Reklama

Remont podwórka utrudnia mu życie

Dla poruszającego się na wózku inwalidzkim Lecha Szaraty dużym problemem jest remontowane podwórko prywatnej kamienicy w Strzelnie przy ul. Szkolnej 2, gdzie on mieszka w oficynie (budynek za nim). Najpierw na podwórku uszkodzona była studzienka i powyrywany bruk. Teraz podwórko zostało odgrodzone, a on by wyjechać na ulicę, musi pokonać na wózku najpierw schody a potem długi korytarz.

        fot. Paweł Lachowicz

Strzelno, ul. Szkolna 2, remont, kamienica, Lech Szarata, wózek inwalidzki
     Remont podwórka utrudnia mu życie
    Poruszającemu się na wózku inwalidzkim Lechowi Szaracie problem sprawia remont prywatnej kamienicy i podwórka, gdzie mieszka. Najpierw na podwórku uszkodzona była studzienka i powyrywany bruk. Teraz podwórko zostało odgrodzone, a on by wyjechać na ulicę, musi pokonać na wózku najpierw schody, a potem długi korytarz. Właścicielka kamienicy Ewa Pilichowska mówi: - Pan Szarata to jest człowiek, który ma ciągle o coś pretensje i tylko z nim są wieczne kłopoty. Ja robię co mogę. Podwórko będzie zrobione, ale nie z dnia na dzień.

     USZKODZONA STUDZIENKA
     Niepełnosprawny mieszkaniec Strzelna Lech Szarata wraz z rodziną od 7 lat mieszka w prywatnej kamienicy przy ul. Szkolnej, której obecnie właścicielką jest Ewa Pilichowska. W 2012 r. otrzymał nakaz eksmisji z zajmowanego lokalu. Od kilku lat stara się o mieszkanie komunalne, jednak gmina takowych nie posiada. Ze względu na brak lokali komunalnych gmina dopłaca różnicę w czynszu do kwoty wskazany przez właścicielkę kamienicy.
     W ostatnim czasie przeprowadzany jest przez właścicielkę kamienicy jej generalny remont. Łącznie z wymianą pokrycia dachowego i remontem podwórka. To właśnie prowadzony remont podwórka kamienicy spędza sen z powiek Lechowi Szaracie, gdyż prowadzone na terenie posesji prace remontowo-budowlane nie pozwalają mu na swobodne poruszanie się. Tym bardziej, że porusza się tylko na wózku inwalidzkim.
     Codziennie wyjeżdża na zajęcia do Środowiskowego Domu Samopomocy w Strzelnie. Jest rozgoryczony, bo sam nic nie może zdziałać. Z zawodu jest murarzem, obecnie przebywa na zasiłku socjalnym z Opieki Społecznej. Wykonywanie pracy zawodowej uniemożliwiło mu kalectwo. 5 lat temu w wyniku zaawansowanej cukrzycy odcięto mu nogę. Dodatkowo w wyniku choroby cukrzycowej traci wzrok.
     - Wszystko może być dobrze, wszystko można załatwić, żeby tylko do ludzi podchodzili z sercem, a nie zbywali. Jestem taki, jaki jestem i trudno. Ja byłem na kalectwo przygotowany i nauczyłem się tak żyć - powiedział.
     Dzwoniąc w ubiegłym tygodniu Lech Szarata prosił, byśmy przyjechali i zobaczyli, jakie musi pokonać trudności, by dostać się do mieszkania. - Jak pan przyjedzie, to sam na własne oczy zobaczy, co zrobiła właścicielka. Ja już dwa razy do studzienki wpadłem, ale mnie nawet nie chodzi o mnie, ale o dzieci, które po podwórku biegają. Tam nie ma ta studzienka żadnego zabezpieczenia. Cały bruk fadromą usuwali, wszystko przy okazji powyrywali, czy nie szło zrobić tego ręcznie, by nie uszkodzić studzienki. Właścicielka powiedziała, że remont podwórka będzie dopiero na drugi rok robiony, a nasze bezpieczeństwo, to gdzie jest? Tłumaczyła, że za fadromę płaci się 150 zł za godzinę, a jak by zatrudniła kilku chłopaków, więcej by nie zapłaciła, a byłoby bez strat. Ta otwarta studzienka się zamula i smród niesamowity tam jest. Dobrze, że pani właścicielka robi remonty, ale trzeba to robić umiejętnie i trzeba też pomyśleć o ludziach, którzy tutaj mieszkają - twierdzi Lech Szarata.
     PO TELEFONIE KARTKA
     W dzień, kiedy pan Szarata skontaktował się z naszym reporterem, na bramie posesji pojawiła się informacja o treści: W związku z trwającymi pracami budowlanymi teren podwórka na czas prowadzonych prac, ze względów bezpieczeństwa jest wyłączony z użytkowania i obowiązuje zakaz wstępu na jego teren. Rodzina państwa Szaratów na czas prowadzonych prac zobowiązana jest do korzystania z przejścia przez korytarz i drzwi wejściowe w kamienicy.
     Jednak dla Lecha Szaraty jest to wielkie utrudnienie. Ma problem, by wózkiem przemieszczać się korytarzem i przejechać bez pomocy drugiego człowieka przez drzwi wejściowe w kamienicy, gdyż wejście dzielą stopnie schodów zarówno od strony podwórza, jak i wyjścia na ulicę.
     - Dzisiaj przed 11:00 zaczęto zabezpieczać podwórko. Prawdopodobnie pani kierownik ŚDS Irena Tomaszewska dała znać pani Pilichowskiej. Ktoś słyszał, jak do was dzwoniłem i dał znać pani kierownik, która miała pretensje, że załatwiam takie sprawy na terenie ŚDS. Ja jej powiedziałem, że jest to moja prywatna sprawa. A ja jestem ciekaw, jak mam teraz przejechać, jak ona zagrodziła tutaj wszystko. Ja tego nie mogę zrozumieć. Niech dziecko wpadnie do studzienki. Podwórko to jeden śmietnik. Tam leży drabina połamana i kupa śmieci. To, że ja na wózku jeżdżę, to ona się tym nie przejmuje. Nie interesuje jej, że mieszka tutaj człowiek niepełnosprawny. Ja na tym podwórku poruszałem się bez problemu. Mimo że nie widzę, każdy centymetr podwórka znałem. Taśmy dzisiaj poustawiali i jak ja mam się teraz poruszać, mam fruwać w powietrzu? Posadzę sprawnego człowieka i niech wyjedzie. Niech pokaże mi, jak to się robi - skarży się Lech Szarata.
     REMONT JEST UCIĄŻLIWY
     Właścicielka kamienicy Ewa Pilichowska w rozmowie z naszym reporterem przyznała, że prowadzony remont kamienicy może być uciążliwy dla zamieszkałych tam osób. Jednak remonty są konieczne: - Podwórko będzie na dniach robione. Nigdy nie powiedziałam, że remont podwórka będzie robiony w przyszłym roku. Dopiero niedawno otrzymałam pozwolenie na budowę. W tej chwili jest zrobiony dach, lokatorzy mają pozakładane liczniki na wodę i gazowe ogrzewanie, a w dalszej kolejności będzie wykonywana kanalizacja na podwórku - powiedziała Ewa Pilichowska.
     Podwórko, jak dodała jest odcięte od użytkowania chwilowo, do czasu naprawy studzienki, która w trakcie prowadzonych prac została zarwana. - W tej chwili stwarza niebezpieczeństwo. Na dniach firma wejdzie i będzie kanalizacja robiona. Ja nie jestem w stanie wszystkiego z dnia na dzień zrobić, wszystko wymaga czasu. Tyle lat nic tam nie było robione, a teraz nie ma możliwości wszystkiego naraz zrobić. Pan Szarata to jest człowiek, który ma ciągle o coś pretensje i tylko z nim są wieczne kłopoty. Ja robię co mogę, na pewno nie w przyszłym roku, ale jeszcze w tym podwórko będzie zrobione, ale nie z dnia na dzień - dodała pani Ewa.
     Dodała też, że sprawę niezabezpieczonej studzienki zgłaszała jej również inna lokatorka tej kamienicy, która twierdziła, że jest to niebezpieczne dla jej dzieci. - Więc ja teren zabezpieczyłam i każdy dostał pismo, że podwórka użytkować nie można - dodała Ewa Pilichowska.
     Po przebudowie kanalizacji w planach właścicielka ma też wymianę bramy wjazdowej. W związku z tym lokatorzy muszą uzbroić się w cierpliwość, bo remont zdaniem Ewy Pilichowskiej robiony jest dla ich dobra.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1215 (21/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości