Reklama

Ratownicy nie przychodzą do pracy

Karetka, SPZOZ, Mogilno, ratownik, szpital
     Ratownicy nie przychodzą do pracy
    Karetki kierowane do stanów zagrażających życiu nie mają pełnej obsady. Brakuje w nich ratowników medycznych, są tylko lekarze i kierowcy. Taki problem na Radzie Społecznej SPZOZ zasygnalizował wczoraj kierowca Sławomir Śródecki. - Panie starosto z pełnym szacunkiem, ale jeżeli są to ratownicy i są na kontrakcie, to są świętymi krowami w naszym zakładzie pracy. Nie mają do powiedzenia nic dyspozytorzy, nie mają do powiedzenia nic lekarze, oni rządzą - mówił Sławomir Śródecki.

     W poprzednim numerze w artykule Już się nie boją: podwyżki albo strajk pisaliśmy m.in. o tym o czym rozmawiano podczas spotkania pielęgniarek z działaczami Związku Zawodowego Sierpień’80. Była wtedy m.in. mowa o lekarzach, którzy nie wypełniają swoich kontraktów w SPZOZ-ie w Mogilnie i zamiast przyjeżdżać do szpitala lub przychodni na 8 godzin tak jak prawidłowo to powinno być, przyjeżdżają na 1,5 godziny i kryją ich pielęgniarki lub inni lekarze.
     Podczas zebrania Rady Społecznej SPZOZ 17 czerwca okazało się, że problem niepojawiania się na dyżurach nie dotyczy tylko i wyłącznie lekarzy, ale również ratowników medycznych w karetkach pogotowia.
     Temat ten poruszył kierowca karetki SPZOZ w Mogilnie i związkowiec Sierpnia`80 Sławomir Śródecki. Mówił, że karetka, która przewozi pacjentów z zagrożeniem życia nie ma pełnej obsady. W karetce jest kierowca i lekarz, nie ma za to ratownika medycznego.
     - Ja nie wiem, czy szanowna Rada wie, że dochodzi tutaj do takich sytuacji, że moim zdaniem jako pracownika nie spełniamy warunków, żeby zabezpieczyć cały powiat. Nie wiem czy pani dyrektor wie też o tych incydentach.
     - Minął tydzień jak rozmawiałem z dyrektorem ds. medycznych, bo dochodzi do kuriozum, że karetka szpitalna, która jest do zadań specjalnych i wozi pacjentów w stanie zagrożenia życia, wyjeżdża z samym kierowcą i samym lekarzem bo nie ma obsady ratowniczej - mówił Sławomir Śródecki.
     P.o. dyrektor SPZOZ w Mogilnie Barbara Buzała potwierdziła, że o tym przypadku niepojawienia się ratownika wie. - Zgadza się, był przypadek, że w ostatniej chwili ratownik odmówił wyjścia do pracy. Zrezygnował, zostało to rozwiązane w inny sposób, pracownik, który miał się stawić do pracy nie stawił się do pracy. Zgadza się, wiem o tym przypadku - mówiła.
     Tymczasem jak twierdzi Sławomir Śródecki, nie był to jedyny przypadek. W ubiegły piątek 12 czerwca po raz kolejny inny ratownik nie pojawił się na dyżurze. Było to też wtedy, kiedy dyżur jako kierowca karetki miał Sławomir Śródecki.
     - Sam przewoziłem pacjentów karetką bo nie było obsady. Mój ratownik z podstawowej karetki transportowej został w trybie pilnym przeniesiony na karetkę szpitalną bo nie było pracownika, nie przyszedł do pracy - mówił oburzony.
     Prostą odpowiedź na te zarzuty dała p.o. dyrektor Barbara Buzała mówiąc, że zgadza się, są problemy kadrowe jeśli chodzi o zabezpieczenie karetek. Sławomir Śródecki mówił natomiast, że kiedy kierowcy mieli dyżury pod telefonami to nie dochodziło do takich zdarzeń.
     Barbara Buzała zwróciła mu uwagę, że dyskusja schodzi teraz na różne pola i mówią o różnych grupach, Sławomir Śródecki o kierowcach a Barbara Buzała o ratownikach. Wtedy Sławomir Śródecki podał inny przykład, kiedy także kierowca nie zjawił się na dyżurze. Mówił, że wcześniej była taka sytuacja kiedy lekarz jechał sam bez ratownika z zawałem do Bydgoszczy. Ratownik pracował jako kierowca i na przedziale opieki medycznej nie było opinii medycznej bo lekarz jechał sam.
     Barbara Buzała stwierdziła, że to jej zastępca ds. medycznych ma ten problem rozwiązać i trwają rozmowy między nim a doktorem Romanem Bardoniem. Dyrektor Buzała nie chciała jednak zdradzać jak to się stało, że ratownik nie zjawił się na dyżurze.
     Ujawnił to Sławomir Śródecki: - Jeden zadzwonił i powiedział, że nie przyjdzie do pracy, drugi w ogóle nie odbierał telefonu chociaż był wpisany w grafiku na dyżur - tłumaczył.
     Sławomir Śródecki zwrócił się do starosty Tomasza Barczaka i p.o. dyrektora Barbary Buzały mówiąc: - Panie starosto z pełnym szacunkiem, ale jeżeli są to ratownicy i są na kontrakcie to są świętymi krowami w naszym zakładzie pracy. Nie mają do powiedzenia nic dyspozytorzy, nie mają do powiedzenia nic lekarze, oni rządzą. Nie ukrywajmy pani dyrektor, rządzą ratownicy na kontrakcie. Chce - jedzie, nie chce - nie jedzie, chce - odbierze telefon, nie chce - nie odbierze telefonu - mówił.
     Tę sprawę Sławomir Śródecki również zasygnalizował wcześniej dyrektorowi ds. medycznych. Powiedział mu, że gdyby taka sytuacja trafiła jego jako pracownika na etacie, w poniedziałek już byłby w kadrach i zostałby zwolniony. Jak mówił, problem jest o tyle duży, że zatrudnieni na kontraktach ratownicy mają tyle dyżurów w różnych szpitalach, że nie wiedzą już gdzie przyjeżdżać do pracy.
     - Dyrektor Nowak sam stwierdził, że jak oni pracują tu, tu, tu i tu, to w końcu nie wiedzą gdzie mają przyjechać, ale mojej głowy kłopot? Po co się wpisuje na dyżury, wszystko blokuje, problem jest poważny - sygnalizował na zakończenie Sławomir Śródecki.

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1218 (24/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości