Z listów
Pilnowałam finansów gminy
Mijają blisko trzy tygodnie jak Rada Miejska odwołała mnie ze stanowiska skarbnika gminy na wniosek Pana Burmistrza... Poniżej list Marii Kiełpińskiej.
Szanowni Państwo
Mieszkańcy Miasta
i Gminy Trzemeszno
Mijają blisko trzy tygodnie jak Rada Miejska odwołała mnie ze stanowiska skarbnika gminy na wniosek Pana Burmistrza. Ponieważ przez ręce skarbnika gminy przechodzą nasze wspólne pieniądze, to taka decyzja może wzbudzać niepokój w opinii publicznej, tym bardziej, że w uzasadnieniu jako powód takiej decyzji Pan Burmistrz podaje jedynie ...straciłem do Pani zaufanie... nie podając żadnych powodów takiej decyzji. Wobec zaistniałej sytuacji, uważam, że mieszkańcy naszego miasta i gminy mają prawo do szerszej informacji na powyższy temat i to jest głównym powodem, że zabieram głos w tej sprawie i oświadczam, że:
1. Zawsze moje obowiązki służbowe wykonywałam z wielką starannością, odpowiedzialnością, zgodnie z posiadaną wiedzą. Praca w Urzędzie Miasta i Gminy była dla mnie wszystkim, a prowadzenie ponad 40-milionowego budżetu wymagało dużej wiedzy i umiejętności, a co najważniejsze ogromnego zaangażowania.
2. Każdą złotówkę wydawaną z podatków mieszkańców miasta i gminy kontrolowałam, pilnowałam i starałam się, aby był to wydatek celowy i oszczędny. Pilnowałam budżetu gminy lepiej niż swoich osobistych finansów. Wkładałam dużo wysiłku i serca, poświęcałam swój wolny czas, aby czytać przepisy prawa i wprowadzać je do pracy codziennej. Dbając o dobro gminy - szczególnie o jej finanse - czyniłam usilne starania w kierunku minimalizacji zadłużenia - zawsze wielokrotnie z determinacją prezentowałam takowe stanowisko zarówno przed Radą Miejską oraz Panem Burmistrzem. Czyniłam długotrwałe odrębne starania poszukując pomocy zewnętrznej (prawnej) począwszy od roku 2009 w sytuacji wręcz beznadziejnej w kwestii należnego podatku od nieruchomości od przedsiębiorcy, który posiadając już dla siebie korzystny wyrok Sądu Administracyjnego a jego rozstrzygnięcie miało bardzo znaczący wpływ na sytuację finansową naszej gminy. Upór i wykazywana determinacja w przedmiotowej sprawie przyniosły w tej beznadziejnej sytuacji bardzo pomyślne i wymierne efekty finansowe. Myślę, że w niedługim czasie Pan Burmistrz będzie mógł poinformować opinię publiczną o konkretnej kwocie pieniężnej powodującej znaczący wzrost dochodów gminy z tego tytułu.
3. Z problematyką finansów publicznych obcuję 29 lat, w tym funkcję skarbnika gminy pełniłam przez okres 9 lat, wielokrotnie byłam kontrolowana przez organy kontroli, które nie stwierdziły rażących nieprawidłowości w zarządzaniu finansami publicznymi i wykonywaniem budżetu. Pan Burmistrz nigdy nie zgłaszał zastrzeżeń do mojej pracy i wykonywania obowiązków służbowych.
4. Korzystając z prawa do dbałości o własny wizerunek, chcę zapewnić Państwa, że to co najistotniejsze i fundamentalne dla interesu wszystkich mieszkańców naszej gminy jakim są finanse były one zawsze bezpieczne i równoważone. A to co jest największym dramatem dla człowieka to zaistniały stan faktyczny, który miał miejsce w dniu 10 lipca br., gdzie przez podniesienie ręki bez próby zapoznania się z jakimkolwiek merytorycznym problemem, tak bez żadnych przesłanek decyduje się o losie człowieka, dorobku zawodowym przekreślając wszystko to, co robiłam w poczuciu służby dla gminy i jej mieszkańców.
z wyrazami szacunku i poważaniem dla wszystkich mieszkańców całej wspólnoty samorządowej
Maria Kiełpińska
Trzemeszno, dnia 28 lipca 2012 r.
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1068 (31/2012)
Co było w nieporządku
Ktoś, kto w dzisiejszym numerze Pałuk przeczyta list byłej skarbnik gminy Trzemeszno Marii Kiełpińskiej, nie będzie wiedział o co chodzi. Zapewnia ona, że zawsze idealnie dbała o finanse gminy. Oglądała każdą złotówkę przed wydaniem. Więcej. Zapewnia, że bardziej dbała o finanse gminy niż o własne.
Zadaję sobie jednak pytanie, tak jak pewnie dziś wielu mieszkańców gminy Trzemeszno: dlaczego była skarbnik napisała ten list? Co chciała tak naprawdę powiedzieć w nim mieszkańcom?
W sprawie odejścia skarbnik nic nie jest jasne. Przyczyny jej odejścia owiane są głęboką tajemnicą. Spróbuję je krótko przeanalizować.
Co powiedział w tej sprawie publicznie burmistrz Dereziński?
Ogólnie poinformował radnych, że utracił do pani skarbnik zaufanie. Dziwne, ale takie ogólnikowe stwierdzenie wystarczyło, by większa część radnych sprzyjających burmistrzowi podniosła rękę za odwołaniem.
Burmistrz mówił jednak dalej: - Nie chcę mówić o szczegółach, bo są to sprawy drażliwe. Czyli wiemy już nieco więcej. Ale prawdziwą bombę szykował na koniec: - Są takie powody, o których ja wiem. Mogłem ja odejść, ale nie chciałem.
Takie tłumaczenie rodzi pole dla spekulacji. Odnoszę wrażenie, że była skarbnik na każdym kroku jest zatrzymywana i pytana: dlaczego? Musi się gęsto tłumaczyć. Wiadomo, po ubiegłorocznej aferze w kasie mogileńskiego ratusza, każde takie tajemnicze odejście może być wiązane z tym, że widocznie coś nie grało w finansach gminy. Stąd zapewnienia pani skarbnik w liście, że tam wszystko po lewej i prawej stronie się zgadzało.
Burmistrz mówi, że sprawa jest tak poważna, że mógł odejść sam, ale nie chciał. Co może spowodować takie publiczne wyznanie rządzącego? Opozycja szuka tysiąca sposobów w każdym polskim mieście, by wysadzić z siodła rządzących. A tu skarbnik miałaby znaleźć taki sposób?
Żeby pozbawić burmistrza wybranego w powszechnych wyborach władzy, trzeba rzeczywiście się postarać. Dlaczego zatem burmistrz Dereziński siebie stawia na jednej szali a panią skarbnik na drugiej?
Czy może było tak, że burmistrz tak naprawdę nie sprawował władzy w Trzemesznie. O wszystkim decydowała pani skarbnik. Być może dłużej nie chciał już tolerować takiej sytuacji i odpowiadać za różne, nieswoje decyzje. Dlaczego jednak o tym publicznie nie powiedział? Rzeczywiście dla kogoś, kto wygrał wybory na fotel burmistrza mogłoby być drażliwą sprawą to, że od 6 lat ma bardzo ograniczony wpływ na finansowe decyzje gminy.
Czy burmistrz był przez kogoś szantażowany?
Tak też można odczytać słowa:
- Mogłem ja odejść, ale nie chciałem.
Chciałbym zauważyć, że zaraz na drugi dzień po odwołaniu pani skarbnik, w ratuszu trzemeszeńskim pojawiła się policja i burmistrz dmuchał w alkomat. Zbieg okoliczności, przypadek czy kogoś zamierzone działanie?
Są to kolejne pytania bez odpowiedzi. Teraz ten list.
Mógłbym spekulować tak w nieskończoność, nie przybliżyłoby to jednak nikogo do wyjaśnienia sprawy.
Myślę, że burmistrz Dereziński nie ma innego wyjścia. Nie może tej sprawy zamiatać dalej pod dywan. Powinien mieć cywilną odwagę powiedzieć, co takiego zaszło w relacjach pani skarbnik - on, iż musiał zastanawiać się i rozważyć: sam rezygnuję - czy odwołuję. Pani skarbnik powiedziała już bardzo dużo, w finansach wszystko było w porządku.
Teraz ruch należy do burmistrza, byśmy się dowiedzieli, co było w takim razie w nieporządku. Tak poważnym, że sam rozważał rezygnację z pełnionej funkcji.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1068 (31/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze