Reklama

Orchowo: Podrzucanie śmieci, nocne naloty podejrzanych osobników, strach

Henryk i Elżbieta Nowakowie wraz z córką Dorotą od 40 lat mieszkają w Orchowie przy ul. Tadeusza Kościuszki, w części prowadzącej w kierunku Myślątkowa. Przy tej drodze znajdują się tylko 3 gospodarstwa, które oddalone są od siebie o kilkaset metrów. Do naszej redakcji zadzwonił pan Henryk z informacją, że na drodze dojazdowej do jego posesji, ktoś notorycznie podrzuca śmieci. O ten czyn oskarża syna sąsiadów.

PODRZUCAJĄ ŚMIECI, BUTELKI, OPONY, OLEJ

W trakcie spotkania reportera na terenie gospodarstwa państwa Nowaków, Dorota Nowak mówiła reporterowi: - Mamy sąsiada, który śmieci wyrzuca na naszą drogę. Nie wiem co mu odbiło. Jak nie butelki, to wkręty. Jak nie na drodze, to między drzewami. Tydzień temu, w piątek wieczorem wyrzucił mi szkła, pozbierałam. Na drugi dzień patrzę, a tutaj wyrzucone są opony. Wieczorem wyrzucił wiadro szkła, wkrętów i części samochodowych i do tego jeszcze olej samochodowy. Zgłaszałam to policji. Okazało się, że on tego nie posprząta, a policja może go do tego zmusić. Te śmieci oni zawsze wieczorem podrzucają, jak się szaro zrobi. Z latarką chodzą i rządzą się jakby byli u siebie. Strach z domu wyjść. Człowiek tyle lat mieszka tutaj, z dala od ludzi, w naturalnym środowisku. Nie w jakimś hałasie od maleńkości, a taki sobie tu przyjdzie nie wiadomo skąd i sobie tu rządzi jakby u siebie był. Ja się boję nawet, że dom mi podpalą. Chodzą wkoło, ślady na polu zostawiają, a nikt u nas w domu takich butów nie ma, stąd wiem, że to o oni. Psa bierzemy na noc do domu, bo się boimy, że nam go otrują. Nie wiem co mamy z tym zrobić, gdzie mamy się udać - mówiła nam pani Dorota.

Reklama

Dorota Nowak oraz jej mama Elżbieta uważają, że śmieci złośliwie podrzuca im sąsiad Zbigniew Kirscht fot. Paweł Lachowicz

NIE STAĆ ICH NA KAMERY

Jej zdaniem policja była u sąsiadów, ale jak twierdzi, nie mogą się z tym sąsiadem dogadać. Natomiast rodzinie Nowaków policja miała sugerować, by założyli wokół domostwa kamery. Jednak dla rodziny Nowaków to ogromny koszt, na który ich nie stać. Rodzina wylicza, że w sumie musiałaby zamontować 8 kamer wkoło posesji. - Przychodzą tutaj, jakby nigdy nic. Oni tu nie mieszkają obecnie. Jeżdżą szybko tutaj tymi motorami po ulicy, a nie wolno. Prosiłam ich, nie hałasujcie. Głosiłam na policję, że jeżdżą, hałasują, ale to tak jakbym rzucała grochem o ścianę. On mieszka teraz w Sierniczach, jak się jedzie do Słupcy (...) W sobotę wieczorem widziałam, że to on. To trzeba być naprawdę bezczelnym, żeby sąsiadom takie rzeczy robić - opowiada pani Dorota. Dodaje, że ze względu na trudną sytuację materialną rodzina nie była w stanie przyłączyć się do sieci wodociągowej i do dzisiaj pobierają wodę ze studni, a wylewany przez intruzów olej negatywnie wpływa na jakość wody.

Reklama

PODEJRZANE OSOBY KRĘCĄ SIĘ WOKÓŁ DOMU

Po rozmowie u państwa Nowaków udaliśmy do sąsiadów Barbary i Daniela Kirschtów, których syna Zbigniewa rodzina Nowaków oskarża o zakłócanie miru domowego i podrzucanie śmieci na ich posesję. Państwo Kirschtowie mieszkają na ojcowiźnie pana Daniela od wielu lat. W rozmowie z naszym reporterem zaprzeczyli, by to ich syn odpowiedzialny był za zakłócanie porządku sąsiadom. Oni opowiedzieli nam podobną historię, co ich sąsiedzi. Ich zdaniem drogą przed ich posesją mają jeździć samochody bez tablic rejestracyjnych, a podejrzane osoby mają kręcić się wokół ich domu i obejścia. Mają zaglądać do okien i straszyć. Ich zdaniem doszło również do włamania.

Reklama

- Wpół do siódmej wieczorem ledwo się ciemno robi, to jedzie jeden samochód, drugi, trzeci, ale bez tablic i całe noce buszują. Włamali się do jednego naszego garażu. Mąż zablokował go na wkręty. Ostatnio jeździli tutaj do pierwszej w nocy. My się baliśmy z domu wyjść. Myśmy zgłosili to na policję, to powiedzieli nam, że mamy kamery założyć i lampę i mamy spisać numery samochodu. Jak my możemy spisać, jak oni bez tablic jeżdżą. A zresztą  kto by wyszedł, jak jeden stoi pod drzwiami, drugi z innej strony, bo głowę było mu widać. Trzeci zagląda wnukowi w okno. Nawet psy nam zagazowali, że leżały jak nieżywe, a policja powiedziała, że nie przyjdzie wcale. W tym roku tak się tutaj dzieje, że aż strach z domu wyjść. Ja się boję przez telefon córce cokolwiek powiedzieć, bo na podsłuchu jesteśmy. Kiedyś wnuk szedł ze szkoły, to tam jakiś facet stał na moście i go zaczepiał i syn musiał po wnuka pojechać. My się ciągle boimy, żeby nas nie zabili. A śmieci u sąsiadki widzieliśmy. Byliśmy dzisiaj na zakupach, to widzieliśmy. Nie wiemy kto to zrobił - powiedział nam Daniel Kirscht.

Reklama

Na drodze dojazdowej do posesji państwa Nowaków notorycznie podrzucane są różne śmieci fot. Paweł Lachowicz

To co powiedział nam pan Daniel potwierdziła jego żona Barbara. - Oni w nocy potrafią podejść pod nasze okna, a my się boimy i czuwamy. Już nawet boimy się w tej chacie siedzieć. To nie jest nikt z sąsiadów. Nigdy nam nic nie zginęło, wieczorami mogło nas nie być. A teraz człowiek się boi z chaty wyjść po ciemku, bo nie wiadomo, czy ktoś za drzwiami nie stoi - mówiła z płaczem pani Barbara. Dodała, że dzwoniła na policję, ale żaden patrol do nich nie przyjechał. - A oni tu 4 godziny siedzieli i jeden z lampeczką świecił na garaże. Prowokował pewnie, żeby ktoś z nas wyszedł i jeszcze by komuś krzywdę zrobił, bo po co siedział - dodała pani Barbara.

Reklama

W KOMINIARKACH, MASKACH Z GAZEM

Podczas naszej wizyty w domu nie było syna państwa Kirschtów, Zbigniewa, którego sąsiedzi oskarżają o notoryczne podrzucanie śmieci. Skontaktowaliśmy się z nim poprzez media społecznościowe z prośbą o kontakt. Pan Zbigniew zadzwonił do reportera 12 lutego wieczorem i opowiedział nam, jak cała sprawa wygląda z jego punktu widzenia. Najpierw jednak powiedzieliśmy, że to jemu sąsiedzi stawiają zarzuty podrzucania śmieci. Przyznał, że mieszka z rodzicami, ale z zaśmiecaniem posesji sąsiadów nie ma nic wspólnego.

Reklama

Daniel Kirscht twierdzi, że wokół domu kręcą się podejrzani ludzie fot. Paweł Lachowicz

Potwierdził natomiast wersję rodziców o grasujących wieczorami po ich terenie osobnikach. - Nie wiem co za ludzie tutaj chodzą w nocy w kominiarkach, maskach z gazem. Na podwórko wchodzą i to nie wiadomo kto, co komu podrzuca tak naprawdę. To sąsiadka przegania wszystkich wkoło, nie podoba się jej, że samochód przejechał, a to ktoś tam przeszedł. Z każdym ma konflikt chyba. A to się tutaj obcy kręcą, u nas do garażu się włamali. Zgłosiliśmy to na policję. Policja przyjechała na drugi dzień i pytają co oni mogą zrobić. Nie ogrodzone, każdy może sobie wejść i wyjść i tyle. A kto wyjdzie z domu, jak on z gazem stoi i nie wiesz kto tam jest i ilu ich jest. Ktoś tam sąsiadce śmieci powyrzucał na wjazd i ona twierdzi, że to my. Na jakiej podstawie to twierdzi. Przyjechała jakaś policja kryminalna, że ja mam iść posprzątać, bo jak nie, to sprawa pójdzie do sądu. I niech idzie, bo ja nie będę do czegoś się przyznawał, jak nic nie zrobiłem. Sąsiadka ma tylu wrogów wkoło, że jak zostawiła rower w Orchowie, to jej linkę od przerzutek poprzecinali i powietrze spuszczają, bo ona w każdego się zaczyna (mowa o Dorocie Nowak - przyp. pal), szpieguje (...) Tu odkąd szosę zrobili, to cuda się dzieją. I takie samochody tutaj jeżdżą, że ja takich wcześniej na oczy nie widziałem - powiedział nam Zbigniew Kirscht.

Reklama

Barbara Kirscht ze łzami w oczach opowiadała nam o osobach grasujących koło ich domu fot. Paweł Lachowicz

POLICJA PROWADZI POSTĘPOWANIE

W sprawie podrzucania śmieci, bezpieczeństwem mieszkańców i brakiem według naszych rozmówców zainteresowania policji skontaktowaliśmy się z oficer prasową KPP w Słupcy asp. sztab. Marleną Kukawką. Pytaliśmy, czy rzeczywiście rodziny te zgłaszały problem na policji. Jeśli tak, to jak policja zareagowała na te zgłoszenia. Czy policja jest w stanie jakoś pomóc tym ludziom.

Reklama

Po sprawdzeniu informacji w Komisariacie Policji w Orchowie pani rzecznik powiedziała nam, że policja obecnie prowadzi postępowanie w tej kwestii. - Prowadzimy w sprawie jedno postępowanie ze zgłoszenia jednej rodziny w stosunku do drugiej. Sprawa jest zdecydowanie w zainteresowaniu kierownika policji danego rejonu. Dzielnicowa rozmawiała z tymi osobami, a kierownik jak najbardziej ma nadzór nad tą sprawą. W związku z tym, że prowadzone jest postępowanie, nie mogę udzielić szerszych wyjaśnień - powiedziała nam Marlena Kukawka.

Paweł Lachowicz

Miejsce zdarzenia mapa Mogilno
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/02/2025 09:45
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości