, żeby jakoś to ogarnąć. Ratujemy się, jak możemy. A wszystko tutaj i tak gnije - mówi Lucyna Bonder.
W ubiegłym roku burmistrz wyraził zgodę, by w ramach zadłużenia rodzina Bonderów naprawiła częściowo dach, w miejscu nad swoim mieszkaniem. Kupili dwie rolki papy i położyli ją na dachu. Nie przyniosło to żadnego efektu.
BRAK REMONTÓW
Zdaniem pani Lucyny, gmina już od 17 lat nie reaguje na zgłoszenia o konieczność remontu w jej mieszkaniu i remontu dachu.
- Pierwszy taki generalny remont przeprowadziliśmy dzięki pomocy teściowej, ale i tak zaczęło lecieć. I konieczny był kolejny remont i tak w kółko, my remontujemy, a woda robi swoje. Więc się wkurzyłam i przestałam im płacić czynsz, bo pieniądze pochłaniały kolejne remonty. Ale kto na tym wygrał, no gmina, bo zadłużenie rośnie, ja remontu nie mogę się doczekać i jeszcze zadłużenie muszę spłacić. Staram się jak tylko mogę na bieżąco płacić czynsz i spłacać zadłużenie. Ja nie mówię, że nie jestem im winna, no jestem winna, ale oni niech też się odrobiną dobrej woli wykażą i przyślą kogoś, kto naprawi to raz a dobrze - mówi pani Lucyna.
Zdaniem pani Lucyny, jej rodzina naprawiłaby część dachu, jednak belki stropowe są tak zniszczone, że najpierw trzeba byłoby te belki wymienić. - Te deski, to niebawem wpadną mi do pokoju. Takie są zniszczone i popękane. Cztery lata temu był tutaj nawet pan Maciej Matuszkiewicz z nadzoru budowlanego, to był w szoku, jak to zobaczył, nakazał gminie remont, ale nic w tej kwestii się nie zmieniło - dodaje Lucyna Bonder.
NIE PŁACĄ
Starszy specjalista do spraw administracji budynków komunalnych w Urzędzie Miejskim w Strzelnie Sylwia Kowalska uważa, że mieszkańcy posesji w Bożejewicach płacą bardzo niski czynsz za mieszkania. W gminie Strzelno obowiązują cztery stawki opłaty czynszowej za mieszkania komunalne. Najwyższą stawkę płacą lokatorzy komunalnych bloków mieszkalnych wyposażonych we wszystkie media, tam czynsz wynosi 1,73 zł za 1 m2. Kolejne stawki za 1 m2 to 1,47 zł i 1,21 zł. W mieszkaniach wyposażonych tylko w jedno urządzenie techniczne stawka wynosi 0,95 zł za 1 m2.
Jej też zdaniem, gmina nie przeprowadza generalnego remontu budynku w Bożejewicach, gdyż lokatorzy notorycznie zalegają w gminie z czynszem. Na 15 zamieszkałych tam rodzin zaległość w całej posesji na dzień 9 kwietnia wynosiła 24.441,68 zł. Tylko 3 rodziny zamieszkałe w tej posesji płacą czynsz na bieżąco, a 2 rodziny mają miesięczny poślizg w płaceniu czynszu. Najwyższe zadłużenie wygenerowane przez jedną z rodzin w posesji wynosi 7.924,51 zł, z czego 645,66 zł stanowią same odsetki.
Burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak twierdzi, że w budynku jest problem z zaległościami czynszowymi mieszkańców. Ludzie - jego zdaniem - się wzajemnie kontrolują i wiedzą, kto nie płaci. Jak wiedzą, że ktoś nie płaci, to pojawia się zaraz lawina protestów. - Dlatego staramy się naprawiać tylko to, co jest konieczne, np. dach, kiedy cieknie. Staramy się naprawiać na tyle, na ile starcza nam pieniążków - mówi burmistrz Matczak. Jeżeli zgłoszenie zagraża życiu lokatorów, w tym czyszczenie kominów, awaria instalacji elektrycznej, to gmina nie patrzy na zadłużenie mieszkańców, tylko od razu awarię usuwa. Natomiast w przypadkach, które nie zagrażają ludzkiemu życiu, a lokatorzy nie płacą za mieszkania, to gmina naprawy i remonty przeciąga w czasie. Burmistrz dodał, że w gminie zaległości z niepłacenia czynszów wynoszą już ponad 900.000 zł.
- Na remonty gmina musi mieć pieniądze z czynszów. Gdy my zrobimy remont w mieszkaniu, gdzie lokator nie płaci czynszu, to zaraz do gminy przyjdą ci, co płacą, z pretensjami, że tam gdzie nie płacą my remonty robimy - mówi burmistrz.
Sylwia Kowalska dodaje, że rodzina Bonder zalega gminie z czynszem. Ostatnia wpłata z tego tytułu odnotowana jest w gminie w listopadzie 2012 r. - Pani Bonder napisała wniosek o rozłożenie zadłużenia na raty, ale się do tego nie stosuje. Ludzie za prąd muszą płacić, bo wiedzą, że przyjdzie energetyka i im prąd odetnie, a za mieszkanie uważają, że płacić nie trzeba. My na terenie Strzelna mamy chyba najniższe czynsze w okolicy. Jak dzwonią ludzie z Mogilna, czy Kruszwicy, to się śmieją, że mamy takie niskie stawki czynszu, a ludzie i tak nie płacą - mówi Sylwia Kowalska.
Lucyna Bonder przyznała, że czynsz za mieszkanie nie jest wysoki, ale śmieci i wywóz szamba pochłaniają sporą kwotę. W sumie - jak powiedziała - za mieszkanie ma naliczone 170 zł i do tego 30 zł doliczane jest na poczet zaległego czynszu. - Ale co ja mam zrobić, jak mnie nie stać na zapłacenie za mieszkanie, bo mąż sam pracuje, a zarobki są, jakie są. Do tego wieczne remonty, a materiał też kosztuje i to nie mało. Ja się cieszę, że mam to mieszkanie, ale też chcę tutaj żyć jak człowiek - mówi Lucyna Bonder.
DACH MOŻE POKLEJĄ
Burmistrz Matczak twierdzi, że pomysł ugody, iż państwo Bonder w ramach zaległości dokonają jakiś remontów, nie jest dobry. Jego zdaniem, dla gminy byłoby lepiej, gdyby zadłużenie po prostu spłacili.
- Nam nie chodzi o to, żeby oni robili tam remonty, które do nas należą. My chcemy, aby oni spłacili nam zaległości. Z zaległości, jakie winni są mieszkańcy tego budynku, gmina wykonałaby cały dach na posesji. My wolimy, żeby państwo Bonder spłacili nam zadłużenie, a my wtedy wykonamy niezbędny remont - mówi burmistrz Matczak.
Jego zdaniem, gmina co roku na remont komunalnych kamienic wydaje blisko 400.000 zł i tyle też pieniędzy przeznaczone jest na ten rok. Przy zadłużeniu lokatorów 900.000 zł.
- Dach może w tym roku jedynie pokleimy, żeby nie ciekło, ale na wymianę wraz z deskami nas po prostu nie stać - zadeklarował burmistrz Ewaryst Matczak.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1105 (16/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze