Henryk Ciszewski zaprosił naszego reportera do swojego mieszkania. Trudno było się przedrzeć przez sterty rupieci. Wszędzie panował brud i niewyobrażalny smród. Jego zdaniem w mieszkaniu nie jest aż taki bałagan, jak wszyscy mówią. Najważniejsze, że ma prąd.
fot. Paweł Lachowicz
Strzelno, komunalne mieszkanie, wysypisko, śmieci, M-GOPS
Szybko zbliża się zima, sąsiedzi boją się szczurów
Kierownik M-GOPS Małgorzata Nowak oraz burmistrz Ewaryst Matczak zapowiedzieli, że gmina pomoże w wysprzątaniu mieszkania Henryka Ciszewskiego. Burmistrz obiecuje, że gmina przeprowadzi także w mieszkaniu i na podwórku budynku komunalnego odszczurzanie. - Raz pomagaliśmy, to pomożemy drugi raz, chociaż jak ludzie tam byli, to wymiotowali, taki był smród i brud - mówi reporterowi.
ZBIERACTWO
W Strzelnie przy Placu Świętokrzyskim, w budynku socjalnym mieszka 10 rodzin. Dwa z mieszkań zajmują Henryk Ciszewski oraz Mikołaj Bultrowicz. Są to osoby bezrobotne, nie stroniące od kieliszka i przebywające na garnuszku opieki społecznej.
Mężczyźni są bardzo uciążliwi dla sąsiadów z powodu znoszenia w miejsce zamieszkania różnych przedmiotów znalezionych na śmietnikach. Ich mieszkania są zaniedbane, brudne i zawalone przeróżnymi śmieciami. Sąsiedzi obu panów obawiają się, że jak co roku w okresie zimowym na ich podwórku zadomowią się szczury. Ponadto lokatorzy skarżą się na częste wizyty w mieszkaniach mężczyzn podejrzanych gości, pity jest alkohol i z mieszkań dochodzą krzyki.
Mieszkający w sąsiedztwie Ireneusz Świercz zdecydowanie mówi, że obawy mieszkańców mają swoje uzasadnienie. Sami mężczyźni im nie przeszkadzają, lecz ich przyzwyczajenia oraz częste niestosowne zachowania burzą ich spokój domowy.
Mikołaj Bultrowicz żyje z opieki społecznej. Jego mieszkanie również wymaga remontu, jednak nie znosi tylu rupieci ze śmietników do domu, co jego kolega po sąsiedzku Henryk Ciszewski. Sąsiedzi jednak narzekają, że często przesiaduje w domu Ciszewskiego przy różnych trunkach
fot. Paweł Lachowicz
- Henryk Ciszewski bawi się w zbieractwo i non stop coś przynosi, a my boimy się, żeby szczury się tam nie wprowadziły. Drugi sąsiad często jest na gazie. Mnie to policja by zwinęła i by zamknęli, a jego co drugi dzień przywożą do domu pijanego. Co z tego, że odwiozą go na leczenie, jak szybko zaczyna się to samo. Nam chodzi konkretnie o to, żeby ten syf zlikwidowali, bo my mamy małe dzieci, a zachowanie takie, jakie oni mają, jest nieprzyjemne. Czasami jest tak, że wyjdzie na próg i się odleje, a dzieci na to patrzą - mówi Ireneusz Świercz.
Zanim trafił do zakładu karnego w Nowogardzie, w 2009 r. trzymał w swoim mieszkaniu około 10 psów. Często zwierzęta, które nie były przez niego wyprowadzane na spacer, załatwiały się w jego mieszkaniu. Podczas jego pobytu w zakładzie karnym pracownicy gminy wysprzątali mieszkanie. W sumie w więzieniu siedział przez 14 miesięcy, w Potulicach, Nowogardzie oraz Strzelewie.
W chwili obecnej pan Henryk trzyma w mieszkaniu jednego psa Dingo. Na podłodze walają się psie odchody. Lokatorzy twierdzą, że pan Henryk często wpada w alkoholowe transy i potrafi tak zapić, że przez kilka dni nie opuszcza swojego mieszkania, w tym czasie na podwórko nie wypuszcza też swojego psa.
- Jak sąsiad jest w transie alkoholowym, to przesypia ten czas i trudno jest go spotkać - mówią sąsiedzi.
ZŁOM I WĄTROBIANKA
Naszemu reporterowi udało się go spotkać w środę 9 października, gdy wracał z psem ze spaceru. Chętnie zaprosił nas do środka swojego lokum. Trudno jest tam wejść, gdyż odpycha roznoszący się wszędzie niemiłosierny odór.
Odnosił się do pobytu w więzieniu i powrotu do mieszkania. Henryk Ciszewski opowiada nam, że 9 lipca 2009 r. na adres zakładu karnego otrzymał pismo od komendanta Komisariatu Policji w Strzelnie Roberta Szubargi, informujące o tym, że klucze od jego mieszkania zabezpieczone zostały przez pracowników referatu ds. mieszkaniowych Urzędu Miejskiego. Ponadto w piśmie zawarta została informacja, że w mieszkaniu pod jego nieobecność został przeprowadzony remont oraz zmiana wyposażenia - umeblowania. Natomiast psy, które znajdowały się w mieszkaniu, zostały zabezpieczone na terenie schroniska dla zwierząt w Strzelnie.
- Jak oni mogli napisać w papierach, że remont jest zrobiony, że wszystko jest zrobione elegancko, a ja tu przyjeżdżam, a tu gorzej jak syf - opowiada nam Henryk Ciszewski. Oprócz wyuczonego zawodu introligatora, jak mówi, posiadał też uprawnienia do prowadzenia samochodów ciężarowych. Jakiś czas temu zatrudniony był przez burmistrza Ewarysta Matczaka w ramach prac interwencyjnych, gdzie wyrobił sobie zasiłek dla bezrobotnych.
Obecnie, od kilku lat nigdzie nie pracuje. Przyznaje, że zarabia trochę pieniędzy na sprzedaży złomu. Przyznaje, że przeszukuje pojemniki ze śmieciami: - O drugiej w nocy już jestem przy kontenerze i buszuję. Mam swoje miejsca. Wyszukuję złomu na sprzedaż. Ma też przyznany zasiłek z opieki społecznej, ale nie otrzymuje pieniędzy do ręki, tylko do wykorzystania w sklepie na nabycie żywności - Mam z opieki niecałe 200 zł. Nie raz idę sobie na ten obiad. Chlebem żyję i wątrobianką, tym co najtańsze. Chociaż prąd jeszcze mam - dodaje. Za zebrany złom kupuje sobie tabakę, chleb oraz coś mocniejszego. Prąd ma dzięki sąsiadom, którzy naciskali na podłączenie energii w jego mieszkaniu, gdyż obawiali się, że siedząc przy świeczkach może wywołać pożar. Natomiast rachunki za prąd opłaca opieka społeczna.
Gdy powiedzieliśmy panu Henrykowi, że trzeba byłoby uporządkować mieszkanie i podwórko z naznoszonych gratów, bo sąsiedzi się obawiają, że zagnieżdżą się szczury, pan Henryk odpowiedział: - Muszę teraz trochę tutaj uporządkować, wszystko powynosić i gdzieś muszę to ulokować, bo co powyrzucam to. Trochę wyrzucę, ale dużo już wyrzuciłem.
ZBIERA SIĘ NA WYMIOTY
Kierownik M-GOPS Małgorzata Nowak zna sytuację Henryka Ciszewskiego. Przyznaje, że wraz z pracownikami socjalnymi są bezsilni, nie wiedzą, co mają zrobić, żeby przekonać pana Henryka do utrzymywania porządku w domu.
- Ten człowiek to jest historia i jak sięgam pamięcią, a pracuje tutaj 20 lat, to on jest cały czas taki sam. Kiedyś pracował i żył z mamą. Wówczas jeszcze było dobrze, jak mama zmarła, to z nim ciężko jest się dogadać. A tam nikt już nie chce wejść. Beata mówi [Beata Andrzejczak - pracownik socjalny - przyp. pal], że nie może sobie z nimi poradzić. Obojętnie co zrobimy dla tego człowieka, zawsze będzie nie tak, a on od siebie nic nie zrobi. Podobnie jest z panem Bultrowiczem, on wyraził już zgodę na leczenie i jak lekarz zobaczył go takiego śmierdzącego, to go nie przyjął i od tej pory nic nie udało się zrobić, bo jak ktoś sam chce, to jest dobrze. Często, jak chcemy im zmienić warunki, to oni nie chcą - mówi Małgorzata Nowak.
Beata Andrzejczak, która jest opiekunką socjalną w rejonie ul. Plac Świętokrzyski i jej podlegają bezpośrednio, zarówno pan Henryk, jak i Mikołaj Bultrowicz, twierdzi, że w ostatnim czasie Henryk Ciszewski miał okres, że nie wpuszczał do domu pracowników opieki społecznej.
- Problem jest w tym, że ten pan uważa, że u niego w domu jest posprzątane. Na to, co było kiedyś, to i tak jest tam lepiej. My ze strażnikami miejskimi jeździmy w zespołach i w najbliższym czasie rozpoczniemy kontrole. On i tak sam dużo rzeczy wyniósł. Ci ludzie mają takie swoje życie i w pewnym stopniu trzeba to uszanować. My na pewno tego tak nie zostawimy, ale jak oni sobie zrobią po swojemu, to tak mają. My mówimy sąsiadom, że to jest choroba, ale wiele osób tego nie rozumie, a nasza rola jest w tym, żeby pomóc - powiedziała nam Beata Andrzejczak.
Zdaniem kierownika M-GOPS na terenie gminy Strzelno jest ponad 20 osób, które są pod stałą opieką i nadzorem opieki społecznej w okresie jesienno-zimowym.
- Jak jest ciepło, to tak się tymi ludźmi nie martwimy, bo wiemy, że sobie radzą. Lecz jak przychodzi ten okres jesienno-zimowy, to pracownik socjalny, policja i straż miejska objeżdżamy miejsca, gdzie ci ludzie mieszkają, bądź przebywają. Jak ktoś nie ma węgla zaraz worek dostarczamy i nie ma takiej sytuacji, żeby ktoś był bez prądu, wody czy ciepła - mówi kierownik Nowak. Obiecała, że jeszcze przed zimą postarają się wraz z pracownikiem socjalnym zrobić coś w kierunku, żeby pan Henryk zmienił trochę wygląd mieszkania.
- Damy mu farby, niech sobie pomaluje. Porozmawiam z panem Kapicą, może pracownicy interwencyjni pomogą i wspólnie posprzątamy. Trudno, jest to taki człowiek, a nam będzie zapewne łatwiej to posprzątać - dodała Małgorzata Nowak.
POMOGĄ, ODSZCZURZĄ
Burmistrz Ewaryst Matczak stwierdził, że już raz gmina sprzątała mieszkanie Henryka Ciszewskiego.
- Jak jest zagrożenie zaszczurzenia, będziemy musieli sprzątnąć, ale pan Ciszewski nawet do domu nie chce wpuścić. Byłem na interwencji, jak od niego dym się ulatniał i rzeczywiście świeczką się podgrzewał. Mieszkanie na pewno było wysprzątane i coś chyba było robione z podłogą. Ale malowanie należy do lokatora. U niego są zaległości z opłatami. Jak nie płaci, to z czego mamy to wyremontować. Porządek na pewno pomożemy mu zrobić, ale na pewno nie wyremontować. Raz pomagaliśmy, to pomożemy drugi raz, chociaż jak ludzie tam byli, to wymiotowali, taki był smród i brud - powiedział nam burmistrz Matczak.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1131 (42/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze