Podczas wrześniowej sesji radni zastanawiali się, co dalej z odpadami niebezpiecznymi w miejscowości Wszedzień i jak zapobiec w przyszłości takim sytuacjom. WIOŚ w Bydgoszczy całą winą za tę sytuację obarcza starostę. Z kolei starosta i naczelnik Andrzej Stachowiak mówią, że największym problemem jest nieuczciwość przedsiębiorców, a do walki z tym brakuje odpowiednich przepisów.
UMYCIE RĄK
Podczas sesji Rady Powiatu w Mogilnie 29 września radny Robert Musidłowski powoływał się na jedno z zebrań, które dwa dni wcześniej odbyło się we Wszedniu i dotyczyło składowiska niebezpiecznych odpadów w tej miejscowości. Mieszkańcy mieli zwracać uwagę na uszkodzone pojemniki, z których wycieki wpływają wprost do gruntu. Dodał, że jest w posiadaniu pisma, w którym WIOŚ w Bydgoszczy informuje, że postępowanie zostało z ich strony zakończone, a firma Multikarbon została ukarana kwotą 20.000 zł za niestosowanie się do zaleceń WIOŚ.
- Obawy mam bardzo mocne, bo te pojemniki leżą i nic się z tym nie dzieje. Pismo, które posiadam z WIOŚ jest troszeczkę... WIOŚ umywa ręce. WIOŚ pisze, że nie prowadzi już żadnego postępowanie odnośnie miejscowości Wszedzień 20, i że wyczerpał wszystkie możliwości prawne, a postępowania odnośnie usunięcia odpadów leżą wyłącznie w gestii starosty - mówił radny Musidłowski. Radny nie rozumiał postępowania WIOŚ w tej sprawie.
- Dlaczego zwala wszystko na powiat? Przecież powiat, żeby mógł to wszystko usunąć, to trzeba mieć kilka milionów złotych. Tam są różne odpady niebezpieczne opisane różnymi kodami. Tego nie można sobie tak po prostu wywieźć. To muszą być specjalistyczne firmy - zwracał uwagę radny z Wiecanowa.
Przypomnijmy, że w sumie na teren składowiska we Wszedniu w okresie od września do grudnia 2016 r. zwieziono 858 ton odpadów, w tym 560 ton odpadów niebezpiecznych.
Radny Robert Musidłowski zwrócił się do starosty Tomasza Barczaka z takim postulatem: - Wnioskuję o zwrócenie się o pomoc do wszystkich parlamentarzystów z okręgu bydgoskiego, a także ministra środowiska Jana Szyszko.
DZIAŁANIA NIEUCZCIWE
Do przedstawionych przez radnego Musidłowskiego informacji odnosili się starosta Tomasz Barczak i naczelnik wydziału ochrony środowiska Andrzej Stachowiak. W jednym panowie byli zgodni - organ, jakim jest starosta, musi poruszać się w ramach obowiązującego prawa. Jeżeli chodzi o wydaniu pozwolenia na zbieranie odpadów to każdy ma prawo złożyć taki wniosek. Tak też zrobiła firma Multikarbon z Wszednia, ale również inna z firm, ze Słaboszewa, o której zrobiło się ostatnio głośno - Temeka. W obu przypadkach firmy złożyły stosowne dokumenty, na powstawie których starosta miał obowiązek wydać pozytywną dla nich decyzję. Starosta Tomasz Barczak tłumaczy, że taka sytuacja, jaka ma miejsce we Wszedniu, to wina tylko i wyłącznie nieuczciwości ze strony przedsiębiorcy.
- Uregulowanie prawne tej sytuacji powinno się znaleźć. Po tym przykrym zdarzeniu, jakie miało miejsce we Wszedniu, robimy wszystko, żeby tych pozwoleń nie wydawać. Jakby te firmy działały zgodnie z prawem, to na pewno byśmy tego problemu nie mieli - mówił starosta.
Radny Musidłowski zaznaczał, że nieopodal składowiska znajduje się Szkoła Podstawowa we Wszedniu, budynki mieszkalne, jak również uprawiane przez rolników grunty.
- Miejmy nadzieję, że ten co to przywiózł stamtąd to zabierze - mówił starosta. - Tak jak starosta podkreślił, tylko nieuczciwość tych przedsiębiorców powodowała, że taka sytuacja miała miejsce - wtórował naczelnik Stachowiak.
Andrzej Stachowiak mówił również, że nie rozumie, dlaczego WIOŚ nie poczuwa się do odpowiedzialności za swoje czynności. Po pierwsze jak mówił, WIOŚ jest jedyną instytucją kontrolującą.
- Nie ma inspekcji na poziomie gminnym czy powiatowym - mówił naczelnik dodając lekko uszczypliwie, że gdyby byłoby to na poziomie powiatowym, to wszystkie czynności przeprowadzono by po prostu szybciej. Nie było też łatwo uzyskać informacji o kontrolach przeprowadzonych przez WIOŚ. - Starosta informacje o wynikach kontroli dostał dopiero na usilną prośbę - mówił Andrzej Stachowiak.
Jako przykład działania WIOŚ podawał ostatni przypadek w Słaboszewie. Powiat wystąpił do WIOŚ z prośbą o wstrzymanie działalności firmy do czasu uporządkowania terenu i do przywrócenia do stanu zapisanego w decyzji na zbieranie odpadów. Co odpisał WIOŚ? - Nie widzi znacznego zagrożenia - mówił Andrzej Stachowiak. Naczelnik wydziału ochrony środowiska zwrócił uwagę na jedną pozytywną rzecz: w przypadku odpadów w Słaboszewie WIOŚ działał szybciej niż w przypadku Wszednia.
- W tym przypadku starostwo dostało bardzo szybko odpowiedź od szefowej WIOŚ. Stwierdzono zanieczyszczenie takimi metalami ciężkimi, jak ołów, nikiel i rtęć, w związku z tym wnosi o podjęcie czynności przez starostę o przywrócenie firmy do stanu poprzedniego. Wyprzedzająco to też zrobiliśmy - tłumaczył naczelnik.
Andrzej Stachowiak nie był zadowolony również z pracy innych służb, takich jak prokuratura czy policja. Wcześniej prokuratura umorzyła m.in. postępowanie odnośnie Wszednia, w którym zawiadomienie składał burmistrz Leszek Duszyński. Z kolei policja nie potrafiła ustalić, kto właściwie jest właścicielem firmy i gdzie przebywa.
- Jeżeli nie będziemy mieli innych możliwości, to tak jak była sugestia pana radnego, wystąpimy do organów wyższych, które by nam pomogły, nie tylko minister środowiska, ale ze względu na to, że według nas jest to przestępstwo przeciwko życiu i mieniu ludzi, to do ministra spraw wewnętrznych - dodał Andrzej Stachowiak.
Radny Krzysztof Mleczko dopytywał, kto poniesie więc koszty utylizacji odpadów zgromadzonych we Wszedniu i kto to wykona. - Na to pytanie nie jestem na razie w stanie odpowiedzieć - tłumaczył naczelnik.
PATRZEĆ NA RĘCE
Całą sytuację podsumował radny Dariusz Chudziński.
- Ja sobie zdaję z tego sprawę, że tutaj pan naczelnik czy zarząd powiatu staje przed ścianą, natomiast niestety, panie naczelniku, za chwilę się okaże, że spółka „Multikarbon” została sprzedana, prezes jest na Hawajach, bo skasował 2.000.000 zł, a dostał 20.000 zł grzywny. Myślę, że z tej całej rozmowy wysuwa się jeden wniosek: trzeba wszystkim, którzy próbują wprowadzić tego typu działalność, patrzeć niesamowicie na ręce. Może wprowadzić jakiś zastaw finansowy, nie wiem, jak to wykonać. To jest wielka pokusa dla oszustów. Za wszelką cenę utrudniać, patrzeć na ręce - mówił radny ze Strzelna.
Radny Wojciech Baran zauważył z kolei, że gdyby starosta mimo przepisów odmówił wydania decyzji na zbierania odpadów, wtedy mimo wszystko tego pokroju firmy nie ubiegałyby się w sądach o swoje prawa, ale szukałyby z automatu innego miejsca.
- Firmy działają na tej zasadzie, że jak się uda, to się uda, jak się nie uda, to pójdą gdzieś indziej. Tak mi się wydaje. Są też przepisy w ustawach o samorządzie i innych aktach, że my jako wspólnota samorządowa mamy w szczególności dbać o dobro mieszkańców tego powiatu. Oprócz tych przepisów dotyczących wydania pozwolenia są jeszcze takie przepisy, na które trzeba zważać - tłumaczył radny Wojciech Baran.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1339 (41/2017)
Inne teksty na ten temat:
Boją się niebezpiecznych odpadów
Ścigają Multikarbon za odpady
Śledztwo w sprawie odpadów we Wszedniu
- Nie chcę państwa straszyć, ile jest odpadów niebezpiecznych
Jak nie posprząta Multikarbon, to posprząta starosta
20.000 zł kary dla Multikarbon
Wywiezienie odpadów na głowie starosty
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze