Obywatelka Niemiec nie ma żadnych wątpliwości. Gdyby nie pomoc Polaka, którego potomków teraz szuka, dziś prawdopodobnie nie byłoby jej na świecie. - Z narażeniem własnego życia zatroszczył się on, 20 stycznia 1945 r. o to, by Ottilie Lausch ze swym małym synem Helmutem i dwiema innymi niemieckimi rodzinami jadąc zaprzęgiem konnym odnaleźli drogę do granicy z dala od głównych szlaków komunikacyjnych - mówi pani Sylvia. Sowieci nazajutrz byli już w Mogilnie.
Zdjęcie pochodzi z lat 1939-1945. Ottilie Lausch z synami Harrym (ten wyższy), Helmutem i psem Fiffi przed domem w Czarnotulu, prawdopodobnie tym pod numerem 15 fot. arch. Sylvii Giesen
Sylvia Giesen z domu Lausch na zdjęciu z mogilnianinem Krzysztofem Witczakiem podczas pobytu mogileńskiej delegacji na kiermaszu bożonarodzeniowym w Engelskirchen fot. Adam Maćkowiak
SZUKA ŚLADÓW
Sylvia Giesen z domu Lausch mieszka w Essen, w Niemczech. Ma 60 lat. Od ponad roku intensywnie próbuje odnaleźć ślady pobytu swoich przodków. Poszukuje potomków ludzi, którzy mieli decydujący wpływ na losy jej babci Ottilie Lausch oraz jej ojca Helmuta Lausch. Oboje już nie żyją. Ojciec pani Sylvii zmarł 2 lata temu.
Wszystkie tropy jej poszukiwań prowadzą do Czarnotula w gminie Mogilno.
Do reportera Pałuk Sylvia Giesen trafiła dzięki Krzysztofowi Witczakowi z Mogilna - tłumaczowi i nauczycielowi języka niemieckiego w Zespole Szkół w Bielicach. Do mogileńskiego tłumacza kobieta dotarła z kolei poprzez Markusa Drägera z Engelskirchen - jednego z inicjatorów partnerstwa polsko-niemieckiego i osoby, która walnie przyczyniła się do podpisania umowy o partnerskiej współpracy między Mogilnem a Engelskirchen.
Z ŁOTWY DO CZARNOTULA
Rodzina Lausch była obywatelami Łotwy, narodowości niemieckiej.
Bezpośrednio po wybuchu II wojny wojny światowej Niemcy hitlerowskie na podbijane przez siebie tereny sprowadzali rodziny niemieckie i osiedlali - zwłaszcza na terenach rolniczych. Nie inaczej było z terenami ówczesnej Wielkopolski.
W taki sposób 17 listopada 1939 r. do Czarnotula trafili dziadkowie Sylvii Giesen: rolnik Wilhelm Lausch urodzony w 1885 r., Ottilie urodzona w 1890 r. oraz ich dwaj synowie: Harry urodzony w 1929 r. i Helmut urodzony w 1934 r. Helmut Lausch to ojciec pani Sylvii.
- Zostali przesiedleni przez Niemiecką Spółkę Powierniczą (Deutsche Treuhandgesellschaft). Przydzielono im gospodarstwo zastępcze o wielkości około 20 ha w Czarnotulu 15, okręg majątków ziemskich 147, powiat mogileński (Schwarzanger 15, Gutsbezirk 147 Kreis Mogilno) - opowiada Sylvia Giesen.
Sylwia Giesen nie wie, czy dotychczasowy właściciel gospodarstwa w Czarnotulu został na nim i pracował u jej dziadków, czy był to ktoś inny. Jednak z opowiadań rodzinnych kojarzy, że mógł mieć na imię Paweł. Pewne jest natomiast to, że miał on kilkoro dzieci (prawdopodobnie sześcioro, w tym niemowlę), z którymi jej ojciec Helmut bawił się. Z tego co do tej pory udało się dowiedzieć pani Sylvii z ustnych przekazów swojej babci oraz ojca, była też tam prosta, młoda dziewczyna - służąca, na którą wołano Mirtschka (może Mirka, zastanawia się pani Sylwia) oraz pies Fiffi.
Akt nadania obywatelstwa Rzeszy Niemieckiej rodzinie Lausch w 1939 r., po przesiedleniu ich z Łotwy do wielkopolskiego Czarnotula. Dokument został wystawiony w Poznaniu 20 listopada 1939 r. fot. arch. Sylvii Giesen
- Moja babcia Tiele opowiadała kiedyś, że przepisy państwowe zakazywały utrzymywania przyjaznych stosunków z polskimi mieszkańcami. Babcia obstawała jednak przy tym, by wszyscy, którzy dla niej pracowali, jedli posiłki wspólnie przy jednym stole, tak, jak wcześniej na Łotwie. Niemowlę tej polskiej rodziny z Czarnotula nie otrzymywało jedynie niewielkich, określonych przepisami racji chudego mleka, lecz mleko pełne - mówi mieszkanka Essen.
Dziadkowie pani Sylwii byli w tamtych czasach ewangelikami, potem przeszli na katolicyzm.
- Sąsiadka, pani Pedde, ostrzegała moją babcię przed możliwymi konsekwencjami politycznymi. „Tiele, Tiele, wylądujesz jeszcze kiedyś w więzieniu” - mówiła. Jednak ona w dalszym ciągu nie czyniła żadnych różnic narodowościowych. Pewnego wieczora polski robotnik powiedział: „Szefowo, jedna ze świń kuleje!” Babcia zrozumiała to natychmiast i wiedziała, że jego rodzina cierpi w domu głód. Powiedziała: „Tak, jeśli tak jest, to musicie jej ulżyć. Ale jutro rano nie może być po tym żadnego śladu”. Ubój zwierząt był przecież reglamentowany przez niemiecki Wehrmacht - kontynuuje swoją opowieść Sylvia Giesen.
Akt zgonu dziadka Sylvii Giesen - Wilhelma Lauscha, po tym jak stratował go w gospodarstwie w Czarnotulu koń, wydany w Strzelnie 21 października 1942 r. fot. arch. Sylvii Giesen
We wrześniu 1942 r. podczas prac polowych dziadka naszej rozmówczyni stratował jego własny koń.
Wilhelm Lausch zmarł w szpitalu w Strzelnie. W Urzędzie Stanu Cywilnego zachowany jest rejestr zgonów z 1942 r. i zgon dziadka Sylvii Giesen tam figuruje. Kobieta nie wie jednak, gdzie jej dziadek jest pochowany.
Starszego z synów Harry"ego - zobowiązano w tym czasie, by uczęszczał do odległej szkoły rolniczej (do jakiej miejscowości nie wiemy). W związku z czym Ottilie Lausch w wieku 52 lat pozostała sama z 8-letnim synem Helmutem i polskimi robotnikami. Helmut w latach 1940-1941 zapisany był do jednej z pobliskich szkół (nie wiemy jednak, do której).
- Zdarzało się często, iż babcia dawała nauczycielce artykuły spożywcze, by usprawiedliwiać nieobecność mojego ojca w szkole. Nie miała innego wyboru. Mój ojciec był bowiem potrzebny przy pracach w gospodarstwie - mówi pani Sylwia.
BABCIA ZOSTAŁA OSTRZEŻONA
W styczniu 1945 r. bardzo zaostrzyła się sytuacja polityczna dla ludności narodowości niemieckiej na terenach wyzwalanych przez Armię Radziecką. Również w okolicach Czarnotula organizowano kolumnę uchodźców dla ludności niemieckiej, która uciekała do Niemiec. Pani Sylvia mówi, iż z opowiadań rodziny wie, z to wyruszenie przeciągało się z dnia na dzień, gdyż wpływowi obywatele niemieccy wyjeżdżając z Czarnotula chcieli zabrać ze sobą jak najwięcej dóbr materialnych.
Dziadkowie Sylvii Giesen: Ottilie Lausch (z lewej) i Wilhelm Lausch (z prawej). Zdjęcia pochodzą prawdopodobnie z dokumentów przesiedleńczych fot. arch. Sylvii Giesen
- Polski robotnik ostrzegł moją babcię, by nie czekała już dłużej na wyruszenie tej kolumny. Rosjanie byli już bowiem niebezpiecznie blisko. Z narażeniem własnego życia zatroszczył się on, 20 stycznia 1945 r. o to, by Ottilie Lausch ze swym małym synem Helmutem i dwiema innymi niemieckimi rodzinami jadąc zaprzęgiem konnym odnaleźli drogę do granicy z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. 5 lutego 1945 r. wycieńczeni trafili do miejscowości Pritzwalk w Brandenburgii - mówi Sylvia Giesen.
SZUKA POTOMKÓW MĘŻCZYZNY, KTÓRY IM POMÓGŁ
Praktycznie od zera rozpoczął się wówczas ich przejściowy, nowy rozdział życia naznaczony niedostatkiem i budowaniem wszystkiego od początku.
- Okres wielkopolski oraz późniejsza ucieczka odcisnęły na moim ojcu duże piętno. Przez długi okres swego życia czuł się jak człowiek bez ojczyzny. Często opowiadał o minionych wydarzeniach. Była to przestroga przed zapominaniem wojny i jej następstw. Dla mnie jest jednoznacznym fakt, iż nie byłoby mnie dzisiaj na świecie, gdyby moja babcia pokierowała się przepisami nazistów zamiast swoją ludzką siłą woli.Dlaczegóż to polski obywatel, który przypuszczalnie sam został wypędzony ze swego gospodarstwa, miałby pomagać akurat niemieckim rodzinom? Byłoby dla mnie zaszczytem, gdybym mogła wyrazić wdzięczność potomkom tego mężczyzny, bez którego pomocy moja rodzina z pewnością poniosłaby śmierć w bardzo opóźnionej kolumnie uchodźców lub może później zostałaby zatopiona na okręcie „Gustloff” - dodała Sylvia Giesen.
Rodzina Lausch miała dużo szczęścia. Uciekli 20 stycznia 1945 r., a już nazajutrz 21 stycznia 1945 r. od strony Strzelna do Mogilna wkroczyły wojska sowieckie.
Jeżeli ktokolwiek miałby jakie informacje na temat rodziny Lausch, mieszkającej w czasie II wojny światowej w Czarnotulu i opisanej powyżej historii - prosimy o kontakt z redakcją.
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1141 (52/2013)
Więcej na ten temat:
Wysiedleni - odnalezieni
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze