Reklama

Numer na 200 złotych

Właściciel sklepu w Sławsku Dolnym Robert Błaszak opowiada, w jaki sposób klientka narodowości romskiej okradła ekspedientkę w jego sklepie

     fot. Paweł Lachowicz

Sławsko Dolne, policja, kradzież, pieniądze
     Numer na 200 złotych
    Kobieta narodowości romskiej kupiła cukier i położyła na sklepowej ladzie banknot 200 zł. Po wydaniu jej reszty poprosiła o olej. W końcu z wszystkiego zrezygnowała. Jej syn w tym czasie robił w sklepie sztuczne zamieszanie. W końcu kobieta nic nie kupując wyszła ze sklepu z banknotem 200 zł, a stan kasy sklepowej zmniejszył się o 110 zł.

     TEORIA
     Na czym polega tzw. numer na 200 złotych, w wyniku którego można okraść sprzedawczynię praktycznie w każdym sklepie.
     Sztuczka ta polega na tym, że do sklepu wchodzą co najmniej dwie osoby. Jedna z nich, zazwyczaj kobieta, prosi o drobny towar i płaci banknotem 200-złotowym. Ekspedientka wydaje resztę, często w drobnych banknotach. W tym czasie druga osoba, która weszła do sklepu, a jest to zazwyczaj dziecko, robi sztuczne zamieszanie w sklepie. Kobieta w tym czasie prosi jeszcze o inny towar znajdujący się w takim miejscu, by ekspedientka musiała się odwrócić. W tym czasie kobieta część wydanych przez ekspedientkę drobnych pieniędzy chowa do kieszeni. Reszta pieniędzy zazwyczaj dalej leży na ladzie, tak, aby nic ekspedientce nie podpadło. Następnie niby niezadowolona z zakupów, kobieta rezygnuje z kupionego już towaru i prosi o oddanie 200-złotowego banknotu. Dzieciak, w tym czasie cały czas hałasuje w sklepie i stara się rozproszyć uwagę sprzedawcy. Gdy kobieta otrzymuje swój banknot, wychodzi czym prędzej ze sklepu. Nim ekspedientka zorientuje się, że brakuje pieniędzy, po klientach nie ma już śladu.
     PRAKTYKA
     Taki właśnie modelowy scenariusz kradzież pieniędzy miał miejsce w sklepie spożywczo-przemysłowym w Sławsku Dolnym, w pierwszy dzień wiosny około 15:30.
     - Kobieta narodowości romskiej z synem, który miał tak koło 13-15 lat weszli do sklepu i poprosili o cukier, twierdząc, że pilnie go potrzebują. Pani Beata (ekspedientka sklepu przyp. pal) podała jej ten cukier, ona podała jej 200 zł. A że w kasie mieliśmy drobne, to pani Beata wydała drobnymi. W tym czasie dzieciak robił zamęt biegając po sklepie w tę i z powrotem, a to ruszał cukierki i winogrono i pytał niby, w jakiej to cenie. Kobieta wówczas poprosiła jeszcze o olej - opowiada właściciel sklepu Robert Błaszak.
     W momencie, gdy ekspedientka przyniosła olej, kobieta miała stwierdzić, że jednak nie chce nic z tych zakupów, bo nie chce takich drobnych pieniędzy. Oddała pieniądze ekspedientce, chcąc odzyskać swój 200-złotowy banknot. Ekspedientka oddała jej 200 zł, a klientka niby oddała wydane jej wcześniej drobne pieniądze. Z rachunku wynikało, że kobieta powinna oddać ekspedientce około 196 zł, gdyż kilogram cukru kosztuje tam około 4 zł.
     Kobieta wyszła szybko do samochodu, a jej dzieciak trochę pobiegał jeszcze po sklepie, po czym wybiegł i wsiadł do samochodu, którym natychmiast się oddalili z miejsca wydarzeń.
     - Beata po chwili zorientowała się, że jest coś nie tak. Zrobiła raport, przeliczyła pieniądze i okazało się, że w kasie jest 110 zł na minusie. Błąd zrobiła Beata, że biorąc od niej te pieniądze nie przeliczyła ich od razu. Widziała te pieniądze, bo leżały cały czas na ladzie i nie sądziła, że czegoś brakuje. Wiadomo, że jak było 180 zł w 10-złotowych banknotach, to jest 18 papierków, więc część z tego kobieta zwinęła i odjechała - opowiada Robert Błaszak.
     ODJECHALI W NIEZNANE
     Jak się okazało, kobieta narodowości romskiej była na tyle sprytna, że samochód zaparkowała w takim miejscu wsi, że nie było go widać i w momencie, gdy chłopiec, z którym była, wyszedł ze sklepu, szybko odjechała w kierunku krajowej 15.
     Właściciel sklepu poinformowany natychmiast o zdarzeniu przez swoją pracownicę pojechał na posterunek policji, by poinformować o dokonanej w sklepie kradzieży. - Przyjechała straż miejska ze Strzelna i policja, ale my tego nie zgłaszaliśmy oficjalnie jako jakąś kradzież, bo ciężko jest takich złapać, a  nawet jakby ich złapali, to kto im udowodni, że to są moje pieniądze - dodał Robert Błaszak.
     Wracając do sklepu właściciel podjechał na stację benzynową, pytał, czy może takie osoby tankowały paliwo. Wówczas, jak mówi, można byłoby sprawdzić zapis monitoringu i w ten sposób ich wskazać. Okazało się, że na pobliskiej stacji paliw osoby narodowości romskiej w tym czasie nie tankowały paliwa, ani się tam nie zatrzymały.
     - Sprzedawca na stacji paliw opowiedział mi, że też miał kiedyś takie zdarzenie, iż kobieta narodowości romskiej kupiła papierosy „Marlboro” i również zapłaciła banknotem 200 zł, ale po chwili oddawała je, tłumacząc, iż myślała, że są tańsze. Jak oddawała mu wydane pieniądze, żądając swojego banknotu, on się zorientował, że coś kombinuje, przeliczył szybko i kazał jej oddać jeszcze 100 zł, które trzymała w ręce kryjąc je pod ladą - opowiada pan Robert.
     OSTRZEŻENIE
     Komendant strzeleńskiej Straży Miejskiej Paweł Namieśnik przyznał, że okradziony właściciel sklepu zgłosił się na policję, a że strzeleńscy policjanci mieli akurat równorzędne inne zgłoszenie, poprosili strażników o interwencję.
     - Zgłoszeń o kradzieży dokonanej przez Romów na naszym terenie mamy niewiele, ale samych zgłoszeń o ich pobycie mamy tyle, ile razy pojawią się w mieście. Czasami nawet się śmiejemy, że my jesteśmy mało wyrozumiali, co do innej rasy. Że ktokolwiek w Strzelnie się zatrzyma, to my od razu wszystko wiemy. My nie musimy ich namierzać za pomocą kamer, bo ludzie już są tak przezorni, że dzwonią od razu. Wiemy też dokładnie, że jak pojawią się w pobliżu służby mundurowe, to oni szybko się wówczas zwijają - mówi  Paweł Namieśnik.
     Po kradzieży, jaka zdarzyła się w Sławsku Dolnym, komendant przestrzega, żeby nie dawać się omamić. - Zawsze to jest klient i trzeba go obsłużyć. Ale jak zauważy się, że chcą coś kupić, a później się wycofują, to trzeba od razu reagować, bo w tym momencie już wiadomo, że im nie chodzi o towar tylko o pieniądze. Takie przypadki mógłbym na palcach zliczyć, ale mimo wszystko się zdarzają - dodał Paweł Namieśnik.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1102 (13/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości