Reklama

Runął komin w kamienicy

Ponad stuletnie kamienice na strzeleńskim Rynku nie wytrzymują już ruchu ciężkich samochodów na biegnącej przez niego krajowej 15. Pękają ściany, a u Heliodora Rucińskiego runęła część komina. Sytuację przyjechała z Mogilna ocenić inspektor nadzoru budowlanego Eliza Pliszka. Po wejściu wąskimi, stromymi schodami zasłabła i została odwieziona do szpitala. Jej kolega Marek Kaczan podjął decyzję o konieczności rozebrania zbudowanego z pecy komina do poziomu pierwszego piętra.

Pracownicy pogotowia ratunkowego z pomocą strażaków znoszą krętymi schodami kamienicy przy strzeleńskim Rynku inspektor nadzoru budowlanego Elizę Pliszkę do karetki. Gdy źle się poczuła, najpierw strażacy podali jej tlen. Gdy to nie pomagało wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. fot. Paweł Lachowicz

Na miejsce zdarzenia przybył burmistrz Ewaryst Matczak oraz miejscowy przedsiębiorca Leon Zienowicz, przyjaciel właściciela kamienicy Heliodora Rucińskiego, który zadeklarował pomoc jego firmy przy rozbiórce komina fot. Paweł Lachowicz

Reklama

     Kamienica przy Rynku w Strzelnie jest własnością Heliodora Rucińskiego. Mieszka w niej 5 rodzin, w tym rodzina właściciela, jego dzieci z rodzinami. Na parterze od strony rynku w kamienicy znajdują się sklepy.
     6 marca około 19:00 na poddaszu kamienicy zawalił się częściowo komin.
     W mieszkaniu bezpośrednio pod kominem mieszka syn właściciela Piotr Ruciński z żoną Joanną i dwiema córkami, 4-letnią Wiktorią i 7-letnią Moniką. Ponadto w kamienicy mieszka też m.in. córka Heliodora Rucińskiego Mirosława Brzuszkiewicz z rodziną.
     Najprawdopodobniej w mieszkaniu znajdującym się bezpośrednio pod kominem przez czas remontu nie będzie można mieszkać.
     - Zależy mi na tym, aby dziś rozebrano jeszcze ten komin, bo obawiam się, że może spaść na rynek. Okaże się, że dach zniczy i jeszcze coś na rynku. Przecież nic nie wiadomo. Dwa tygodnie wcześniej założyliśmy siatkę wzmacniającą i tynkowaliśmy górną część komina - mówił na gorąco 6 marca Heliodor Ruciński.
     Kamienica, zdaniem jej właściciela, ma grubo ponad 100 lat, nad wejściem głównym widnieje napis 1901 rok. Tyle samo lat liczy komin. Od 1907 r. kamienica należy do jego rodziny. On jest jej właścicielem od 2005 r.  - My nie jesteśmy w stanie ustalić wieku tego domu, bo widać, że piwnice są starsze, jak ten dom. Są tam kolumny z łukami i cegła widać, że jest starsza, więc coś musiało tutaj być już wcześniej - dodał Heliodor Ruciński. W kamienicy rozprowadzona jest sieć centralnego ogrzewania, a piec opalany miałem mieści się w piwnicy, gdzie wydzielone jest miejsce na kotłownię.
     - Miał wydziela jakieś gazy i ma dużo wilgoci, a komin też ma swój wiek. Jest z pecy i prawdopodobnie cegła nasiąkła i wypadła jedna ściana komina. W tej chwili istnieje zagrożenie, że to co zostało nad tym uszkodzeniem i wyrwą może spaść. To było parę lat temu robione i zbudowane jest z cegły ceramicznej i to jest duży ciężar, więc trzeba to jakoś zabezpieczyć. Prawdopodobnie trzeba będzie rozebrać tę górną część, żeby nie groziło to dalszym zawaleniem. Najgorsze jest to, że teraz nie wiemy, co dalej robić. Bez ogrzewania tyle się wytrzyma - powiedział Heliodor Ruciński.
     W październiku 2003 r. w kamienicy doszło do pożaru. Od tego czasu właściciel wraz z dziećmi przeprowadzali remont kamienicy. Na poddaszu wymieniono całą konstrukcję dachową, w tym więźbę dachową. Nadbudowana też została z cegły ceramicznej górna część komina wychodząca ponad dach oraz w miejsce eternitu położona została dachówka.
     Mieszkańcy pobliskich domów zgodnie twierdzili, że w chwili zawalenia się komina słychać było huk w kamienicy.
     Joanna Rucińska w tym momencie kąpała córki Wiktorię i Monikę.
     - Ten komin jest akurat nad łazienką, więc jak to runęło, a obie córki siedziały w wannie, więc od razu wyskoczyły z niej. Młodsza córka się popłakała, a Wiktoria spytała „Mamo dom się zawalił”? Ja je zaraz stamtąd zabrałam i przyszliśmy z mężem na górę zobaczyć, co się dzieje. Nasz dom, tak jak inne znajdujące się przy tej drodze, odczuwa wszystkie wstrząsy, bo to cały czas pracuje. Jak samochody jadą ulicą, my cały czas to odczuwamy. Kieliszki, czy szklanki w szafie, jak przejeżdżają samochody, zaczynają drgać. Każdy remont jakiejkolwiek kamienicy starcza na kilka lat i trzeba remontować od nowa. Cały czas trzeba wykładać duże pieniądze. Jeszcze do tego, jak chcemy wyremontować część od drogi krajowe, to trzeba zwrócić się o pozwolenie i trzeba za to zapłacić. To się tak szybko nie zmieni. My robiliśmy remont w ubiegłym roku w czerwcu i już mamy ściany popękane - powiedziała Joanna Rucińska.
     Na miejsce zdarzenia dotarły dwie Jednostki Ratowniczo-Gaśnicze z PSP w Mogilnie pod dowództwem st. kpt. Łukasza Rogalskiego oraz jednostka OSP ze Strzelna. Z JRG Inowrocław przyjechał też podnośnik hydrauliczny o wysięgu 40 m. Strażacy nakazali mieszkańcom natychmiast opuścić budynek. Istniało bowiem ryzyko dalszego zawalenia się komina i uszkodzenia znajdujących się poniżej mieszkań.

Joanna Rucińska w trakcie wybuchu kąpała dzieci w łazience, znajdującej się pod kominem, który runął fot. Paweł Lachowicz

Reklama

Piotr Ruciński, podobnie jak jego ojciec, twierdzi, że komin mógł być już osłabiony przez pożar, który 10 lat temu trawił kamienicę oraz przez bliskość kamienicy z drogą krajową nr 15 i przejeżdżające nią ciężkie samochody, które wprowadzają w drgania całą kamienicę fot. Paweł Lachowicz

     Konstrukcję komina do czasu przyjazdu na miejsce inspektora nadzoru budowlanego strażacy zabezpieczyli stemplami budowlanymi. Na miejsce zdarzenia przybyli też komendant KP PSP bryg. Marek Kryszak i burmistrz Ewaryst Matczak, który był gotowy w razie konieczności zapewnić zastępcze lokum mieszkającym w kamienicy rodzinom. Jednak nie było to konieczne, gdyż właściciel twierdził, że w przypadku konieczności opuszczenia kamienicy na dłuższy czas zapewni lokatorom dach nad głową.
    Przyjechała także Inspektor Nadzoru Budowlanego Eliza Pliszka. Wchodząc na poddasze budynku mówiła: - Zrobimy ocenę, sporządzimy protokół i przepytamy właściciela. Zajrzała do pomieszczenia, gdzie znajdował się zawalony komin i nagle poczuła się słabo.
     - O kurcze, jak mi tchu brakuje - mówiła. Schwyciła się za głowę i mówiła, że strasznie jej pulsuje. Reporter pomógł usiąść pani inspektor na jednej z belek i zawołał strażaków, którzy przybyli i podali pani Elizie tlen. Jednak ból i do tego duszności nie przechodziły. Strażacy wezwali pogotowie ratunkowe, które zadecydowało o konieczności hospitalizacji.
     Konieczne było wezwanie innego inspektora, by ocenił stan techniczny budynku. Po godzinie na miejsce przybył inspektor Marek Kaczan.
     - Jak rozbiorą komin, przykryjemy to. Na razie dachówką, bo mam jeszcze dachówkę od remontu dachu. Jak się okaże, że komin jest cały z pecy, to trzeba będzie rozebrać go po samą piwnicę - powiedział Heliodor Ruciński.
     Na miejsce dotarł także miejscowy przedsiębiorca Leon Zienowicz, u którego pracuje Piotr Ruciński. Od razu stwierdził, że na zawalenie komina z dużą pewnością mogła mieć wpływ pobliska droga krajowa i jeżdżące nią ciężkie samochody.
     - To mogło powstać od ruchu, jaki tu panuje. Przy takim natężeniu, te mury muszą się rozlecieć. Tylko i wyłącznie to miało wpływ. Taka technologia kiedyś była i niestety, to wszystko jest tak zbudowane. Teraz to najlepiej widać. Na tę chwilę jest duże zagrożenie. Trzeba to niestety będzie rozebrać - ostrzegał Leon Zienowicz. Sugerował również, aby komin rozebrać do samej piwnicy. Zadeklarował również, że przyśle ludzi ze sprzętem i pomogą rozebrać komin.
     - Przecież trzeba to robić jak najszybciej i coś zbudować, bo ludzie pomarzną. To trzeba wykorzystać medialnie. Może to dotrze do kogoś, bo ta droga jest naprawdę zagrożeniem i niebawem ludzie zaczną ginąć. To nie są żarty - dodał Leon Zienowicz.
     Natomiast Piotr Ruciński dodał: - Tutaj jest tak asfalt położony, że jak ciężarowy samochód wjedzie na początku rynku, to tutaj już się odczuwa.
     Po przeprowadzonych oględzinach inspektor Marek Kaczan podjął decyzję o konieczności rozebrania komina do poziomu pierwszego piętra. Z powodu występującego ryzyka dalszego zawalenia się komina w budynku odcięto dopływ gazu. Na czas rozbiórki przez strażaków części komina znajdującego się nad dachem, którego dokonano przy pomocy podnośnika hydraulicznego ,oraz części komina znajdującego się wewnątrz budynku, rodziny mieszkające w głównej części budynku musiały opuścić swoje mieszkania.
     Akcja trwała około 6 godzin.
     Jak powiedział właściciel, kamienica jest ubezpieczona i będzie starał się o odszkodowanie.
    Film można zobaczyć w zakładce Filmy.

Reklama

 

Konstrukcję komina do czasu przyjazdu na miejsce inspektora nadzoru budowlanego strażacy zabezpieczyli stemplami budowlanymi fot. Paweł Lachowicz

Właściciel kamienicy Heliodor Ruciński z córką Mirosławą Brzuszkiewicz opowiedzieli, co wydarzyło się w kamienicy fot. Paweł Lachowicz

 

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1152 (11/2014)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości