Dyrektor Ogrodowicz, karetka, KFC, Inowrocław, dr Joanna Franzen
Ostrzeżenie po udkach i skrzydełkach
Po ujawnieniu przez Pałuki materiału z pobytu karetki w KFC w Inowrocławiu, wicedyrektor ds. medycznych Tomasz Nowak przeprowadził z doktor Joanną Franzen, przyjaciółką życiową swego przełożonego dyrektora SPZOZ Michała Ogrodowicza oraz z koordynatorem ratownictwa medycznego Marcinem Stranzem rozmowy ostrzegawcze. - Ta karetka nie powinna tam stać i nie ma co dyskutować - tłumaczy Tomasz Nowak.
PORÓWNALI CZASY
Tydzień temu ujawniliśmy w Pałukach zdjęcia i informacje z pobytu jednej z karetek SPZOZ Mogilno typu S 12 sierpnia w Inowrocławiu w KFC. Szefem obsady karetki była partnerka życiowa dyrektora Ogrodowicza - lekarz Joanna Franzen i nowy koordynator ratownictwa medycznego Marcin Stranz oraz kierowca.
Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Powiatu 19 sierpnia radny Przemysław Zowczak pytał, w jaki sposób i czy w ogóle dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz i starosta Tomasz Barczak przeprowadzili postępowanie wyjaśniające w sprawie stacjonowania karetki systemowej w KFC w Inowrocławiu. Chciał poznań stosunek obydwu do tej sytuacji.
- Jeżeli chodzi o „KFC”, takie postępowanie zostało przeprowadzone - tłumaczył radnym dyrektor Ogrodowicz. Polegało ono na porównaniu czasów wyjazdu i powrotu tej karetki i innych karetek systemowych na odcinku Mogilno - Inowrocław i z powrotem. Te czasy, jak zapewnił dyrektor, nie różniły się między sobą. - Różnic nie ma - zapewnił dyrektor.
Takiego podejścia do wyjaśnienia tej kwestii nie rozumiał radny Krzysztof Szarzyński. - Z wyjaśnień pana dyrektora wynika, że jest przyzwolenie na tego typu praktyki. Czyli jest przyzwolenie, że w przyszłości takie lewe kursy mogą się odbywać - mówił radny.
CENNA KAŻDA SEKUNDA
Dyrektor Ogrodowicz powiedział, że sytuacje takie jak z KFC zdarzały się zespołom karetek także w przeszłości. Gdy zaczął mówić znowu o czasie dojazdu i powrotu, z tłumu mieszkańców zebranych na sesji odzywały się głosy: - Ale tu wcale nie chodzi o czas, tylko o to, gdzie ta karetka powinna stać. Dyrektor prosił o trochę dystansu. - Ludzie czasami muszą coś zjeść - rzucił niespodziewanie. Mówił, że był to postój tylko kilkuminutowy.
Radny Wojciech Baran pytał dyrektora, ile ten wyjazd odbiegał od normy. - Ja tu zawsze słyszałem, że jeżeli chodzi o ratownictwo medyczne, to się liczy każda sekunda i minuta (...) Jak pan stoi pod „KFC”, to nie ma możliwości uzupełnienia zapasów w karetce - tłumaczył radny dyrektorowi.
Ostro zwrócił uwagę: - Niech pan nie opowiada, że każdy może zjeść. Oczywiście, że każdy musi coś zjeść, ale nie musi tego robić samochodem tak ważnym dla bezpieczeństwa mieszkańców. Radny przypomniał, że na terenie Mogilna są restauracje i bary, które dowożą jedzenie, tak, że można sobie zamówić.
Radny Baran pytał starostę Tomasza Barczaka, jakie właściwie są te relacje między nim a dyrektorem, które powodują, że taki stan rzeczy istnieje. - Tu jest niebywała arogancja w odpowiedziach do radnych, ale też i do mieszkańców. Bezczelne odpowiedzi pod adresem mieszkańców są nie na miejscu - mówił radny Baran.
- To pan zatrudnia wraz z kolegami, więc niech pan podejmie teraz męską decyzję - radny Baran apelował o odwołanie dyrektora Ogrodowicza. Radny przypomniał, że przez pierwsze 3 miesiące po zatrudnieniu dyrektora w lipcu ubiegło roku nie wolno było zadawać pytań dyrektorowi, by się wdrożył. - I teraz mamy tego efekty - mówił.
Jeden z mieszkańców Michał Skarbecki mówił, że dyrektor Ogrodowicz porównał czasy przejazdu karetek. Ale nikt nie mówi, ile tym innym karetkom zajęły czasu wyjazdy do Inowrocławia i z powrotem. - Mieszkańcy nie wiedzą, jaki jest punkt wyjściowych tych porównań - twierdził.
- Moim zdaniem wypowiedź jednej pani doktor [partnerki życiowej doktora Ogrodowicza na fb - przyp. mah], że przychodzi do pracy, żeby wypocząć - to właśnie takie postępowanie, ignorancja i pozwalanie na to, to właśnie do tego prowadzi. Bo jeżeli lekarze do pracy przychodzą po to, żeby wypocząć, to ludzie kochani, to o czym my rozmawiamy. O czym my rozmawiamy - pytał Michał Skarbecki.
ODWOŁAĆ DYREKTORA
Radny Przemysław Zowczak mówił, że jak przeczytał ostatni numer Pałuk i wyjaśnienie dyrektora Ogrodowicza odnośnie czasu wyjazdów i powrotów karetek z Inowrocławia, to pomyślał, że dyrektor został przez redaktora Pałuk źle zrozumiany. - Dzisiaj tu na sesji wszyscy jesteśmy świadkami, że jednak został pan dobrze zrozumiany - mówi radny.
Takie porównywanie czasów wyjazdów zespołów według radnego jest nie do przyjęcia, gdyż każdy wyjazd jest nieporównywalny. Karetka może na przykład trafić na korek na drodze i na wiele innych sytuacji
Radny zauważył, że dyrektor Ogrodowicz zaczyna w sposób bardzo umiejętny mierzyć tą samą miarą ten wyjazd z pobytem w KFC i wyjazdy innych zespołów. - W podtekście mamy się domyślać, że być może inni robią też tak samo - mówił radny.
Jego zdaniem: - Jeżeli ta karetka mogła wrócić wcześniej, to miała taki obowiązek wrócić wcześniej. Ona nie miała prawa się zatrzymywać w innej sprawie niż związanej z ratownictwem medycznym.
- Takie pańskie podejście do kwestii wskazuje na jedno. Pan jako dyrektor SPZOZ, nie powinien być dłużej dyrektorem - radny Zowczak wskazał po raz kolejny staroście Barczakowi na konieczność jego odwołania.
W tym momencie otrzymał od mieszkańców rzęsiste oklaski.
Michał Skarbecki mówił do Zowczaka ironicznie, że nie do niego należy szkolenie dyrektora w sprawie karetki, bo pan dyrektor zajmując takie stanowisko powinien to wiedzieć.
WKURZONY
Dyrektor Ogrodowicz poprosił obecnego na sesji swego zastępcę ds. medycznych Tomasza Nowaka o odpowiedź względem bezpieczeństwa mieszkańców. Jak to określił: - Czy samochód może się zatrzymać, kilka minut postać, itd.
Tomasz Nowak mówił, że codziennie dojeżdża do pracy w SPZOZ z Poznania i jest o 7:00 rano na dworcu w Mogilnie i sobie w sklepiku kupuje zawsze Pałuki. - Wziąłem „Pałuki” do ręki w ubiegły czwartek, tak jak stałem na dworcu. Pierwsze co zrobiłem po obejrzeniu tego, byłem tak jak państwo zbulwersowany. Zadzwoniłem do pana magistra Stranza. Nie powiem, co powiedziałem, ale byłem po prostu wkurzony. Równocześnie wykonałem telefon do pani doktor [Joanna Franzen - przyp. mah] i powiedziałem, że nie może być takiej sytuacji - mówi wicedyrektor Nowak.
- Ta karetka nie powinna tam stać i nie ma co dyskutować - tłumaczył Tomasz Nowak.
Powiedział, że z dyrektor Franzen jak i Marcinem Stranzem przeprowadził tzw. rozmowy ostrzegawcze. - Nie chciałbym być od razu rozpoznawany jako ten, który wyrzuca wszystkich co mu jak to się mówi jakoś nie podchodzą - stwierdził.
NIE IDENTYFIKUJĄ SIĘ
Wicedyrektor Nowak zapewnił radnych i obecnych na sesji mieszkańców, że on w tej chwili spokojnie stara się poznać wszystkich pracowników SPZOZ i nie chce robić żadnych gwałtownych ruchów czy to przesunięciowych, czy kadrowych. - Staram się z lekarzami, z personelem niższym rozmawiać wyjaśniać pewne problemy. Żeby to jakoś doprowadzić do porządku - mówił.
Powiedział też o pierwszej myśli, która rzuciła mu się w oczy od kwietnia, gdy pracował w Strzelnie na pediatrii do dziś, gdy jest wicedyrektorem.
- To czego ja w Wielkopolsce nigdy nie widziałem. Część pracowników w ogóle nie identyfikuje się z firmą. Ja tu muszę dzwonić, prawie się prosić, żeby ktoś łaskawie zszedł kogoś zastąpić - mówił, że on zawsze pracował w takich miejscach, gdzie z tym nie było żadnych problemów.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1175 (34/2014)
Więcej na ten temat:
Karetka pogotowia ratunkowego na udkach i skrzydełkach w KFC
Nie zapomnieć o pacjencie
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze