W stworzonym przez Andrzeja Jamrożego na poddaszu strzeleńskiego LO małym muzeum są różne mundury czy motorowery, jak na przykład „komarki” fot. Magdalena Lachowicz
Strzelno, Zespół Szkół, kanciapa, mini muzeum, kolekcja, Andrzej Jamroży
Od kanciapy do minimuzeum staroci
Trzymiesięczne wypowiedzenie z pracy Andrzeja Jamrożego już biegnie. - Na razie nie wiem, co dalej będzie z tym naszym minimuzeum, bo zanosi się tutaj jeszcze nie wiem do końca na co. Mówi reporterowi, iż myślał, żeby w przyszłości połączyć wszystkie zbiory razem ze zbiorami Jana Harasimowicza, Tomasza Kardasia i Jacka Secha w jedno prawdziwe strzeleńskie muzeum.
PARZONA KAWA Z KANCIAPY
Andrzej Jamroży mieszka w Strzelnie, prywatnie wychowuje córkę Magdalenę. Ma jeszcze drugą córkę Paulinę, która mieszka ze swoją rodziną w Swarzędzu. Od kwietnia 2005 r. jest woźnym w Zespole Szkół w Strzelnie. Do pracy został przyjęty przez ówczesnego dyrektora strzeleńskiego liceum Mariana Mikołajczaka. - Chociaż w tym roku mija 11 lat, to ja czuję się tak, jakbym pracował w tej szkole od zawsze. Ona stała się takim drugim moim domem - opowiada Andrzej Jamroży.
W momencie podjęcia pracy otrzymał na swoje potrzeby pomieszczenie, które wszyscy uczniowie od pokoleń nazywają po prostu kanciapą. Pomieszczenie to chociaż wyglądało wówczas zupełnie inaczej niż dzisiaj, od razu przyciągnęło jak magnes część uczniów. Z dnia na dzień rzesza przebywających tam licealistów powiększała się, do tego stopnia, że czasem trzeba było przeciskać się w tłumie, aby coś woźnemu powiedzieć, czy zakomunikować. Zanim jednak pomieszczenie stało się najprzyjemniejszym miejscem w szkole potrzeba było sporo pracy, którą włożył sam woźny przy pomocy chętnych uczniów. Tym samym powstało niesamowite, pełne ciepła szkolne piekiełko pana Andrzeja.
W szkole woźny Andrzej to postać niemalże kultowa. O tym, jak niezwykłym jest człowiekiem świadczyć może fakt, że kiedykolwiek jesteśmy w tej szkole zawsze z kanciapy dobiegają do nas głosy młodzieży oraz zapach parzonej kawy, której u pana Andrzeja nigdy nie brakuje. Nazywają go po prostu wujkiem. Uczniowie w rozmowie z reporterem Pałuk twierdzą, że do pana Andrzeja przychodzą nie tylko po to, żeby odsiedzieć kilkunastominutową przerwę. Przychodzą do niego często po radę, po pomoc, a nawet jest ich powiernikiem. Wśród uczniów często nazywany jest wicedyrektorem.
STAROCIE NA PODDASZU
Słynna kanciapa w liceum, to od października 2015 r. jedno z miejsc zagospodarowanych przez pana Andrzeja w budynku szkoły. Drugim, ale jakże bardzo magicznym, jest stworzone przez niego na poddaszu szkoły muzeum staroci. Zanim kolejne pomieszczenia zaczęły być zapełniane niezwykłymi eksponatami, na stronie internetowej liceum 6 października ubiegłego roku pojawiła się informacja: Zachęcamy wszystkich naszych absolwentów i sympatyków do odwiedzenia muzeum pana Andrzeja Jamrożego, które znajduje się w budynku naszego liceum. Prosimy także o przynoszenie wszelkich staroci i pamiątek z dawnych lat. Dla niektórych z nas te przedmioty nic nie znaczą, ale tylko pan Andrzej potrafi docenić ich prawdziwą wartość. Wspólnie powiększmy kolekcję pana Andrzeja i stwórzmy wielkie muzeum.
Na wystosowany apel oddźwięk był błyskawiczny. Nie trzeba było dużo czasu, by do muzeum zaczęły trafiać piękne pamiątki. Dostarczali je i dostarczają do dzisiaj zarówno absolwenci liceum, jak i obecni uczniowie, a także nauczyciele, przyjaciele i znajomi woźnego Andrzeja.
Jak doszło do stworzenia przez pana Andrzeja kolejnego magicznego miejsca w budynku strzeleńskiego liceum? Otóż, jak opowiada nam pan Andrzej zaczęło się zupełnie niewinnie. Pasją zbieractwa zaraził się praktycznie już w latach szkolnych. - Od zawsze mnie to interesowało. Wszystko, co było ciekawe, warte uwagi chowałem w domu. Zaczęło się od zbierania znaczków pocztowych, to hobby bardzo wciąga. Człowiek chce mieć superwypasioną kolekcję i szuka, wymienia się i tak powstaje piękna kolekcja - opowiada Andrzej Jamroży.
ZACZĘŁO SIĘ OD WALTORNI
Pasja zbierania staroci zaczęła się u pana Andrzeja od pozyskania od jego brata starej waltorni. Później zaczął kupować inne starocie, wymieniać się z innymi zbieraczami. Z jednym panem z Lublina wymienił się za nowoczesny telefon na starą trąbkę. Natomiast za nawigację od pana z Rzeszowa otrzymał skrzypce. Później też uczniowie zaczęli przynosić do minimuzeum różne przedmioty, czasami na wymianę, czasami za pieniądze. To wszystko pan Andrzej trzymał w swoim domu.
- Ale przyszedł czas, że moje córki powiedziały mi „Tata uciekaj z tym, bo jest już tego za dużo”. Wtedy po rozmowie z dyrektorem ZS Piotrem Cieślikiem, który wyraził zgodę, bym sobie to pomieszczenie jakoś zagospodarował, zacząłem działać w liceum. I tak się zaczęło. Tak powstaje minimuzeum staroci. Najpierw było to na zasadzie, że jest to typowo moje, później jak zobaczyłem, że dzieciaki się tym interesują i im się to podoba, to już zacząłem zbierać nie tylko dla siebie, ale dla nich. Bo najważniejszą rzeczą jest, jak przyjdzie jakiś dzieciak i mówi „Proszę pana, a co to jest”? - opowiada woźny Andrzej.
W muzeum na poddaszu są także instrumenty muzyczne oraz sprzęt nagrywający wszechobecny jeszcze kilkanaście lat temu, który dziś wydaje się poza sentymentem już archaiczny fot. Magdalena Lachowicz KASETA I KOMAREK
Ostatnio spotkała go, jak mówi, bardzo fajna rzecz. Przyszedł do niego jeden z gimnazjalistów, i zobaczył kasetę magnetofonową i spytał: Co to jest?
- Może dla nas jest to śmieszne, ale on robił wielkie oczy i nie mógł nadziwić się, że kiedyś piosenki nagrywane były na takie właśnie taśmy. Fajną też rzeczą było, jak przyszła tutaj jakaś klasa technikum i młodzi chłopacy zobaczyli motocykl „komarka”. Pytali, proszę pana co to jest za model, ja mówię „komar”, nie widzieliście nigdy w życiu „komarka”? I usłyszałem, że nie widzieli. Interesowali się gdzie ten „komarek” ma biegi, jak powiedziałem, że w kierownicy, nie mogli wyjść ze zdumienia, że biegi zmienia się w kierownicy, a nie w pedałach i popękaliby ze śmiechu. Super jest móc pokazać młodzieży rzeczy, które mogą tutaj zobaczyć po raz pierwszy życiu, że te rzeczy ich interesują i im się podobają - dodaje woźny Andrzej.
Stopniowo kolekcja pana Andrzeja zaczęła się rozrastać. Pojawiły się stare magnetofony kasetowe i szpulowe, adaptery, patefon, aparaty fotograficzne, instrumenty muzyczne, płyty winylowe muzyczne i z bajkami. W zbiorach pana Andrzeja można też zobaczyć pocztówki dźwiękowe, kiedyś wysyłane z okazji różnych uroczystości do przyjaciół. Są też stare książki, lektury oraz różny sprzęt np. aptekarska waga oraz zegarki.
MUNDURY
Sporo miejsca na ścianach zajmują mundury, z których najstarszym jest pozyskany stary mundur strażacki z lat 50. XX wieku. - To jest taka moja perełka, nie powiem skąd go mam, bo wiem, że ta straż chciałaby go mieć, a ja dostałem ten mundur od naszej absolwentki, po jej dziadku - mówi Andrzej Jamroży. Mundury pozyskuje lub kupuje. Udało mu się np. kupić całościowy mundur górniczy.
Wśród mundurów znajdują się też mundurki harcerskie, żołnierskie oraz mundury bojowe. W kolekcji znajduje się też kompletny mundur strzeleńskiej straży miejskiej z 1990 r. - Od komendanta Pawła Namieśnika otrzymałem oryginalną blachę, czapkę i koszulę. Bardzo ciekawe są mundury strażackie, ale bojowe, jeden z lat 80., a drugi już nowszy, niepalny typu nomex - dodaje pan Andrzej. Oglądając je można sobie porównać, jak kiedyś wyglądała praca strażaków, a jak wygląda teraz. Na jednym z wieszaków wisi też sutanna oraz nakrycie głowy do sutanny, które na wyposażenie muzeum podarował panu Andrzejowi wikariusz strzeleńskiej parafii ks. Zbigniew Ilkowski. Sutanna wisi wśród innych mundurów, bo jak mówi pan Andrzej, to też jest mundur, ale osoby duchownej.
Wśród mundurów jest ubranie kominiarskie z oryginalnymi guzikami. Każdy, kto tutaj przychodzi może sobie na szczęście potrzeć jeden z tych guzików. - Przychodzą uczniowie na przykład przed testami, sprawdzianem i na szczęście pocierają guzik. W tym roku ma być on wystawiony przed maturą, żeby każdy maturzysta mógł na szczęście potrzeć sobie kominiarski guziczek - mówi pan Andrzej.
Ciekawe okazy muzealne, to także repliki broni oraz motocykle i stare kaski. Ostatnio na ścianach muzeum pojawiły się obrazy ręcznie malowane przez strzeleńskich artystów oraz uczniów, absolwentów i nauczycieli liceum. Uwagę przykuwa oprawiona w ramkę fotografia panoramy Strzelna z 1982 r., pamiątka od Ireneusza Lewickiego.
PATEFONY
Część z tych zbiorów pan Andrzej kupił, część wyhandlował. - Przez 8 lat byłem przedstawicielem handlowym i byłem jednym z nie najgorszych przedstawicieli więc gadkę i handel mam już chyba we krwi. Niektóre rzeczy udało mi się kupić naprawdę za bezcen - usłyszeliśmy. Ostatnio udało mu się kupić przepiękny patefon, który w sklepach ze starociami kosztuje bardzo dużo, nawet około 1.000 zł, a panu Andrzejowi udało się go kupić zaledwie za 70 zł. - Przyszedł facet i przyniósł dwa, i je zostawił. Powiedział tylko, że to są dwa adaptery i chce za nie 70 zł. Ja tylko wejrzałem na skrzynkę i już wiedziałem, że to nie żaden adapter, tylko patefon, który teraz to już trudno zdobyć na rynku. Jak potwierdziło się, że to rzeczywiście patefon, to bardzo się ucieszyłem. Jest na nim logo pieska, które znajdowało się na pierwszych patefonach - mówi podekscytowany pan Andrzej.
Wśród okazałych zbiorów w minimuzeum można obejrzeć stare aparaty telefoniczne, o których pan Andrzej mówi pierwowzory telefonów komórkowych.
Najśmieszniejsze zdaniem pana Andrzeja jest to, że wracają czasami do niego rzeczy, o których już dawno zapomniał, lub od dawna nie miał z nimi styczności. - Wyhandlowałem kilka starych dowodów rejestracyjnych samochodów typu „żuk”, „fiat 125p”, czy też słynnego „malucha”. Oglądam te dowody i patrzę, a tu na jednym z nich jest napisane „Andrzej Jamroży - maluch”. Nie wiem, skąd ten facet go miał, ale to był dowód pierwszego „malucha” jakiego miałem w życiu. I w ten sposób dowód rejestracyjny do mnie wrócił - opowiada pan Andrzej.
NIE WIE, CO DALEJ
W sytuacji, w której obecnie znalazł się Andrzej Jamroży, któremu wręczone zostało wypowiedzenie z pracy w ramach oszczędności wprowadzanej w powiatowej oświacie, pan Andrzej mówi: - Na razie nie wiem, co dalej będzie z tym naszym minimuzeum, bo zanosi się tutaj jeszcze nie wiem do końca na co. Myślał, żeby w przyszłości połączyć wszystkie zbiory razem ze zbiorami Jana Harasimowicza, Tomasza Kardasia, Jacka Secha. - Każdy z nich ma piękne i wartościowe dla Strzelna i okolic przedmioty, które mogłyby zostać wyeksponowane w prawdziwym strzeleńskim muzeum. Fajnie, jakbyśmy coś takiego w Strzelnie mieli, byłoby się czym pochwalić. Ja byłbym w stanie podarować część moich eksponatów na rzecz takiego muzeum - powiedział nam.
Zaprezentowane w minimuzeum staroci przedmioty, to tylko część zbiorów, które posiada Andrzej Jamroży, te bardziej wartościowe trzyma w swoim domu. W tym przepiękne znaczki pocztowe, wśród których znajduje się unikat, znaczek pocztowy z przedwojennym Strzelnem.
Film w zakładce Filmy.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1260 (14/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze