Reklama

Taki woźny to prawdziwy skarb

LO Strzelno
     Taki woźny to prawdziwy skarb
     Woźny strzeleńskiego liceum Andrzej Jamroży stworzył w szkole miejsce ważne dla kolejnych pokoleń uczniów. Miejsce, o którym trudno jest im zapomnieć, nawet po ukończeniu szkoły.

Woźny strzeleńskiego LO Andrzej Jamroży wśród licznych pamiątek, na które w „kanciapie” pomału zaczyna brakować wolnego miejsca. - „To miejsce, tak jak wygląda obecnie, uczniowie stworzyli sami” - mówi.   
   fot. Magdalena Lachowicz

     Andrzej Jamroży mieszka w Strzelnie. Od kwietnia 2005 r. jest woźnym w Zespole Szkół Licealnych  w Strzelnie. Do pracy został przyjęty przez obecnego dyrektora Mariana Mikołajczaka . - Chociaż w tym roku mija pięć lat, to ja czuję się tak, jakbym pracował w tej szkole od zawsze. Ona stała się takim drugim moim domem - opowiada Andrzej Jamroży.
     REMONT KANCIAPY
     W momencie podjęcia pracy otrzymał na swoje potrzeby pomieszczenie, które wszyscy uczniowie od pokoleń nazywają kanciapą. Pomieszczenie to chociaż wyglądało wówczas zupełnie inaczej niż dzisiaj, od razu przyciągnęło jak magnez niektórych uczniów. Z dnia na dzień rzesza przebywających tam licealistów powiększała się do tego stopnia, że czasem trzeba było przeciskać się w tłumie, aby coś woźnemu powiedzieć czy zakomunikować.
     Zanim jednak pomieszczenie stało się najprzyjemniejszym miejscem w szkole potrzeba było sporo pracy, którą włożył sam woźny przy pomocy chętnych uczniów. - To pomieszczenie było takie najzwyklejsze, skromne, niczym się nie wyróżniało. W rogu na półeczce stało jakieś radyjko i to wszystko. Podłoga była drewniana, która w niektórych miejscach się zapadała. Udało mi się namówić dyrektora na płytki podłogowe. Sam je położyłem. Najpierw jednak trzeba było nawieźć kilkanaście taczek ziemi i gruzu. Już było tutaj coraz ładniej. Później pomalowałem ściany - wspomina Andrzej Jamroży.
     PLAN LEKCJI BYŁ PIERWSZY
     Na pomalowanej ścianie woźny zawiesił pierwszy plan lekcji. I tak wszystko się zaczęło. Obok planu lekcji pojawiły się pierwsze zdjęcia. Były to zdjęcia z imprez klasowych, szkolnych, prywatek, a nawet rodzinne zdjęcia uczniów. - Pojawiły się zdjęcia takie z humorem, ale i takie chwytające za serce - wspomina woźny. Oprócz zdjęć na ścianie zaczęły pojawiać się różne emblematy, proporczyki, identyfikatory, plakietki oraz różne pamiątki przywożone przez licealistów z wycieczek, z których każda posiada swoją historię. W pewnym momencie zaczęło brakować miejsca, ale to nie przeszkodziło sympatykom szkolnego piekiełka pana Andrzeja i zaczęli zapełniać każde wolne miejsce w kanciapie. Ostatnio na suficie pojawiły się szaliki różnych klubów piłkarskich.
     Największym sentymentem pan Andrzej darzy zdjęcie wykonane w 2006 r. przez ówczesną klasę II liceum. Na zdjęciu pan Andrzej przebrany jest za św. Mikołaja, a zdjęcie wykonane zostało na pamiątkę dla uczennicy tej klasy, która zachorowała na raka.
     Nie mniejszym sentymentem obdarzona jest przez pana Andrzeja rzeźba tańczących diabłów, którą podarował mu jego wielki przyjaciel ks. Krzysztof Januchowski, kiedy opuszczał strzeleńską parafię i zarazem społeczność szkolną, w której uczył religii i był opiekunem działającego rockowego zespołu muzycznego.
     Wśród licznych gadżetów jest też zdjęcie, a właściwie jego kserokopia, na które pan Andrzej często i z sentymentem spogląda. Jest to fotografia uczniów z nauczycielem Zbyszkiem Noskiem, wykonana w przeddzień jego śmierci. - Młodzież przynosiła wszystko, nawet najcenniejsze dla siebie zdjęcia. Nawet, gdy nie miały swoich fotek, to po maturze z języka polskiego zostawiała fragmenty swoich prezentacji - opowiada pan Andrzej.
     KAŻDY ZOSTAWIA PODPIS
     Na suficie tuż przed wejściem do szatni, która jest przedłużeniem kanciapy, każdy chętny absolwent składa swój podpis. Takie podpisy składają wszyscy, którzy odwiedzają pana Andrzeja z sentymentu dla niego i dla szkoły, a jest ich niemało. - Ja tutaj spędzam połowę mojego życia. Ale bardzo lubię swoją pracę i atmosferę, która tutaj panuje. Najmilsze jest jednak to, że absolwenci cały czas o mnie pamiętają - mówi Andrzej Jamroży. Bardzo cieszy go fakt doskonałej współpracy z dyrekcją szkoły. - Udało mi się namówić dyrektora na monitoring. Teraz jednym kliknięciem mam podgląd na cztery różne miejsca w szkole. Cały czas staramy się, aby była tutaj bezpieczna szkoła - dodaje pan Andrzej.
     O tym, jak niezwykłym człowiekiem jest woźny Andrzej świadczyć może fakt, że kiedykolwiek nie jestem w tej szkole zawsze z kanciapy dobiegają głosy młodzieży oraz zapach parzonej kawy, której u pana Andrzeja nigdy nie brakuje. Nazywają go po prostu wujkiem. - Kiedyś musiałem poprosić dyrektora, aby wywiesił kartkę o zakazie przebywania w szatni podczas przerw, bo dochodziło już do takich sytuacji, że cale klasy u mnie przesiadywały - opowiada Andrzej Jamroży.
     ABSOLWENCI TEŻ PRZYCHODZĄ
     Uczniowie w rozmowie z reporterem Pałuk twierdzą, że do pana Andrzeja przychodzą nie tylko po to, żeby odsiedzieć kilkunastominutową przerwę. Przychodzą do niego często po radę, po pomoc, a nawet jest ich powiernikiem. - Nigdy się na nim nie zawiodłem. Chociaż jestem już absolwentem, prawie codziennie tutaj przychodzę, aby porozmawiać. Tutaj, u pana Andrzeja czuję się bardzo dobrze - mówi Michał Szczechowicz.
     Pomimo że zazwyczaj uczniowie lubią woźnym robić różne kawały, pan Andrzej mówi, że nigdy żaden uczeń nie sprawił mu żartami przykrości. - Ja nigdy nie byłem w stosunku do nich złośliwy i oni w stosunku do mnie też nie byli - dodaje Andrzej Jamroży.
     - Przychodzę do pana Andrzeja, bo po prostu bardzo go lubię. Lubię z nim przebywać i rozmawiać - mówi absolwent LO  Robert Żuchowski. 
     Wśród uczniów często nazywany jest wicedyrektorem. - Za moich czasów w szkole słuchali Andrzeja bardziej niż dyrektora - dodaje Michał Szczechowicz.
     Dyrektor strzeleńskiego liceum Marian Mikołajczak spytany co myśli o pracy pana Andrzeja i jego kontaktach z młodzieżą przyznał, że rzeczywiście pan Andrzej cieszy się ogromną sympatią wśród uczniów. - Jest osobą, która potrafi utrzymać z nimi dobre kontakty, ale jednocześnie nie pozwala sobie wchodzić na głowę. Po prostu panują u niego partnerskie stosunki, ale nie na zasadzie poklepywania się po plecach, tylko po prostu na zasadach mogę wam pomóc, ale macie wiedzieć, gdzie jest wasze miejsce - powiedział dyrektor Mikołajczak.
     Prywatnie pan Andrzej wychowuje córkę Magdalenę. Ma jeszcze druga córkę Paulinę, która mieszka i studiuje w Poznaniu.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 984 (51/2010)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości