Barbara Szafer opowiada reporterowi „Pałuk” o różnych problemach,
z którymi spotyka się w Przyjezierzu i z którymi walczy już około 20 lat. - „Przecież nasze podatki przynoszą gminie pieniądze i gmina powinna
o to dbać. Ja nie przywożę tutaj gości, bo się wstydzę” - mówi reporterowi.
fot. Paweł Lachowicz
Przyjezierze, trawa, liście, gałęzie, właściciele, domki letniskowe, Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji, Jeziora Wielkie
Trawa, liście i gałęzie składowane 50 metrów od jeziora
- Denerwują mnie te brudy wokół jeziora, psy kąpiące się, stan tzw. plaży wojskowej i wiele innych problemów, które dotyczą Przyjezierza i od wielu lat nic się nie zmienia. To co było za komuny, tak zostało - mówi właścicielka domku letniskowego Barbara Szafer.
Podczas corocznych zebrań właścicieli domków letniskowych i handlowych po jeziorańskiej stronie Przyjezierza (gm. Jeziora Wielkie) z władzami gminy i administratorem ośrodka, które odbywają się na początku maja letnicy zwracają uwagę na utrzymanie ładu i porządku na terenie ośrodka. Na jednym z takich zebrań wczasowicze domagali się od administratora, którym jest Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji w Jeziorach Wielkich wyznaczenia miejsca, gdzie mogliby wyrzucać liście zgrabione z terenów działek. Takie miejsce na ich życzenie wyznaczone zostało w lesie za byłym ośrodkiem wojskowym.
JAK ZA KOMUNY
Jednak nie wszyscy dostosowują się do zaleceń i odpady zielone wyrzucają na skraju lasu, zaśmiecając jednocześnie teren ośrodka. W tej sprawie skontaktowała się z nami jedna z właścicielek domku letniskowego w ośrodku wczasowym w Przyjezierzu Barbara Szafer. Jej domek znajduje się właśnie za wojskowym ośrodkiem, nad samą wodą. Jej zdaniem zebrania z działkowcami są organizowane w takim czasie, że ludzie pracujący, którzy mają coś do powiedzenia w sprawie funkcjonowania ośrodka nie mogą przyjechać. Uważa, że letnicy nigdy nie wiedzą, kiedy zebrania są i w rezultacie przychodzą na nie tylko renciści.
- Ja byłam na jednym zebraniu, bo dowiedziałam się o nim przypadkiem. Denerwują mnie te brudy wokół jeziora, psy kąpiące się i wiele innych problemów, które dotyczą Przyjezierza i od wielu lat nic się nie zmienia. To co było za komuny, tak zostało i jest tylko pogorszenie sprawy. Jak byłam na zebraniu poruszyłam sprawę i pytałam co robi gmina z pieniędzmi podatnika i co się robi dla Przyjezierza, bo nie ma nawet porządnych dróg. Są same dziury, że nie idzie autem przejechać. Wójt powiedział wówczas, że zrobił chodnik do mola na plaży głównej. Ja zapytałam dla kogo jest plaża główna robiona, dla podatników, którzy płacą podatki, czy dla ludzi przyjeżdżających na weekendy. Bo jak dla mnie jest ona dla weekendowiczów, a to my płacimy podatki - mówi Barbara Szafer.
Dodaje także, iż jest zbulwersowana wyglądem plaży tzw. wojskowej. Jej zdaniem jest ona bardzo zanieczyszczona. Ma pretensje do gminy, że zamiast wyremontować pomost, został on rozebrany. Gmina powinna dbać o tę plażę, tak jak dba o plażę główną.
Skarżyła się też na ogólny bałagan w części ośrodka na końcu ul. Bukowej.
- Na zebraniu pytałam o możliwość ustawienia kontenerów, okazuje się, że jest to niemożliwe. Nad samym jeziorem powstało wysypisko śmieci, notabene nietypowych śmieci, a śmieci organicznych, trawy, gałęzi i liści. One są składowane 50 m od jeziora. Teraz, jak się dowiedziałam w gminie, to ludzie mają pozwolenie wysypywać to z działek do lasu. Wie pan co się dzieje teraz w lesie? Wszystko leży na ul. Bukowej przy drodze. To są hałdy brudu. Powiedziałam, że powinny być worki na odpady ekologiczne, to w gminie powiedzieli mi, że nie, bo te odpady się rozłożą. Tak, rozłożą się, ale jak wysypie jeden człowiek, a nie jak wysypuje tysiące ludzi. Tym problemem powinna zająć się gmina, bo to nie jest ośrodek wypoczynkowy, to jest wysypisko śmieci - denerwuje się Barbara Szafer.
ZGODA NADLEŚNICTWA
Ponieważ uczestniczyliśmy w ostatnim zebraniu, które odbyło się 2 maja, poinformowaliśmy naszą czytelniczkę, że zgodę na wysypywanie odpadów organicznych takich, jak trawa, gałęzie, czy liście w tym miejscu wyraziła dyrekcja Nadleśnictwa w Miradzu. Pani Barbara twierdziła, że jest to jakieś nieporozumienie.
- Skoro lasy państwowe wyraziły zgodę na wynoszenie tego do lasu, to powinien być zrobiony jakiś kompostownik, a nie każdy wyrzuca gdzie chce. Niech dołożą po 50 zł podatku na każdego i niech wreszcie będzie tu porządek. Mam dużą działkę i nie wyniosłam nigdy liści, ani trawy do lasu. Mam przyczepę i wywożę ludziom, którzy kompostują - dodała pani Barbara.
PSY I KĄPIEL
Zwróciła uwagę na kolejny jej zdaniem problem. Tym razem chodzi o psy, które właściciele wprowadzają na plażę. W tej sprawie monitowała w Urzędzie Gminy w Jeziorach Wielkich. Od pracowników gminy miała usłyszeć, że jest tabliczka na plaży informująca o zakazie wprowadzania psów.
- Powiedziałam, że tabliczka została zerwana w ubiegłym roku i gminy obowiązkiem jest postawić nowe tablice. My byśmy sami postawili, lecz nam nie wolno. Pytałam się policjanta, jak to jest, ponieważ ludzie przychodzą z różnymi psami na plażę i okazuje się, że suka ma cieczkę, jakiś piesek robi kupkę i idzie do jeziora się kąpać. My jako ludzie kąpiemy się z psami. Pan policjant powiedział, że ma ręce związane, bo miał interwencję i pytał się wójta co robić w takiej sytuacji, to wójt na szybko miał ustalić i miał mu powiedzieć, że psy mogą się kąpać. To co, na poczekaniu zebrała się rada gminy i podjęła decyzję, że psy mogą się kąpać. My płacimy podatki po 1.000 zł i co ja mam się kąpać z psami? Podobno gmina plażę wojskową uważa jako dziką plażę i psy mogą się kąpać. Właściciel psa nigdy się nie kąpie, rzuca mu tylko kijek do wody. To są problemy, o które walczę już około 20 lat. Przecież nasze podatki przynoszą gminie pieniądze i gmina powinna o to dbać. Ja nie przywożę tutaj gości, bo się wstydzę - usłyszeliśmy.
Pani Barbara prosiła, by reporter wyjaśnił sprawę, czy sanepid wydał zgodę na kąpanie psów w jeziorze.
Wójt Zbysław Woźniakowski w rozmowie z naszym reporterem stwierdził, że pierwszy raz słyszy, żeby sanepid wydał zgodę na kąpanie psów w jeziorze. Twierdzi, że nawet, gdyby taka decyzja należała do niego, to nigdy takiej decyzji by nie wydał, żeby była możliwość kąpania psów w jeziorze.
- To są jakieś bzdury - mówi wójt.
PLAŻA WOJSKOWA JEST DZIKA
Jeśli chodzi o zagospodarowanie przez gminę plaży zwanej przez wczasowiczów plażą wojskową wójt stanowczo oznajmił, że nie ma takiej możliwości. Dodał, że ta plaża nie była nigdy pod nadzorem gminy. Przypomniał, że plażę tę zorganizowało wojsko, gdy miało tam swój ośrodek wypoczynkowy. Plaża ta dostępna była tylko dla wczasowiczów ośrodka wojskowego. - Nigdy nie było tam żadnej ingerencji gminy, to zarządca ośrodka wojskowego dbał o tę plażę. Ona umarła z chwilą likwidacji ośrodka wojskowego - mówi wójt Woźniakowski. Dodaje również, że plaża zwana przez wczasowiczów wojskową jest plażą dziką, terenem zwyczajowo przyjętym do kąpieli. Jeżeli ktoś się tam kąpie, to tylko na własne ryzyko i własną odpowiedzialność.
- My, jako gmina mamy jedną plażę, tą główną, gdzie kąpielisko wpisane jest do rejestru i o tą plażę będziemy dbali. Gdybyśmy naszym nadzorem objęli plażę „wojskową”, to musielibyśmy przejąć wszystkie plaże, które kiedyś potworzyły sobie zakłady pracy. To jest niemożliwe. Wszystkie inne miejsca oprócz plaży głównej, które ludzie wybrali sobie jako miejsca do kąpieli, nas po prostu nie interesują - dodał wójt.
DO LASU TYLKO LIŚCIE
Ustosunkował się również do zarzutów pani Barbary odnośnie bałaganu na końcu ul. Brzozowej, gdzie ludzie wyrzucają zgrabione liście i ściętą trawę. Wójt przyznał, że rzeczywiście zezwolił w porozumieniu z nadleśnictwem, że ludzie mogą zgrabione z działek liście wyrzucać w wyznaczonym miejscu w lesie. Ale było to miejsce specjalnie do tego wyznaczone.
- Skoro ludziom nie chce się wynieść liści głębiej do lasu, tylko wyrzucają na skraju drogi, to już nie nasz problem, a problem tych ludzi. Oni sami sobie robią bałagan, a do tego stwarzają zagrożenie samoistnego zapłonu, bo liście gniją i może dojść do samozapłonu. No niestety, jeśli ludzie chcą liśćmi przewyższyć czubki drzew, to tak się nie da - powiedział wójt Woźniakowski. Dodał również, że była zgoda tylko na wyrzucanie w wyznaczone miejsce liści, nie było mowy o ściętej trawie. - Jeżeli ktoś zostanie przyłapany na tym, że wyrzuca to do lasu, będzie to przekierowane na policję i za to trzeba będzie zapłacić mandat. Gdyby ludzie myśleli perspektywicznie, co będzie w kolejnym roku, to pewnie głębiej by te liście wynosili, tylko im się nie chce - usłyszeliśmy.
Wójt zaznaczył ponadto, że każdy właściciel działki powinien mieć złożoną w gminie deklarację na odbiór nieczystości. Jeden z worków przeznaczony jest na odpady organiczne i tam należy wrzucać liście, ściętą na działce trawę i odstawić do wywozu przed swoją posesję. Jeśli tych worków dany właściciel uzbiera więcej, to zdaniem wójta należy uiścić dodatkową opłatę.
- Innej możliwości nie ma - dodał wójt.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1175 (34/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze