Reklama

Szmaty w wentylacji

Mirosława Redmann pokazuje reporterowi zaślepiony szmatą otwór wentylacyjny prowadzący do jej mieszkania fot. Magdalena Lachowicz

Mogilno, osa, wentylacja, rura, gniazdo
   Szmaty w wentylacji
     Mirosława Redmann źle się poczuła w swoim mieszkaniu. Brakowało jej powietrza. Okazało się, że pracownicy Mogileńskich Domów po usunięciu gniazda os zatkali otwór wentylacyjny od strony podwórka szmatami. Po zainteresowaniu się sprawą przez reportera Pałuk szmaty usunięto i zamontowano kominek na ścianie.

W pokoju grzyb atakuje wszystkie ściany fot. Magdalena Lachowicz

     CZUĆ WILGOĆ I GRZYB
     Mirosława Redmann mieszka w Mogilnie, w oficynie kamienicy przy ul. Jagiełły 20 od 2009 r. Pracuje jako opiekunka w M-GOPS. Kamienica administrowana jest przez Mogileńskie Domy. Otrzymała to mieszkanie po tym, jak właścicielka kamienicy przy ul. Hallera wypowiedziała jej warunki najmu. Decyzję o przydziale mieszkania odebrała 10 grudnia 2009 r. Mieszka na zaledwie 21 m2. Mieszkanie składa się z jednego pokoju, w którym jest zarazem kuchnia, wydzielona jest łazienka i dobudowany malutki przedpokój.
     - Po rozwodzie zostałam sama. Nie miałam pracy, w związku z tym żadnych środków do życia. Zalegałam z czynszem i właścicielka eksmitowała mnie z mieszkania. Wiedziałam, że gmina nie przyzna mi mieszkania z superwarunkami, ale to, które otrzymałam, urąga godności człowieka. Nawet psy mają czasami lepsze warunki. Przyjęłam je, bo była zima i co - miałam iść mieszkać do parku czy do noclegowni? Ale nie spodziewałam się, że przyjdzie mi mieszkać aż w tak makabrycznych warunkach. Cały czas miałam jednak nadzieję, że jak „Mogileńskie Domy” będą dysponować innymi lokalami, otrzymam inną propozycję i się stąd wyprowadzę - opowiada reporterowi Pałuk.
     Nasza czytelniczka opowiada nam, że gdy oglądała mieszkanie było ono czyste i świeżo odmalowane. - Nikt mi nie powiedział, że mieszkanie jest zawilgocone. Gdy je przyjmowałam wilgoci nie było widać, bo nikt tam od dłuższego czasu nie mieszkał - dodaje. Jednak z chwilą, gdy się wprowadziła i zaczęła gotować obiady, opary skraplały ściany, i od razu pojawił się na nich grzyb. Twierdzi ponadto, że w mieszkaniu jest bardzo słaba wentylacja, a jedno małe okienko w pokoju nie wystarcza, żeby dobrze przewietrzyć mieszkanie.
     Bieżące remonty w mieszkaniu przeprowadzała sama. Jak twierdzi, na podłodze w łazience położyła płytki ceramiczne, bo na posadzce gnieździło się robactwo. Dodatkowo we własnym zakresie wykonała otwór wentylacyjny i zamontowała w nim kratkę w przedpokoju.
     - Wchodząc do mojego mieszkania czuć samą wilgoć. Trudno jest tutaj oddychać, do tego od wilgoci popsuły mi się już dwa telewizory - opowiada. Na dowód swoich słów pokazuje reporterowi kwitek wystawiony przez Eugeniusza Szeflera, do którego zakładu napraw oddała zepsuty telewizor. Eugeniusz Szefler napisał, że trafopowielacz telewizora mógł się uszkodzić m.in. od wilgoci.
     Twierdzi, że Mogileńskie Domy nie reagują na jej monity związane z zagrzybieniem mieszkania. Czarę goryczy przelała ostatnia sytuacja, w której się znalazła.
     GNIAZDO OS
     Otóż w przewodzie wentylacyjnym prowadzącym do jej pokoju i zarazem kuchni zagnieździły się osy. Od dłuższego czasu słyszała w ścianie dziwne brzęczenie. Na domiar złego od kilku dni z kratki wentylacyjnej wylatywały osy, które dolatując do usytuowanego naprzeciwko okna padały na parapecie.
W piątek 27 lipca pracownicy Mogileńskich Domów zaopatrzeni w specjalny sprzęt i ubiór przyszli wytępić gniazdo os.
     - Cieszyłam się, że tak szybko zareagowali. Nie wiedziałam jednak, że przy okazji narobią kolejnych szkód, tym razem dla mojego zdrowia - mówi Mirosława Redmann.
     Jak się okazało, następnego dnia po akcji przeprowadzonej przez pracowników Mogileńskich Domów w mieszkaniu pani Mirosławy panował zaduch, brakowało jej powietrza do swobodnego oddychania. Przyłożyła do kratki wentylacyjnej kartkę papieru, a ona nawet nie drgnęła. Stwierdziła, że nie ma w mieszkaniu żadnej wentylacji.
     Na niedzielę 29 lipca poszła na sąsiednie podwórko, gdyż rury wentylacyjne z jej mieszkania wychodzą na ścianie budynku od sąsiedniego podwórka, przy ul. Jagiełły 18 i zobaczyła, że rura wentylacyjna została zdjęta, a otwór zaślepiony został szmatą.
     - Przecież mogłam się udusić. Kto to widział, żeby całkowicie odciąć dopływ powietrza do mieszkania - denerwuje się. Przy okazji opowiada naszemu reporterowi, że rura wentylacyjna biegnąca do jej kuchni często spadała, gdyż chłopcy grający w piłkę na podwórku uderzali nią o mur i rura się luzowała, i w efekcie spadała. - Mówiłam o tym wielokrotnie dyrektorowi Padołowi, ale on twierdził, że nie może nic w tym kierunku zrobić - opowiada pani Mirosława.
     We wtorek 31 lipca reporter był na podwórku przy Jagiełły 18 i szmata cały czas tkwiła w otworze wentylacyjnym. - Ja teraz zostawiam uchylone okno, ale cały czas też nie mogę zostawiać otwartego okna, bo na końcu ktoś mi się do mieszkania włamie - dodaje.
     Dyrektor Mogileńskich Domów Jerzy Padoł potwierdził, że w piątek jego pracownicy usuwali gniazdo os z rury wentylacyjnej prowadzącej do mieszkania Mirosławy Redmann. Zaprzecza, jakoby pani Mirosława nic nie wiedziała o tym, że otwór po zdjęciu rury został zaślepiony szmatą. - Pani Redmann została o tym poinformowana. W związku z tym, że niszczenie tych os odbywało się po godzinie 15.00 i wiadomo, że część os była w terenie, to żeby powracające do gniazda osy nie wlatywały z powrotem do tego otworu i nie wlatywały bezpośrednio do mieszkania, został on zaślepiony, i to jest wszystko - stwierdził dyrektor Padoł.
Zapewnił nas jednocześnie, że pracownicy, którzy te osy usuwali wiedzą, że praca ta musi być zakończona. Przy okazji wyprowadzenia rury, jak dodał Jerzy Padoł, zostanie ona dodatkowo ocieplona. - Kominek na zewnątrz będzie zupełnie inaczej zrobiony niż był dotychczas i do tego zostanie ocieplony. Może nawet dzisiaj zostanie to dokończone - zapewnił.
     MIESZKANIA NIE BĘDZIE
     Dyrektor Padoł zapowiedział jednocześnie, że Mirosława Redmann nie ma co liczyć na inne mieszkanie.
     - Ma mieszkanie, które użytkuje. Otrzymała lokal wymalowany. A jak jest później lokal utrzymywany, w dużej mierze zależy od danego użytkownika. Może rzeczywiście nie jest to jakiś superlokal na piętrze z centralnym ogrzewaniem, ale jest to lokal skromny, który kiedyś powstał w oficynie. Wcześniej też tam mieszkali ludzie. O lokale wszyscy musimy dbać, a to należy do użytkownika lokalu - powiedział Jerzy Padoł.
     PO TELEFONIE
     Po naszej rozmowie z dyrektorem Padołem, we wtorek po 16.00 na podwórko kamienicy przy ul. Jagiełły przyszli pracownicy Mogileńskich Domów. Po czterech dniach od zatkania otworu wentylacyjnego wyciągnęli szmaty i założyli rurę wentylacyjną z kominkiem.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska, nr 1068 (31/2012)

Reklama

 

Komentarz
     Znieczulenie czy znieczulica
     Gniazdo os zawsze będzie mi się kojarzyło się z duszną atmosferą ratusza. Mam tu oczywiście na myśli to polityczne gniazdo os z ratusza, które jeszcze nie tak dawno świetnie funkcjonowało w gabinecie gminnego naczelnika oświaty Tadeusza Szymańskiego. Potem usiłowało znaleźć dla siebie miejsce w Urzędzie Stanu Cywilnego. Burmistrz przeniósł jednak Tadeusza Szymańskiego do dowodów osobistych i legenda gniazda os w USC upadła. Dziś tamci politycy spotykają się całkiem legalnie już w gabinecie wicestarosty Szymańskiego. Ale to już nie to samo. Spotkania w ukryciu, nielegalnie, gdy nie wiadomo jaki truteń za chwilę może wejść, dodawało tym spotkaniom posmaku organizacji działającej w konspiracji. Dziś jedynie zamurowano drzwi do gabinetu wicestarosty. Bezpośrednio z korytarza już nikt bez pukania do niego nie wejdzie. Teraz trzeba wchodzić przez sekretariat. A tam wiadomo, jak nie jesteś z gniazda os, to potraktują cię jak trutnia i możesz czekać tylko w poczekalni.
     Inny sposób na gniazdo os znaleźli pracownicy Mogileńskich Domów. Zjawili się błyskawicznie u mieszkanki ul. Jagiełły. Zlikwidowali gniazdo, ale założyli, że wszystkich os prawdopodobnie nie zlikwidowali. Część z tych owadów mogła pracować w terenie (choć było po 1500), dlatego odcięli im szmatami drogę powrotu.
     Może byłby to i dobry pomysł, gdyby nie to, że mieszkanka oficyny zaczęła odczuwać duszne powietrze. Brak wentylacji. Pracownicy komunalni odcięli kobiecie dostęp do powietrza. Tłumaczenie, że mogła sobie otworzyć okno jest nie na miejscu, gdy mieszka się w oficynie. Zwłaszcza w tak niebezpiecznej części miasta, jak kamienice, zaułki i podwórka w centrum Mogilna. Sam też bym tam okna na parterze nie otwierał.
     W tej całej historii nie rozumiem jednego. Dlaczego od razu w piątek, gdy pracownicy usunęli gniazdo os, nie mogli naprawić rury wentylacyjnej, tak, aby prawidłowo działała. Zakładam, że w piątek było to z jakichś powodów niemożliwe, ale przecież pozostaje sobota, poniedziałek no i wtorek. Pracownicy byli tak przewidujący i wiedzieli, że część os pracuje po południu. Sami jednak nie wpadli na to, by od razu w piątek tak jak osy popracować dłużej i założyć wentylację, tak, by działała prawidłowo.
     Prawdopodobnie, gdyby nie telefon od reportera, także we wtorek, ekipa z Mogileńskich Domów nie pojawiałaby się na podwórku kamienicy przy ul. Jagiełły.
     Mam nadzieję, że osy nie pokąsiły dotkliwie pracowników komunalnego zakładu budżetowego. I musieli ratować się wpychaniem szmat i ucieczką. Ich działanie - a właściwie jego brak - wskazywałby jednak albo na działanie jadu, albo jakieś oznaki znieczulicy społecznej.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1068 (31/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości