Powiat Mogilno, powiat Żnin
Ochrona szczytu G-8 przed atakiem okazała się zabójcza dla gołębi
Ż aden hodowca gołębi pocztowych w naszym regionie nie spodziewał się, że loty, jakie odbyły się 2 i 3 czerwca będą tak feralne w skutkach. - Większość gołębi po prostu nie wróciła domu, wiele zgubiło kierunek. Te, które powróciły, są skrajnie wyczerpane - mówi Robert Musidłowski z Mogilna. Tadeusz Jagodziński przyczyn takich sytuacji widzi kilka. Jedna z wersji mówi, że ptaki lecąc z Niemiec zgubiły drogę przez maszty ustawione specjalnie na szczyt G8 najbardziej uprzemysłowionych państw świata.
Do mogileńskiego hodowcy Roberta Musidłowskiego dotarł gołąb z Węgier. Pomylił kierunki, jest wychudzony, same pióra i kości. fot. Joanna Bejma
LOTY
Najprościej mówiąc w lotach gołębi pocztowych chodzi o to, by wypuszczone w danym miejscu ptaki jak najszybciej wróciły do swojego macierzystego gołębnika.
Loty gołębi pocztowych z reguły rozpoczynają się w maju, kończą w połowie września. Loty mają zasięg ogólnopolski, uczestniczą w nich oddziały z całej Polski. Współzawodnictwo rozgrywa się o tytuł mistrza sekcji, oddziału, okręgu i mistrzostwo Polski. W ciągu jednego sezonu odbywa się 15 lotów gołębi dorosłych (oddział Mogilno ma ich w tym roku 16) i z reguły 5 lotów gołębi młodych. Są też tzw. loty ćwiczebne, ale one nie zaliczane są do żadnej punktacji.
Ogólna zasada jest taka, również w przypadku hodowców gołębi z Oddziału Szubin (w skład, którego wchodzą sekcje z Barcina, Żnina, Łabiszyna i Szubina) oraz z Oddziału Mogilno, iż pierwsze loty zaczynają się w Polsce. Później z każdym kolejnym lotem ptaki wypuszczane są z coraz odleglejszych miejsc w Niemczech, na Holandii kończąc. Loty w Polsce realizowane są przez obydwa oddziały osobno. Dopiero na loty zagraniczne ptaki z obydwu jednostek zawożone są razem. Każdego roku programy lotów mogą się zmieniać, ale niewykluczone jest także to, że się powtórzą.
OBRĄCZKI
Wszystkie wypuszczone gołębie mają na nóżkach specjalne obrączki. Jedną z nich jest obrączka rodowa, którą hodowca musi założyć ptakowi koniecznie w 7 dniu po urodzeniu. Druga obrączka, jaką ma ptak, jaki uczestniczy w lotach, w zależności od zasobności portfela swojego właściciela jest albo obrączką gumową albo elektroniczną.
Na obrączce rodowej napisany jest kraj pochodzenia ptaka. W przypadku Polski jest to skrót PL, znajduje się tam również numer oddziału. Oddział Mogileński 038, oddział Szubin 040, rok urodzenia ptaka oraz numer kolejny. Tę obrączkę ptak ma całe życie. Inaczej jest natomiast w przypadku obrączek gumowych czy elektronicznych, ponieważ ptak nosi albo jedną albo drugą. Jeżeli ptak ma na nóżce obrączkę gumową, posiada ona numer i serię obrączki. To kółeczko zakłada się gołębiowi tuż przed lotem w miejscu sadzenia go na lot przez komisję lotową. Za każdym razem jest to inna obrączka. Jeśli chodzi o obrączki elektroniczne przyznawane są one ptakowi na cały sezon.
Kiedy po locie ptak przylatuje do macierzystego gołębnika, obrączka gumowa ściągana jest z jego nóżki i odczytywana w zegarze, który stwierdza dokładną datę i godzinę przylotu. Obrączka elektroniczna z kolei zaopatrzona jest w chip. Przy wlocie do każdego gołębnika, w którym zwierzęta posiadają elektroniczne kółeczka, zamontowana jest antenka, która rejestruje w specjalnym zegarze moment jego przybycia.
Jak mówi prezes mogileńskiego oddziału Polskiego Związku Hodowców Gołębi Tadeusz Jagodziński, nie wiadomo czym kierują się gołębie wracając do swoich rodzimych gniazd:
- Może to być pole magnetyczne albo grawitacja. Nie jest to do końca sprecyzowane.
FERALNY 3 CZERWCA
Siódmy już z kolei lot w tym sezonie gołębi z oddziału mogileńskiego i szubińskiego miał miejsce z Garbsen obok Hannoveru w Niemczech. Dniem wypuszczenia ptaków był 3 czerwca. - Z Garbsen w linii prostej do Mogilna jest 568 km. Przy dobrym wietrze gołąb w ciągu jednej godziny może pokonać nawet 100 kilometrów. Gołębie powinny więc być w gołębnikach najpóźniej po 6 godzinach. Wtedy niestety tak się nie stało - oznajmił Tadeusz Jagodziński.
Jak szacuje nasz rozmówca, z Garbsen wypuszczonych zostało około 3.000 ptaków z Barcina, Łabiszyna, Szubina, Żnina i Mogilna. Jak powiedział Robert Musidłowski, na co dzień inspektor w mogileńskim ratuszu, konkurs, żeby został wyczerpany, do gołębników musi wrócić 20% wszystkich wypuszczonych ptaków. - Proszę sobie wyobrazić, że do dziś (ta rozmowa odbyła się w czwartek 14 czerwca - przyp. job) nie wróciła większość z nich - dowiedzieliśmy się.
STRATY NAD STRATAMI
Nasz rozmówca to co się stało, nazywa wielką katastrofą. - Jak jestem już 41 lat w Polskim Związku Hodowców Gołębi Pocztowych, takiej sytuacji jeszcze nie było. Dobry hodowca zdaje sobie sprawę, że nie zawsze wszystkie wypuszczone przez niego ptaki wracają. Są różne przypadki. Ptak może wpaść na drut wysokiego napięcia, może zaatakować go jastrząb, jednak na tym locie niektórzy stracili na dzisiaj 50, 60, a nawet 70% swoich ptaków - dodaje Tadeusz Jagodziński.
Andrzej Tobolski, wiceprezes oddziału Szubin do spraw lotowych szacuje, że do hodowców gołębi w jego oddziale nie wróciło od 30% do 40% ptaków.
Hodowcy gołębi z koła mogileńskiego wypuścili w Garbsen około 650 ptaków. - My, a co nigdy się jeszcze tak nie zdarzyło, konkurs zamknęliśmy w czwartek, a zegary były otwarte w piątek o 2100. Owszem zdarzało się, że ich trasę nie raz przecięła ściana deszczu. Ptaki jednak zamiast kilku dni, miały tylko kilkanaście godzin spóźnienia - mówi prezes z Mogilna. Robert Musidłowski dodaje, że ptaki, jakie szczęśliwie powróciły do domu, są wyczerpane: - A niektóre biedaki to nawet z wyczerpania drogą szły. Osobiście dwa takie przypadki w Wiecanowie, gdzie mam hodowlę, widziałem. Ptaki niestety zostały przejechane. Jednego rozjechał transit, drugiego osobówka. Po obrączkach na nogach stwierdziłem, że gołębie pochodziły, jeden z Szubina, drugi z Bydgoszczy - oświadczył nasz rozmówca.
ZAGROŻONE HODOWLE
W feralnym locie gołębi Roberta Musidłowskiego wystartowało 16, do dziś drogę do gołębnika odnalazło 9. Tadeusz Jagodziński wypuścił 15 sztuk, wróciło 10. Andrzej Tobolski z doczekał się powrotu 18 ptaków z 38 wypuszczonych. - Te, które przyleciały są takie jakby przygaszone, ale powrócą do siebie. Trochę odpoczną, dostaną witaminę, powrócą do formy - mówi Robert Musidłowski - Można powiedzieć, że miałem szczęście, bo część moich gołębi wróciła, a proszę sobie wyobrazić, co mają zrobić hodowcy, którzy wypuścili ptaki, a żaden nie wrócił? Dla ludzi, którzy pasjonują się tym sportem, to tragedia. Niektóre oddziały już zawiesiły pozostałe loty - dowiadujemy się od hodowcy.
Józef Kowalczyk ze Złotowa (gm. Barcin) do Garbsen w odróżnieniu od mogilnianina wysłał nie kilkanaście a kilkadziesiąt gołębi. - Było to 61 ptaków. Przez tydzień wróciło 14 sztuk, teraz jednak dochodzą (rozmawialiśmy 19 czerwca.) Z tej gromadki do tej pory wróciło około 30 ptaków - powiedział członek barcińskiej sekcji hodowców gołębi. Józef Kowalczyk wie z pewnością, że wszystkie gołębie na pewno nie wrócą. Mówi, że dla tych osób, które tak jak on są pasjonatami gołębi pocztowych, a którym do macierzystych gołębników powróciły dwie, trzy sztuki to z pewnością koniec lotów w tym roku.
SZCZYT G-8 I POLE MAGNETYCZNE
Jak mówi prezes oddziału z Mogilna, przyczyn takiej sytuacji szuka cała Polska, ponieważ problem dotknął hodowców całego kraju. Na jednej ze stron internetowych poświęconych gołębiom pocztowym hodowcy gołębi 2 i 3 czerwca określają nie inaczej jak katastrofalny, tragiczny czarny weekend, a nawet masakra. Ludzie ci zastanawiają się, co było przyczyną tak feralnego lotu. Dlaczego aż tyle ptaków pogubiło kierunek? Na forum natrafiliśmy na różne opinie, takie jak zakłócenia pola magnetycznego czy złą pogodę, przede wszystkim mgłę, a nawet odbywający się w Heiligedamm w Niemczech szczyt G-8.
- Postawiony w trakcie G-8 specjalny maszt zakłócający, mający chronić polityków przed ewentualnym atakiem terrorystów, miał tak silne pole, że gołębie po prostu się pogubiły i poleciały w zupełnie innych kierunkach - twierdzi Robert Musidłowski. Tadeusz Jagodziński dodaje, że słyszał też, że jedną z przyczyn tego nieszczęścia były wybuchy na Słońcu. - Nie sądzę, aby warunki atmosferyczne miały z tym coś wspólnego. Przecież loty odbywają się nie od dzisiaj i ptaki narażone są na różne ewentualności - dodaje hodowca.
HODOWCA DBA O WSZYSTKIE PTAKI
Gołębie pocztowe nie mogą trafić do macierzystych gołębników. 3 czerwca stało się coś, co wiele z nich zbiło z tropu. Dla hodowcy i samych gołębi to prawdziwe nieszczęście. - Ludzie, którzy zajmują się tym sportem, traktują to jak każde inne hobby, a wiadomo każda pasja kosztuje. Prawdziwy hodowca wie, że do jego gołębnika mogą trafić ptaki innych hodowców. Wtedy jasne jest, że o takiego gołębia dba się jak o własnego. Karmi, poi, zapewnia schronienie. Kiedy ptak dojdzie do siebie jest wypuszczany. Może wtedy wrócić do macierzystego gołębnika, nawet jeśli ten oddalony jest o tysiące kilometrów - oznajmił Robert Musidłowski.
Na potwierdzenie swoich słów nasz rozmówca pokazał nam gołębia z Węgier, który do jego gołębnika trafił w poniedziałek. - Kolega mi go przyniósł, bo wie, że mam hodowlę. Jechał samochodem i zauważył idącego drogą ptaka. Kiedy się zatrzymał ten skoczył do rowu. Okazało się, że to gołąb z Węgier. Jest w strasznym stanie. Same pióra i kości. W moim gołębniku dojdzie do siebie - usłyszeliśmy.
Andrzej Tobolski z Szubina mówi, że loty, jakie odbyły się po tym feralnym 3 czerwca były już normalne: - W tę niedzielę wypuściliśmy gołębie z Garbsen ponownie. Ptaki zostały wypuszczone o 615, wróciły już o 1300. Przyleciały wszystkie - dowiedzieliśmy się.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze