Pszczelarz, Jan Mohylowski, który posiada ogromną wiedzę na temat życia pszczół opowiedział nam, że matka pszczela (z czerwonym znaczkiem) na dobę znosi od półtora tysiąca do dwóch tysięcy jaj. Wychodzi z ula na lot godowy tylko raz w swoim życiu. Jest jedno takie miejsce, gdzie zbierają się trutnie i ta matka kieruje się tam instynktem. Leci w to miejsce i tam trutnie z nią kopulują. Matka pszczela na lot godowy wychodzi raz w życiu i dostaje tyle nasienia, że starcza jej na całe życie. Matki oznaczane są pięcioma kolorami i maksymalnie żyją pięć lat - „Ale przy tej chemizacji rolnictwa i chorób, jakie spotykają dzisiaj pszczoły, to okres jej potencjału, wynosi to rok lub dwa, a jak ma 3 lata to jest już babcia. Często jest tak, że pszczoła, gdy pobierze preparat stosowany przez rolników od razu się nie zatruje, lecz ten preparat działa na nią tak, że błądzi i nie może trafić do ula i już tam nie wraca. Pszczoła, gdy nektar pobierze i jak go filtruje, to ten związek chemiczny się kumuluje i na końcu pszczoła ginie” - powiedział Jan Mohylowski.
fot. Paweł Lachowicz
Strzelno, pszczoły, Związek Pszczelarzy, rolnicy, opryski, pola
Padają całe roje pszczół
Prezes Związku Pszczelarzy Jan Mohylowski mówi jednoznacznie, że środki grzybobójcze stosowane przez rolników powodują, że pszczoły tracą orientację w terenie i nie wracają do ula. Dlatego tak ważne jest stosowanie się rolników do obowiązujących przepisów, jeżeli chodzi o opryski roślin.
INTERWENCJE MIEJSKICH STRAŻNIKÓW
Do przewodniczącego Rady Miejskiej w Strzelnie Piotra Pieszaka, zgłosili się pszczelarze zaniepokojeni faktem ginięcia całych rojów pszczół. Związane to jest, jak mówił z niewłaściwym i niezgodnym z przepisami dokonywaniem przez rolników oprysków na polach. - Grozi to ponoć bardzo poważnymi konsekwencjami finansowymi dla tych, którzy łamią przepisy. Czy w tej materii jakieś działania są podejmowane? Przypomnę, że Albert Einstein twierdził, że kiedy wyginą pszczoły, to wyginie również cywilizacja - mówił Piotr Pieszak.
Komendant Straży Miejskiej w Strzelnie Paweł Namieśnik stwierdził, że rzeczywiście w ostatnim czasie w tej sprawie strażnicy podejmowali kilkanaście interwencji. Straż Miejska już w ubiegłym roku wykonywała kontrole związane ze sprawami legalności stosowania oprysków.
- Myślę, że świadomość rolników, którzy wykonują opryski jest wysoka, bo każdy z nich odbył szkolenie, każdy ma uprawnienia, ale niemniej do takich zdarzeń dochodzi - mówił Paweł Namieśnik. Przyznał, że jest obecnie na etapie rozmów z Państwowym Instytutem Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Inowrocławiu i z prezesem Polskiego Związku Pszczelarstwa. Otrzymał od tych instytucji wytyczne, co do stosowania oprysków i tymi informacjami podzieli się poprzez sołtysów z rolnikami. Zaznaczył też, że interwencje nadal będą przez strażników prowadzone. Jednak po tych informacjach, które trafią do rolników interwencje Straży Miejskiej nie będą już prowadzone w ten sposób, że interwencja zakończona zostanie pouczeniem, tylko sprawa będzie kierowana do tej instytucji, która jest kompetentna by rozstrzygnąć, czy oprysk został wykonany nieprawidłowo.
Prezes Związku Pszczelarzy Jan Mohylowski pokazuje reporterowi plaster wosku wyjęty z ula obrazujący pracowitość pszczół
fot. Paweł Lachowicz
- Wiem, że dochodzą głosy ze strony rolników, że Straż Miejska się wszystkich czepia, że oni wiedzą jak mają pryskać. Niemniej jednak proszę też wysłuchać drugiej strony, czyli pszczelarzy, u których straty jednak są w wyniku czegoś, a mówią, że to głównie przez opryski. Czyli nie ma o czym dyskutować. Myślę, że sprawa jest poważna i wymaga naszej ostrej reakcji - mówił Paweł Namieśnik.
LEGALNOŚĆ SPRZĘTU - TAK
Członek Kujawsko - Pomorskiej Izby Rolniczej, sołtys Młynic (gm. Strzelno) Piotr Sienkiewicz twierdzi, że problem rzeczywiście istnieje, ale kontrola Straży Miejskiej w tej sprawie jego zdaniem jest zbyteczna, gdyż rolnicy podlegają już bezpośredniej kontroli Rejonowej Inspekcji Nasiennictwa i Ochrony Roślin. Twierdził, że rolnik, jeśli wykona jakikolwiek zabieg niezgodnie z procedurą, podlega karom, które dla zwykłych śmiertelników mogą się wydać horrendalne. Zaznaczył, że rolnicy są jednak kontrolowani przez ludzi, dla których to jest praca i oni wiedzą, jakie środki rolnicy mogą używać i kiedy.
- Ja się boję, że jeżeli tutaj powstanie nowy organ kontrolujący, który będzie sprawdzał opryskiwacze, w porządku bo na każdym opryskiwaczu, który podlega atestacji jest naklejka i taka naklejka musi być, by opryskiwacz podlegał atestacji. Ciągnik, który ciągnie ten opryskiwacz musi być po przeglądzie technicznym. I tu rozumiem, że można kontrolować - mówił Piotr Sienkiewicz.
Twierdził też, że jest całe mnóstwo środków chemicznych, gdzie jest okres prewencji dla pszczół i znajdują się na nich napisy, że pszczół nie dotyczy. Pomimo to, jego zdaniem i tak większość rolników robi takie zabiegi wieczorem, kiedy pszczoły są już w ulach, co jest spowodowane temperaturami. Opryskanie kwitnącego łanu w ciągu dnia, to zdaniem Piotra Sienkiewicza jest samobójstwem.
- Jeżeli wykonamy tego typu zabieg i jakikolwiek pszczelarz zgłosi, że tego i tego dnia, na tym, czy na tamtym polu był wykonany zabieg jakimiś perytroidami i nastąpiły upadki pszczół, to następnego dnia mamy kontrolę z Inspekcji, pobierają próbki, czy rzeczywiście tego typu zabieg był wykonany - mówił. Zaznaczył jednak, że zabiegi grzybobójcze rolnicy mają prawo i mają możliwość wykonywania również w ciągu dnia. Przyznał, że jest to sprawa dosyć trudna, bo te środki grzybobójcze mają jakieś swoje zapachy, które nawet przy przelocie pszczoła łapie i inne pszczoły nie chcą jej potem do ula przyjąć. Z tego powodu rolnicy starają się ograniczać stosowania oprysków w dzień.
- Ale w jaki sposób wyjeżdżając z opryskiwaczem na pole udowodnić, że w zbiorniku opryskiwacza jest np. środek, który pszczołom nie zagraża. Na dzisiaj jest tak, że rozrabiając środek, rozrabiamy go praktycznie bezpośrednio przed opryskiem, bo inaczej dochodzi do krystalizacji. Jeżeli chodzi o sprawy administracyjne, to tutaj się zgodzę, że Straż Miejska sprawdzi legalność przeglądu, jak najbardziej, ale nie chciałbym, aby doszło do takiej sytuacji, że komuś, kto nie ma pojęcia o tym, co ja w tym zbiorniku opryskiwacza mam, będę musiał tłumaczyć, że to coś nie zagraża, a na koniec zostanę zegnany z pola pod jakąś tam karą - dodał Piotr Sienkiewicz.
BUDOWAĆ SYMBIOZĘ ROLNIKÓW I PSZCZELARZY
Głos w tej sprawie zajęła obecna na sesji Irena Mohylowska, której mąż jest prezesem Związku Pszczelarzy, a ona jest członkinią tego związku i wspólnie zajmują się hodowlą pszczół. Jej zdaniem jeśli chodzi o wszystkie bezkręgowce, a szczególnie o pszczoły, to nie ma takiego środka chemicznego, który by im nie szkodził. Opryski na wszystkie grzyby jakie by nie były będą szkodliwe dla pszczół, jeśli będą stosowane w środku dnia, czy też do południa.
- To nic, że jest napisane, że one nie szkodzą, ale pszczoły po prostu nie wpuszczą takiej jednej, drugiej, czy całego zespołu pszczół do ula. Więc to nie jest prawda, a to że nie stwierdzimy, jakim środkiem zostało opryskane, to też nieprawda, bo jest Agencja Rolna, która kieruje później takiego delikwenta z baniakiem do laboratorium i sprawdza co on tam wlał i oni sprawdzą czym on pryskał. Jeśli chodzi o straty, to już kilka pasiek zostało po prostu zlikwidowanych. A tłumaczenie, że my opryskujemy na grzyby, i że to jest nieszkodliwe dla pszczół jest całkowitą nieprawdą - mówiła Irena Mohylowska.
Jej zdaniem symbioza, o której mówił Piotr Sienkiewicz powinna być nie tylko w przyrodzie, ale także pomiędzy rolnikami i pszczelarzami i powinno to nastąpić jak najwcześniej, bo, jak mówiła, takie ogólne niezrozumienie i robienie sobie na złość do niczego nie prowadzi.
- A straty u pszczelarzy są ogromne, bo to nie tylko pszczoły, ale także węza, to jest też propolis, to jest kit pszczeli, to jest miód, który z tego ula powinniśmy wybrać. Taką kwotę policzyć przez 50 uli, to jest naprawdę wielka strata. Tu nie chodzi o to, że robimy rolnikom na złość, tylko pszczelarz, który skieruje się do męża, to on musi coś w tym kierunku zrobić, musi takiemu pszczelarzowi pomóc - dodała Irena Mohylowska.
Prezes Związku Pszczelarzy Jan Mohylowski w rozmowie z naszym reporterem powiedział jednoznacznie, że środki grzybobójcze stosowane przez rolników powodują, że pszczoły tracą orientację w terenie i nie wracają do ula. Dlatego tak ważne jest stosowanie się rolników do obowiązujących przepisów.
- Rolnicy często dla oszczędności mieszają różne środki chemiczne, a to często powoduje jeszcze większe szkody - mówił Jan Mohylowski.
Piotr Sienkiewicz stwierdził, że rolnicy też mają świadomość tego, że muszą współżyć i współistnieć z pszczelarzami i z pszczołami, bo rolnicy żyją z tego, co da im natura. - Troszeczkę jednak tę naturę możemy i musimy wspomóc, ale też przynajmniej większość rolników robi to w taki sposób, żeby tym pszczołom w żaden sposób nie zaszkodzić. Bałbym się tutaj takiego kolejnego kontrolowania - mówił Piotr Sienkiewicz.
STRAŻ PRZYGOTUJE RAPORT
Komendant Namieśnik przyznał, że Straż Miejska faktycznie nie jest do końca uprawniona, żeby dokonywać takich kompleksowych kontroli. Niemniej jednak po rozmowach z Państwowym Instytutem Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Inowrocławiu ma przygotować o takim zdarzeniu raport, który będzie podstawą do wszczęcia dalszych interwencji organu, który jest do tego uprawniony.
- Podajemy wówczas godzinę interwencji, zabezpieczmy ewentualnie środek, wykonujemy zdjęcie zestawu opryskującego i taka dokumentację dostarczamy instytucji, która jest do tego uprawniona. Ona prowadzi dalsze czynności urzędowe. My nie będziemy tak do końca wystawić jakiś kar, czy mandatów. Po prostu będziemy takie sprawy przekazywać dalej - powiedział Paweł Namieśnik.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1118 (29/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze