- E tam, tak tylko pójdę trochę posiedzieć z wędką
Pływał taboret i reklamówka
60-letni Andrzej N. zamierzał ostatni raz we wtorek powędkować techniką podłodową. Od środy planował zacząć fuchy rzeźnickie, bo był świetnym fachowcem w tej dziedzinie. Zbliżają się przecież święta wielkanocne. Nie zdążył. Załamał się pod nim lód.
Codzienna droga, którą przemierzał Andrzej N. chodząc łowić ryby na Jeziorze Ostrowskim. Przechodząc przez wodę, wchodził na mostek, a z niego schodził na lód
Rodzina Andrzeja N. oczekuje na przyjazd samochodu z firmy pogrzebowej. Obok ciała mężczyzny leży jego reklamówka oraz taboret z wędką. 60-letni mieszkaniec Ostrowa (gm. Strzelno) Andrzej N. był zapalonym wędkarzem. Chodził na ryby niemal codziennie. Feralnego dnia, 15 marca jak zwykle łowił ryby na Jeziorze Ostrowskim, w rodzinnej wiosce. - Widziałem Andrzeja rano, gdy przechodził niedaleko mojego domu - mówi jego szwagier Konrad Luwański. - Ja widziałem go też około 10:00. Przywitaliśmy się i poszedł dalej, później widziałem go jeszcze około południa. Może już wtedy szedł na ryby - dodaje sołtys Józef Gacek. Pana Andrzeja widziała przed południem Teresa Luwańska. - Spytałam „dokąd Andrzejku idziesz?” A on odpowiedział „idę trochę na ryby”. A ja mu na to, że lód już taki słaby. On mi wówczas powiedział „E tam, tak tylko pójdę trochę posiedzieć z wędką” - opowiada pani Teresa.
Konrad Luwański opowiada, że wędkarstwo było wielkim hobby pana Andrzeja. Na ryby chodził zwykle z panem Stanisławem, który przyjeżdża do Ostrowa z Knurowa na Śląsku, bo właśnie w Ostrowie ma wybudowany całoroczny domek wczasowy. Tego dnia pan Stanisław szukał Andrzeja N., bo chętnie by razem z nim poszedł na ryby. Mieszkaniec Śląska poszedł nad jezioro zobaczyć, czy jest tam jego kompan od wędkowania.
Po chwili wrócił do mieszkania Teresy i Konrada Luwańskich bardzo zdenerwowany. Prawie nie mógł z siebie słowa wydobyć. - Nogi mu się trzęsły i drżącym głosem powiedział: „Czy tam coś się nie stało? Taka dziura zaraz obok mostku, niedaleko pływa taboret, to jest podejrzana sprawa” - opowiada pan Konrad.
- Poszliśmy tam razem. Patrzę, a tam rzeczywiście w lodzie taka dziura duża, jak na człowieka. Zaraz zgłosiłem to do straży, ale prosiłem, aby na razie tego nie rozgłaszać, że najpierw trzeba sprawdzić, czy czasami Andrzej nie poszedł np. na obiad. Żona moja poszła do jego żony i razem szukały Andrzeja. Chcieliśmy być pewni, a nie, że my tutaj awanturę zrobimy, a on gdzieś tam będzie. Ale jak Andrzeja nigdzie nie było, to pomyślałem o najgorszym. Było to około 16:00 - mówi Konrad Luwański.
Pan Konrad poszedł jeszcze raz nad jezioro. Wtedy zobaczył dokładnie, że przy przewróconym taborecie załamany jest lód, a króciutka wędka, którą łowił pan Andrzej ryby metodą podlodową, pływała po wodzie. Dalej leżała jego reklamówka. Żona Aleksandra rozpoznała, że to własność męża. - Gdyby nie nasz Ślązak, to pewnie nikt by nie wiedział, co się z Andrzejem stało - mówi pani Teresa.
W tym czasie na miejsce zdarzenia przybyli druhowie miejscowej OSP, a zaraz po nich strażacy PSP z Mogilna. Za chwilę przyjechali także funkcjonariusze strzeleńskiej policji oraz dwie karetki pogotowia. Przybyła także córka pana Andrzeja - Anita.
Kilkanaście minut przed 17:00 strażacy wydobyli ciało 60-latka spod kruchej lodowej tafli. Mężczyzna nie dawał już żadnych oznak życia. - Był tak na 3 metrach głębokości. Strażacy praktycznie od razu go wyciągnęli. Po stanie ciała widać było, że długo był pod wodą - opowiada Konrad Luwański. Józef Gacek dodał: - Lekarz stwierdził, że dwie godziny był pod wodą na pewno.
Pracownicy firmy pogrzebowej ze Strzelna przenoszą zwłoki Andrzeja N. znad jeziora do karawanu, który ze względu na bardzo mokrą ziemię zaparkowany został na polu Konrada Luwańskiego. - To był naprawdę dobry człowiek. Był rzeźnikiem i to bardzo dobrym w swoim fachu. Gdy przyszła tutaj jego żona Ola, mówiła, że Andrzej poszedł na ryby ostatni raz. Od jutra miał zacząć fuchy rzeźnickie, bo ludzie już pomału do świąt się szykują. No i okazało się, że to był ten jego ostatni pobyt na rybach - mówi Teresa Luwańska.
Około 18:30 na miejsce zdarzenia dotarł samochód zakładu pogrzebowego i zabrał ciało Andrzeja N. do Strzelna.
- Policjanci apelują o rozwagę, ponieważ obecne warunki atmosferyczne nie są już bezpieczne do łowienia pod lodem. Lód jest bardzo kruchy i nie wytrzymuje dużych obciążeń. Załamanie się lodu i wpadniecie do wody to niebezpieczeństwo utonięcia. Nawet krótkotrwałe przebywanie w lodowatej wodzie może doprowadzić do wyziębienia organizmu i poważnych konsekwencji zdrowotnych a także śmierci - powiedział oficer prasowy podkom. Tomasz Rybczyński KPP w Mogilnie.
Strażacy natomiast ostrzegają, że wchodzenie na lód w sytuacji, gdy od kilku dni utrzymuje się dodatnia temperatura, to narażanie się na niebezpieczeństwo. Lód jest teraz bowiem kruchy i bardzo szybko topnieje.
Zmarły 60-latek to pierwsza tegoroczna ofiara na terenie powiatu mogileńskiego, pod którą zarwał się lód.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 996 (11/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze