9 grudnia w sali obrad Urzędu Miejskiego w Strzelnie gościły pary małżeńskie, które ponad pół wieku temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Na uroczystości pojawili się Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1974 roku i obchodzili Złote Gody oraz Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1965 roku i obchodzili Diamentowe Gody. Nie posiadają recepty na małżeństwo doskonałe. Twierdzą jednak zgodnie, że prawdziwa miłość, wzajemne szacunek i zrozumienie, dobry humor i odrobina małżeńskiej niezgody, to czynniki wpływające na wspólne przeżycie długich lat.
W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się Złoci Jubilaci - Barbara i Piotr Sulikowie ze Strzelna, Maria i Leszek Grobelni z Bożejewic i Teresa i Konrad Luwańscy z Ostrowa oraz diamentowi jubilaci - Jadwiga i Józef Wachowscy z Wymysłowic i Wanda i Janusz Ciszewscy ze Strzelna.
Po 50 latach małżeństwa, za wytrwałość i wspaniały przykład dla młodych ludzi Jubilaci zostali uhonorowani medalami prezydenta Rzeczpospolitej Polski. Odebrali nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także okolicznościowe grawertony ufundowane przez burmistrza Strzelna Dariusza Chudzińskiego. Natomiast Jubilaci, którzy obchodzili Diamentowe Gody otrzymali kwiaty, okolicznościowy adres i pamiątkowy grawerton.
Przybyli na uroczystość Jubilaci dziękowali za nawet te najtrudniejsze chwile swego życia i kolejny raz, podobnie jak 50 i 60 lat temu przyrzekali sobie miłość, wierność i wsparcie w każdej chwili życia. Uroczystość rozpoczęła kierowniczka USC Joanna Stranc, która zaznaczyła, że 50. i 60. rocznica zawarcia związku małżeńskiego, to niezwykle piękna uroczystość. - Miło jest nam zawsze gościć dostojnych Jubilatów, bez względu na ich staż małżeński, czy to jest 50., czy 60., a nawet 70. rocznica zawarcia związku małżeńskiego (…) Patrząc na Jubilatów obchodzących Złote Gody, nie mówiąc już o Diamentowych Godach, to tylko podziwiać. Ja uważam, że są to bardzo odważne osoby. Czasem mam bardzo, bardzo dużo takich Jubilatów. Wiem, że czasami zdrowie nie pozwala, ale z reguły Jubilaci są mało odważni. Nie wiem, może boją się tych fleszy, ale ja za każdym razem się cieszę i teraz po raz kolejny się cieszę, że zechcieliście wy państwo Jubilaci podzielić się z nami swoją uroczystością złotą i diamentową - mówiła Joanna Stranc.
Następnie małżonkowie podając sobie prawe dłonie złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Z życzeniami wystąpili również burmistrz Dariusz Chudziński i wiceburmistrz Monika Kuberska, którzy pogratulowali Jubilatom długich lat wspólnego życia, życzyli wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy Do życzeń dołączyła też przewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak. Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano Jubilatom Sto lat. Przy jubileuszowym torcie ufundowanym przez Urząd Miejski oraz kawie i muzyce, którą grając na keyboardzie i śpiewając piosenki z lat młodości Jubilatów zapewnił Maciej Leszczyński, dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Jaka jest zatem recepta na długowieczne szczęście we dwoje? Odpowiedź była jedna, że nie istnieje recepta na małżeństwo doskonałe. Zdaniem Jubilatów prawdziwa miłość, wzajemne poszanowanie, dobry humor i odrobina małżeńskiej niezgody, to czynniki wpływające na wspólne przeżycie długich lat.
BARBARA I PIOTR SULIKOWIE ZE STRZELNA
Barbara pochodzi ze Strzelna, pan Piotr z Bydgoszczy. Poznali się na wczasach w Przyjezierzu. - Mój tato wykupił dla mnie w nagrodę za zdaną maturę wczasy w Przyjezierzu, a mąż przyjechał do kolegi właśnie do tego ośrodka. I tam się poznaliśmy na wieczorku zapoznawczym. Później od października poszłam na studia do Bydgoszczy, spotykaliśmy się i po 2 latach wzięliśmy ślub - opowiada pani Barbara. Ślub zawarli 7 września 1974 roku w USC w Strzelnie. Po ślubie zamieszkali w Strzelnie. Pani Barbara pracowała w przedszkolu, a pan Piotr zawodowo związany był z miejscową chłodnią Oerlemans. Państwo Sulikowie wychowali dwóch synów. Doczekali się 5 wnucząt.
Spytani przez nas o receptę na długoletni związek odpowiedzieli, że najważniejsze jest wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa oraz unikanie sprzeczek. - Po prostu, żeby nie było konfliktów i problemów, to należy ustępować i odejść na bok. My tylko dwa razy przez tyle lat mieliśmy tak zwane ciche dni - dodają małżonkowie.
MARIA I LESZEK GROBELNI Z BOŻEJEWIC
Pani Maria pochodzi z Bożejewic, a pan Leszek z Ludziska (gm. Janikowo). Poznali się w szkole. - Była taka szkoła Przysposobienie Rolnicze i tam chodziliśmy i tam się poznaliśmy można powiedzieć, że było to od pierwszego wejrzenia. Mąż był 2 lata w wojsku, a ja czekałam. Ślub wzięliśmy po 6 latach znajomości - opowiada pani Maria.
Ślub zawarli 21 września 1974 roku w USC w Strzelnie. Oboje pracowali na gospodarstwie po rodzicach, zajmowali się hodowlą zwierząt. Obecnie gospodarstwo przekazali synowi i razem z nim mieszkają i mu pomagają. Wychowali 3 synów. Doczekali się 7 wnucząt. Pan Leszek przez 16 lat piastował stanowisko sołtysa Bożejewic.
Sekretem na długie pożycie małżeńskie ich zdaniem jest wzajemne zaufanie. - Jak się poznaliśmy tak jeden za drugim czekał nie oglądaliśmy się za innymi. W małżeństwie trzeba sobie ufać. Szybko ten wspólny czas zleciał. Mąż był sołtysem, więc było jeszcze więcej innych obowiązków - opowiada pani Maria. A pan Leszek dodaje: - Jeździłem na sesje Rady Miejskiej, bo trzeba było ten społeczny obowiązek spełnić, a jeżeli chodzi o sekret na długie małżeństwo to powiem krótko - kto się czubi ten się lubi.
TERESA I KONRAD LUWAŃSCY Z OSTROWA
Pani Teresa pochodzi z Szydłowa (gm. Trzemeszno), a pan Konrad z Ostrowa (gm. Strzelno). Poznali się na zabawie w Szydłowie. - Mąż przyjeżdżał na zabawy motorem. Podczas jednej zabawy się poznaliśmy – opowiada pani Teresa.
Związek małżeński zawarli 5 października 1974 roku w Strzelnie. Zamieszkali w Ostrowie. Pani Teresa pracowała w szkolnictwie. Przez rok była przedszkolanką w Szydłowie, później pracowała w Mogilnie w księgowości Zakładu Wychowawczego. Pan Konrad pracował z Rejonie Dróg Publicznych w Mogilnie. Dodatkowo udziela się społecznie. Jest strażakiem ochotnikiem w miejscowej jednostce OSP, gdzie nieprzerwanie od 47 lat jest gospodarzem w remizie. - Jestem już tyle lat i nie mam zamiaru z tego rezygnować. Mieszkamy blisko i jak tylko potrzeba, to jestem na miejscu. To zajęcie bardzo mnie cieszy - opowiada pan Konrad.
Małżeństwo wychowało 3 córki. Doczekali się 4 wnucząt raz 2 prawnucząt.
Zdaniem państwa Luwańskich receptą na szczęśliwy i długowieczny związek jest przede wszystkim zgoda i wzajemna pomoc. - Zawsze żyliśmy w zgodzie, nie kłóciliśmy się i pomagamy sobie jeden drugiemu – opowiada pani Teresa.
JADWIGA I JÓZEF WACHOWSCY Z WYMYSŁOWA
Jadwiga i Józef Wachowscy mieszkają w Wymysłowicach. Pani Jadwiga pochodzi Dębianki koło Topólki w gminie Lubraniec, a pan Józef pochodzi z Dębów Janiszewskich (gm. Lubraniec). W 1958 roku pan Józef sprowadził się do Wymysłowic, gdzie przejął w spadku po mamie gospodarstwo. Państwo Wachowscy poznali się na weselu kuzynostwa w Dębiance. Ślub brała wówczas kuzynka pani Jadwigi z kuzynem pana Józefa.
- Najpierw były wypady do kina, wspólne spacery i po dwóch latach żeśmy się pobrali - opowiada pan Józef. Po dwóch latach zawarli związek małżeński. Najpierw 3 października 1965 roku w USC w Topólce, a następnie 17 października tego samego roku w kościele parafialnym w Świerczynie niedaleko Radziejowa. Oboje pracowali na gospodarstwie. Doczekali się 3 dzieci. Mają też 6 wnucząt oraz 4 prawnucząt. Małżeństwo spytane przez nas o receptę na przeżycie wspólnie tylu lat, odpowiedzieli bez zastanowienia, że związek musi opierać się przede wszystkim na zaufaniu i zrozumieniu.
WANDA I JÓZEF CISZEWSCY ZE STRZELNA
Wanda i Janusz Ciszewscy mieszkają w Strzelnie. Pani Wanda pochodzi ze Strzelna Klasztornego, a pan Janusz z Ciechrza. Znali się już wcześniej, ale tylko z widzenia, gdy pan Janusz przyjeżdżał do rodzinnej wioski pani Wandy. Bliżej poznali się na majówce w Strzelnie Klasztornym. Już za pierwszym razem trafiła ich oboje strzała Amora. Oboje zakochali się w sobie.
- Ja spytałem, czy możemy ze sobą chodzić, czy możemy spotykać się częściej i żona się zgodziła. Później trzeba było spytać się rodziców, obie strony nie wyrażały sprzeciwów. Ponieważ pan Janusz mieszkał w Ciechrzu, by odwiedzić swoją ukochaną musiał jakoś dojechać. Na początku jeździł rowerem, a później junakiem. - Oj, jak przyjeżdżał do mnie tym świetnym motorem, to wszyscy się nam przyglądali, bo mieć taki motor w tamtych czasach nie było codziennością. Ja warkot tego motoru słyszałam u siebie w domu, jak on jechał przez rynek w Strzelnie – śmieje się pani Wanda. Pobrali się po półrocznej znajomości. Miłość i wierność ślubowali 20 listopada 1965 roku w USC w Strzelnie, a przed Bogiem w strzeleńskiej bazylice. Po ślubie pani Wanda przeprowadziła się na gospodarstwo męża do Ciechrza. Tam gospodarzyli na 25 ha ziemi, wybudowali też rodzinny dom. Wychowali trójkę dzieci. Doczekali się 7 wnucząt oraz 7 prawnucząt. Oboje oprócz ciężkiej pracy udzielali się społecznie. Pan Janusz przez 17 lat był sołtysem Ciechrza, a pani Wanda przez 30 lat piastowała funkcję przewodniczącej miejscowego KGW. - Tak mieliśmy dobrze życie zorganizowane, że mieliśmy czas na wszystko. Na dom, pracę społeczną, a także na rozrywkę. Były w naszym życiu dni lepsze i gorsze, ale zawsze się wspieraliśmy byliśmy dla siebie podporą = mówią zgodnie.
W 2002 roku z powodu braku następcy sprzedali gospodarstwo i zamieszkali w Strzelnie.
Jako receptę na trwały związek małżonkowie podają wyrozumiałość, Zaufanie, miłość i wzajemne wspieranie się. - Zdarzało się tak, że mąż przyszedł zrezygnowany z pracy i mówił, że coś tam nie wyszło, coś tam nawaliło. Wtedy ja mówiłam nie martw się, damy radę i takie wsparcie bardzo pomagało. Bez wsparcia i zaufania nie zrobi się nic - dodała pani Wanda.
Marek Holak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze